Po pierwsze Lotte Kopecky jechała agresywnie, jechała ofensywnie, ryzykowała a gdy wydawało się, że finisz na velodromie Roubaix przegra, bo zawodniczki Lidl Trek mają przewagę taktyczną zwyciężyła finiszując z ostatniej pozycji w grupie. Imponująca jazda, znakomity wyścig i po raz kolejny w tym roku panie pokazały, że ich wyścigi to znakomita, sportowa rozrywka.
Elisa Balsamo jest druga, i choć to podium w Paryż-Roubaix, biorąc pod uwagę, że doszło do sprintu z niewielkiej grupki a także pomoc jaką miała ze strony van Dijk, trzeba to rozpatrywać w kontekście porażki. Z kolei trzecia Pfeiffer Georgi z DSM – PostNL po analizie foto finiszu i pokonaniu Marianne Vos nie kryła łez radości i wzruszenia – dla niej to wielki sukces.
Po drugie w Kraju Basków nareszcie mieliśmy ten rodzaj chaosu, za który cenimy ten wyścig. Czyli nie związany z kraksami, dramatami, neutralizacjami, pogodą, a z ofensywną jazdą “wszyskich przeciw wszystkim”.
Dużo taktycznej jazdy, sporo ataków, niezłe tempo i ostatecznie Matjas Skjelmose i ekipa Lidl Trek nie wytrzymali presji stawianej (głównie) przez team UAE. Juan Ayuso wygrywa cały wyścig, Carlos Rodriguez ostatni, jedyny faktycznie fajny etap na tym wyścigu. Z analizy tempa podjazdów wynika, że czołówce brakowało trochę do tempa Vingegaarda, ale zdecydowanie szkoda, że nie mieliśmy szansy obejrzenia konfrontacji młodych Hiszpanów z Vingegaardem, Roglicem i Evenepoelem (którym życzymy szybkiego powrotu do zdrowia, choć w przypadku Duńczyka niestety zapowiada się na dłuższą rehabilitację).
No ale, ale, po trzecie, lecz po pierwsze.
DZIŚ JEST TEN DZIEŃ
Kulminacja sezonu brukowanych klasyków, czyli Paryż-Roubaix mężczyzn. To w sumie dziwna kulminacja, bo P-R jest inne niż wszystkie pozostałem brukowane wyścigi. Raz, że we Francji dwa, że po płaskim, trzy, że po zupełnie innym rodzaju kostki niż ten we Flandrii.
W tym roku to wyścig “wszystkich przeciw van der Poelowi”. Mistrz świata niby nic nie musi bo wygrał Flandrię, ale dublet w tęczowej koszulce to byłaby wielka rzecz. Z drugiej strony będzie pod ogromną presją a równocześnie ekipa Alepcinu jest super mocna i równie dobrze może wygrać Philipsen, Dillier albo Vermeersh.
Lidl-Trek, Visma LaB, FDJ spróbują pewnie jakiś rozwiązań taktycznych, ale choć Paryż-Roubaix to wyścig, który niemal zawsze zaskakuje, każde inne rozstrzygnięcie niż wygrana MVDP (wincyj akronimów w tym wpisie, wincyj ;) ) będzie jakimś rodzajem niespodzianki.
Eurosport pokazuje cały wyścig od startu do mety. Kluczowe elementy na trasie liczącej 260km i najwięcej odcinków brukowanych ever to:
🌳 Arenberg z – już-słynną-szykaną-przed wjazdem, 95km do mety, około 15-15.10
🪨 Mons en Pevele 44km przed metą około 16-16.10
☕️ Carrefour de’l Arbre 18km przed metą, około 16.40-16.50
🏟️ Finisz na velodromie w Roubaix około 17-17.10
Godziny są orientacyjne, zakładam dość szybki harmonogram, ale wiele zależy od wiatru i pogody. Bawcie się dobrze, świętujmy kolarstwo!

