Pogacar jest Pogacarem, jest Pogacarem, jest Pogacarem ;).
Czyli, jeśli pojawia się okazja do finiszu, walki o zwycięstwo etapowe i bonifikatę, to Słoweniec to robi, bez względu na to, jak długi i ciężki wyścig, sezon czy karierę ma przed sobą.
Tak było wczoraj na pierwszym etapie Volta a Catalunya. Prowadzący lekko pod górę ostatni kilometr zachęcił Pogacara do akcji. I choć lider ekipy UAE był najszybszy z grupy, pierwszy linię mety minął Nick Schulz z Israel Premier Tech. Koledzy z drużyny wyprowadzili go do ataku tuż za zakrętami na kilometr przed metę. Australijczyk był w stanie zbudować wystarczającą przewagę, by obronić się przed szarżą Pogacara, wygrał etap i został pierwszym liderem wyścigu.
Aczkolwiek dzisiaj zapewne pożegna się z koszulką w zielone paski, ponieważ meta etapu usytuowana jest w stacji narciarskiej Valter 2000 (ok. 12km i 7,3% stromizny).
Rekord podjazdu rok temu ustanowili Giulio Ciccone, Primoz Roglic i Remco Evenepoel. Trasa etapu jest właściwie taka sama, zatem zobaczymy, co podczas półgodzinnego testu (zależnie od pomiarów rekord wynosi około 31'45" co przekłada się na VAM ok. 1700m/h ‼️ – to było iście atomowe tempo) pokaże Pogacar. Bo choć stawka jest mocna i wyrównana (uwaga – Egan Bernal wczoraj znów leżał w kraksie), to kto jak nie on?
Finisz etapu zaplanowano na ok. 16.30, u podnóża Valter 2000 czołówka powinna być więc parę minut przed szesnastą.

