CasualIn mind

Jesteś kolarzem czy rowerzystą?

Sir Bradley Wiggins w wypowiedzi o nasilającym się ruchu rowerowym w Londynie krytykując tych rowerzystów którzy nie przestrzegają przepisów wspomniał: ?Oni nie są kolarzami (ang. ?cyclists?) jako takimi. Nie mają licencji?. Po polsku możemy ładnie rozróżnić sportowca – kolarza od użytkownika jednośladu napędzanego siłą ludzkich mięśni – rowerzysty, ale co tak naprawdę czyni kolarza, tego nie wiadomo.

Wiggins, zwycięzca Tour de France, multimedalista olimpijski i właściciel rekordu w jeździe godzinnej aktywnie działa na rzecz bezpieczeństwa rowerzystów. Perspektywa ?drugiego Amsterdamu? czy też ?drugiej Kopenhagi? na ulicach Londynu jest mu rada. Choćby z tego powodu, że w zeszłym roku zaczął sprzedawać rowery pod swoją marką, więc im więcej rowerzystów, tym więcej klientów dla Wigginsa. Nawet, jeśli chwilowo jego notowania poszły nieco w dół w związku z zamieszaniem wokół TUE i niejasnych procedur medycznych wewnątrz teamu Sky.

Tak czy inaczej użytkownicy rowerów publicznych, często jeżdżący raczej mniej niż bardziej zgodnie z przepisami, czy też inni rowersi, którzy wraz z pierwszymi promieniami słońca wsiadając na ?dwa kółka? stawiają się ponad większością ograniczeń Wigginsa rażą. I słusznie.

Sir Wiggo przede wszystkim był kolarzem. Na drogach publicznych spędzał setki godzin rocznie, podobnie jak wielu jego kolegów po fachu. Dla prowadzącego samochód, nie ma znaczenia, czy ten człowiek przed nim to kolarz czy rowerzysta. Jeśli jakiś użytkownik jednośladu zaszedł mu za skórę, szansa, że będzie uprzejmy dla kolejnego jest niewielka.

Wybitny brytyjski kolarz sięgnął więc po rodzaj imperatywu kategorycznego i mówi: ?jeśli chcesz wymagać od kogoś przestrzegania przepisów, zacznij od siebie i sam bądź w porządku?. A tych, którzy jeżdżą jak wariaci zaliczył do innej niż on sam kategorii: ?nie-kolarzy bez licencji?.

Krótko mówiąc dla Wigginsa kolarz to nie tylko ktoś, kto na rowerze zachowuje się godnie, ale też jest ubezpieczony, zrzeszony i spełnia różne inne wymagania, jakie prawdziwy, brytyjski sportowiec powinien spełniać. 

Po polsku mam problem z przetłumaczeniem angielskiego ?commutera?. ?Dojeżdżacz? nie brzmi zbyt wdzięcznie, ale rzut oka pozwala łatwo stwierdzić, że mężczyzna w płaszczu i sztybletach oraz kobieta w sukience i szpilkach jest w tej konkretnej chwili rowerzystą a nie kolarzem. Nawet, jeśli jedzie slalomem, rozmawia przez telefon lub na środku skrzyżowania sprawdza facebooka, ?siarę? robi innym rowerzystom a nie kolarzom.

Kim jednak są pasjonaci, którzy co weekend umawiają się na wylocie dużego miasta i w peletonie pokonują sto kilometrów? Albo kilka tysięcy maratończyków, którzy co weekend jeżdżą z imprezy na imprezę w poszukiwaniu emocji, adrenaliny i rywalizacji?

Jazda na rowerze jest najpopularniejszą aktywnością fizyczną uprawianą przez Polaków. Siedem procent z nas dojeżdża do szkoły lub pracy używając siły własnych mięśni. Amatorów kolarstwa jest na oko kilkanaście tysięcy. Licencjonowanych kolarzy zaś mamy 4000. Zgodnie z definicją Bradleya Wigginsa innych użytkowników rowerów ?kolarzami? nazwać nie można.

Założę się, że nowy sezon rowerowy, tak jak każdy z poprzednich wcześniej czy później przyniesie niejeden ?shitstorm? dotyczący rozróżnienia zawodowca od amatora, zaglądania kolegom do kieszeni, sprawdzania kto ma sponsora i kto, będąc rzekomo zbyt mocnym, niegodnie jeździ na ?ogórkowe wyścigi? by odbierać dzieciom lizaki. To mniej więcej ten sam rodzaj oburzenia, który wyraża wspominany już wielokrotnie Bradley Wiggins, tyle tylko, że przeniesiony na nasze realia.

Rowerzystów czy kolarzy mamy zwyczajnie za mało, infrastruktura prorowerowa i przepisy ruchu drogowego są dopiero w fazie dostosowywania do rosnącej popularności ekologicznych jednośladów a Polski Związek Kolarski, cóż, póki co nie schyla się po składki ewentualnych zainteresowanych członkostwem w swoich szeregach.

Zatem zamiast rozważać, kto jest rowerzystą, kto kolarzem, kto zawodowcem a kto amatorem w dowolnej sytuacji: na drodze, ?ścieżce rowerowej?, niedzielnej, kolarskiej “ustawce” czy na wyścigu wprowadziłbym inne rozróżnienie: kto jeździ wykazując się jakąkolwiek wyobraźnią. Kto jest chamem a kto nie.

A Ty kim jesteś, gdy wsiadasz na rower?