Kolarstwo torowe to jest sport dla koneserów. Mnie osobiście fascynuje połączenie fizyczności z technologią, jednak zdaję sobie sprawę, że nie jest to najbardziej atrakcyjna spośród olimpijskich konkurencji.
Tak czy inaczej zawody o medale rozpoczęły się wczoraj na torze w Saint-Quentin-en-Yvelines. Po renowacji nawierzchni obiekt jest szybki, co pokazały wczoraj panie rywalizujące w sprincie drużynowym.
Tu dochodzę właśnie do kwestii “dla koneserów”. Ze sportowego punktu widzenia była to rewelacyjna rywalizacja, w czasie której kilkukrotnie poprawiano rekord olimpijski i rekord świata. Zwycięskie Brytyjki poprawiały rezultat Chinek uzyskany w czerwcu przed Igrzyskami trzy razy, Nowozelandki raz i Niemki też raz. W stosunku do mistrzostw świata w Glasgow najlepszy czas został poprawiony o prawie 0.7s.
Polki (Marlena Karwacka, Urszula Łoś, Nikola Sibiak) zajęły siódme miejsce.
Z punktu widzenia widza, którego nie pasjonują “możliwości ludzkiego organizmu”, nie śledzi nowinek sprzętowych, nie przygląda się rozwiązaniom zastosowanym w unikatowych rowerach i strojach używanych przez zawodników i zawodniczki, jest to jednak, cóż, “jazda w kółko”.
Z kolei w eliminacjach drużynowych na 4000m nieco zawiedli Duńczycy (4. miejsce), Włosi byli zdani na Filippo Gannę (3. miejsce), który swoją dyspozycją wyraźnie przewyższał resztę drużyny, pozytywnie zaskoczyli Brytyjczycy a Australijczycy po rozczarowaniu w Tokio póki co prezentują się najlepiej.
Dziś druga runda na 4000km (finały jutro) a także walka o medale w sprincie drużynowym panów – dokładną rozpiskę znajdziecie na screenshocie. Pełną transmisję znajdziecie prawdopodobnie tylko na platformie Max.

