Dziś wszyscy wrzucają po pierwsze profil etapu, po drugie informację o przewyższeniu a po trzecie prognozę pogody dla Dolomitów. Miał być etap-monstrum, ale został skrócony, bo wielokrotna wizyta w śnieżycy powyżej 2000m mogłaby się skończyć źle. Nie będzie Fedai i Pordoi, zostaje przełęcz Giau. W sumie 155km i meta w Cortinie.
Jak zawsze przypomnę Wam, że tego typu etapy nie istnieją w oderwaniu od reszty wyścigu. Zatem wczoraj wielu kolarzy się poobijało. Mogą albo sami czuć się źle, albo ich pomocnicy będą osłabieni. Do tego, choć Egan Bernal póki co jest najmocniejszy, jego przewaga nad Simonem Yatesem wynosząca 1'33" wcale nie jest taka duża.
Idąc dalej, nawet jeśli dziś do mety dojedzie grupka, środowy etap po dniu przerwy z finiszem w Sega di Ala i dzień później w Alpe di Mera może w połączeniu ze zmęczeniem i reakcją na odpoczynek wprowadzić jeszcze większe zmiany w klasyfikacji generalnej.
Zatem pamiętajcie, to Giro jeszcze się nie skończyło, walczyć można o zwycięstwo, o podium, o pierwszą piątkę, o zwycięstwa etapowe, o klasyfikację górską czy drużynową. W tak trudnym terenie i warunkach atmosferycznych tak wiele różnych interesów powoduje, że w rozpoczynającym się tygodniu wydarzyć może się niemal wszystko. A pamiętajcie, że wyścig kończy się nie w górach a dość długą czasówką!
Zdjęcie: materiały prasowe RCS

