Kronika Kolarska 01.09.2024

3200m przewyższenia a na koniec finisz z całkiem sporego peletonu zakończony zwycięstwem sprintera?

Znowu będzie coś o kontekście, ale tak, on jak zawsze ma znaczenie. Takie zdanie pojawiło się gdzieś w okolicach podsumowania Tour de Pologne, ale powtórzę je tutaj. Przy obecnym poziomie sportowym i technologicznym, aby podzielić peleton zawodowców trzeba dostarczyć im naprawdę wyjątkowo wymagającą trasę.

I owszem, wiele zależy od tego, jak kolarze rozegrają wyścig, ale jak pokazuje wczorajszy dzień, samo przewyższenie i tempo jazdy to nie wszystko. Bo wczoraj było 3200m przewyższenia, średnia prędkość na trasie to 45,6km/h.

Taki przebieg rywalizacji był konsekwencją jazdy grupy Visma – Lease a Bike. Myśląc o zwycięstwie Wouta van Aerta jego koledzy kontrolowali ucieczkę nie dając jej zdobyć zbyt dużej przewagi a na głównej trudności dnia, długim (23km), ale stosunkowo łagodnym (4,5%) podjeździe ze szczytem 16,5km przed metą skasowali ją by następnie prowadzić grupę aż do premii górskiej.

Tam van Aert nie niepokojony przez nikogo pojechał po punkty, umacniając się na prowadzeniu w klasyfikacji górskiej. Jest to pewnego rodzaju ciekawostka, ponieważ bardzo rzadko zdarza się, by jeden zawodnik był liderem obu: punktowej i górskiej właśnie. Zobaczymy jak rozegra się ten wyścig i czy van Aert będzie nadal walczył na podjazdach. Ostatnim razem, gdy ktoś wygrał właśnie te dwie klasyfikacji, był to Jose Maria Jimenez w 2001 wybitny góral “ery epo”, który był wówczas najszybszy na trzech górskich etapach i dzięki regularności na pozostałych o zaledwie pięć punktów w klasyfikacji punktowej (czyli tej teoretycznie dla sprinterów) pokonał Erika Zabela.

Istotne jest, czy van Aertowi starczy sił by zabierać się w ucieczki w ostatnim, górzystym tygodniu i jak to wpisuje się w jego plan przygotowań do mistrzostw świata. Być może całkiem dobrze.

Tak czy inaczej wczoraj ekipa Visma LaB nieco przestrzeliła, ponieważ, owszem, skasowała ucieczkę, wyprowadziła WvA na premię górską i doprowadziła do finiszu z peletonu, ale ich tempo wytrzymali też kolarze Alepcinu, którzy w końcówce byli w stanie ustawić “pociąg” rozprowadzający Kadena Grovesa. Pomocnicy van Aerta byli wówczas już na tyle zmęczeni całodzienną pracą, że ten musiał z Grovesem rywalizować samodzielnie i ostatecznie dość wyraźnie przegrał.

Gdyby tego było mało, na zjazdach z premii górskiej defekt miał Primoz Roglic. Ta wczorajsza sytuacja była znakomitym przykładem na to, gdy mówimy o sile drużyny i tym, by przy liderze zawsze byli jacyś pomocnicy. Roglicowi swój rower błyskawicznie oddał Dani Martinez a kilku kolegów dość szybko zostało mu do pomocy. Dzięki temu zawodnicy Red Bulla dość sprawnie doścignęli peleton i mimo jazdy na nieco za małym sprzęcie (Martinez jest 5cm niższy od Roglica) faworyt klasyfikacji generalnej ukończył ten etap bez strat.

To wszystko co powyżej brzmi jak całkiem ciekawy dzień, jednak nie oszukujmy się – oglądanie tego było strasznie nudne.

Miejmy nadzieję, że dziś będzie lepiej, bo dziś jest “ten dzień”. Na koniec drugiego tygodnia zmagań jeden z najcięższych etapów tej Vuelty. Tylko 143km, za to cztery premie górskie w tym jedna na mecie. Przedostantnia, Alto de Colladella spokojnie mogłaby być “ścianką” na metę jednego z poprzednich etapów: ma 6,4km i średnią stromiznę 8,5% a w końcówce sekcje po procent 14. Ale to tylko rozgrzewka przed finałem.

Od kilometra 103 do 124 jest lekko wznoszący się (300m przewyższenia) dojazd z premią lotną do podnóża finałowego wzniesienia. A to: Cuitu Negru to jeden z podjazdów – monstrów. 1350m przewyższenia, 7,5% stromizny, ale jak to na Vuelcie, mocno “oszukane”. Pierwsza część, Puerto de Pajares to prawie 13km, z których ostatnie 4 są naprawdę ciężkie. Następnie jest 2,5km wypłaszczenie i “ściana” do mety: 3km i prawie 13% zaczynające się sekcją przekraczającą 20%.

Finisz zapowiedziany jak codziennie około 17.30, warto oglądać przynajmniej ostatnią godzinę. Wiele wskazuje na to, że po dzisiejszym etapie powinniśmy mieć i zmianę lidera i sporo przetasowań w pierwszej dziesiątce. Tym bardziej, że jutro dzień przerwy, zatem nikt się raczej nie będzie oszczędzał.

Ach, no i nie zapominajcie też o kolarzach mtb. Dziś w Andorze wyścigi o mistrzostwo świata XCO. Harmonogram zaburzony przez burze 😉, zatem o 10.15 wyścig elity i U23 kobiet (gdy to piszę ścigają się już młodzieżowcy) a o 12.00 elita mężczyzn. Po newsy z MŚ XCO wpadajcie na Projekt kolarski #mtbxcpl.

oryginalny post na facebooku