Kronika Kolarska 02.09.2024

Zanim podsumowanie wczorajszego dnia, małe ogłoszenie parafialne: ponieważ dzisiaj mam super zajęty dzień, wideo-podcastowe podsumowanie pierwszego tygodnia wjedzie jutro, czyli po dniu przerwy. Bo dzisiaj na Vuelcie dzień przerwy, co jest o tyle istotne, że wczoraj kolarze mogli “wyjechać się do zera”. I wielu z nich to zrobiło.

To był krótki, ale super intensywny etap z wieloma ciekawymi rozstrzygnięciami i twistem na koniec.

Ucieczka dnia wydawała się stracona: choć mocna i liczna (z nieustająco zabierającym się w odjazdy Solerem, zbierającym punkty w klasyfikacji górskiej Vinem, mającym szansę na awans w generalce Sivakowem, kontrolującym sytuację dla Roglica Vlasovem, w sumie ponad 20 kolarzy), była trzymana na dość krótkiej smyczy przez pomocników Mikela Landy.

Podjazd Colladelia był na tyle trudny, że dzielił zarówno ucieczkę jak i peleton a przewaga śmiałków u podnóża Cuitu Negru nie była wcale tak duża i powodzenie akcji zależało od tego, jak pojadą faworyci generalki.

Próbę wykorzystania pracy zespołu podjął Mikel Landa, ale jego atak nie był na tyle mocny, by wprowadzić większe zamieszanie w grupie lidera. Ben O’Connor dawał z siebie wszystko i mimo zmiennej stromizny i hardcorowo ciężkiej końcówki jechał w trybie minimalizowania strat.

Nie wdawał się w potyczki między Landą, który szybko odpadł, Roglicem, dla którego imponującą pracę wykonał Lipowitz a następnie sam dojechał tuż za O’Connorem czy wraszcie Roglicem i Masem.

Słoweniec próbował rozegrać ten etap nie tylko taktycznie, ale też technologicznie. U podnóża Cuitu Negru zmienił rower na wyposażony w lekkie koła na niskim stożku oraz gravelową grupę XPLR, z małą zębatką z przodu i kasetą o bardzo szerokim zakresie. Umożliwiło mu to zastosowanie wyższej kadencji i zachowanie na tyle świeżej nogi na ile się da na finałowej “ścianie”.

Ewidentnie miało to sens: po przyspieszeniu i zagubieniu rywali Roglic jednak nieco osłabł, co wykorzystał Enric Mas budując kilka, kilkanaście metrów przewagi nad rywalem. Ten jednak, gdy nieco ochłonął był w stanie wyrównać tempo i doścignąć kolarza Movistaru i faktycznie dostępne przełożenia mogły mu w tym pomóc. Tyle tylko, że cały ten zabieg i trud okazał się daremny. Ekipa Red Bulla przeprowadziła zmianę roweru w sposób dość niefortunny. W dolinie przed Cuitu Negru wiązało się to z pogonią za peletonem a jazda “na zderzaku” samochodu technicznego drużyny zaowocowała karą 20” dla Roglica i pomagających mu w pościgu kolegów. Zatem choć Roglic i Mas byli najlepsi wśród faworytów generalki, ostatecznie Roglic kończy etap z 20” stratą to Masa i tylko 18” przewagi nad O’Connorem!

Były więc i emocje i kontrowersje i taktyka i maksymalny, ludzki wysiłek.

Ale to nic w porównaniu z tym, co działo się w ucieczce. Gdy wydawało się, że “dzień konia” ma Sivakow, który przez większość etapu nadawał tempo i Ciuitu Negru rozpoczął mocno i w dobrej dyspozycji na końcowej ściance pozornie straceńczą szarżę przypuścił Pablo Castrillo z ekipy Kern Pharma. Ten sam debiutant, który niespodziewanie wygrał, też z ucieczki, etap 12.

Tutaj wydawało się, że jedzie ostatkiem sił a przyspieszenie jest “na pożegnanie” by dobrze pokazać się kibicom. Tymczasem Castrillo, choć dał się dogonić Vlasovovi, heroicznym wysiłkiem przspieszał kolejny i kolejny raz i wydarł Rosjaninowi (jadącemu bez flagi przy nazwisku, bo – oczywistości) zwycięstwo etapowe. Castrillo urasta więc do jednej z większych gwiazd tej Vuelty i staje się kolejną “Wielką Nadzieją Hiszpanów”.

Ponieważ Cuitu Negru nie jest podjazdem odwiedzanym często, nawet przy taktycznej jeździe faworytów na środkowej części podjazdu, zarówno na jego stromych częściach jak i całości połączonej z Puerto de Pajares padły rekordy. Czołówka była wyraźnie lepsza od Rodrigueza, Valverde i Contadora rywalizujących tam w 2012r.

Zatem tyle na dziś a z podsumowaniem całego, drugiego tygodnia Vuelty wracam jutro :)

oryginalny post na facebooku