Doświadczony, hiszpański kolarz, Alejandro Valverde znany jest z wielu zwycięstw i z faktu, że jest w stanie ścigać się na wysokim poziomie przez cały sezon. Czy Kolumbijczyk, Esteban Chaves stając na podium dwóch wielkich tourów w sezonie i wygrywając Giro di Lombardia będzie jego następcą?

Uniwersalny żołnierz

U progu swojej kariery Valverde stał się objawieniem. Poza pewnymi niedostatkami w jeździe na czas był kolarzem całkowicie kompletnym. Potrafił wygrywać górskie etapy prawie tak samo dobrze jak walczyć z klasycznymi sprinterami w jednodniówkach i na płaskich odcinkach wielkich tourów. Do tego, wraz z upływem lat nabierał niezwykłej wytrzymałości.

Gdy powrócił do peletonu po przerwie związanej z udowodnieniem mu korzystania z usług Eufemiano Fuentesa, po krótkim rozruchu stał się stachanowcem zawodowego peletonu, utrzymując dyspozycję od lutego do października.

90 dni startowych okraszonych przynajmniej kilkoma, cennymi zwycięstwami obecnie nie jest niczym, co dziwi fanów lidera Movistaru.

W tym roku Alejandro Valverde zaliczył imponujący program. Ściganie rozpoczął w styczniu na Majorce, by przez Andaluzję, Strade Bianche i Tirreno-Adriatico dotrzeć do Mediolan-San Remo. Wygrał Walońską Strzałę, pojechał w Giro d’Italia gdzie zwyciężył na jednym z etapów i sięgnął po podium w klasyfikacji generalnej. Na trasie Tour de France wspomagał Nairo Quintanę, samemu zajmując 6 miejsce (do podium nie brakowało mu wiele). Między “Wielką Pętlą” a Igrzyskami w Rio nie odpoczywał, tylko zajął 3. miejsce w Classica San Sebastian. Walkę o olimpijski medal co prawda przegrał, ale szybko się spakował i poleciał na start Vuelta a Espana. Gdyby nie kryzys na jednym z etapów, miał spore szanse na miejsce w pierwszej dziesiątce, ale i tak trzy ukończone wielkie toury na miejscach: 3, 6, 12 to coś niesamowitego we współczesnym kolarstwie. Jakby tego było mało, po chwili oddechu zdołał jeszcze zająć 6. miejsce w Giro di Lombardia, “monumencie” teoretycznie dla niego idealnym, którego jednak nigdy nie zdołał wygrać.

Godny następca?

Esteban Chaves co prawda nie jest jeszcze takim entuzjastą całorocznego ścigania co Valverde, ale kto wie, może wkrótce nawiąże do stylu Hiszpana. Choć jest “góralem”, jak na swoją główną cechę jest też stosunkowo szybki. W każdym razie, gdy do mety zmierza ucieczka lub wyselekcjonowana grupka liderów z Chavesem w składzie, warto zwrócić na niego uwagę w kontekście typowania zwycięzcy.

Co więcej, w tym roku kolumbijski zawodnik reprezentujący barwy australijskiego zespołu Orica-BikeEchange z powodzeniem pojechał w Giro d’Italia oraz Vuelta a Espana. We Włoszech jeszcze na dwa dni przed końcem zmagań był liderem wyścigu, ale uległ Vincezno Nibalemu i musiał zadowolić się drugim miejscem. W Hiszpanii dzięki odważnej jeździe w końcówce odrobił straty do Alberto Contadora i wspiął się na najniższy stopień podium.

Choć w wieku 26 lat wydawało się, że po dwóch wielkich tourach będzie miał dość, rozsądnie ułożony kalendarz startów (między Giro a Vueltą ścigał się wyłącznie w Rio) pozwolił mu przedłużyć czy też nawet jeszcze podwyższyć formę i zabłysnąć w jesiennych, włoskich klasykach.

Umiejętność jazdy w górach w połączeniu ze wspomnianą szybkością sprawiły, że na koniec sezonu zwyciężył w Giro dell’Emilia a kilka dni później na swoje konto zapisał zwycięstwo w “monumencie”, czyli Giro di Lombardia.

Kolarzy, którzy w ostatnich latach byli w stanie połączyć umiejętność skutecznej walki o “generalkę” wielkiego touru z dobrą jazdą w klasykach było niewielu. To właśnie Valverde a także Joaquim Rodriguez, Vicnenzo Nibali, Alexander Winokurow i przez moment bracia Schleck.

Kto za to zapłaci?

W przypadku Valverde porwanie się na tak ambitne wyzwanie jak trzy wielkie toury połączone jeszcze z walką w klasykach w ciągu sezonu wymusza pytanie o przyszłość 36-cio letniego kolarza.

Choć lider Movistaru przyzwyczaił nas do tego, że jest w stanie wytrzymać niemal dowolnie duże obciążenia, musimy pamiętać, że nikt i nic nie jest wieczne. Niewątpliwie przymusowa przerwa związana z zawieszeniem za współpracę z Fuentesem dobrze mu zrobiła, mimo to Valverde kiedyś w końcu dostanie zadyszki.

Z kolei Chaves, który dopiero wchodzi w “kolarski wiek męski” (od Valverde jest młodszy o dekadę) zdobywa doświadczenie związane z tak intensywnym programem startów. W jego przypadku trzeba również pamiętać, że w lutym 2013r doznał poważnych obrażeń na jednym z włoskich wyścigów i minęło kilka miesięcy, zanim wrócił do peletonu, co wcale nie było takie pewne biorąc pod uwagę liczbę złamań, jakich doznał.

Biorąc pod uwagę, jak zaprezentował się w sezonie 2016 wygląda na to, że nawet po zakończeniu kariery przez “Purito” Rodrigueza czy ewentualnego kryzysu Valverde, w zawodowym peletonie nie zabraknie postaci uniwersalnego, dynamicznego i skutecznego kolarza walczącego przez cały sezon.

Zdjęcie okładkowe: Wessel Blokzijl, flickr, CC BY 2.0

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments