Wśród 78 zwycięstw zawodowych w karierze Alejandro Valverde cztery są wyjątkowe. Od 20 kwietnia 2016 hiszpański kolarz jest bowiem samodzielnym rekordzistą Walońskiej Strzały, jednego z najważniejszych wyścigów jednodniowych. Póki co nie widać zawodnika, który mógłby choćby wyrównać to osiągnięcie.

Valverde do kolarz wyjątkowy. Jako jeden z nielicznych skutecznie rywalizował na najwyższym poziomie w czasach powszechnego stosowania środków dopingujących a jeszcze lepiej radzi sobie w erze paszportów biologicznych i systemu ADAMS.

Zaczynał karierę pod okiem Vicente Beldy w grupie Kelme, ścigał się z Armstrongiem, Herasem, Contadorem i Froomem. Łączy szybkość na finiszy z jazdą w górach a przy tym potrafi nieźle pojechać na czas. Zawodnik kompletny, który marząc o wielkich tourach, największe sukcesy odnosi w górzystych wyścigach klasycznych.

Mur de Huy, gdzie finiszuje peleton uczestników “Walońskiej Strzały” to podjazd idealny dla Valverde. Stromy, kilkuminutowy z ostatnimi metrami nieco bardziej płaskimi, gdzie zakwaszony do granic możliwości organizm trzeba zmusić do kolejnych kilku chwil wysiłku. To właśnie tam nasz bohater regularnie dystansuje rywali. Mogą mieć najlepszy plan, przewagę liczebną i znakomitą formę. I tak Valverde jest pierwszy na szczycie.

Hiszpan jest szczególnie odporny na takie obciążenia, ale też poznał rzadką sztukę utrzymywania wysokiej dyspozycji przez długi czas. Od lat jest w świetnej formie od lutego do października i w zasadzie o każdej porze roku należy traktować go jako faworyta imprez, w których decyduje się startować.

Na jego postaci cieniem kładzie się fakt współpracy z Eufemiano Fuentesem. Słynny hematolog, specjalizujący się w poprawianiu parametrów krwi sportowców, główna postać afery “Operacion Puerto” przechowywał torebki z krwią Valverde. Kolarz długo zaprzeczał współpracy, ostatecznie podczas Tour de France 2008 próbkę pobrali Włosi gdy wyścig gościł na ich terenie i dzięki testowi DNA połączyli ją z trefną krwią z lodówki Fuentesa.

Prowadzący Valverde przez większość kariery dyrektor sportowy ekipy Movistar (wcześniej Caiise d’Epargne, Illes Baleares oraz Banesto – kolejne nazwy sponsorów), Eusebio Unzue, okazał pełne wsparcie w czasie dyskwalifikacji. Kolarz, który w notatkach Fuentesa widniał pod pseudonimem “Piti” a przez wiernych fanów nazywany jest “Bala” powrócił do ścigania w sezonie 2012.

Przymusowa przerwa właściwie nie odcisnęła na nim piętna. Co więcej, po chwili niezbędnej do rozruchu, Valverde wszedł na jeszcze wyższy poziom. Doczekał się upragnionego podium Tour de France, powtórzył zwycięstwa w Liege-Bastogne-Liege oraz Clasica San Sebastian i sięgnął po trzy z rzędu Walońskie Strzały. Wraz z sukcesem w Huy z sezonu 2006 dają mu one samodzielny rekordy w tym belgijskim klasyku i stałe miejsce w kronikach kolarstwa.

Jakkolwiek niewątpliwa, dopingowa przeszłość Hiszpana budzi ambiwalentne uczucia, trzeba mu przyznać jedno. Valverde zawsze był błyskotliwy na szosie, niezmiernie skuteczny a po powrocie z banicji jeździ jak prawdziwy mistrz. Co więcej, właściwie nie widać, by swoje piętno odciskał na nim czas. Owszem, zawsze można pytać, czy to nie wcześniej stosowany doping tak wpłynął na organizm kolarza, ale większość jego rówieśników (Alejandro Valverde urodził się 25.04.1980r) nie tylko nie odnalazła się w realiach “czystszego” kolarstwa, ale też po prostu zakończyła już kariery.

W sezonie 2016 nieco zmienił swój kalendarz startów. Zadebiutuje w Giro d’Italia (to ostatni z wielkich tourów, w którym jeszcze nic nie osiągnął: hiszpańską Vueltę wygrał i pięć razy stał na podium, w TdF był trzeci), oraz spróbuje zdobyć medal olimpijski. Złoto w Rio de Janeiro mogłoby mu zrekompensować brak tęczowej koszulki mistrza świata, na którą bezskutecznie poluje przez całą swoją karierę.

Zdjęcie okładkowe: Mur de Huy, bikerroel, flickr, domena publiczna

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments