Rok: 2018

  • Kolarski 2018

    Kolarski 2018

    Wygląda na to, że przeżywamy właśnie złoty wiek światowego kolarstwa. Poziom sportowy jest niezmiernie wysoki, stawka wyrównana jak nigdy a wyścigi rozgrywane są niezmiernie ofensywnie. Gorzej jest w Polsce, gdzie energii mamy sporo, ale wciąż trzeba zmagać się z ?przejściowymi trudnościami?. Oto podsumowanie kolarskiego roku 2018, jakiego nie znajdziecie nigdzie indziej.

    Aresztowanie Andrzeja P.

    Szara eminencja Polskiego Związku Kolarskiego, twórca sukcesów kadry kolarzy górskich w tym Mai Włoszczowskiej (mistrzostwo świata w cross country i maratonie, srebrny medal olimpijski), dyrektor sportowy, twórca grup zawodowych, trener kadr został aresztowany na wniosek prokuratury w sprawie o przestępstwa seksualne. Według doniesień prasowych Andrzej P. może być również oskarżony o nadużycia finansowe, powracającym motywem jest też organizowanie przez niego systemu dopingowego. Pytań pojawia się wiele, spora część z nich krąży w środowisku kolarskim od wielu lat. Jeśli choć część z zarzutów zostanie potwierdzona, kluczowa jest odpowiedź na jedno pytanie: dlaczego Andrzej P. stał się tak wpływową postacią w Polskim Związku Kolarskim.

    Dariusz Miłek ratuje Jima Ochowicza

    https://twitter.com/CCCProTeam/status/1073630919376949248

    Śmierć Andy?ego Rihsa przyspieszyła decyzję firmy BMC o zakończeniu finansowania zawodowej grupy z licencją World Tour. Gdy wydawało się, że ta utytułowana ekipa przestanie istnieć a spora część kluczowych zawodników podpisała kontrakty z konkurencyjnymi zespołami, niczym rycerz na białym koniu pojawił się Dariusz Miłek, który postanowił nie tylko uratować klub Jima Ochowicza i uczynić Grega van Avermaeta jedynym liderem nowego ?CCC Pro Cycling Team?, ale też sprawił, że marzenie tysięcy polskich kibiców stanie się faktem. W 2019r drużyna z licencją naszego kraju wystartuje w Tour de France! To, czy nowy projekt Miłka okaże się sukcesem czy porażką zależy od niego samego. Właściciel wielu marek obuwniczych dał się poznać jako trudny partner (wielu dobrym kolarzom było nie po drodze z ekipą CCC, miał również wyraźny udział w eskalacji kryzysu w PZKol), konserwatywny inwestor (dotychczasowa polityka transferowa była raczej przyczyną rozczarowań niż entuzjazmu kibiców) i pasjonat-mecenas bardziej niż sponsor. Obecność niemieckich, szwajcarskich i włoskich marek korporacji Miłka na nowych strojach CCC Team może wskazywać, że wejście na poziom World Touru to faktycznie element szerszego planu ekspansji obuwniczego imperium z Polski na zachodnich rynkach. Miejmy więc nadzieję, że Dariusz Miłek będzie traktował swój projekt jak biznes i nie stanie się Olegiem Tinkowem zawodowego peletonu.

    Szymon Sajnok mistrzem świata

    https://twitter.com/UCI_Track/status/1033017849982398466

    Sponsoring CCC grupy World Tour to nie tylko polska flaga w tabelach wyników. To również przyspieszony awans do elity światowego kolarstwa. Paweł Bernas, Kamil Gradek, Łukasz Owsian i przede wszystkim Szymon Sajnok będą w sezonie 2019 ścigali się w najważniejszych wyścigach sezonu (w składzie CCC znajdzie się również Łukasz Wiśniowski z ekipy Sky). Z całym szacunkiem dla pozostałej czwórki, to właśnie obecność Sajnoka w peletonie World Touru budzi największe emocje. Ten zaledwie dwudziestojednoletni zawodnik wiosną został mistrzem świata w torowym wieloboju – omnium. W ten sposób nie tylko potwierdził, że lata inwestycji w torową kadrę oraz nieszczęsny obiekt w Pruszkowie miały sens, ale dał nadzieję na pojawienie się wśród zawodowców kolejnego, polskiegio kolarza wielkiego formatu. Fernando Gaviria, Elia Viviani, Mark Cavendish czy Bryan Coquard do znakomici szosowcy, którzy odnosili sukcesy w omnium na mistrzostwach świata czy Igrzyskach Olimpijskich. Jeśli w teamie CCC Sajnok dostanie szansę rozwoju podobną do nich, będzie nie tylko pretendował do medalu w Tokio, ale też do wielu sukcesów na szosach całego świata.

    Degrengolada w PZKol

    Niestety cała grupa uzdolnionych torowców, na których konsekwentnie stawiały kolejne zarządy Polskiego Związku Kolarskiego może mieć poważne problemy przez indolencję i degrengoladę, jakie na dobre rozgościły się w Pruszkowie. Fakt, że PZKol zajmuje się de facto wyłącznie szkoleniem torowców można by jakoś przeboleć, ale kolejne wybory, odwołania, dymisje, konflikt z ministerstwem sportu, afera Andrzeja P. niespłacane długi, niezwołane zjazdy, ewakuacja niemal wszystkich sponsorów, nieuregulowane kwestie podatkowe, organizacyjne i proceduralne powodują, że Polski Związek Kolarski de facto nie istnieje. Co więcej, ministerialne finansowanie szkolenia czy to za pośrednictwem komitetu olimpijskiego czy też jednego z regionów pokazują, że istnienie ?centrali? jest zbędne. Tym bardziej, że gdy owa ?centrala? zabiera się do pracy, jedyne, co potrafi, to niedopilinowanie terminów skutkujące brakiem finansowania na wyjazd młodzieży na imprezę mistrzowską w kolarstwie górskim. Z tej perspektywy torowe mistrzostwa świata 2019, które wbrew wszystkiemu zostaną rozegrane na zadłużonym pruszkowskim torze będą równie stosowne co występ klauna na stypie.

    Emocjonujący Tour de Pologne. W końcu

    https://twitter.com/Tour_de_Pologne/status/1028002585733750784

    Czy Tour de Pologne nareszcie ma swoje miejsce nie tylko w kalendarzu, sercach kibiców, ale też w harmonogramie czołówki zawodowców? Miejmy nadzieję, ponieważ tegoroczny wyścig Czesława Langa był nad wyraz udany i emocjonujący nie tylko ze względu na wygraną Michała Kwiatkowskiego. Z ?Kwiato? o zwycięstwo walczyli w tym roku Simon Yates i Thibaut Pinot. Wygląda na to, że TdP staje się realnie istotnym elementem przygotowań do hiszpańskiej Vuelty, tak jak Criterium du Dauphine dla Tour de France i Tour of the Alps dla Giro d?Italia. Choć ma swój ?urok? (maksymalna komercjalizacja połączona z finansowaniem z publicznych środków, skumulowanie trasy niemal wyłącznie w Małopolsce i na Górnym Śląsku, łopatologiczny PR i marketing), ze sportowego punktu wyścig był sukcesem.

    Świetny sezon Michała Kwiatkowskiego

    Wygrana w klasyfikacji generalnej Tirreno-Adriatico, zwycięstwo w Tour de Pologne do którego doprowadziły dwa sukcesy na etapach, wygrany prolog Criterium du Dauphine, trzy dni w koszulce lidera Vuelta a Espana, wygrana w Volta a Algarve, mistrzostwo Polski ze startu wspólnego oraz czwarte miejsce w mistrzostwach świata w jeździe indywidualnej na czas. Jeśli dołożymy do tego fakt, że ?Kwiato? po raz kolejny był kluczowym pomocnikiem w wygrywającym Tour de France Teamie Sky można jego sezon ocenić tylko na ?piątkę?. Jasne, byłoby miło, gdyby wszystkie te sukcesy Polak odnosił w ?fajniejszej? ekipie, ale cóż, nie można mieć wszystkiego. Wydaje się też, że wraz ze zbliżaniem się do ?trzydziestki? Kwiatkowski będzie specjalizował się w wyścigach etapowych, co jeszcze niedawno nie było tak oczywiste. Skuteczna jazda na czas i coraz lepsza jazda w górach zaczną zapewne przeważać nad szybkością i dynamiką. To co jednak wyróżnia Kwiatkowskiego spośród innych gwiazd zawodowego peletonu to niebywałe wyczucie sytuacji i kolarska inteligencja, które są nie do zastąpienia w trudnych sytuacjach.

    Jeden tour to za mało

    Chris Froome wygrał Giro i był trzeci w Tour de France, Tom Dumoulin był drugi w Giro, Tourze i w mistrzostwach świata w jeździe na czas. Miguel Angel Lopez stanął na trzecim stopniu podium Giro i Vuelty a Simon Yates wygrał Vueltę, prowadzenie w Giro d?Italia oddając zaledwie trzy dni przed końcem wyścigu. Sezon 2018 stał pod znakiem kolarzy wytrzymałych,utrzymujących wysoką dyspozycję przez dłuższy czas. Jeszcze dekadę temu, gdy ktoś ścigał się o różową koszulkę, nie istniał przed i po Giro. Bohaterowie Touru pojawiali się na chwilę podczas Liege-Bastogne-Liege, trafiali lub nie z formą na lipiec a Vuelta była nagrodą pocieszenia dla walczących o kontrakty niedobitków. Z szerszej perspektywy niewykluczone, że właśnie obserwujemy złoty wiek zawodowego kolarstwa, w którym największe sukcesy osiąga się po śmiałych akcjach a gwiazdy są w centrum uwagi przez wiele miesięcy nie tylko ze względu na nazwisko, ale też to, co faktycznie prezentują na szosie. Ba, nawet Geraint Thomas, który teoretycznie wygrał Tour de France jadąc defensywnie chroniony przez kolegów z drużyny na najwyższym stopniu podium w Paryżu stanął po zwycięstwach etapowych na podjazdach La Rosiere i Alpe d?Huez niczym rasowy góral, choć jest przecież byłym torowcem.

    Nibali wygrywa Mediolan – Sanremo

    https://twitter.com/Milano_Sanremo/status/1062638826428993537

    Jeśli zwycięzca wielkiego touru jest najlepszy w ?wiosennych mistrzostwach świata?, to mamy do czynienia z sytuacją wyjątkową. Ostatnim takim kolarzem był Laurent Jalabert. Jedynymi, którzy wygrali wszystkie trzy wielkie toury i ?Primaverę? byli Vincenzo Nibali, Eddy Merckx i Felice Gimondi. Tę trójkę łączy również zwycięstwo w Giro di Lombardia. Czy to znaczy, że Vincenzo Nibali jest jednym z najlepszych kolarzy w historii? Cóż, można szukać argumentów za i przeciw, wskazywać, że Włoch w wielkich tourach nie mierzył się bezpośrednio z najlepszymi konkurentami swoich czasów, ale ostatecznie zwycięzcy są na mecie a nie w przedstartowych rozważaniach, więc wiele wskazuje na to, że tak. ?Rekin z Messyny? to postać zdecydowanie wybitna. Patrząc na sezon 2018 jako całość, zakończona powodzeniem solowa akcja Nibalego to pewien symbol. Zmniejszone o jednego zawodnika drużyny (w klasykach i mniejszych etapówkach do siedmiu, w wielkich tourach do ośmiu kolarzy) do pewnego stopnia przyczyniły się do odblokowania rywalizacji i przynajmniej kilku akcji, które przejdą do historii tego sportu. I tylko żal, że w trakcie podjazdu na Alpe d?Huez przewrócił go kibic-idiota łamiąc nie tylko kręgosłup Nibalego, ale też sporą część jego sezonu.

    Salbutamol i Finestre

    Jeśli ktoś miał zapisać się w kronikach kolarstwa solowym rajdem przez kilkadziesiąt kilometrów dającym zwycięstwo w wielkim tourze, to mało kto jako kandydata do podjęcia takiego ryzyka wskazałby Chrisa Froome?a. Tymczasem Brytyjczyk zaskoczył wszystkich jazdą, do opisania której pasuje jedynie niepoprawna kalka z angielskiego. To było po prostu ?epickie?. Jednym atakiem na 80km przed metą 19. etapu Giro d?Italia Froome z nawiązką odrobił straty z wcześniejszej fazy wyścigu, wygrał swój trzeci wielki tour z rzędu i otworzył sobie drogę do legendarnego dubletu. Ta jednak została dla niego zamknięta w lipcu nie tylko przez pokonanego we Włoszech Toma Dumoulina, ale przede wszystkim przez klubowego kolegę, Gerainta Thomasa. Tak czy inaczej Froome wygrywając różową koszulkę wszedł do elitarnego grona zwycięzców wszystkich trzech wielkich tourów. Stało się tak jednak nie tylko dzięki bezkompromisowej postawie na rowerze, ale też dzięki skuteczności prawników teamu Sky, którzy wybronili go przed dyskwalifikacją za nadużycie salbutamolu podczas Vuelta a Espana 2017.

    Śmiałość

    Wspomniałem już Nibalego i Froome?a, nie mogę nie wspomnieć Simona Yatesa. Brytyjczyk szarżował na Giro wygrywając w świetnym stylu trzy etapy, za co zapłacił kryzysem na Finestre i porażką w całym wyścigu. Na Vuelcie ?pojechał po swoje?, chwalony za odrobienie lekcji i przyspieszony kurs kolarskiej dojrzałości. Tyle tylko, że w Hiszpanii również jechał ofensywnie, choć nieco rozważniej. Na Tourze długich akcji próbowali kolarze LottoNL Jumbo, po solowej akcji piękne zwycięstwo etapowe na Col de Portet zaliczył Nairo Quintana. W ?monumentach? solowe wygrane stały się udziałem Nibalego, Nikiego Terpstry w Ronde van Vallenderen, Boba Jungelsa w Liege-Bastogne-Liege a Giro di Lombardia padło łupem samotnie atakującego Thibaut Pinot. W Paryż-Roubaix Peter Sagan ograł na finiszu Silvana Dilliera a kolejna grupka pościgowa na słynny velodrom dotarła po minucie. To był rok ucieczek, rok śmiałków i zdecydowanie sezon ?ścigania typu vintage? a kolarze zapisali sporo stron w kronikach swojego sportu czymś więcej niż tylko suchymi tabelami wyników.

    Młodość

    Vuelta a Espana 2018 nie dość, że przyniosła wygraną Simona Yatesa, to jeszcze wyraźnie odmłodziła czołówkę wielkich tourów. Yates ma 26 lat, drugi w Madrycie Enric Mas 23 a Miguel Angel Lopez 24 lata. Jak co kilka sezonów już wkrótce doświadczymy zmiany warty w zawodowym peletonie. Froome już jest ?starym mistrzem?, Sagan czy Kwiatkowski mimo imponującego dorobku dopiero wchodzą w najlepszy wiek dla kolarzy a za ich plecami już czają się o pięć lat młodsze roczniki wielkich talentów. Tak to już jest w sporcie, w życiu, wszędzie, ale tegoroczna Vuelta była pewnego rodzaju symbolem, który przypomina o czasie, który płynie dla wszystkich, tylko nie dla?

    Alejandro Valverde

    https://twitter.com/gerebit0/status/1047160289173667840

    Zdobyć tęczową koszulkę w wieku 38 lat za dwunastym podejściem to wyjątkowy wyczyn. Alejandro Valverde był faworytem zawsze, gdy stawał na starcie wyścigu o tęczową koszulkę. Zdobywał medale, często był tam, gdzie powinien w decydujących momentach, ale zawsze czegoś brakowało. Gdy ogłoszono, że czempionat 2018 zostanie rozegrany na wyjątkowo górzystej trasie, która odsieje sprinterów czy też specjalistów wyścigów klasycznych, notowania Valverde automatycznie wzrosły. Choć na wiosnę Julian Alaphilippe pokonał go w końcu na Mur de Huy a pod koniec hiszpańskiej Vuelty Hiszpan tracił formę, odbudował ją przed Innsbruckiem gdzie obronił się przed Bardetem i Woodsem na ekstremalnie stromym podjeździe Höll, wytrzymał psychicznie pojawienie się w czołówce goniącego na zjazdach Dumoulina a następnie zrobił to, co potrafi najlepiej. Jako najlepszy sprinter wśród górali wygrał finisz i w końcu został mistrzem świata. Mimo aroganckiego milczenia w sprawie swojej dopingowej przeszłości, Valverde jest kochany przez tysiące fanów na całym świecie a w swojej rodzinnej Murcji został po powrocie z Austrii powitany niczym papież.

    Cross country na fali

    Ekstremalizujące się cross country w mijającym roku było na ?antenie? RedBull TV oglądane chętniej niż spektakularne zawody zjazdowe. Stało się tak mimo kolejnego sezonu pod znakiem Nino Schurtera. Szwajcar zdominował puchar świata i po raz siódmy zdobył mistrzostwo świata w XC. Fakt, że zrobił to podczas imprezy rozgrywanej w swoim kraju, w szwajcarskim Lanzerheide niewątpliwie pomógł mu w zdobycia tytułu ?sportowca roku? i pokonania takich postaci jak Roger Federer i Dario Cologna.

    Multidyscyplinarni

    Do tego, że co jakiś czas zawodnicy z jednej odmiany kolarstwa zaliczają gościnne występ w innej już się przyzwyczailiśmy. Wygląda na to, że takie wyskoki są i będą coraz częstsze, czy to ze względu na interesy sponsorów, zajawki samych sportowców czy wreszcie ich potrzebę ciągłego rozwoju. Na trasach kolejnych imprez pojawiają się dodatkowe atrakcje, bruk, polne i szutrowe drogi. Technika jazdy, umiejętność radzenia sobie w trudnych warunkach i reagowania na niestandardowe okoliczności są więc w cenie. Zawodowi szosowcy startują w wyścigach mtb, po sezonie organizują sobie bikepackingowe wyprawy a z kolei w drugą stronę następuje transfer świeżej krwi. Czołowi przełajowcy w poszukiwaniu sławy i pieniędzy zasilają zawodowy peleton od lat, by wymienić tylko Zdenka Stybara i Larsa Booma. Trzykrotny mistrz świata, Wout van Aert tak bardzo chce dołączyć do zespołu LottoNL Jumbo, że po długich bojach rozwiązał kontrakt z dotychczasowym pracodawcą, Verandas Willems – Crelan i od marca 2019 będzie reprezentantem grupy World Touru.

    Sagan oddaje tęczową koszulkę, ale i tak jest wielki

    https://twitter.com/roweryorg/status/983003120287576065

    Po trzech latach w stroju mistrza świata Peter Sagan nie nastawiał się na obronę tytułu w sezonie 2018. Choć w trakcie wielkich tourów był w stanie całkiem dobrze radzić sobie na trasach górskich etapów, czy to jadąc na własne konto czy pomagając kolegom z drużyny, runda w Innsbrucku była dla niego zdecydowanie za ciężka. Skupił się więc na kampanii wiosennych klasyków oraz Tour de France. Zaowocowało to zwycięstwem w Paryż – Roubaix, dzięki czemu skompletował dwa brukowane monumenty jako urzędujący mistrz świata (w 2016 zwyciężył w Ronde van Vlaanderen). Z kolei w lipcu, nie tylko dzięki regularności, ale też dzięki trzem etapowym zwycięstwom wygrał szóstą w karierze zieloną koszulkę najlepszego kolarza w klasyfikacji punktowej. Zrównał się więc z Erikiem Zabelem i jest tylko o krok od objęcia samodzielnego, z dużym prawdopodobieństwem niepobijalnego w dającej się przewidzieć przyszłości, samodzielnego rekordu. Sezon zakończył z ośmioma zwycięstwami (należy wspomnieć jeszcze to w Gandawa – Wevelgem) a co istotne osiągnął to mimo niełatwego roku w życiu osobistym. Sagan rozstał się bowiem z dopiero co poślubioną żoną, Katariną, matką ich wspólnego syna, rocznego Marlona. Być może ten fakt skłonił go by wspomnieć o możliwej karierze poza szosą ze względu na zbyt dużą ilość dni, jakie zawodowiec musi spędzać na wyścigach i zgrupowaniach. Cóż, cena sławy, a słowacki mistrz jest niewątpliwie największym gwiazdorem światowego kolarstwa od czasów Mario Cipolliniego, jest wielka.

    Polityka korporacji

    Jeśli już mowa o cenie, to po pierwsze, utrzymanie projektu, jakim jest Team Sky nie jest tanie. Budżet około 40 milionów Euro rocznie to niemało, nie tylko jak na standardy kolarskie, gdzie jest to więcej niż ma ktokolwiek inny, ale sportowe w ogóle. Jeśli ktoś śledzi kino superbohaterskie, zauważył już wcześniej, że koncern medialny Sky może zmienić właściciela. Na skutek polityki największych studiów filmowych na świecie Fox trafił pod skrzydła Disneya a co za tym idzie X-meni zapewne zostaną włączeniu do ?MCU?, natomiast Sky jest przejmowany przez COMCAST. Dla Amerykanów, których roczny dochód to 18 miliardów dolarów, czterdzieści milionów to okruszki. Decyzja o wycofaniu się ze sponsorowania drużyny kolarskiej, która wygrała osiem wielkich tourów od 2012r oraz każdy, worldtourowy wyścig etapowy poza Eneco Tour musi mieć inne podłoże niż finansowe. Być może moloch nie ma głowy, by zajmować się takimi drobiazgami, być może też stwierdzono, że cele marketingowe dla Sky zostały już osiągnięte. Albo też, biorąc pod uwagę, że rynek amerykański jest bardziej wrażliwy na różnego rodzaju skandale, nie chce mieć nic wspólnego z kontrowersjami okołodopingowymi, arogancją Dave?a Brailsforda, chamstwem i rasizmem Gianiego Moscona, kibicami oblewającymi Chrisa Froome?a (a co za tym idzie logo firmy) moczem, tajemniczymi paczkami, które według jakby na to nie patrzeć szlachcica, Bradleya Wigginsa zawierały nie testosteron dla niego a dildo dla jego szefa?
    Dave Brailsford ma realnie jeszcze pięć miesięcy na znalezienie zastępstwa za Sky. Część jego gwiazd może podpisać nowe kontrakty już podczas Giro d?Italia. Czy znajdzie się ktoś, kto zechce sfinansować milionowe pensje pomocników Froome?a oraz fanaberie związane z ?filozofią marginal gains?? Jim Ochowicz został cudem uratowany przez Dariusza Miłka, Patrick Lefevere do ostatniej chwili łatał dziury w budżecie i porozumiał się z firmą Decuninck (producent okien). Perturbacje finansowo – organizacyjne Sky (a trzeba pamiętać, że koncern medialny jest nie tylko sponsorem, ale de facto właścicielem zespołu) mogą wywołać niespotykany ruch na rynku transferowym już od wiosny 2019.

    Kolarstwo w mainstreamie

    Mam wrażenie, że rok 2018 był przełomowy dla obecności kolarstwa w polskich mediach, zarówno ?mainstreamowych? jak i specjalistycznych. Duże portale zaczęły regularnie publikować obszerniejsze materiały skupiające się na czymś więcej niż tylko wyniki Polaków i ewentualne ?pompowanie balonika? przed najważniejszymi imprezami. Spora w tym zasługa nie tylko dobrych wyników naszych worldtourowców w ostatnich sezonach, afery Andrzeja P, degrengolady w PZKol i inwestycji Dariusza Miłka. Kolejni autorzy dołączają do grona piszących o kolarstwie, pojawiają się podcasty, kolarstwo ma dedykowaną sobie audycję w sportowym radiu a media rowerowe szukając sposobów na wyróżnienie się wśród konkurencji wzorują się na autorach zagranicznych i publikują większą ilość materiałów autorskich. Zapewne do wszystkiego trzeba dorosnąć i siłą rzeczy prezentowany przekaz musi być bardziej przystępny by dotrzeć do grupy szerszej niż tylko ci najbardziej zaangażowani fani, swoje trzy grosze dodają także pisane pod wyszukiwarki i clickbite tytuły i leady, ale i tak jest nieźle. Poziom kolarskiego dyskursu zaczyna doganiać poziom sportowy zawodników, kolejny krok to poziom komentarzy pisanych przez kibiców.

    Na to akurat ja narzekać nie mogę, ponieważ jesteście gronem wyjątkowych czytelników, zatem dziękuję Wam wszystkim za wspólne śledzenie wydarzeń z rowerowego światka w ostatnich 12 miesiącach. I do zobaczenia wkrótce :)

    Zdjęcie okładkowe: louis tricot on Unsplash

  • Jeśli kolarstwo chce być eko, musi się zmienić.

    Jeśli kolarstwo chce być eko, musi się zmienić.

    Sport rowerowy, choć pozornie uznawany jest za ekologiczny, w praktyce okazuje się być uciążliwy dla środowiska. Jeśli kolarstwo chce być przyjazne dla naszej planety, powinno pomyśleć o szeregu zmian.

    Możecie powiedzieć, że nie ma to sensu, bo przecież jest wiele innych, bieżących problemów do rozwiązania. Bilans wyścigów zawodowców i pasji tysięcy amatorów nie może być przecież niekorzystny dla środowiska?

    Cóż, biorąc pod uwagę, że przy imprezach kolarskich często porusza się więcej samochodów niż rowerów, zawodom towarzyszy produkcja ton śmieci (zwanych potocznie gadżetami reklamowymi), kibice na trasy dojeżdżają kolejnymi autami a strefy bufetu na imprezach masowych generują góry zużytych, jednorazowych opakowań, jest się nad czym zastanawiać.

    Mniej samochodów

    W ostatnich latach sporo mówi się o konieczności zwiększenia bezpieczeństwa w zawodowym peletonie. Ogranicza się jego liczebność, wprowadza dodatkowe licencjonowanie dla kierowców pojazdów jadących w kolumnie wyścigu.

    Efekty można zauważyć, anegdotycznie wypadków z udziałem obsługi jest jakby mniej, zapominamy jednak o ekologii.

    Peleton to jedno, jadące wokół niego pojazdy to drugie. Na każdą drużynę przypadają przynajmniej dwa osobowe samochody techniczne, autobus i ciężarówka. Swoimi autami jeżdżą sędziowie, dziennikarze, sponsorzy i wspomniana kolumna reklamowa. Barierki, bannery, trybuny wożone są z miasta do miasta każdego dnia.

    Z perspektywy dbania o środowisko zawody typy ?Tour de?? to koszmar. Paradoksalnie ?nasz narodowy wyścig? rozgrywany wokół kilku miejscowości, goszczący raptem parę dni na w Beskidach i na Podhalu może mieć mniejszy koszt nie tylko finansowy, ale i ekologiczny niż preferowana przez fanów rudna po całym kraju. Z ekologicznego punktu widzenia bardziej kompaktowa forma tras tourów to rozwiązanie nieszczególnie ekscytujące, za to jak najbardziej rozsądne.

    Biorąc pod uwagę, że tak w polityce jak i marketingu liczą się gesty, dziwię się, że żaden producent samochodów sponsorujący grupy zawodowe nie dostarcza hybryd czy elektryków, choćby po to, by zwrócić uwagę na emisję CO2 przez wyczynowy sport rowerowy (abstrahując od realnej lub wyimaginowanej ekologii pojazdów tego typu i ich długoterminowego, negatywnego wpływu na środowisko).

    Idąc dalej może warto zacząć od siebie, zrezygnować z części komfortu i wrócić do tracących popularność wspólnych dojazdów na zawody? Obecnie coraz chętniej przekładamy na nasze hobby nawyki znane z życia codziennego i tak jak w miejskich korkach stoją wielokilometrowe sznury samochodów wiozących tylko kierowcę, tak na wyścigi dojeżdżamy solo. A to oznacza, że w górach poza opakowaniami po żelach, bidonami i kubkami z bufetów zostawiamy także zbędne wyziewy z rur wydechowych.

    Mniej śmieci

    Minionego lata, stojąc nieco podmęczony na mecie jednego z górskich maratonów patrzyłem na rosnącą górę plastikowych kubków, wyrzucanych na stertę obok. W trakcie jazdy co prawda napełniałem bidon a nie korzystałem z butelek rozdawanych przez obsługę, za to na mecie dostałem posiłek regeneracyjny w styropianowym pudełku i plastikowe sztućce, które po użyciu poszły prosto do kosza.

    Poza bidonami, które są używane wielokrotnie a materiał, z którego są wykonane zazwyczaj nadaje się do przetworzenia, większość opakowań na sportową żywność to jednorazówki i nie chodzi tylko o folię po żelach wyrzucaną gdzieś do rowu, ale ogólną masę śmieci, jaką generuje nasza sportowa, zdrowa i teoretycznie ekologiczna pasja.

    Obecnie za sukces uważamy, jeśli większość uczestników (a jakże, pod karą sankcji regulaminowej i rodzącego się społecznego ostracyzmu) wyrzuca śmieci w okolicach bufetu, wyobrażenie sobie używania napełnialnych pojemników wydaje się być lata świetlne od nas.

    Plastik, plastik, plastik

    Temat kubków, butelek i innych opakowań jest do pewnego stopnia na czasie, ale co z ubraniami? Odzież sportowa to tworzywa sztuczne, które gdy się zniszczą lub stracą właściwości nie dostaną drugiego życia jako choćby szmata do łańcucha.

    Team Sky w czasie Tour de France promował ograniczenie używania plastiku strojami z grafiką przedstawiającą walenia, gdy tymczasem marki produkujące odzież rowerową nie oznaczają jej jako możliwej do recyklingu. Nawet jeśli swoje stare koszulki przekazujecie dalej, np. dla potrzebujących zawodników, w końcu nie będzie się w nich dało jeździć i zostaną z nami dosłownie na wieki.

    Podobnie będzie z ?kompozytowymi? częściami rowerowymi czy ramami, choć trzeba przyznać, że w przeciwieństwie do aluminium, ?karbon? można dłużej i skuteczniej naprawiać. Ostatecznie poddane obróbce termicznej laminaty póki co skończą na wysypisku. Na szczęście cykl życia roweru jako takiego jest dość długi, bywa, że sięga i kilkudziesięciu lat, zatem trudne w recyklingu kompozyty mogą doczekać czasów, gdy będzie je można przetworzyć na coś innego.

    Martwić może natomiast tendencja, znana z każdej innej dziedziny produkcji przemysłowej: od samochodów przez agd po elektronikę, by zamiast dostarczać sprzęt możliwy do naprawy sprzedaje się jednorazówki: kompleksowe rozwiązania, które da się jedynie wymienić w całości.

    Małe wybory

    Czy to znaczy, że należy zrezygnować z jazdy na rowerze? Jasne, że nie. Choć wokół sportu, nie tylko tego, można znaleźć bardzo wiele elementów ?nie-eko?, spora część całej tej zabawy jest pozytywna. Rower jako środek komunikacji jest pod tym względem idealny, kolarstwo jako sposób spędzania wolnego czasu czy nawet wyczyn ma wiele dobroczynnych aspektów czy to społecznych czy zdrowotnych.

    Kwestii do poprawy jest jednak wiele. Zaczynając od wyborów takich jak próba naprawy zamiast wymiany, używanie mniej szkodliwych środków czyszczących czy smarów, kupno odzieży czy bidonów możliwych do przetworzenia, czy wreszcie anegdoczne już chowanie opakowania po zjedzonym żelu do kieszonki zamiast wyrzucania na ziemię.

    Dalszy krok to zmiana przyzwyczajeń. Być może będzie to zabranie ze sobą wielorazowych pojemników na posiłki lub żele, dojazd na zawody czy wycieczki jednym autem zamiast trzema.

    To oczywiście dodatkowy wysiłek: organizacyjny czy intelektualny, ale skoro i tak sport jest takim dodatkowym wysiłkiem, może warto ponieść go jeszcze trochę żebyśmy mogli cieszyć się nim nieco dłużej.

    Zdjęcie okładkowe: mbtrama, flickr, cc by 2.0

  • Jakie znaczenie mają wybory dla rowerzystów i kolarzy?

    Jakie znaczenie mają wybory dla rowerzystów i kolarzy?

    Rozpoczynający się maraton kolejnych elekcji może znacząco wpłynąć na to gdzie, w jakich warunkach i jak bezpiecznie będziemy jeździć, startować i trenować.

    Sport, rekreacja, urbanistyka, ekologia, bezpieczeństwo ruchu drogowego. Na każdym z tych pól spierają się grupy interesów reprezentowane przez partie, komitety wyborcze czy indywidualnych kandydatów.

    Od jesieni 2018 do wiosny 2020 wybierzemy kolejno: samorządowców, parlamentarzystów europejskich, posłów i senatorów oraz prezydenta Polski.

    Rower zarówno jako element zrównoważonego transportu, forma rekreacji a kolarstwo jako sport masowy, wyczynowy i olimpijski są obecne w dyskursie prowadzonym w ramach kolejnych kampanii wyborczych.

    Jeśli wydaje Wam się, że to tylko kwestia obietnic związanych z budową kolejnych kilometrów ścieżek rowerowych, nic bardziej mylnego. Od rezultatów rozpoczynającego się maratonu wyborczego zależy nie tylko z jakiej infrastruktury będziemy korzystać dojeżdżając do pracy czy szkoły, ale też czy wystartujemy w lokalnych zawodach a także jakie finansowanie otrzyma kadra narodowa, czy szkółki, w których trenuje kolarska młodzież.

    Tematów okołorowerowych w kolejnych, politycznych starciach jest wiele.

    Wspomniane „ścieżki” czy też infrastruktura wiążą się z poprawą jakości życia w miastach: mniejszymi korkami, większym bezpieczeństwem, czystszym powietrzem. Jedni kandydaci wolą uśmiechać się do kierowców, inni są ewidentnie „eko-prorowerowi”, jeszcze inni pamiętają też o transporcie zbiorowym. W kampaniach samorządowych obietnice kolejnych kilometrów ścieżek padają często. Infrastruktura rowerowa to jednak nie tylko duże miasta i nie tylko funkcja komunikacyjna.

    Powstająca na niespotykaną do tej pory skalę sieć tras turystycznych np. na wałach rzecznych, infrastruktura sportowa czy sportowo-turystyczna (bike parki, kompleksy singletracków, pumptracki, tory bmx itd), to wszystko kosztuje grube miliony a decyzja o budowie może wiązać się z rozwojem nie tylko pojedynczej miejscowości ale wręcz całego regionu.

    Wizerunek miejsca dobrego do życia, rekreacji czy uprawiania sportu jest obecnie bezcenny a zyski z tak poczynionych inwestycji mogą procentować latami. Z punktu widzenia jednostki-rowerzysty to poprawa indywidualnego komfortu, z szerszej perspektywy to decyzja w 100% polityczna.

    W budżetach partycypacyjnych kolejnych gmin co roku sporo projektów dotyczy infrastruktury rekreacyjnej. Choć wszyscy narzekamy na permanentny brak czasu, właściwie każdy kawałek nowej ścieżki, czy to rowerowej, biegowej, rolkarskiej, siłownia na świeżym powietrzu, zrewitalizowany park czy jakikolwiek inny teren tego typu od razu zapełnia się mieszkańcami aktywnie spędzającymi wolne chwile.

    O tym, czy pieniądze samorządu: miejskie, gminne, powiatowe lub wojewódzkie zostaną wydane na poprawę jakości naszego życia czy np. kolejny pomnik możemy zdecydować właśnie przy urnie wyborczej.

    Podobnie ma się sprawa z klubami sportowymi oraz imprezami, czy to masowymi czy wyczynowymi. Udział samorządów w organizacji zawodów kolarskich: od poziomu World Touru (czyli Tour de Pologne) przez popularne serie maratonów po przysłowiowy „Puchar Wójta” jest ogromny. Organizatorzy komercyjni przywożą swoje wyścigi tam, gdzie dostają więcej, czy to w gotówce czy to w barterze. Z kolei wiele imprez wyczynowych bez udziału finansowego lub choćby życzliwości gmin zwyczajnie by się nie odbyła.

    Nie wolno też zapominać o samych zawodnikach i klubach. Tam dotacja, stypendium czy nagroda od lokalnych władz to często być albo nie być: szkółki, klubu a bywa, że i kariery dobrze zapowiadającego się sportowca.

    Z kolei „patronat honorowy” marszałka województwa, prezydenta czy ministra to nie tylko prestiż, ale też szansa na notkę w prasie, wspomnienie w radiu i możliwość pozyskania funduszy.

    Organizacja imprez to również  konieczność uzyskania pozwoleń w zarządach zieleni, nadleśnictwach, zarządach dróg oraz policji.

    Teoretycznie Służba Cywilna powinna być bezstronna, ale po każdych wyborach w urzędach decydujących nie tylko o finansowaniu, ale też o formalnej zgodzie na przeprowadzenie zawodów sportowych następuje rotacja.

    Idąc szczebel wyżej, Minister Sportu i Turystyki ma wpływ na to, która dyscyplina sportu będzie „strategicznie” dotowana z budżetu państwa a która jest skazana na łaskę sponsorów pozapaństwowych.

    Warto zwrócić uwagę, że wiele wydarzeń, klubów czy kadr narodowych jest finansowana nie tylko przez Ministerstwo Sportu, ale również przez spółki skarbu państwa, gdzie decyzje zapadają często bez względu na argumenty biznesowe.

    Kryzys w Polskim Związku Kolarskim, choć mocno związany z kwestiami personalnymi i starciami frakcji wewnątrz tej organizacji, miał również aspekt polityczny. Zaangażowanie Ministra Sportu, wycofanie się marki Orlen, finansowanie przez Polski Komitet Olimpijski. Krótko mówiąc czysta polityka i to na dość wysokim szczeblu.

    Schodząc nieco niżej, wracając znów na poziom doświadczeń indywidualnych i komfortu prywatnego życia, czym innym jak nie polityką są wpływy środowiska myśliwych i związane z tym np. problemy z spędzaniem czasu na terenach leśnych?

    To wszystko można sprawdzić: jakie decyzje w sprawie infrastruktury rowerowej: komunikacyjnej, rekreacyjnej czy sportowej podejmował wasz prezydent, burmistrz czy wójt, rada miasta czy gminy. Nad czym dyskutowano w sejmiku wojewódzkim, jak nad projektami zmian w prawie o ruchu drogowym głosowali posłowie, czy wojewodowie byli przychylni nowym projektom, z którym lobby bratał się minister sportu, środowiska, edukacji czy szkolnictwa wyższego.

    Wreszcie, z jakimi inicjatywami ustawodawczymi wyszła „głowa państwa” i jak kontrolowała np. zmiany w prawie o ruchu drogowym. Choć ostatnie kadencje przyzwyczaiły nas do pasywnej prezydentury, można sobie wyobrazić, że otoczony ekspertami prezydent inicjuje dyskusję o bezpieczeństwie pieszych i rowerzystów lub zaczyna aktywnie działać w tematyce zdrowia publicznego, choćby prowadząc kampanię ograniczania otyłości wśród młodzieży. Co więcej, przestrzeń dla siebie może w takich działaniach znaleźć także „pierwsza dama”, np. współpracując z organizacjami pozarządowymi.

    Oczywiście rower, sport i rekreacja to nie jedyne aspekty życia, na które wpływ ma wynik wyborów.

    Wysokość podatków, jakość świadczeń zdrowotnych, wizerunek kraju na arenie międzynarodowej czy bezpieczeństwo zapewne są wyżej na liście priorytetów.

    Ale cóż, to blog dla kolarzy, dla wielu z nas ten właśnie, „rowerowy” aspekt życia to spora część codzienności, dobrego samopoczucia i szeroko pojętego komfortu.

    Więc wybierajmy z głową :)

  • Nowy kompleks szlaków rowerowych – Babia Góra Trails

    Nowy kompleks szlaków rowerowych – Babia Góra Trails

    Zakończ sezon w jesiennej scenerii Beskidów i sprawdź nowe szlaki rowerowe u podnóża Babiej Góry. 13.10 Zawoja zaprasza na otwarcie nowego kompleksu tras dla fanów kolarstwa górskiego.

    ?Babia Góra Trails? to 20,5km ścieżek typu ?single track? o zróżnicowanym stopniu trudności: od dostępnych dla dzieci oraz początkujących przez najbardziej lubianą trasę typu ?flow? po wymagające odcinki przeznaczone dla doświadczonych zawodników enduro i zjazdu. Do dyspozycji rowerzystów będzie również pump track, dodatkowa ścieżka treningowa oraz linia łatwych skoczni a także długi na prawie 25km szlak łączący Zawoję ze słowacką miejscowością Oravska Polhora.

    W sumie ?Babia Góra Trails? oferuje wybór spośród pięciu tras w rejonie Mosornego Gronia oraz centrum górskiego ?Korona Ziemi? w Zawoi a także dojazd do Oravskiej Polhory, gdzie z łatwością można włączyć się w tamtejszy system turystycznych szlaków rowerowych.

    Cały kompleks powstawał od 2016r dzięki zaangażowaniu lokalnej społeczności kolarskiej. Głównym pomysłodawcą był Mariusz Gaweł, który przez wiele lat wytyczał trasy zawodów mtb w Zawoi i okolicach. Projekt samych tras jest autorstwa doświadczonego Jakuba Jonkisza z Enduro Trails, a przy całym przedsięwzięciu zaangażowani byli również zawodnicy klubu UKS Zawojak.

    Ścieżki ?Babia Góra Trails? mogły powstać dzięki finansowaniu z programu Interreg Polska – Słowacja, współpracy gmin Zawoja oraz Oravska Polhora, a także Lasów Państwowych Nadleśnictwa Sucha Beskidzka i Wydziału Promocji Starostwa Powiatowego w Suchej Beskidzkiej.

    Prace budowlane zostały zakończone jesienią 2018 i jeszcze przed zakończeniem sezonu szlaki zostaną oddane do użytku pasjonatom kolarstwa górskiego.

    Na oficjalne otwarcie kompleksu ?Babia Góra Trails? zapraszamy w weekend 12-13 października do Zawoi.

    W piątek 12.10 o godz. 17 w pensjonacie ?Beskid? (lokalizacja https://goo.gl/maps/3VTgNPJteUE2) zaprezentujemy trasy podczas konferencji ?Górskie Trasy Rowerowe typu singletrack ? inwestycja w przyszłość?, gdzie będziecie mogli zapoznać się z detalami projektu.

    W sobotę 13.10 o godz. 11 kompleks przy centrum górskim Korona Ziemi (lokalizacja https://goo.gl/maps/TnydJndpXET2), ?Babia Góra Trails? zostaną oficjalnie otwarte, poświęcone i oddane rowerzystom. A od 11.15 czeka na Was to co najlepsze, czyli testowanie nowych szlaków w towarzystwie twórców tras i doświadczonych przewodników.

    Równocześnie przewidzieliśmy zabawy dla najmłodszych a także koncert zespołu ?Okovita? i kapeli ?Body Mind Relation?.

    Babia Góra Trails – najważniejsze informacje:

    Łączna długość: 20,5km + 25km

    5 tras mtb w tym:

    Trasa zjazdowa dla początkujących (?zielona?) – ?Rydzowy?
    Trasa zjazdowa typu ?flow? (?niebieska?) – ?Sokolica?
    Trasa zjazdowa dla zaawansowanych (?czerwona?) – ?Wilcza Łapa?
    Trasa zjazdowa trudna (?czarna?) – ?Diablak?
    Ścieżka podjazdowa
    1 trasa turyustyczna – ?Tabakowy? łącząca Zawoję z Oravską Polhorą
    1 Pump track, ścieżka treningowa oraz linia skoczni

    Odległość z:

    Krakowa 90km
    Katowic 114km
    Rzeszowa 238km
    Bratysławy 327km
    Warszawy 390km

    Łączna wartość projektu: 2mln złotych

    Facebook: https://www.facebook.com/BabiaGoraTrails

    Przyjedź do Zawoi 13.10 i zakończ z nami sezon na nowych trasach ?Babia Góra Trails?.

  • Piękny dzień dla Valverde, średni dzień dla kolarstwa.

    Piękny dzień dla Valverde, średni dzień dla kolarstwa.

    Po piętnastu sezonach od zdobycia pierwszego medalu szosowych mistrzostw świata Alejandro Valverde, w wieku 38 lat w końcu wygrał wyścig o tęczową koszulkę. Gdyby nie kilka detali byłaby to inspirująca historia o talencie, wytrwałości i sile woli. I jest. Ale nie tylko o tym.

    Raj dla dziennikarzy

    Ponad sto zawodowych zwycięstw, niezliczone rekordy, bezprecedensowa wytrzymałość połączona z niespotykaną we współczesnym sporcie uniwersalnością. Valverde to kolarz renesansu, niczym najwięksi herosi z przeszłości potrafiący świetnie jeździć w górach, finiszować a nawet okazjonalnie dobrze spisujący się w czasówkach.

    Był ?złotym dzieckiem? hiszpańskiego peletonu, odnoszącym sukcesy już w młodszych kategoriach wiekowych. W 2002r przeszedł na zawodowstwo podpisując kontrakt z grupą Vicente Beldy, Kelme-Costa Blanca. Już rok później wygrał dwa etapy Vuelta a Espana, zdobył swój pierwszy (srebrny) medal mistrzostw świata by w kolejnych sezonach stać się pogromcą ardeńskich klasyków, łowcą etapów i pretendentem do podium niemal każdego wyścigu etapowego, w którym brał udział.

    W międzyczasie zmienił barwy klubowe i związał się z Eusebio Unzue, którego zespół działa nieprzerwanie od lat ?80 XXw a obecnie jest sponsorowany przez Movistar. Po kilku próbach zwyciężył w Vuelta a Espana a gdy w końcu dopadła go sprawiedliwość za współpracę z dopingowym magikiem, Eufemiano Fuentesem zniknął na dwa lata dyskwalifikacji by powrócić w praktycznie niezmienionej dyspozycji.

    Od 2012r ściga się na nieprzerwanie wysokim poziomie, utrzymując świetną formę od wczesnej wiosny do pełni jesieni. Walczy w klasykach, etapówkach, wielkich tourach. Jeździ dla siebie, pomaga kolegom-rywalom z drużyny. Staje na wymarzonym podium Tour de France, wybacza Włochom, którzy wysłali go na dopingową banicję i zajmuje trzecie miejsce w Giro d?Italia. Seryjnie wygrywa Walońską Strzałę i dominuje w Liege-Bastogne-Liege.

    Gdy wydaje się, że paskudny upadek podczas otwierającej Tour de France 2017 czasówki skutkujący strzaskaną rzepką może zakończyć jego karierę, Valverde powraca w następnym sezonie.

    Wciąż jest skuteczny, wciąż jeździ w stylu, z którego słynie, ale kolejne starty sugerują, że kontuzja i wiek zrobiły swoje, bo w najważniejszych startach w końcu znajdują się mocniejsi od niego.

    Do mistrzostw świata w Innsbrucku kompletuje aż 13 zwycięstw, czyli drugi najlepszy wynik wśród zawodowców w sezonie 2018. Na Tour de France pomaga Quintanie i Landzie, na Vuelcie jest najszybszy podczas dwóch etapów i niemal do końca gra o zwycięstwo w klasyfikacji generalnej. Pod koniec wyścigu jednak gaśnie i wyraźnie zmęczony spada z podium. Potrzebuje zaledwie dwóch tygodni, by odzyskać świeżość i przy wydatnym wsparciu drużyny zwyciężyć w mistrzostwach świata ze startu wspólnego. Marzenie staje się faktem i Alejandro Valverde będzie w kolejnym sezonie ścigał się w tęczowej koszulce.

    Siła umysłu?

    Zanim wytoczę najcięższe działa, muszę docenić hiszpańskiego kolarza. Czego by nie brał w przeszłości, i jak źle nie oceniałbym jego postawy trzeba mu przyznać jedno. Poza mocą, wytrzymałością i dynamiką Alejandro Valverde wykazuje się niebywałą odpornością psychiczną i niegasnącą wolą walki.

    Już sama umiejętność utrzymania koncentracji od lutego do października jest wyjątkowa. Owszem, by wygrywać w zawodowym peletonie trzeba być właściwie przygotowanym fizycznie, ale w grupie, gdzie, zależnie od wyścigu, od kilkunastu do ponad stu zawodników każdego dnia chce walczyć o zwycięstwo regularne sukcesy przez ? roku kalendarzowego są ewenementem.

    Jeśli mielibyśmy rozliczać sportowców tylko z tego, co prezentują w trakcie zawodów, Valverde niewątpliwie jest geniuszem. W jednym z wywiadów swoją skuteczność w ?podeszłym? jak na kolarza wyczynowego wieku tłumaczy brakiem presji. W swojej karierze wygrał już tyle, że nic już nie musi, tylko może.

    Zwraca też uwagę na silną i naturalną dla siebie chęć ciągłej rywalizacji oraz fakt, że ?jest w tym po prostu cholernie dobry?.

    I wygląda na to, że ma rację.

    Kiepski ambasador

    Mistrz świata to ambasador kolarstwa. Jest wyróżniony nie tylko tytułem i medalem, ale też specjalnym strojem, który prezentuje na wszystkich wyścigach przez kolejnych 12 miesięcy. Przez to każdy jego ruch zwraca szczególną uwagę a każde słowo nabiera wyjątkowego znaczenia.

    Gdy na ostatnich kilometrach wyścigu w Innsbrucku stało się jasne, że po tęczową koszulkę sięgnie ktoś z czwórki: Valverde, Bardet, Woods, Dumoulin, scenariusz inny niż zwycięstwo Hiszpana był trudny do przyjęcia. A równocześnie był on najgorszym z możliwych.

    Nie chodzi nawet o to, że Valverde znany jest nie tylko jako ?Bala? ale też jako ?Pitii?, który to pseudonim w swoich notatkach nadał mu Eufemiano Fuentes.

    Nie chodzi też o to, że Valverde przynajmniej przez pierwszych kilka lat swojej kariery, jak zdecydowana większość herosów z pierwszej dekady XXIw chcąc rywalizować o najważniejsze trofea musiał przejść na ciemną stronę mocy.

    Co więcej, nawet jeśli weźmiemy poprawkę na fakt, że stosowanie dopingu w latach, gdy kształtuje się ?silnik? sportowca wytrzymałościowego może mieć wieloletnie, pozytywne skutki nawet po odstawieniu ?koksu? wciąż nie jest to powód, by skreślać dokonania Hiszpana po powrocie z banicji.

    Trzeba jednak postawić sprawę dość jasno. Jego wiarygodność, podobnie jak wiarygodność drużyny Movistar oraz innych hiszpańskich kolarzy, rówieśników Valverde, jest niewielka.

    Sprawę ?operacji puerto? systemowo zamieciono pod dywan, chroniąc największe gwiazdy tamtejszego sportu przed przykrymi konsekwencjami: utratą kontraktów, niesławą i odebraniem osiągnięć sportowych.

    Gdy Valverde przyskrzynili Włosi ten toczył długotrwałą batalię proceduralną zanim ostatecznie został skazany na dwuletnią dyskwalifikację. Ta realnie była krótsza, ponieważ na jej część zaliczono czas, w którym jeszcze się ścigał, wygrywając m.in, Tour de Romandie czy zajmując drugie miejsca w Paryż-Nicea czy Dookoła Kraju Basków.

    Podczas okresu zawieszenia normalnie trenował (choć w ?prywatnym? stroju bez logotypów sponsora) a nawet dla utrzymania dyspozycji, poza klasyfikacją brał udział w wyścigach dla amatorów.

    Do zawodowego peletonu powrócił z przytupem, bez (przynajmniej publicznego) najmniejszego mrugnięcia okiem przez szefostwo ekipy Movistar. Szefostwa, które, nie bójmy się tego powiedzieć, musiało wiedzieć, co, dlaczego i z kim robił Valverde w latach przed przymusową przerwą.

    Mimo nowych realiów: paszportów biologicznych, systemu ADAMS, współpracy WADA z koncernami farmakologicznymi oraz nowych, coraz doskonalszych testów, Valverde nigdy (podobnie jak przed dyskwalifikacją) nie miał pozytywnego wyniku testu antydopingowego a wkrótce po wznowieniu startów zaczął jeździć jeszcze szybciej.

    Sprawę współpracy z Fuentesem całkowicie pomija, jak gdyby 1,5 roku zawieszenia spędził w sanatorium a nie pokutując za dopingowe grzechy. Gdy David Millar, Jorg Jaksche czy Tyler Hamilton opowiadali o mechanizmach związanych z niedozwolonym wspomaganiem w ?erze epo?, Valverde milczał i po prostu się ścigał bijąc kolejne rekordy zwycięstw.

    Można więc postawić tezę, że albo faktycznie jest jednym z najbardziej utalentowanych kolarzy w historii tego sportu i ?koks? nie był mu do niczego potrzebny i jedynie wyrównywał szanse w mrocznych czasach, albo stworzył dopingowy kamień filozoficzny dający mu nieograniczoną moc i wieczną młodość dzięki któremu może rywalizować z zawodnikami młodszego pokolenia.

    Najgorsze jest więc to, że tego po prostu nie wiemy. Valverde bronią wyniki, postawa na szosie i w peletonie, w którym cieszy się estymą i poważaniem. Obciąża natomiast milczenie i brak deklaracji co do przeszłości i teraźniejszości.

    Jako kolarz zrobił w swojej karierze wiele, by kibice go uwielbiali i hołubli. Nie jest jednak juniorem, by skupiać się jedynie na tym, co pokazuje na szosie, bez poprawki na historyczny i kulturowy kontekst.

    A ów kontekst nie jest w tym wypadku szczególnie ciekawy.

    Doping: farmakologiczny, mechaniczny czy ?etyczny? w postaci np. naginania zasad związanych z procedurą TUE wciąż istnieje w kolarstwie zawodowym. Został w sporym stopniu ograniczony, m.in. dzięki nowej generacji atletów, która otwarcie deklaruje, że nie stosuje nielegalnego wspomagania, od początku do końca gra fair, jest transparentna i przestrzega obowiązujących reguł.

    Alejandro Valverde nie jest jej częścią, jest za to jeżdżącą skamieliną, symbolem zmowy milczenia i hipokryzji, które niemal zniszczyły ten sport. Jednym z ostatnich, wciąż aktywnych rywali Armstronga i klientów Fuentesa, który ze łzami wzruszenia założył tęczową koszulkę i będzie reprezentował całe kolarstwo przez najbliższych 12 miesięcy.

    Cóż, każdy ma mistrza, na jakiego sobie zasłużył.

  • Ranking Kolarskich Mistrzów Świata, edycja 2018

    Ranking Kolarskich Mistrzów Świata, edycja 2018

    Peter Sagan trzeci rok z rzędu jeździł w tęczowej koszulce. Dla każdego zawodnika to wielkie wyzwanie. Słowak znakomicie sprostał temu wyzwaniu, choć nie poprawił wyników z sezonu 2016, gdy był najbardziej skutecznym mistrzem świata w XXIw.

    Pomysł na podsumowanie sezonu ustępującego mistrza świata pojawił się, gdy z anegdotyczną ?klątwą? mierzył się Michał Kwiatkowski.

    Niewątpliwie zawodnik prezentujący przez cały rok insygnia zwycięzcy mistrzostw świata zwraca szczególną uwagę. Presja ze strony kibiców, atencja mediów, dodatkowe obowiązki względem sponsorów i zwiększona widoczność w peletonie. To wszystko w efekcie powoduje, że nie każdy kolarz sezon w tęczowej koszulce może zaliczyć do udanych.

    Embed from Getty Images

    Trzyletnia seria Petera Sagana: od Richmond przez Dohę po Bergen jest bezprecedensowa. Słowak dołączył do Eddy?ego Merckxa, Alfredo Bindy, Rika van Steenbergena i Oscara Freire, którzy również wygrywali mistrzostwa trzykrotnie, ale tylko on zrobił to rok po roku.

    W sezonie 2018 lider zespołu Bora-Hansgrohe do imponującej kolekcji swoich sukcesów dodał drugi ?monument? w karierze. W koszulce mistrza świata zwyciężył w Paryż-Roubaix, co w połączeniu z triumfem w Ronde van Vlaanderen w 2016r jest pięknym zestawem godnym największych kolarzy w historii. Wyrównał również rekord (trzech) zwycięstw w Gandawa-Wevelgem oraz (sześciu) w klasyfikacji punktowej Tour de France, gdzie po roku przerwy znów założył na podium zieloną koszulkę najbardziej regularnego sprintera. Sukces w Paryżu okrasił trzema wygranymi etapami a w World Tourze dodatkowo był najszybszy na odcinkach Tour de Suisse i Tour Down Under.

    Sagan ewidentnie nie chce jeździć w standardowej, klubowej koszulce, zatem zdając sobie sprawę, że szanse na obronę tytułu na dziesiątej, najbardziej górzystej w historii mistrzostw świata trasie w Innsbrucku są właściwie żadne, w czerwcu zdobył tytuł mistrza swojego kraju. Właśnie w stroju mistrza Słowacji będzie prezentował się przynajmniej do końca wiosny.

    W sumie daje to osiem zwycięstw, najmniej w czasie trzech lat panowania Sagana na kolarskim tronie. Równocześnie w punktacji ?CQ Ranking? (możliwie obiektywny ranking uwzględniający wyścigi zawodowe bez względu na reformy kalendarza UCI) przekładają się one na trzeci najlepszy rezultat uzyskany przez mistrza świata w XXIw. Lepszy sezon miał tylko Tom Boonen (2006) oraz sam Sagan w swoim pierwszym sezonie w tęczowych barwach (2016).

    Embed from Getty Images

    Przy okazji przedłużania kontraktu z Bora-Hansgrohe wspomniał, że to dobry czas na lekką zmianę priorytetów. Do wygrania zostało mu jeszcze kilka ?monumentów? oraz etapy Giro d?Italia. W nadchodzących sezonach Sagan może też pobić kilka ciekawych rekordów. Nie licząc tegorocznego Innsbrucka mistrzostwa świata w kolejnych sezonach wydają się być idealne dla niego, trasa Liege-Bastogne-Liege będzie kończyła się w innym miejscu, zatem jego szanse tam rosną a siódma zielona koszulka Tour de France wydaje się być tylko kwestią czasu.

    Bo pamiętajmy, że Peter Sagan wciąż jest przed ?trzydziestką?!

    Co nie zmienia faktu, że w ?rankingu mistrzów świata? w przyszłym roku podsumuję sezon kogoś innego.

    Ranking Kolarskich Mistrzów Świata, edycja 2018

  • Słaba Vuelta z wielkimi perspektywami?

    Słaba Vuelta z wielkimi perspektywami?

    Trzeci wielki tour zakończony. Simon Yates wrócił po porażce na Giro d?Italia i odebrał co jego. Hiszpańska Vuelta rozgrywała się bez wielkich emocji, za to przynosi nadzieję na zmianę status quo w wyścigach wielodniowych.

    Tak mocny czy tak odważny?

    Po tym, gdy przez 85% Giro d?Italia robił de facto co chciał: wcześnie zdobył koszulkę lidera, wygrał trzy etapy, atakował, jechał ofensywnie i rozdawał karty w peletonie wydawało się, że Simon Yates w Hiszpanii pokaże większą pokorę.

    Tymczasem po letniej przerwie pojechał po zwycięstwo w Vuelta a Espana praktycznie w tym samym stylu, w którym walczył wiosną we Włoszech. Owszem, nie był aż tak skuteczny, ponieważ na mecie górskiego etapu najszybszy był tylko raz, ale nie chował się za gardą podniesioną przez drużynę, nie czekał na efekty dziwnych zagrywek taktycznych Movistaru, tylko sam atakował, łamiąc nadzieje Alejandro Valverde i Nairo Quintany nie tylko na czerwoną koszulkę ale i na miejsca na podium.

    Yates jest dynamiczny, jeździ niezwykle odważnie, chętnie przejmuje inicjatywę i nie boi się wczesnych ataków. Do tego, choć jest ?klasycznym góralem? (oficjalnie 172cm wzrostu i 59kg wagi), bardzo przyzwoicie jeździ na czas. Co więcej, jego drużyna, Mitchelton-Scott, to solidny team z wieloma uniwersalnymi kolarzami w składzie mogącymi służyć pomocą w każdym terenie.

    Na tle mało ciekawej, dość statycznej rywalizacji w tegorocznej Vuelcie postać zwycięzcy to jeden z najjaśniejszych punktów wyścigu.

    Dwudziestosześcioletni Brytyjczyk, który lubi ryzyko a skuteczność miesza z błędami (nie ustrzegł się ich również w Hiszpanii) w tym momencie wydaje się być przyszłością wielkich tourów na najbliższych kilka sezonów.

    Na tle przewinień wielu jego poprzedników drobna wpadka dopingowa z brakiem ?TUE? na terbutalinę w początkach kariery (czteromiesięczna dyskwalifikacja w 2016r) wydaje się być drobnostką. Ciekawy za to jest fakt, że pięć lat temu Simon Yates był mistrzem świata w torowym Omnium.

    Kluczowe dla traktowania zwycięzcy Vuelty jako bardzo poważnego gracza jest, że mimo teoretycznie mniej utytułowanego grona rywali, zdobycie czerwonej koszulki wiązało się z koniecznością zaprezentowania nie mniejszej mocy niż podczas innych, najważniejszych wielkich tourów ostatnich lat.

    Zatem ci, którzy martwili się o brak ?następcy Contadora? być może właśnie oglądali jego narodziny.

    Pożegnanie skamieliny

    Alejandro Valverde bardzo długo pozostawał w grze o zwycięstwo w klasyfikacji generalnej. Gdy po raz kolejny zawodził Nairo Quintana, doświadczony Hiszpan z dopingową przeszłością niemal do końca był zagrożeniem dla Yatesa.

    Tyle tylko, że na ostatnich dwóch górskich etapach nie wytrzymał i nie tylko stracił szansę na czerwoną koszulkę, to jeszcze został wypchnięty z podium przez młodzież.

    Enric Mas, nowa ?nadzieja hiszpańskiego kolarstwa? i Miguel Angel Lopez, który po skutecznie, lecz pasywnie przejechanym Giro i skutecznej jeździe na Vuelcie (z jednym, solidnym atakiem) zdobył drugie podium wielkiego touru w sezonie to wraz z Yatesem przyszłość zawodowego peletonu.

    Owszem, Valverde dzięki swojej wybitnej uniwersalności, wytrzymałości i skuteczności wciąż jest idolem wielu kibiców. Nie bójmy się jednak spojrzeć prawdzie w oczy ?Bala? czy też ?Piti? to żywa skamielina, relikt dawnych czasów i hołubienie go w momencie, w którym mamy w peletonie wiele nowych postaci wychowanych w innym etosie sportu wyczynowego jest niczym innym jak pomyłką.

    Współlider Movistaru zapowiada, że w przyszłym sezonie skupi się na Giro i Vuelcie, odstępując Tour Quintanie, który w sezonie 2018 nie jest w stanie nawiązać do swoich najlepszych występów w karierze.

    Niewątpliwie jazda na kilku liderów to eksperyment, który choć w przeszłości próbowało wielu, nie sprawdził się również w Movistarze prowadzonym przez doświadczonego Eusebio Unzue.

    Za to wspomniany Mas to nie tylko rewelacja (choć nie niespodzianka), ale też wyraz zmiany pokoleniowej w hiszpańskim kolarstwie. Po imponującym zwycięstwie na Coll de la Gallina nie tylko sięgnął po drugie miejsce w klasyfikacji generalnej wyścigu (i pierwsze w młodzieżowej), to jeszcze tuż za linią mety udzielił wywiadu w poprawnym i zrozumiałym dla międzynarodowej widowni angielskim. Ten dwudziestotrzylatek to przyszłość, nie tylko dlatego, że już teraz ma zadatki na wybitnego specjalistę wyścigów etapowych. Bo warto zauważyć, że poza wygraniem na Gallinie był też szósty w 32km czasówce.

    Vuelta a sprawa polska

    Jeśli już mowa o czasówce, to te na Vuelcie zostały zdominowane przez Rohana Dennisa z zespołu BMC. BMC, który w sezonie 2019 będzie sponsorowany przez CCC. Szkoda tylko, że bez Dennisa w składzie, który nie tylko jest faworytem mistrzostw świata w jeździe na czas, ale też w nowym roku będzie reprezentował grupę Bahrain-Merida.

    Specjalistą jazdy na czas jest również Michał Kwiatkowski. Póki co nie tak wybitnym jak Dennis, ale skutecznie przejechany pierwszy etap (drugie miejsce, tuż za Dennisem) dał Polakowi z ekipy Sky szansę na objęcie prowadzenie w klasyfikacji generalnej już dzień później, gdy tylko peleton finiszował na niewielkim podjeździe.

    ?Kwiato? cieszył się czerwoną koszulką przez trzy dni a do ósmego włącznie pozostawał w ścisłej czołówce klasyfikacji generalnej. Później, cóż, spłynął. Nie on jedyny na Vuelcie, zarówno tej jak i na poprzednich. Następnie poturbował się w trakcie upadku i jedyne, co mu pozostało to zabieranie się w ucieczki i przeistoczenie hiszpańskiego touru w obóz treningowy przed mistrzostwami świata w Innsbrucku.

    Jaki był jego plan, apetyty i możliwości pod koniec ciężkiego sezonu pewnie oficjalnie nie dowiemy się nigdy. Tak czy inaczej Kwiatkowski ten rok ma znakomity a jeśli dodatkowo pokaże coś ciekawego podczas walki o ?tęczę?, będzie i nam i jemu bardzo miło.

    Z kolei Rafał Majka a to chciał polować na etapy a to jednak jechał, jakby chciał zająć wysoką pozycję w klasyfikacji generalnej a to ostatecznie wracał do pierwotnych założeń, czyli pomocy Emmanuelowi Buchmannowi. Ostatecznie ani nie wygrał etapu, ani też on ani Buchmann nie weszli w ?dyszkę?.

    Wydaje się, że kilka innych decyzji i Majka bez większym problemów przy swoim doświadczeniu zająłby dziesiąte, ósme a może i szóste miejsce w klasyfikacji generalnej, ponieważ ewidentnie z zawodników Bora-Hansgrohe jest najlepszym kolarzem specjalizującym się w wyścigach etapowych. Ale w sumie i my i zapewne on i kierownictwo zespołu to wiemy, zatem poszukiwanie ciekawszych opcji było pewnego rodzaju wyzwaniem. Zakończonym niepowodzeniem, ale cóż poradzić, takie życie.

    Nie szukając teorii spiskowych i pamiętając, że Vuelta to ostatni wielki tour w sezonie o nieco niższym priorytecie niż dwa pozostałe a także o zbliżających się mistrzostwach świata warto podkreślić, że ani Kwiatkowski ani Majka nie mieli 100% wsparcia jako liderzy swoich ekip. Wielu ?niedzielnym kibicom? z tego powodu podnosi się ciśnienie, że ?jak to nasi pracują cały rok a gdy dostają szansę, to nie mogą jej zrealizować?, ale tak jak wspomniałem, to jest inny wyścig, inna część sezonu i inne założenia nie tylko poszczególnych kolarzy, ale i całych drużyn, sponsorów, menedżerów itd.

    Najskuteczniejszy kolarz sezonu

    Elia Viviani wygrał w tym roku cztery etapy Giro d?Italia, mistrzostwo Włoch, klasyk w Hamburgu, Driedaagse De Panne-Koksijde a z trzema zwycięstwami na etapach Vuelty ma w sumie osiemnaście triumfów.

    To najskuteczniejszy kolarz tego sezonu, mało kto wygrywa siedem odcinków wielkich tourów w jednym sezonie!

    Z pewnością zmiana otoczenia z teamu Sky na Quick Step mu służy a CV Włocha staje się coraz bardziej imponujące. Mimo to, nawet biorąc pod uwagę, że jest złotym medalistą olimpijskim w torowym omnium, trudno rozpatrywać go jako sprintera z najwyższej ligi. Tyle tylko, że (powtórzę się) wygrał w jednym roku cztery etapy Giro, trzy Vuelty i klasyk w Hamburgu. Nic tylko pozazdrościć skuteczności.
    Na Vuelcie swoje pięć minut miał też Thibaut Pinot. Francuz z ekipy FDJ wygrał dwa górskie etapy, w tym ten z metą przy Lagos da Covadonga, najbardziej znanym i najczęściej używanym długim wzniesieniu hiszpańskiego touru. Zaprezentował tam wybitną dyspozycję i tempo wspinaczki porównywalne z tym, które uzyskał Nairo Quintana wygrywający dwa lata temu z Chrisem Froomem. Dzięki temu Pinot nie tylko dołącza do grona ważnych pretendentów do tytułu mistrza świata, ale też przywraca nadzieję na wielkie wyniki w przyszłości. Trzeba pamiętać, że wciąż jest młody (28 lat) i mimo ogromnych apetytów najlepsze dopiero przed nim. Nadal brakuje mu pewnej regularności i solidności, ale podczas Vuelty przypomniał, że może być jednym z tych, którzy wyścigi wygrywają własną mocą a nie słabością rywali.

    Cóż jeszcze? Thomas de Gendt, zapalony uciekinier ma w końcu wymarzoną koszulkę ?najlepszego górala? wielkiego touru. Rewelacyjną skutecznością popisał się Ben King, wygrywając dwa etapy, dwa odcinki padły również łupem kolarzy Education First. Co nie jest takie oczywiste we współczesnym kolarstwie swoją chwilę chwały mieli także zawodnicy drużyn startujących z ?dziką kartą?, czyli Cofidis (Nacer Bouhanni) i Oscar Rodriguez (Euskadi Murias).

    Bez przypadków

    W tym sezonie aż trzech kolarzy dwukrotnie stało na podium wielkiego touru. Chris Froome wygrał Giro i był trzeci w Tourze, Tom Dumoulin był drugi w Giro i Tourze a Miguel Angel Lopez zajął trzecie miejsca w Giro i Vuelcie. Do tego Steven Kruiswijk zajął piąte miejsce w TdF i czwarte w VaE a Nairo Quintana odpowiednio dziesiąte i ósme. A gdy spojrzymy na nieco dalsze pozycje, znajdziemy więcej zawodników, którzy pokazali przynajmniej solidną dyspozycję w dwóch trzytygodniówkach w sezonie.

    By nie szukać daleko, Rafał Majka był dziewiętnasty we Francji i trzynasty w Hiszpanii.

    Patrząc nieco szerzej, poziom sportowy nie tylko w ścisłej czołówce, ale i na jej zapleczu jest bardzo wysoki. Choć w tegorocznej Vuelcie na podium nie stanęli wcześniejsi zwycięzcy wielkich tourów, pierwsza piętnastka klasyfikacji generalnej wygląda bardzo zacnie. To specjaliści prezentujący bardzo wysoki poziom sportowy, nawet jeśli nie zawsze i nie wszystko idzie po ich myśli.

    I z tą myślą, doceniającą uczestników Vuelta a Espana 2018 zostawiam Was na koniec.

  • Vuelta a Espana 2018 – gotowi do abordażu

    Vuelta a Espana 2018 – gotowi do abordażu

    Najmniej prestiżowy, za to najbardziej lubiany przez kibiców. Nieprzewidywalny, zatem dający szansę na życiowy sukces. Wyznaczający standardy, choć często błądzący w ślepych uliczkach. Vuelta a Espana, trzeci wielki tour sezonu przed nami!

    Peleton piratów

    Spotkałem się z określeniem, że peleton Vuelta a Espana przypomina zebraną naprędce z najemników załogę pirackiego statku. W tej metaforze, użytej przez ?The Secret Pro?  Charliego Wegeliusa niewątpliwie jest coś na rzeczy.

    Nie ma drugiego, mimo wszystko tak ważnego, wyścigu w kalendarzu, w którym startujący mieliby tak wiele różnych interesów. Jeśli nie znamy celu, w jakim kolarze przyjeżdżają na Tour de Pologne, to co powiedzieć o Vuelcie?

    Część z nich chce w końcu wygrać coś prestiżowego: wielki tour, jego etap, jakąś klasyfikację. Niektórzy traktują go jako próbę uratowania sezonu, inni jako pierwsze, ważne zwycięstwo w karierze. Jeszcze inni chcą się odbudować po przerwie spowodowanej kontuzją lub dopingową wpadką.

    W każdym z tych przypadków znajdziemy zawodników mających już podpisane kontrakty na kolejny sezon oraz tych, którzy wciąż nie mają zapewnionej pracy w kolejnym roku.

    Bywa też, że jest to ostatnia okazja do spotkania się określonego składu ekipy, która kończy działalność, traci lub zyskuje sponsora czy też łączy się z inną.

    Co więcej, o ile trudno wyobrazić sobie by ktoś traktował Tour de France jak obóz treningowy, tak wyścigowe kilometry w Hiszpanii niektórzy przejeżdżają z myślą o zbliżających się mistrzostwach świata.

    Zatem nawet jeśli lista startowa jest imponująca trudno realnie ocenić, kto odegra główne role w trzytygodniowym wyścigu. Jakby na to nie patrzeć jednej z najważniejszych imprez w kolarskim kalendarzu.

    Embed from Getty Images

    Vueltyzacja

    Wkład hiszpańskiej trzytygodniówki w rozwój współczesnego sportu rowerowego jest jednak niepodważalny. Nie mając na karku tak wielkiej tradycji jak Giro i Tour, nie posiadając ?legendarnych? lokalizacji, w których pisana była historia kolarstwa, organizatorzy nieustająco próbują nowych rozwiązań uatrakcyjniających rywalizację.

    A to skracają etapy a to szukają nowych dróg, serwując peletonowi kolejne ekstrema. A to w jednym wyścigu proponują kilkanaście finiszy na podjazdach, startują z lotniskowca czy kończą na stadionie piłkarskim.

    Słowem robią wszystko, by ich wyścig czymś się wyróżniał, by podmęczony widz dostał na koniec coś wyjątkowego, co przykuje jego uwagę.

    Ponieważ co do zasady takie podejście się sprawdza, wzorce z Hiszpanii przejmują powoli i Włosi i Francuzi i organizatorzy mniejszych zawodów. Tym samym Vuelta przestaje być tak unikatowa i wyścig o atencję trwa dalej.

    2018 bez niespodzianek

    Jeszcze kilka lat temu podjazdy, jakie oferuje trasa Vuelta a Espana 2018 budziłyby przerażenie. Teraz, w czasach gdy ?prosi? przestali się wstydzić kompaktowych koronek i kaset z rodowodem w mtb, kolejne etapy kończące się na ?ściankach? o stromiznach przekraczających kilkanaście procent stały się nie tyle znakiem firmowych hiszpańskiego touru, co jego codziennością.

    40km jazdy indywidualnej na czas (podzielonej na 8km pierwszy i 32km szesnasty etap) ma równoważyć piętnaście górskich lub górzystych, z których aż dwanaście kończy się mniejszym lub większym podjazdem.

    Kluczowe dla losów czerwonej koszulki lidera będą prawdopodobnie ostatnie dwa, rozgrywane w Andorze (19. i 20., czyli piątek i sobota 14, 15 września) a także najbardziej charakterystyczny wzniesienie Vuelty, Lagos da Covadonga, gdzie peleton wjedzie na odcinku nr 15, w niedzielę, 9. września.

    Nie oznacza to jednak, że na La Covatilla (etap 9, niedziela, 2. września) czy La Camperona (etap 13, piątek, 7. września) nie wydarzy się nic ciekawego.

    Co więcej, w zasadzie każdego dnia należy spodziewać się ucieczek tym bardziej, że typowi sprinterzy jak Elia Viviani, Nacer Bouhanni, Danny van Poppel, Giacomo Nizzolo będą mieli dla siebie tylko cztery szanse (w tym finał w Madrycie).

     

     

    Łowcy etapów vs reszta świata

    Pagórkowate odcinki oraz te kończące się niewielkimi podjazdami to teren idealny dla Petera Sagana. Słowak chce ich wygrać możliwie dużo, podobnie plany względem etapów górskich ma jego klubowy kolega, Rafał Majka.

    Wracający po kontuzji Vincenzo Nibali myśli o tęczowej koszulce, dlatego on również włączy się do walki o zwycięstwa w wybrane przez siebie dni. Podobny zamiar ma Bauke Mollema a niewykluczone, że zamiast rywalizować w ?generalce? na jednym z dłuższych wzniesień o sukces pokusi się Thibaut Pinot.

    Michał Kwiatkowski teoretycznie ma przejść chrzest jako lider Teamu Sky w trzytygodniowym wyścigu, ale nie zdziwiłbym się, gdyby, podobnie jak Nibali czy Majka na Vuelcie szlifował formę z myślą o mistrzostwach w Innsbrucku.

    Być może więc na pożegnanie z ekipą BMC swój wymarzony wielki tour wygra w końcu Richie Porte. Jeśli przyjrzeć się typowaniom bukmacherów, bój o zwycięstwo w klasyfikacji generalnej powinni stoczyć właśnie on, Simon Yates, Nairo Quintana i Miguel Angel Lopez.

    Ja dorzucę do tego zestawu jeszcze Fabio Aru, Dana Martina, Rigoberto Urana, wspomnianych już Thibaut Pinot i Nibalego. Swoje trzy grosze dorzucą pewnie też Alejandro Valverde, Adam Yates, Ilnur Zakarin, Steven Kruiswijk, Wilco Kelderman czy Sergio Luis Henao.

    Założę się jednak, że w pierwszej dziesiątce znajdzie się przynajmniej dwóch, trzech kolarzy, których na tej liście nie ma.

    Bo to jest Vuelta. Tam może zdarzyć się prawie wszystko!

    Program 73. Vuelta a Espana:

    Etap 1 Sierpień 25, 2018 Malaga – Malaga 8 km – indywidualna czasówka
    Etap 2 Sierpień 26, 2018 Marbella – Caminito del Rey 163.5 km
    Etap 3 Sierpień 27, 2018 Mijas – Alhaurín de la Torre 178.2 km
    Etap 4 Sierpień 28, 2018 Vélez-Málaga – Alfacar. Sierra de la Alfaguara 161.4 km
    Etap 5 Sierpień 29, 2018 Granada – Roquetas de Mar 188.7 km
    Etap 6 Sierpień 30, 2018 Huércal-Overa – San Javier. Mar Menor 155.7 km
    Etap 7 Sierpień 31, 2018 Puerto Lumbreras – Pozo Alcón 185.7 km
    Etap 8 Wrzesień 01, 2018 Linares – Almadén 195.5 km
    Etap 9 Wrzesień 02, 2018 Talavera de la Reina – La Covatilla 200.8 km
    Pierwszy dzień wolny Wrzesień 03, 2018
    Etap 10 Wrzesień 04, 2018 Salamanca. VIII Centenario Universidad de Salamanca – Fermoselle. Bermillo de Sayago 177 km
    Etap 11 Wrzesień 05, 2018 Mombuey – Ribeira Sacra. Luintra 207.8 km
    Etap 12 Wrzesień 06, 2018 Mondo?edo – Faro de Estaca de Bares. Ma?ón 181.1 km
    Etap 13 Wrzesień 07, 2018 Candás. Carre?o – Valle de Sabero. La Camperona 174.8 km
    Etap 14 Wrzesień 08, 2018 Cistierna – Les Praeres. Nava 171 km
    Etap 15 Wrzesień 09, 2018 Ribera de Arriba – Lagos de Covadonga 178.2 km
    Drugi dzień wolny Wrzesień 10, 2018
    Etap 16 Wrzesień 11, 2018 Santillana del Mar – Torrelavega 32 km – indywidualna czasówka
    Etap 17 Wrzesień 12, 2018 Getxo – Balcón de Bizkaia 157 km
    Etap 18 Wrzesień 13, 2018 Ejea de los Caballeros – Lleida 186.1 km
    Etap 19 Wrzesień 14, 2018 Lleida – Andorra. Naturlandia 154.4 km
    Etap 20 Wrzesień 15, 2018 Andorra. Escaldes-Engordany – Coll de la Gallina. Santuario de Canolich 97.3 km
    Etap 21 Wrzesień 16, 2018 Alcorcón – Madrid 100.9 km

     

  • Eat Race Win – jedz i wygrywaj z Hanną Grant

    Eat Race Win – jedz i wygrywaj z Hanną Grant

    Jeśli myślicie, że kolarze jedzą głównie makaron to, cóż? jesteście w błędzie. Hannah Grant w swoim poradniku ?Eat Race Win? pokazuje, że współczesny sportowiec odżywia się bardzo różnorodnie.

    Na postać Hanny Grant trafiłem, gdy szukałem przepisu na ?ciasteczka ryżowe?. Dunka wówczas była kucharzem w zespole Olega Tinkowa a dzięki swojemu występowi w odcinku Global Cycling Network oraz aktywności na twitterze zyskała status ?celebrity chef? zawodowego peletonu.

    Teraz Grant gotuje w programie zatytułowanym tak jak jej druga książka (napisana przy współudziale dr Stacy Sims), czyli właśnie ?Eat Race Win?, który dostępny jest w usłudze Amazona, a na wyścigach pojawia się z własnym foodtruckiem.

    Jej propozycja kolarskiej diety pokazuje, jak bardzo różni się żywienie zawodowców od tego, co powszechnie uważamy za słuszne, właściwe i prawdziwe.

    Tak jak w starym dowcipie o radzieckim kosmonaucie, który dziwi się, że przecież by zaspokoić zapotrzebowanie kaloryczne należy zjeść 30kg ziemniaków, tak i kolarz, biegacz czy triathlonista nie będzie dobrze ćwiczył, regenerował się i rozwijał żywiąc się wyłącznie makaronem.

    Sportowa kuchnia Hanny Grant jest jak każda inna? z tych na najwyższym poziomie: sezonowa, różnorodna, atrakcyjna wizualnie i przede wszystkim bardzo prosta.

    Większość przepisów to zaledwie kilka składników i parę zdań opisu. Bez skomplikowanych procedur i czasochłonnej obróbki na wiele sposobów. Propozycje potraw są dostosowane nie tyle do pór roku (choć niewątpliwie uwzględniają sezonową dostępność na półkuli określonych składników), co do okresów przygotowawczych oraz rodzajów podejmowanej aktywności.

    To wszystko ma sens i jest bardzo inspirujące. Nie tylko do korzystania z gotowych przepisów, ale przede wszystkim do zmiany podejścia do odżywiania.

    Z Hanną Grant możemy przygotować interesujący i pełnowartościowy posiłek w czasie zbliżonym do ugotowania makaronu z pomidorami z puszki, którego atrakcyjność będzie tysiąc razy wyższa.

     

    A do tego znaleźć wiele pomysłów na zdrowe desery, przedstartowe przekąski i wiele, wiele innych.

    Jako bonus dostajemy wypowiedzi znanych zawodników (m.in. Petera Sagana) a kolejne przepisy oznaczone są piktogramami zależnie od tego, czy mamy do czynienia z jedzeniem przedstartowym, regeneracyjnym itd.

    ?Eat Race Win? jak na nasze warunki nie jest tania (kosztuje 45GBP, ja swój egzemplarz dostałem ?do recenzji?), można ją kupić bezpośrednio od autorki na jej stronie https://www.hannahgrant.com/shop/.

    Może być więc bardzo dobrym prezentem dla sportowca, który nie wiem czy od razu po jej przeglądnięciu zacznie wygrywać, ale z pewnością zacznie lepiej jeść. Wygrywanie przyjdzie chwilę później ;)

    A w wolnej chwili możecie zacząć obserwować Hannę Grant na twitterze https://twitter.com/dailystews/, facebooku https://www.facebook.com/hannahgrantcooking/ lub instagramie https://www.instagram.com/dailystews/ pamiętając oczywiście, że oglądanie atrakcyjnego jedzenia wzmaga głód.