W Kanadzie rozpoczął się właśnie wyścig klasyczny Grand Prix Cycliste de Québec (transmisja w maxoplayerze i Eurosporcie trwa, planowany koniec o 22.30). W niedzielę druga z quebeckich, worldtourowych jednodniówek: Grand Prix Cycliste de Montréal.
Oba wyścigi to fajne, górzyste klasyki (na listach zwycięzców mamy i Sagana i Matthewsa i van Avermaeta, ale też Gesinka, Pogacara czy Yatesa). I tak, wiem, że wszyscy już mają trochę dość kolarstwa, ale zazwyczaj obie imprezy dostarczają fajnej, sportowej rozrywki.
Przy okazji konferencji prasowej przed wyścigami, główna gwiazda, powracający do ścigania Tadej Pogacar opowiedział o czasie po Tour de France. Pogi podkreślił, jak wiele kosztował go Tour ("dzień po Tourze czułem się całkowicie zniszczony"), odniósł się też do oczekiwań, z którymi musiał się mierzyć (by przypomnieć stwierdzenia o tym, że nawet Vueltę wygrałby "jedną nogą").
Jak się okazuje, nawet dla niego nie jest to wszystko takie proste. I choć odbudował swoją dyspozycję i jeśli po drodze nie wydarzy się nic złego (a jak pokazuje przypadek van Aerta "nie znacie dnia ani godziny"), to, owszem, będzie faworytem mistrzostw świata. I jakkolwiek jego sukcesy będą wyglądały (w domyśle łatwo?) trzeba pamiętać, że to jest bardzo, bardzo ciężki sport.

