Trzech równych sobie górali. Trzy równe sobie drużyny. I trzy słynne przełęcze. Czy to oznacza wielkie widowisko na przedostatnim, królewskim etapie Giro d'Italia?
Carapaz, Hindley i Landa próbują ataków na każdym górskim etapie. Testują różne rozwiązania taktyczne, czy to solo czy z pomocą kolegów z drużyny. Ale nie są w stanie zgubić rywali do zwycięstwa.
To, że Richard Carapaz jedzie od kilku dni w różowej koszulce daje mu oczywiście przewagę oraz wzmacnia morale. Z drugiej strony Ineos Grenadiers nie mają już w składzie kluczowego pomocnika. Richie Porte wczoraj pożegnał się z wyścigiem.
Może tak się wydarzyć, że kluczowe dla losów Giro będą ostatnie kilometry "Marmolady", czyli Passo Fedaia. Czy jeśli powstaną tam różnice, to będą one wystarczające, by utrzymać je w czasie jutrzejszej czasówki?
Z pewnością pod największą presją jest Mikel Landa, który jakby na to nie patrzeć traci minutę do prowadzącej dwójki. Dla Baska, który miał wiele pechowych podejść do liderowania w wielkim tourze ten wyścig układa się bardzo dobrze. Z drugiej strony bliżej wygrania Giro może już nigdy nie być.
Pamiętajmy też, że spora grupa kolarzy będzie chciała wygrać etap lub poprawić swoją sytuację w klasyfikacji generalnej. Niejeden stoi przed szansą życiowego wyniku, zatem scenariuszy na dzisiejszy dzień jest bez liku.
168km dystansu powoduje, że na dzisiejszym etapie nie będzie ani chwili na nudę. Pierwsze 60km to zapewne walka o zabranie się do ucieczki a potem zostaje 100 na kolejnych przełęczach San Pellergino, Pordoi i Fedaia, gdzie usytuowana jest meta.
Czołówka powinna się tam meldować kolejno około 14.45, 15.50 i 17.10.
Codzienny komentarz będę miał dla was mniej więcej tak jak wczoraj, czyli koło 21. Zatem do zobaczenia i do usłyszenia :)

