Igrzyska Igrzyskami (dziś w nocy zaczynają się zawody w BMX Freestyle, do tego rozkręca się lekka) a zawodowstwo zawodowstwem. Zatem przed nami Clasica San Sebastian, jeden z najciekawszych wyścigów jednodniowych, niebędących monumentem.
Kraj Basków to obok Flandrii, Toskanii czy Bretanii jedna z kolebek kolarstwa. Niewysokie, strome góry, zmienna pogoda i charakter mieszkańców walczących o swoją niepodległość (a obecnie traktujących sport i kolarstwo jako sposób na wyrażenie własnej tożsamości) sprawiają, że Baskowie to niezmiernie istotne postaci w historii sportu rowerowego.
Sam wyścig, nieco "zawieszony" między Tourem a Vueltą, w tym roku dodatkowo w cieniu Igrzysk jest górzysty i daje szansę porównania formy bohaterom francuskiego i hiszpańskiego touru.
Sześć punktowanych i niezliczona ilość mniejszych podjazdów, które są strome, często bardziej niż 10% i długie na kilka-kilkanaście minut to idealny teren dla dynamicznych "górali", którzy w razie czego mogą popisać się dobrym finiszem.
Kluczowy często jest słynny Jaizkibel, ale oddalony od mety o niemal 60km to dopiero początek zabawy.
A chętnych do niej będzie wielu, m.in. Alaphilippe, Vingegaard, Mollema, młody talent Ayuso, Bernal, obu Yatesów, Ciccone, Landa, Barguil czy rewelacja Criterium du Dauphine, Mark Padun.
Co więcej, przed mężczyznami będą się ścigać panie, na czele z Annemiek van Vleuten.
Dziewczyny swój liczący 140km wyścig zakończą około 13, chłopaki do mety na 223km dojadą około 17.15.

