Trasa Giro d'Italia 2025 rodziła się w bólach, ale w końcu została zaprezentowana. Nie przypominam sobie, by włoski tour odkrywał karty tak późno, ale patrząc na to, co otrzymaliśmy, być może warto było czekać.
Ponieważ punktem odniesienia niemal dla wszystkiego w kolarstwie jest teraz Tadej Pogacar, zacznę od niego. W ubiegłym sezonie, do wybitnej dyspozycji i niemal niezakłóconych przygotowań, które umożliwiły mu zdobycie "kolarskiego wielkiego szlema" niewątpliwie dołożyli się ogranizatorzy wyścigów.
Choć na trasie Tour de France bił kolejne rekordy na podjazdach mając w nogach Giro d'Italia trzeba się zastanowić, czy to samo byłoby możliwe, gdyby rok temu musiał we Włoszech przejechać aż osiem tysięcy metrów przewyższenia więcej. Bo właśnie o mniej więcej tyle (52500 vs 44600) więcej wspinaczek będzie na trasie "corsa rosa" 2025!
Co więcej, jak to w stylu Giro d'Italia, końcówka będzie wyjątkowo ciężka. Choć w całym wyścigu będzie "tylko" pięć finiszy na podjazdach a odcinków realnie górskich trzynaście (równoważonych przez dwie czasówki: etapy 2. i 10. więc stosunkowo wcześnie, o łącznej długości 42,3km oraz etap szutrowy, nr 9. do Sieny z łączną długością "białych dróg" 29,5km), końcówka, jak to często na Giro będzie bardzo wymagająca.
Od etapu 15 do 21 (płaski dla sprinterów w Rzymie) będzie pięć poważnych, górskich testów. Zwieńczeniem trudów ostatniego tygodnia ma być długi, 203km etap do Sestriere z kluczowymi trudnościami na przełęczy Finestre: stromej i w końcowej części z szutrową nawierzchnią.
Etap 16. będzie miał 4900m przewyższenia, na 17. będzie super ciężkie Mortirolo, etap 19. to 4950m wspinaczek a 20 4500 ze wspomnianą super wymagającą końcówkę.
Zapowiada się ekscytująco, natomiast należy pamiętać, że często taka kumulacja trudności powoduje, że w pierwszej fazie wyścigu faworyci jadą defensywnie.
Ponieważ póki co stawka zapowiada się na wyrównaną (na tę chwilę Pogacar raczej pojedzie Tour i Vueltę, zobaczymy jaka będzie decyzja Vingegaarda), emocji może być sporo.
Na koniec wrzucam jeszcze uwagę dotyczącą miejsca startu. "Grande Partenza" w tym roku odbędzie się w Albanii (to prawdopodobnie negocjacje z organizatorami spowodowały opóźnienie prezentacji trasy aż do niemal połowy stycznia). W sumie fajnie, nowy kraj o sporym potencjale turystycznym, nowe miejsce na mapie Giro (i wymuszony transfer do Włoch po trzech dniach). Dla lokalnych mieszkańców będzie to niewątpliwie święto a dla Albanii szansa na sporą promocję.
Tyle tylko, że w tym miejscu wchodzi mały smuteczek. O planach Krakowa, by gościć start Giro mówiło się już w 2016 lub 2017r (celowano w dopięcie dealu na 2018r). Od tego czasu włoski Tour wystartował z Węgier, teraz pojawi się w Albanii (nie wspominając o kontrowersyjnej wizycie w Izraelu właśnie w 2018r). Biorąc pod uwagę obecną sytuację gospodarczą na Węgrzech i w Albanii myślę, że możemy śmiało spekulować, że jedno z najbogatszych miast w Polsce byłoby stać na taką inwestycję. Jednak z jakiś powodów stało się inaczej. Stąd rzeczony smuteczek.
Giro d'Italia 2025 rozegrane zostanie od 9.05 do 01.06.
Tour de France wystartuje 05.07, co daje 34 dni przerwy, tyle samo ile Pogacar miał w 2024r.

