Kronika Kolarska 04.09.2022

Remco "napoczęty"? Tak, ale szkoda, że nie tylko przez rywali, ale też przez kontuzję. Evenepoel, który stracił na Sierra de la Pandera 48" do Roglica i Lopeza po zejściu z roweru za linią mety ewidentnie utykał a pod spodenkami widać było opatrunek. To konsekwencja upadku na jednym z poprzednich etapów.

Wielki tour to suma różnych elementów, w tym właśnie kontuzji. Czasem pozornie niegroźny upadek może mieć konsekwencje. Teraz zatem pojawia się pytanie, czy lider wyścigu miał problem na dużych stromiznach w związku z bólem, czy jednak "gaśnie", niezależnie od tego wraz z kolejnymi dniami rywalizacji.

Odpowiedź na to pytanie dostaniemy dziś. Sierra Nevada, meta na wysokości 2501m, 19,1km podjazdu o bardzo solidnej stromiźnie 7,9%. Podjazd-monstrum. Ze względu na te parametry i prezentowaną dyspozycję faworytem jest Miguel Angel Lopez. Nie można też wykluczać kolejnej próby Richarda Carapaza. Przy wszystkich emocjach związanych z rywalizacją w klasyfikacji generalnej nie można zapominać o znakomitych występach Ekwadorczyka. Mistrz olimpijski ma już dwie wygrane na górskich odcinkach, wczoraj po raz kolejny zwyciężył w imponującym stylu.

Poza zadawaniem pytania "czy Evenepoel da radę" będziemy też pytać o tempo na finałowym podjeździe. Na Sierra de la Pandera czołówka klasyfikacji generalnej była ekstremalnie szybka. Lepszy czas podjazdu uzyskał tylko Roberto Heras w 2002r (o cztery sekundy lepiej niż Roglic z Lopezem). Nawet przeżywający trudne chwile Evenepoel i Ayuso, który kończył etap na rowerze z serwisu neutralnego pojechali na poziomie Valverde z 2009r, który wówczas wygrał cały wyścig.

Harmonogram na dziś jest taki jak zawsze. Finisz około 17.30, początek ostatniej wspinaczki około 16.40.

oryginalny post na facebooku