Rok: 2022

  • Michał Paluta – rozmowa dla Strefy Rowerowej

    Michał Paluta – rozmowa dla Strefy Rowerowej

    Szosowy Mistrz Polski, uczestnik hiszpańskiej Vuelty, który w sezonie 2022 przesiadł się na rower górski i został maratończykiem.

    Moim gościem w „Strefie Rowerowej” był Michał Paluta. Porozmawiałem z nim o przejściu z szosy na singletracki, doświadczeniach z zawodowego peletonu i porównaniu wysiłku w World Tourze z tym, którego doświadcza startując w maratonach mtb.

    Rozmowa dostępna jest w krótszym, niespełna półgodzinnym formacie na Youtube:

    A wersji podcastowej możecie posłuchać na Spotify:

    Zachęcam do subskrybcji kanału Centrum Rowerowego na youtube, playlistę ze „Strefą Rowerową”, gdzie systematycznie dodawane będą kolejne rozmowy znajdziecie tutaj a wszystkie odcinki w wersji podcastowej na Spotify.

  • Bartosz Huzarski – wywiad dla Strefy Rowerowej

    Bartosz Huzarski – wywiad dla Strefy Rowerowej

    Moim gościem w „Strefie Rowerowej” był Bartosz Huzarski. Ikona polskiego kolarstwa, świetny pomocnik, znany uciekinier, uczestnik wielkich tourów.

    Strefa Rowerowa to program i podcast Centrum Rowerowego, w którym prowadzę rozmowy z zawodnikami, trenerami, rowerowymi i kolarskimi influencerami.

    „Huzara” nie trzeba wam przedstawiać. Oprócz przebiegu jego kariery, pracy gregario i jazdy w world tourze porozmawiałem z nim o komentowaniu Tour de Pologne w TVP a także startach w maratonach po rozstaniu z zawodowym peletonem.

    Rozmowa dostępna jest w krótszym, niespełna półgodzinnym formacie na Youtube:

    A pełnej, godzinnej wersji możecie posłuchać na Spotify:

    Zachęcam do subskrybcji kanału Centrum Rowerowego na youtube, playlistę ze „Strefą Rowerową”, gdzie systematycznie dodawane będą kolejne rozmowy znajdziecie tutaj a wszystkie odcinki w wersji podcastowej na Spotify.

  • Konrad Tomasiak – wywiad dla Strefy Rowerowej

    Konrad Tomasiak – wywiad dla Strefy Rowerowej

    Strefa Rowerowa to program i podcast Centrum Rowerowego, w którym prowadzę rozmowy z zawodnikami, trenerami, rowerowymi i kolarskimi influencerami.

    Moim pierwszym gościem był Konrad Tomasiak. Były kolarz zawodowy, który ścigał się m.in. w barwach BDC Kolls (w ich barwach w 2015r wygrał prolog Dookoła Mazowsza) czy Team Hurom. Po zakończeniu kariery zawodniczej nie tylko nadal jest aktywny, ale też pracuje jako trener i bikefitter. Prowadzi oraz doradza szosowcom, triathlonistom a także ultrasom i właśnie o tym porozmawiałem z nim w pierwszym odcinku „Strefy Rowerowej”.

    Rozmowa dostępna jest w krótszym, niespełna półgodzinnym formacie na Youtube:

    A pełnej, godzinnej wersji możecie posłuchać na Spotify:

    Zachęcam do subskrybcji kanału Centrum Rowerowego na youtube, playlistę ze „Strefą Rowerową”, gdzie systematycznie dodawane będą kolejne rozmowy znajdziecie tutaj a wszystkie odcinki w wersji podcastowej na Spotify.

  • Ranking kolarskich mistrzów świata, edycja 2022

    Ranking kolarskich mistrzów świata, edycja 2022

    To był bardzo trudny rok dla Juliana Alaphilippe’a. Mistrz Świata 2021 zmagał się z chorobami a gdy tylko dochodził do wysokiej dyspozycji, upadał doznając poważnych kontuzji. Swój drugi sezon w tęczowej koszulce kończy z dwoma zwycięstwami i niewielką liczbą punktów na swoim koncie. 

    “Ranking kolarskich mistrzów świata” to mój wieloletni projekt, w którym śledzę, jak w XXIw radzą sobie zdobywcy tęczowej koszulki w sezonie po zdobyciu tytułu najlepszego szosowca.

    Ponieważ zasady rankingu UCI są zmienne, pod uwagę biorę punktację popularnego “CQ Ranking”, zwracam również uwagę na liczbę zwycięstw. Ta, choć niewątpliwie wpływa na liczbę zdobytych punktów, zależna jest od specjalizacji kolarza. Więcej wygrywał będzie sprinter, mniej zawodnik z ambicjami w wyścigach etapowych.

    Ranking 2020 i 2021 był zaburzony przez lockdowny i zmiany w kolarskim kalendarzu wywołane pandemią COVID-19. W sezonie 2022 co do zasady większość wyścigów odbywała się normalnie. W kolejnym roku znów będzie mniej obiektywnie, ponieważ mistrzostwa świata zostaną rozegrane między Tour de France a Vuela a Espana w ramach projektu multidyscyplinarego, kolarskiego czempionatu zaplanowanego na przełom lipca i sierpnia w Glasgow. 

    Wracając jednak do “panowania króla Juliana”, trzeba przyznać, że jeśli wciąż szukacie argumentów na istnienie klątwy tęczowej koszulki, to cóż, przypadek Alaphilippe’a może poprzeć waszą tezę.

    Po niezłej jesieni (szóste miejsce w rozgrywanym po mistrzostwach świata il Lombardia), w przygotowaniach do nowego sezonu przeszkodziła mu choroba. Nie pierwsza w tym roku, ale jak się okazało podczas Tour de la Provence mistrz świata miał dobrą nogę, dawał radę na etapach jak i w klasyfikacji generalnej. Kolejna infekcja, którą złapał podczas Tirreno – Adriatico wykluczyła go ze startu w Mediolan-San Remo.

    Alaphilippe odbudował formę na kwiecień, zaprezentował świetną dyspozycję w Kraju Basków, gdzie na tamtejszym prestiżowym wyścigu tygodniowym wygrał pierwszy etap, jechał aktywnie i wspierał Remco Evenepoela w klasyfikacji generalnej.

    Celem były ardeńskie klasyki. Czwarte miejsce w Walońskiej Strzale sugerowało, że w Liege-Bastogne-Liege może być nieźle. Tam niestety sezon Alaphilippe’a dosłownie się zawalił. Upadek na jednym ze zjazdów zakończył się licznymi złamaniami (żebra, obojczyk) i i odmą płucną. Fakt, że po takiej kontuzji Francuz zdołał odbudować formę na lipiec, gdzie co prawda nie wystartował w Wielkiej Pętli tylko w Tour de Wallonie pokazuje, jak silny ma organizm i jak zaawansowana jest współczesna medycyna oraz rehabilitacja. 

    Co więcej, w Walonii nie tylko wystartował, ale pokazał znakomitą formę, zwyciężając na etapie z metą na Mur de Huy. Tyle tylko, że z wyścigu wycofał się, tym razem z powodu infekcji covidem. 

    Przed hiszpańską Vueltą, manager ekipy Quick Step, złotousty Patrick Lefevere, nie omieszkał wyrazić swojego niezadowolenia, sugerując, że Alaphilippe myśli tylko o obronie tęczowej koszulki, nie skupiając się wystarczająco na innych wyścigach. W obliczu wszystkich perypetii, z jakimi zmagał się mistrz świata w tym roku brzmi to kuriozalnie. 

    Tym bardziej, że na trasie hiszpańskiego touru spisywał się znakomicie, będąc najmocniejszym ogniwem w belgijskim zespole i nieocenionym wsparciem dla lidera grupy, późniejszego zwycięzcy, Remco Evenepoela. Tyle tylko, że na jedenastym etapie upadł po raz kolejny w tym roku i z wybitym barkiem wycofał się z wyścigu…

    Kontuzja okazała się jednak mniej poważna, Alaphilippe szybko wsiadł na rower i wznowił treningi, by przygotować się do startu w australijskim Wollongong. Podróż na półkulę południową odbyła się już bez problemów, ale nie bez kontrowersji. Komentatorzy kolarstwa dostrzegli, że męska reprezentacja Francji leciała w klasie biznes, podczas gdy reprezentacja kobieca w klasie ekonomicznej. 

    Do obrony tytułu Julian Alaphilippe przystępuje niepewny swojej dyspozycji, jako wspólidera Francuzów wskazuje się Benoit Cosnefroy. 

    Trasa w okolicach Sydney to typowy “wyścig klasyczny”, z niewielkimi podjazdami, która powinna pasować obu reprezentantom trójkolorowych. Obrona tytułu przez Alaphilippe’a byłaby jednak może nie sensacją, ale jednak pewną niespodzianką. 

    Jego tegoroczne przygody i perypetie są doskonałym przykładem na to, że w trwającej kilkanaście sezonów karierze zawodowego kolarza, nawet tak utalentowanego, zdarzają się lata trudne, w czasie których musi zmagać się z wieloma trudnościami. Trzeba jednak pamiętać, że Alaphilippe ma zaledwie 30 lat i choć w ostatnim czasie zmieniły się standardy dotyczące tego, kogo uznaje się za kolarza “młodego”, realnie dopiero wchodzi w najlepszy okres dla reprezentanta dyscyplin wytrzymałościowych. I choć sezon 2022 kończy jako jeden z najmniej skutecznych mistrzów świata w XXIw, zapewne nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. 

    Ranking kolarskich mistrzów świata 2022:

    Zdjęcie na okładce: Julian Alaphilippe upada na trasie 11. etapu Vuelta a Espana. Fot. Materiały prasowe ASO.

  • Jan Ullrich: The Best There Never Was. Historia bez happy endu.

    Jan Ullrich: The Best There Never Was. Historia bez happy endu.

    Daniel Friebe pisał biografię Jana Ullricha siedem lat. Czyli tyle, ile trwała nieprzerwana i wykreślona z kart historii seria zwycięstw w Tour de France nemezis niemieckiego kolarza – Lance’a Armstronga.

    Friebe to doświadczony i zasłużony dla kolarstwa autor. Wieloletni współpracownik magazynu Pro Cycling, który kilka lat temu zmierzył się z największym wyzwaniem dla biografa gwiazd peletonu. Jego “Kanibal” opisujący nie tyle samego Eddy’ego Merckxa co jego wpływ na sport rowerowy to dobry kontekst dla portretu Jana Ullricha. 

    “The Best There Never Was” skonstruowana jest bowiem w podobny sposób. Friebe rozmawiając ze współpracownikami, przyjaciółmi czy rywalami zwycięzcy Tour de France 2007 prowadzi nas przez mroczne czasy wyczynowego kolarstwa. Erę enerdowskiej szkoły sportu, “tour wstydu” z 1998r, “Operation Puerto”, aferę “konwoju reńskiego” na tle finansowego i marketingowego sukcesu niemieckiego giganta telekomunikacyjnego Telekom/T-Mobile. 

    To druga książka o Ullrichu, którą przeczytałem, po wydanej u nas w 2005r przez wydawnictwo Bukrower “Wszystko albo nic”. Choć ta była poniekąd hagiografią spisaną przez zdyskredytowanego klakiera ekipy Telekomu, Hagena Boßdorfa, Friebe, słowami swoich interlokutorów, potwierdza zawartą w niej opinię o naszym bohaterze. 

    Jan Ullrich to po pierwsze miły gość, być może zbyt miły i zbyt wrażliwy jak na realia nie tylko zawodowego sportu, ale też agresywnej polityki ciągłego wzrostu forsowanej przez media i reklamodawców. Po drugie, wiele wskazuje na to, że połączenie trudnego dzieciństwa, wychowania w NRD, adaptacji do transformacji ustrojowej, presji związanej z osiągniętym w młodym wieku sukcesie i uczestnictwa w dopingowym procederze nie tylko utrudniło mu zrealizowanie sportowego potencjału, ale przede wszystkim przyczyniło się do poważnych problemów osobistych. 

    Epizody depresyjne, używki, zaburzenia odżywiania, kłopoty z relacjami spowodowały, że niemiecki sportowiec kilkukrotnie musiał być ratowany przez tych, którym z różnych powodów na nim zależało. 

    Dawni rywale: Jan Ullrich, Lance Armstrong, George Hincapie i Johan Bruyneel na Majorce jesienią 2021.

    Prawdopodobnie właśnie ze względu na trudną i delikatną sytuację w której obecnie znajduje się Ullrich, po raz kolejny dochodząc do zdrowia i szukając swojego miejsca na świecie, Friebe nie postawił w swojej książce bolesnej kropki nad “i”.

    Spora część tej opowieści to historyczne, reporterskie czy nawet śledcze tło związane z dopingowym otoczeniem, w którym przebiegała cała kariera Jana Ullricha. 

    Wiele stron, powiedziałbym, że przynajmniej ⅓ “The Best There Never Was” dotyczy bowiem dopingu w NRD, systemu stworzonemu na klinice uniwersytetu we Fryburgu, Michele Ferrariego, Luigi Cecchiniego i wreszcie Eufemiano Fuentesa. 

    A także, co ważne, milionów Euro, które w międzyczasie niemiecki Telekom wydał najpierw na wygranie Tour de France z Riisem i Ullrichem a następnie próbę zrzucenia z żółtego tronu Armstronga. 

    Ideą Daniela Friebe jest potraktowanie protagonisty z wrażliwością i godnością. Choć portret osobowości kolarza faktycznie wskazuje na jego pewną bezwolność, fakt, że cała historia kolarstwa lat dziewięćdziesiątych i wczesnych dwutysięcznych płynie obok niego a nie z jego udziałem jest poniekąd intrygujący. 

    Czy faktycznie było tak, że w czasie gdy Armstrong, Bruyneel i Ferrari budowali swoje dopingowe imperium, Ullrich skupiał się na powracających każdej zimy problemach z wagą (pojawiają się m.in. prawdopodobne sugestie o zaburzeniach odżywiania), poszukiwaniu miłości a także projektowaniu postaci ojca na kolejnych mentorów i robił tylko to, do czego zmuszały go okoliczności, Friebe pozostawia bez odpowiedzi. 

    “The Best There Never Was” to zatem pewien suplement do wspomnień Tylera Hamiltona, Thomasa Dekkera, Jonathana Vaugtersa, biografii Marco Pantaniego  i innych historii z “ery epo”. Największą wartością dodaną jest nie tyle poprowadzenie nas przez kolejne wzloty i upadki tytułowego bohatera, Jana Ullricha, co nakreślenie kontekstu finansowo-marketingowego zawodowego kolarstwa przełomu wieków. 

    Dla fanów sportu rowerowego, szczególnie w okresie wokół Tour de France, to ciekawa, choć długa (prawie 500 stron) lektura. Dla tych, którzy chcą poznać główne kwestie związane z samych Ullrichem, polecam podcast, w którym autor opowiada o większość najważniejszych spraw dotyczących “Kaisera” czy, jak wolicie “Hijo de Rudicio”.

    Jan Ullrich: The Best There Never Was.
    Pan Macmillan, 2022

    Wydanie elektroniczne kupiłem na Amazonie w czerwcu 2022 za $22,04

  • Giro d’Italia: piękno i odraza

    Giro d’Italia: piękno i odraza

    Start Giro d’Italia na Węgrzech budził mieszane uczucia niemal od początku. Obecnie, przy polityce jaką Viktor Orban prowadzi w sytuacji rosyjskiej agresji na Ukrainę, część ekscytacji towarzyszącej wyścigowi zmienia się w odrazę.

    Przesuwanie kolejnych granic

    O tym, że Włochom z RCS MediaGroup, organizatorom Giro d’Italia, zależy głównie na pieniądzach dowiedzieliśmy się w 2018r, gdy wyścig startował z Jerozolimy. 

    Będące elementem kampanii reklamowej Izraela (w owym czasie zachęcano do “city breaków” w Tel Avivie i właśnie w Jerozolimie) wydarzenie to niemal idealny przykład “sportowego whitewashingu”. Wykorzystania sportu do wybielenia swojego wizerunku. 

    Oczywiście nie tylko kolarstwo zmaga się z tym problemem, ale kwestie grzechów piłki nożnej, tenisa czy sportów motorowych zostawiam komentatorom właściwych dyscyplin. 

    Bez względu na ocenę przyczyn i przebiegu konfliktu palestyńsko-izraelskiego nie sposób przymknąć oczu na fakt systemowego łamania praw człowieka przez państwo Izrael.

    Tymczasem “Grande Partenza”, czyli start Giro d’Italia, święto sportu pełne różu i blichtru zawitał do kraju, który stosuje okupację, apartheid, wyburzanie domów, niszczenie terenów rolniczych, przesiedlenia i wysiedlenia i stawia mur izolujący Palestyńczyków. 

    Trasa czasówki wygranej przez Toma Dumoulina poprowadzona była ulicami Jerozolimy, której status jako stolicy kraju jest wątpliwy, spora część terenu jest sporna a sytuacja, choć w ostatnich latach nieznacznie spokojniejsza, wciąż wisi na włosku. 

    Mimo kontrowersji, Izraelczycy osiągnęli sukces. W zamian za kilkudniowe wakacje, kolarscy dziennikarze z większości krajów skupili się na sportowej rywalizacji, pięknie krajobrazów i monumentalnych zabytkach. 

    Sportowa, nieetyczna codzienność

    Wspominałem o tym w wielu miejscach, ostatnio przy wykluczaniu ekipy Gazpromu, więc teraz tylko krótko przypomnę. Tak, kolarstwo, podobnie jak wiele innych dziedzin życia, ma problem z nieetycznymi źródłami finansowania. 

    Grupy zawodowe schylają się po pieniądze krwawych dyktatorów, trucicieli czy hochsztaplerów a korporacje medialne współpracują z reżimami, organizując wyścigi w krajach, które są na bakier z prawami człowieka. 

    Emiraty Arabskie, Turcja Erdogana, Chiny, Bahrain, Izrael, Rosja de facto utrzymują kolarski World Tour. 

    Wizyta Giro d’Italia na Węgrzech doskonale wpisuje się w ten model. Owszem, Węgry są krajem Unii Europejskiej nie prowadzą wojny, nie są agresorem i tak dalej. 

    Jednak sytuacja polityczna w tym kraju jest alarmująca. System prawny, medialny i ordynacja wyborcza zostały zawłaszczone i zmanipulowane przez Viktora Orbana. Mimo obecności w strukturach międzynarodowych kraj ten stoi nad przepaścią autorytaryzmu i ograniczania praw coraz większych grup ludności.

    Mimo to właściciele RCS zdecydowali się na start swojego wyścigu właśnie tam. W ten sposób Giro d’Italia legitymuje politykę Orbana, promując krajobrazy i zabytki Węgier zachęca do wsparcia budżetu tego kraju przez turystów, którzy przyjadą na samo Giro a przede wszystkim po nim.

    I już samo to wzbudza niesmak.

    Węgry a wojna w Ukrainie

    Pewnie przełknęlibyśmy jakoś tę gorzką pigułkę i przeszli nad nią do porządku dziennego, gdyby nie wydarzenia ostatnich miesięcy. 

    W obliczu rosyjskiej agresji na Ukrainę Orban i Węgry wyrażają, w najlepszym przypadku, życzliwą neutralność względem działań Putina. 

    A pamiętajmy, że nie mówimy tu o regionalnym konflikcie, wojnie informacyjnej czy hybrydowej a otwartej inwazji z użyciem lotnictwa, artylerii, czołgów. O zrównywaniu ukraińskich miast z ziemią, o masowych mordach na skalę niespotykaną w Europie od II Wojny Światowej.

    Węgry nie tylko graniczą z krajem, w którym toczy się wojna. Z Wyszehradu, gdzie rozpoczyna się Giro d’Italia do ostrzeliwanych przez Rosjan ukraińskich miast jest zaledwie kilkaset kilometrów. 

    Tymczasem Orban sprzeciwia się sankcjom nakładanym na reżim Putina, utrudnia przekazywanie Ukraińcom pomocy przez państwa zachodnie i nie planuje zerwania z Rosją kontaktów handlowych. 

    Piękno Budapesztu czy Wyszehradu odwiedzanych przez peleton, rywalizacja o zwycięstwa etapowe i różową koszulkę w tym kontekście schodzą na drugi plan. 

    Warto w tym miejscu wspomnieć, że Włosi nie stoją w europejskiej awangardzie państw sprzeciwiających się Putinowi. Trudno więc było się spodziewać, by RCS rzutem na taśmę, na przykład w połowie kwietnia, zerwała umowy i przeniosła start Giro z Węgier do Włoch. 

    Skoro jednak obserwujemy amoralne wypowiedzi wielu autorytetów na czele z papieżem Franciszkiem, nie można oczekiwać, by etycznie zachowała się korporacja medialna, której, jakby na to nie patrzeć, nadrzędnym celem są wyniki finansowe. 

    Świat widzi i komentuje

    Bliskość wojny i skala rosyjskiego okrucieństwa w Ukrainie sprawiają, że świat widzi i komentuje wizytę Giro na Węgrzech. 

    Negatywnie o sprawie wypowiadają się felietoniści czołowych mediów, zdecydowanie częściej niż przy jerozolimskim otwarciu wyścigu czy innych, etycznych nadużyciach, do których niestety przywykliśmy.

    Co więcej, wygląda na to, że węgierski start Giro nie jest w smak również kolarzom. Tu w grę wchodzą względy praktyczne. Zawodnicy nie przepadają za takimi eksperymentami, wymuszającymi dodatkowy dzień przerwy i, przede wszystkim, uciążliwy, wielogodzinny transfer. 

    Po trzech etapach na Węgrzech, peleton 105. Giro d’Italia przenosi się bowiem na Sycylię. Logistycznie to eskapada podobnej kategorii co przedostanie się kolumny wyścigu z Izraela do Włoch. 

    Ciekawe więc, że, mając na swojej trasie wizytę w Słowenii, organizatorzy nie zdecydowali się na ułożenie etapów tak, by ograniczyć uciążliwości dla kolarzy i ich obsługi. To jednak jest kolejny, typowy element polityki Giro d’Italia, pokazujący, co liczy się najbardziej. 

    Oczywiście w obliczu dramatów w Ukrainie to są “problemy pierwszego świata”, jednak, jak często, znakomicie rysują szerszy kontekst wydarzeń.

    Amore Infinito? La fine dell’amore?

    Czy to oznacza, że mamy przestać kochać Giro d’Italia?

    Z pewnością miłość i piękno w tym roku nieco zbledną. Nic nie jest czarno-białe, nic nie jest też jednoznacznie różowe. 

    Gdy przyjdzie co do czego, będę dla was komentował taktykę na finiszach, waty na kilogram, porównywał czasy podjazdów i analizował dyspozycję zawodników. Podziwiał ich odwagę, heroizm i cieszył się wszystkim tym, co daje i czym wzbogaca nas sport. 

    Ale, i to bardzo ważne, będę też pamiętał i przypominał o dziejących się równocześnie niegodziwościach. Bo są one taką samą, równoważną częścią naszego sportu. Mam to szczęście, że żaden dyktator nie zaprosił mnie do drogiego hotelu. Pewne kwestie jest mi dzięki temu wyrazić odrobinę łatwiej. 

  • Top 12 zwycięstw Michała Kwiatkowskiego

    Top 12 zwycięstw Michała Kwiatkowskiego

    Michał Kwiatkowski to znakomity specjalista wyścigów klasycznych, oddany pomocnik zwycięzców Tour de France, niezastapiony w trudnych chwilach. Potrafi także wygrywać wymagające etapówki. Jego portfolio zawiera same cenne triumfy. Przeżyjmy to jeszcze raz i obejrzyjmy najważniejsze sukcesy „Kwiato”.

    Strade Bianche 2014

    „Kwiato” w koszulce mistrza Polski ogrywa Petera Sagana w końcówce zdobywającego prestiż wyścigu po toskańskich „Białych Drogach”. Obaj mieli wtedy zaledwie 24 lata. Tak nadchodziła zmiana warty wśród gwiazd wyścigów klasycznych.

    Mistrzostwa Świata 2014

    Po świetnej pracy całej drużyny i odważnym ataku na ostatnich kilometrach wyścigu Kwiatkowski pomknął do mety w Ponferradzie wykorzystując swoje umiejętności zjazdowe. Pokonani to Simon Gerrans i Alejandro Valverde.

    Amstel Gold Race 2015

    Rok w koszulce mistrza świata nie był łatwy dla Michała Kwiatkowskiego. Mimo to przygotował wysoką formę na ardeńskie klasyki. Podczas Amstel Gold Race wytrzymał popisowy atak Gilberta na Caubergu i skutecznie zafiniszował z niewielkiej grupy asów.

    E3 Harelbeke 2016

    Zmiana barw klubowych na Team Sky przyniosła nowe wyzwania. Choć zapowiadał walkę w etapówkach, Kwiatkowski najlepiej spisał się na brukach Flandrii. Po dwójkowej akcji z Peterem Saganem zachował więcej sił w końcówce i wygrał ze sporą przewagą nad Słowakiem w wyścigu E3 Harelbeke.

    Strade Bianche 2017

    Na początku sezonu 2017 Kwiatkowski wraca do najwyższej dyspozycji. W stylu znanym z mistrzostw świata atakuje na kilkanaście kilometrów przed metą i samotnie mija linię mety na słynnym Piazza del Campo w Sienie.

    Mediolan-Sanremo 2017

    Po ataku Petera Sagana na podjeździe Poggio, Kwiatkowski, Sagan i Julian Alaphilippe pomknęli w dół wprost do mety na Via Roma. W walce o zwycięstwo o „błysk szprychy” lepszy był Polak, dzięki czemu wygrał swój pierwszy w karierze kolarski „monument”.

    Clasica San Sebastian 2017

    Po aktywnej jeździe całej drużyny Sky Michał Kwiatkowski dał najpierw popis swoich umiejętności zjazdowych, goniąc trójkę uciekinierów: Tony’ego Gallopina, Bauke Mollemę oraz klubowego kolegę, Michela Landę. Gdy po mistrzowskim pościgu ich dopadł, finisz z pięcioosobowej grupy rozprowadzanej przez wspomnianego Landę rozegrał jak profesor, zapisując na swoje konto zwycięstwo w kolejnym, cennym klasyku.

    Tirreno-Adriatico 2018

    Dobra, drużynowa czasówka w wykonaniu Teamu Sky, aktywność na finiszach etapów płaskich i skuteczna jazda w górach, pomoc kolegom z drużyny a na koniec świetna czasówka indywidualna. „Kwiato” na trasie Tirreno-Adriatico było po postu pełno. Choć start jego ekipy w tym wyścigu znajdował się w cieniu uczestnictwa Chrisa Froome’a mającego niejasną sytuację związaną z pozytywnym wynikiem testu na salbutamol podczas Vuelty 2017, Kwiatkowski skutecznie odwrócił uwagę od swojego lidera i wygrał najważniejszą, tygodniową etapówkę, jaka kiedykolwiek padła łupem polskiego kolarza.

    Tour de Pologne 2018

    Po świetnie przejechanym Tour de France w służbie Gerainta Thomasa i Chrisa Froome’a Michał Kwiatkowski po kilku dniach oddechu przyjechał do Polski, gdzie w sprzyjającym sobie terenie pokazał prawdziwą klasę. Wygrał dwa etapy: z metą na stromym podjeździe w Szczyrku oraz na pagórkowatej rundzie w Bielsku a następnie obronił się przed szarżującym Simonem Yatesem podczas finału w Bukowinie Tatrzańskiej. Po raz kolejny w karierze „Kwiato” wykazał się nie tylko wszechstronnością, ale też odpornością psychiczną i dojrzałością taktyczną. Wygranie dwóch tygodniowych wyścigów World Touru w jednym sezonie to naprawdę spora rzecz, potwierdzająca ambicje naszego kolarza w kwestii rozwoju w stronę zawodnika etapowego.

    18. Etap Tour de France 2020

    Po wielu latach pracy i pomocy dla Froome’a, Thomasa i Bernala Michał Kwiatkowski wykorzystał swoją szansę na 18. etapie Tour de France 2020. Po wycofaniu się z wyścigu Egana Bernala kolejni zawodnicy Ineos Grenadiers szukali sposobu by zaznaczyć swoją obecność w wyścigu. W ucieczce dnia Kwiatkowski i Richard Carapaz byli najmocniejsi, zgubili pozostałych śmiałków i z Plateau des Glières, przez ok. 30km  jechali razem do mety. Carapaz wyszedł na prowadzenie w klasyfikacji górskiej a Polak wygrał upragniony etap Tour de France.

    Amstel Gold Race 2022

    Po pełnym problemów początku sezonu, przechorowanym covidzie, przerwanych lub odwołanych startach, Michał Kwiatkowski wrócił w wielkim stylu. O losach Amstel Gold Race kolejny rok z rzędu zadecydował fotofinisz z udziałem kolarza Ineos-Grenadiers. O ile jednak rok wcześniej Tom Pidcock przegrał z Woutem van Aertem, o tyle tym razem Kwiatkowski pokonał Benoit Cosnefroy. Dla Polaka to pierwsza wygrana od niemal dwóch lat i piękny powrót. Dla takich chwil warto śledzić wyczynowe kolarstwo.

    13. etap Tour de France 2023

    W dniu święta narodowego Francji Michał Kwiatkowski w imponującym stylu rozegrał finałowy podjazd Grand Colombier. Jechał nie tylko bardzo równo, ale też bardzo szybko, opierając się pogoni grupy liderów napędzanej przez kolarzy UAE Team Emirates. Atomowy finisz Tadeja Pogacara wydarzył się za późno – kilkadziesiąt sekund wcześniej „Kwiato” minął linię mety jako pierwszy notując jedno z najbardziej spektakularnych zwycięstw w swojej karierze.

    Obecnie lista zwycięstw Michała Kwiatkowskiego w oficjalnych wyścigach zawodowców prezentuje się następująco:

    Co jeszcze „Kwiato” dopisze do tego zestawu?

    ZOBACZ TAKŻE:

    Top Zwycięstw Katarzyny Niewiadomej

    Top Zwycięstw Rafała Majki

  • Sponsor ma znaczenie

    Sponsor ma znaczenie

    Wprowadzany stopniowo ostracyzm względem rosyjskich sponsorów, wydarzeń, drużyn czy imprez pojawia się dopiero, gdy doszło do ostateczności. Tymczasem świat sportu od dekad akceptuje brudne pieniądze w imię… no właśnie, w imię czego?

    Jasna deklaracja organizatorów wyścigów F1, UCI kasująca z kalendarza kolarskie wyścigi w Rosji i Białorusi czy gest rosyjskiego tenisisty Andrieja Rublowa stoją w opozycji do mętnych wypowiedzi przewodniczącego międzynarodowej federacji piłkarskiej, Gianniego Infantino. 

    Bezprawna i nieuzasadniona agresja Rosji na Ukrainę gwałci podstawowe prawa człowieka, liczne konwencje międzynarodowe i zwyczajnie nie mieści się w głowie wywołując strach, przerażenie oraz ogromny smutek. 

    Świat sportu od lat akceptuje takie zachowania przymykając oczy, zależnie od miejsca, czasu i kontekstu, dla zarobku, dla rozwoju albo dla przetrwania. 

    Aby nie było wątpliwości, tak, to jest temat, który poruszam dość regularnie i na który, mimo wszystko na co dzień nie ma jasnej odpowiedzi. A ponieważ zajmuję się komentowaniem kolarstwa, co do zasady skupię się na sytuacji w kolarstwie, pomijając inne dyscypliny sportu. 

    W zawodowym peletonie mamy więc, jako sponsorów tytularnych Bahrajn, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Kazachstan, Izrael, czyli kraje wprost łamiące prawa człowieka. 

    Komercyjnymi sponsorami eksponowanych grup zawodowych są będące na bakier z ekologią koncerny Ineos czy Total a także rosyjski Gazprom, którego obecnie komentować raczej nie trzeba. 

    Mieliśmy też worldtourowy zespół nazywający się po prostu “Katiusza”. Nazwę rosyjskich wyrzutni rakietowych przez dziesięć lat wszyscy przetwarzaliśmy bez mrugnięcia okiem. 

    Wyścigi rozgrywane są na półwyspie arabskim, gdzie prawa kobiet czy mniejszości są albo oficjalnie nieludzkie albo “tylko” regularnie łamane. Zawodnicy i dziennikarze chętnie też chwalą hotele podczas Tour of Turkey w kraju rządzonym przez autokratę Erdogana. 

    Wymieniać można by długo. 

    Owszem, w idealnym świecie nie musielibyśmy zastanawiać się nad tym, czy dla zachowania ciągłości funkcjonowania drużyny przyjmować pieniądze z kraju łamiącego prawa człowieka lub firmy wykorzystującej pracowników czy niszczącej środowisko naturalne. 

    Realnie i uczciwie obecności tych mecenasów kolarstwa nie powinniśmy akceptować. Ich codzienna polityka jest bowiem zaprzeczeniem wszystkich wartości, które niesie ze sobą sport. Przyjaźni, braterstwa, uczciwej rywalizacji, znoszenia granic, podziałów, wyrównywania szans. 

    Niewątpliwie też więcej wymagać powinno się od bogatszych i bardziej wpływowych niż na co dzień zmagających się z deficytami. Godnie potrafią się jednak zachować zarówno krezusi jak wyścigowa F1, średniacy, czyli zawodowe kolarstwo czy będący absolutnie w niszy przedstawiciele Polskiego Związku Rugby na Wózkach. A przedstawicielom międzynarodowej federacji piłkarskiej pozostaje, cóż, życzyć, by rozliczyła ich historia. 

    Na temat hipokryzji FIFA czy Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego napisano już jednak tomy opracowań, nie jest to więc miejsce na powtarzanie oczywistości, natomiast co cesarskie cesarzom sprzedajności oddać w tym miejscu muszę. 

    Sprawa zaczyna się komplikować w momencie, gdy z jednej strony setki milionów euro służą wybielaniu wizerunku zbrodniarzy czy trucicieli a z drugiej, mimo wszystko, dają pracę, inspirują, dają szansę na lepsze życie. 

    By zerwać kontrakt z Aerofłotem stać Manchester United, klub bogatszy niż małe, ale jednak państwa. Dla równowagi, Giuseppe Saronni po tym, gdy zakończył wieloletnią współpracę z włoskim producentem blachy, firmą Lampre, pomocy szukał u kapitału z Chin a ostatecznie jego zespół uratowali przedstawiciele Emiratów Arabskich.

    Z kolei wielu znakomitych kolarzy czy dyrektorów sportowych przyjęło ofertę księcia Bahrajnu, który osobiście pacyfikował opozycję w swoim kraju (będąc równocześnie pasjonatem kolarstwa i zapalonym triathlonistą).

    Trudno powiedzieć czy Saronni, Nibali czy Landa (ale i np. Rafał Majka jeżdżący w UAE) mieli wyjście i mogli np. zejść z oczekiwań finansowych tak jak od lat robi to kierownictwo i zawodnicy drużyn EF, Lotto, Ag2r lub FDJ czy może brak pójścia na kompromis oznaczałby dla nich koniec kariery i pracy zawodowej.

    Prawdopodobnie wchodzenie w indywidualne wybory i potępianie za nie nawet w sytuacji kryzysowej to o krok za daleko. 

    Natomiast zdecydowanie zwycięstwo zawodnika Gazpromu podczas UAE Tour w drugim dniu rosyjskiej inwazji na Ukrainę to chichot losu. Niewykluczone zresztą, że drużynę spotka ostracyzm. Ponieważ to zespół Pro Team, czyli drugiej dywizji, musi zabiegać o prawo startu w wybranych imprezach. Cofnięcie takiego zaproszenia dość szybko zaczęli rozważać np. organizatorzy Tour of Norway. 

    W ubiegłych latach na Tour de Pologne Gazprom często zapraszał Czesław Lang. W tym roku start w naszym wyścigu ma zapewniona drużyna Alpecin-Fenix, tradycyjnie powinna z “dziką kartą” pojechać reprezentacja Polski. Z dwóch pozostałych miejsc jedno przyznane zostało już ekipie Novo Nordisk. Teoretycznie zostało jeszcze jedno, z którego Arkea-Samsic raczej nie skorzysta…

    Wiele wskazuje na to, że kolarstwa zawodowego póki co nie stać, by uwolnić się od brudnych, węglowych, naftowych czy zbrodniczych pieniędzy. Wymaga to głębszej reformy sportu rowerowego, zmiany modelu finansowania, licencjonowania, być może nawet niektórych zasad rywalizacji. 

    Co więcej, choć powszechne staje się potępienie dla Rosjan en masse, należy po pierwsze szanować sportowców z tego kraju (co nie wyklucza niestety odpowiedzialności zbiorowej związanej np. z czasowym wykluczeniem z rywalizacji na podstawie oficjalnych lub uznaniowych sankcji) ze szczególnym uwzględnieniem tych, którzy odważają się wyrażać głosy sprzeciwu dla agresji (jak wspomniany na wstępie tenisista Rublow czy kolarz Ineos-Grenadiers Paweł Siwakow). W przypadku obywateli tego kraju każdy symbol czy gest sprzeciwu jest wyrazem determinacji i swoistego bohaterstwa.

    Kluczowe wydaje się po pierwsze informowanie o istniejących problemach etycznych związanych ze sponsoringiem przez określone firmy, organizacje czy państwa oraz wywieranie presji na UCI jako federację (która w obliczu rosyjskiej agresji jako jedna z pierwszych w świecie sportu zachowała się właściwie), organizatorów imprez i media. 

    Na koniec wreszcie warto pamiętać o tym, że są kolarze, drużyny czy firmy, którzy mają odwagę, energię i chęć by być ambasadorami spraw ważnych. Angażują się w pomoc w krajach rozwijających się (np. promując wyrównywanie szans przez sport w Afryce), w wywiadach rozmawiają nie tylko o wynikach, ale o prawach człowieka czy ekologii. I to im warto poświęcać więcej uwagi i czasu. Nie tylko w czasach kryzysu lecz na co dzień. 

    Zdjęcie na okładce: LaPresse – Fabio Ferrari, materiały prasowe RCS z UAE Tour 2022

  • Sweat

    Sweat

    “Sweat” Magnusa von Horna to kilka zaskakująco celnych obserwacji dotyczących życia fitnessowych influencerów. To także kolejny przykład niezłego filmu, który wykorzystuje sport do skomentowania otaczającej nas rzeczywistości. 

    Sylwia, główna bohaterka grana przez Magdalenę Koleśnik, to aspirująca influencerka w branży fitness. Z sześciuset tysiącami followersów w mediach społecznościowych jest nieco mniej znana niż Ewa Chodakowska czy Anna Lewandowska. Kamieniem milowym w jej karierze ma być wizyta w “Dzień Dobry TVN”. 

    Zanim to się jednak wydarzy, przeżyjemy z nią kilka dość intensywnych dni. Sylwia będzie zmagała się ze stalkerem, skonfrontuje swój sukces zawodowy z rzeczywistością podczas tradycyjnego, rodzinnego spotkania a sławę i priorytety prowadzącej zdrowy tryb życia gwiazdy z problemami dawno niewidzianej koleżanki ze szkoły. 

    Równocześnie poprowadzi event w galerii handlowej, nagra kilka motywacyjnych instastories, wypije smoothie i zamieści parę obowiązkowych materiałów “we współpracy”.

    Zderzenie social medialnej kreacji z “prawdziwym życiem” zarysowano wyraźnie, tak jak daleko jest jaskrawemu różowi legginsów do burości mieszkania w bloku a zimnemu narcyzmowi głównej bohaterki do jej głęboko skrywanej wrażliwości.

    Plakat filmu "Sweat"

    Wydawałoby się, że to banał i oczywistość, ale, cóż, taki już urok małych, kameralnych filmów. Sprawna realizacja, dobre zdjęcia i przyzwoite aktorstwo sprawiają, że “Sweat” ogląda się równie dobrze co “Córkę trenera”. 

    Wygląda więc na to, że życie sportowca jest tym elementem polskiego kina, który sprawdza się jako temat opowieści o współczesnym życiu (w miarę) młodych ludzi. 

    Być może to efekt zmiany, którą widać niemal na każdym kroku. Wszak aktywność fizyczna wpisała się na stałe w nasz krajobraz. Z przyjemnością obserwuję więc jej obecność również w produkowanych obecnie filmach. 

    Co więcej, tych, które ogląda się nie tylko bez poczucia zażenowania, ale wręcz z pewną przyjemnością czy satysfakcją. 

    “Sweat”
    Reż. Magnus von Horn
    Polska/Szwecja 2020
    105’

    Film w styczniu 2022 obejrzałem na VOD e-kinopodbaranami.pl