Primoz Roglic po tym, gdy zaprezentował imponującą dyspozycje na Alto de Moncalvillo i wygrał swój trzeci etap podczas tegorocznej Vuelty objął prowadzenie w klasyfikacji generalnej.
Ben O’Connor stracił wczoraj do niego 1’49”, ale to wciąż wystarczyło mu na zachowanie drugiej pozycji w klasyfikacji generalnej.
Stromy podjazd do mety po raz kolejny nie sprzyjał Enricowi Masowi, którego w końcówce wyprzedzili jeszcze David Gaudu i Mattias Skjelmose. Fakt, że po wielu miesiącach gorszej dyspozycji i nie spełniania pokładanych w nim oczekiwań Gaudu odbudowuje się na tym wyścigu i po raz kolejny prezentuje znakomitą moc napawa optymizmem zarówno zawodnika jak i jego fanów.
A skoro już mowa o mocy, to dawno nie poruszałem tego tematu. Vuelta jest bowiem trudna do porównania z innymi wyścigami. Nieregularne podjazdy z ekstremalnymi stromiznami, rozgrywanie wyścigu na stosunkowo niewielkiej wysokości (wczoraj finisz był zaledwie na 1491m n.p.m.), bardzo zmienna pogoda, nierówna stawka i dyspozycja zawodników powodują, że wartości, które możemy mierzyć lub estymować nie oddają w pełni całego kontekstu wydarzeń.
Co więcej, padające niemal za każdym razem rekordy związane są z faktem, że wiele podjazdów nie ma za sobą długiej historii. Poza Lagos de Covadonga, organizatorzy prowadzą trasę nowymi drogami, często wyasfaltowanymi kilka lat temu. Na Moncalvillo zawodowy peleton wjeżdżał dopiero po raz drugi.
Ale i tak poprawienie przez Roglica jego własnego rekordu o minutę (w tym roku pojechał 23’56”, na pandemicznej Vuelcie 2020 24’55) to rezultat, który można porównać z najlepszymi osiągnięciami Pogacara czy Vingegaarda. W tym czasie Roglic pokonywał wzniesienie ze średnią prędkością podjeżdżania 1913m/h (!!) co jest etymowane na ok. 6,8w/kg.
Co więcej, każdy z kolarzy czołówki, którzy jechali również w 2020 mniej lub bardziej swój czas poprawił. Nawet mający dziś na tle rywali nieco gorszy dzień Carapaz czy Mas. Co więcej, O’Connor, który pożegnał się wczoraj z koszulką lidera, w 2020r miałby siódmy czas, lepszy od Enrica Masa z tamtego sezonu.
Istotne jest też to, że w 2020 Moncalvillo był na ósmym etapie (o podobnym profilu co teraz), a w 2024 na 19, zatem kolarze mieli w nogach o wiele więcej trudności i godzin w wyścigowym tempie.
Patrząc na dynamikę wydarzeń w tegorocznej Vuelcie, Roglic po raz kolejny wykorzystał swoje atuty, budując przewagę nad rywalami dokładnie w takim terenie, w jakim czuje się najlepiej.
Zgodnie z tym, co obserwowaliśmy do tej pory, dziś powinno być mu trudniej. Choć na Moncalvillo jego pomocnicy, zwłaszcza Vlasov i Martinez spisali się świetnie nadając super mocne tempo (są współodpowiedzialni uzyskania tak znakomitego czasu podjazdu), teraz przychodzi prawdziwy test i dla Roglica i dla jego kolegów z drużyny.
Etap 20. to prawie 5000m przewyższenia, siedem premii górskich, kilka mniejszych, nieoznaczonych podjazdów. To jest szansa, by przewrócić klasyfikację generalną, wejść na podium lub nawet ten wyścig wygrać. O ile oczywiście (patrząc szczególnie na Masa i Carapaza) ktoś odważy się to zrobić.
Etap pokazywany będzie w całości, realnie trudno stwierdzić, kiedy zacznie się coś dziać. Podjazd do mety, Picon Blanco teoretycznie powinien sprzyjać Roglicowi (7,9km, 9,1%, do tego sekcje o stromiźnie 15-17% lub nawet więcej), pytanie tylko, czy Słoweniec będzie w stanie po raz kolejny błysnąć o tak ciężkim dniu. A jeśli nie będzie się czuł wystarczająco dobrze, w zanadrzu ma jeszcze niedzielną czasówkę.
Finisz jak zawsze około 17.30, u podnóża Picon Blanco czołówka, ktokolwiek w niej będzie, znajdzie się około 17.05.

