Miało być nudno i prawie było. A jak wiadomo "prawie" robi wielką różnicę. Po pierwsze na premii Intergiro 70km przed metą podekscytowani etapem dla siebie sprinterzy podzielili peleton. W efekcie z tyłu został Cian Ujtdebroeks, jakby na to nie patrzeć jeden z pretendentów do podium.
Gdy wszystko się ostatecznie zjechało i peleton zmierzał w stronę mety, zaplanowana przez organizatorów kręta końcówka z niewielkim podjazdem zachęciła do ataku Mikkela Honore z EF Easy Post. A że dobrą pozycję na czele grupy miał Tadej Pogacar, postanowił w swoim stylu nie puszczać koła a następnie poprawić. Za Słoweńcem pojechał tylko Geraint Thomas i obaj panowie zaczęli wspólpracować (choć realnie Pogi cisnął mocniej).
Patrzyliśmy na to w osłupieniu, bo w połączeniu z wcześniejszym ściganiem się o sekundy bonifikat taka jazda to zaprzeczenie wszystkiego, co wiemy o słynnym oszczędzaniu energii, czy zbędnym "wypalaniu zapałek" podczas takich akcji. Trzeba przyznać, że jest to super ekscytujące a z drugiej strony, cóż z perspektywy trzech tygodni ścigania całkowicie zbędne.
No ale Pogacar jest Pogacarem i choć bagatelizuje sprawę mówiąc, że w sumie to jest tu na urlopie opłacanym przez firmę, jeśli nie zapłaci za takie harce teraz, to może je odczuć w lipcu na Tourze. I wtedy będzie płacz i zgrzytanie zębów.
Tak czy inaczej, ekipy sprinterów straciły rezon, a gdy doścignęły Pogacara i Thomasa rozergały finisz w sposób nieco chaotyczny. Najlepiej w tej sytuacji poradził sobie Tim Merlier, drugi był Milan a trzeci Girmay. Stanisław Aniołkowski na niezłym, ósmym miejscu.
A co dziś? Dziś prawdopodobnie powtórka. Etap trochę dłuższy (190km), do tego z podjazdem w połowie, zatem teren sprzyjający ucieczce. Końcówka być może nawet bardziej wymagająca niż wczoraj: szczyt liczącego 1,5km i 5% podjazdu jest mniej niż 3km przed metą, do której prowadzi zjazd kończący się ok. 800m przed kreską. Tyle dobrze, że nie ma wielu zakrętów, ale nadmorska droga schodząca z niewielkiej górki ma kilka łuków, których stopień trudności ocenimy post factum.
Zawodnicy dziś będą sporo czasu jechać wybrzeżem zatoki liguryjskiej, zatem to drogi zbliżone do tego, co oglądamy w ostatniej godzinie Mediolan-San Remo. Czyli trzeba uważać na kraksy, małą infrastrukturę drogową, murki, ronda i skrzyżowania.
W związku z tym można włączyć transmisję około 16.20 i wprowadzić się w klimat znany z Primavery – wyczekiwania na akcję na ostatniej górce i finisz na prędkości ze zjazdu. Brzmi trochę ekscytująco a trochę strasznie. Na kresce w miejscowości Andora zwycięzca powinien pojawić się około 17-17.10.
PS W sumie Pogacar wiedział co robi: swoim wariackim atakiem odwrócił uwagę od tego, co wcześniej było tematem dnia, czyli kolorem spodenek. Do różowej koszulki ubrał bowiem spodenki cyklamenowe, co wywołało falę komentarzy w socialach. Bo kolarskie gatki to bardzo, bardzo poważna sprawa.

