💛Lubicie piękne historie? No to proszę – już pierwszego dnia Touru mamy pierwszą. Romain Bardet, który zapowiedział zakończenie kariery szosowej w przyszłym roku w czerwcu (po Criterium du Dauphine) po pięknej akcji z kolegą z drużyny wygrywa inauguracyjny etap TdF i zostaje liderem wyścigu. Znakomity zawodnik, który przez lata był “Wielką Nadzieją Francuzów”, który w swoim szczycie (2016-17) jako jeden z nielicznych rzucał w Tourze wyzwanie teamowi Sky (kończył Tour na drugim i trzecim miejscu) i który równocześnie często zmagał się z przeciwnościami losu: chorobami lub kontuzjami.
🤷🏻♂️W tym roku bezskutecznie próbował skompletować zwycięstwa etapowe w wielkich tourach, podczas Giro d’Italia zabierając się w ucieczki na górskich etapach. Najwyżej był jednak drugi. Czy to oznacza, że był w złej formie? Cóż, wyglądał dobrze (zwłaszcza, że chwilę wcześniej był drugi w Liege-Bastogne-Liege), ale wyścig za każdym razem układał się na jego niekorzyść.
Tym razem (a o jego potencjale trochę zapomnieliśmy, bo Bardet potrafi nie tylko dobrze spisywać się w etapówkach, ale też w górzystych klasykach – był wicemistrzem świata w Innsbrucku, wielokrotnie plasował się w czołówce LBL oraz Lombardii) trafił na TEN DZIEŃ.
🔴W ucieczce dnia, która potrzebowała nieco czasu aby się uformować znajdował się jego kolega z drużyny, Frank Van den Broek. Nie angażował się jednak za bardzo w walkę o punkty w klasyfikacji górskiej – te dzielili między sobą Abrahamsen i Ion Izagirre (na koniec dnia to on ubrał na podium koszulkę w grochy).
🚀Na jednym z podjazdów w drugiej części etapu, 50km przed metą, Bardet mocnym przyspieszeniem (VAM 1900m/h, prawie 7w/kg przez 6’) odskoczył od peletonu i zaczął niwelować przewagę ucieczki, która w tym momencie wynosiła nieco ponad minutę.
🧑🤝🧑Dość szybko dwaj kolarze DSM zgubili Madouasa, który pozostawał jeszcze na czele, van den Broek dawał super mocne zmiany i mimo organizującej się w peletonie pogoni zdołali obronić się i razem minąć linię mety. Był suspens, była praca zespołowa, było wiele wzruszenia. Bardet w żółtej koszulce i z wygraną etapową, van den Broek z zieloną (dzięki punktom z premii lotnej) i prowadzeniem w klasyfikacji młodzieżowej. Kto by się tego spodziewał?
🤮Tymczasem z tyłu o zmieszczenie się w limicie czasu walczył Mark Cavendish. Ewidentnie źle dysponowany, zmożony upałem do tego stopnia, że wymiotował w czasie jazdy ostatecznie zmieścił się w limicie z zapasem a realnie miał mniejsze problemy na podjazdach niż Fabio Jakobsen.
✅Z kolei z peletonu najlepiej finiszował Wout van Aert, jak na zawodnika, który uważa, że po wiosennej kontuzji jest w najgorszej formie od lat to całkiem nieźle i wygląda na to, że o jego dzisiejszej porażce (wszak uciekł mu etap) zadecydowało niezdecydowanie peletonu co do momentu rozpoczęcia pogoni. Wiele wskazuje też na to, że ekipa Vismy będzie jechała w tym wyścigu po zwycięstwa etapowe – do pracy na rzecz WvA zaprzągnięto i Jorgensona i Vingegaarda, choć warte podkreślenia jest, że ten drugi przyjechał w czołowej, około 40-osobowej grupie. W przeciwieństwie do np. Lenny’ego Martineza i Davida Gaudu.
⏰A co dziś? Dziś powtórka z upalnego ścigania na włoskich szosach. Upał będzie zresztą tematem, który powtarza się każdego dnia, przegrzanie organizmu i utrata masy ciała będą wpływały na osłabienie (choć niektórzy zawodnicy zużywali wczoraj po kilkadziesiąt bidonów!) i szybszą akumulację zmęczenia. Etap do Bolonii z dwukrotnym przejazdem przez podjazd do Bazyliki San Luca (2km, 10,5%) w końcówce anonsowany był jako jeden z tych ważnych dla klasyfikacji generalnej – to wymagający podjazd, na którym rozgrywa się jesienny klasyk Giro dell’Emilia.
🧭Etap ma niespełna 200km, górki zaczynają się w jego drugiej części, tak jak wczoraj warto oglądać od ok 60km przed finiszem, czyli od około 15.45. Finisz prawdopodobnie około 17.10. Transmisja w Eurosporcie, Playerze i Maxie.

