Miesiąc: luty 2016

  • Dostałem naszywkę

    Dostałem naszywkę

    Grywalizacja to fajna rzecz. Strava wykorzystuje ją po mistrzowsku. Naszywka Raphy za ?Festive 500? to jedyna, fizyczna nagroda, jaką można dostać za ukończone, wirtualne wyzwanie. Niby to drobiazg, ale budzący spore emocje.

    Pierwsza sprawa to ta, że Strava to nie jest najlepsze na świecie narzędzie do analizy treningu. Są aplikacje, które oferują o wiele więcej, zarówno płatne jak i darmowe. Równocześnie, nawet w wersji free, dostępne dane są wystarczające do podstawowej oceny wartości treningu.

    To jednak nie profesjonalna strona Stravy odpowiada za jej sukces. Aplikacja jest fajna, ponieważ wciąga użytkowników do grywalizacji. Trenujesz a równocześnie zbierasz kilometry, metry przewyższenia, konkurujesz z kolegami i nieznajomymi na odcinkach tras w okolicy.

    Co miesiąc można zaliczać kolejne wyzwania związane z dystansem oraz walczyć o ?climbing challenge?, czasami pojawiają się też okazjonalne konkursy celebrujące np. wiosenne klasyki czy Tour de France.

    W większości z nich wygrać można jedynie wirtualną odznakę, część wyzwań w ramach nagrody oferuje też dostęp do zakupu limitowanych (nietanich!) koszulek.

    Królem wyzwań na Stravie jest ?Festive 500?. To coroczny festiwal zimowego kolarstwa, który szczególnie cenią sobie użytkownicy mieszkający na półkuli północnej.

    https://www.instagram.com/p/hp2wcKEcjz/

    Do przejechania jest pięćset kilometrów od Wigilii Bożego Narodzenia do Sylwestra włącznie. To wtedy dni są najkrótsze a pogoda często utrudnia długie, niespieszne jazdy, jakie charakteryzują tę porę roku. ?Festive 500? jest więc znakomitą okazją by z przytupem rozpocząć przygotowania do kolejnego sezonu oraz? spalić świąteczne kalorie.

    Pięćset kilometrów w grudniu to kilkanaście solidnie przepracowanych godzin, zatem dobra ?podkładka? pod kolejne tygodnie treningów.

    Najważniejsze jest jednak co innego. Za ukończony challenge sponsor ?festiwalu?, brytyjski producent ekskluzywnej odzieży, przysyła unikatową naszywkę. W tym roku w komplecie znalazła się jeszcze tekturowa podkładka pod kubek. Niby drobiazgi, ale ?dla kumatych? znaczące całkiem sporo: zaangażowanie, przynależność do społeczności a przy cięższej niż tegoroczna zimie dodatkowo krzyczące ?jestem twardzielem?.

    W wydaniu 2015 Rapha Festive 500 rozpoczęło 72292 kolarzy na całym świecie. Rekordzista, Kurt Searvogel z Arkansas w USA w siedem dni przejechał niemal 2500km. W Polsce ze Stravą bawiło się 612 osób, Paweł Piróg spod Wrocławia wykręcił w osiem dni aż 1060km. Granicę 500km pokonało 156 osób.

  • Loverove 19.02.2016

    Loverove 19.02.2016

    Loverove na piątek. Zestaw, który nas zawstydza. No bo kto tak ćwiczy, skacze i dba o swój rower?

    1. Co i po co Nino robi na siłowni?

    Mistrz świata na sali ćwiczy tak, by zasymulować sytuacje wyścigowe: lepiej radzić sobie w trudnym terenie i lepiej znosić ewentualne upadki. Imponujący zestaw!

    2. Dzieciaki dnia

    Zobacz, jak skacze tych dwóch sześciolatków. A teraz znajdź jakieś hopy w okolicy i spróbuj to powtórzyć ;)

    3. A Ty jak dokładnie myjesz swój rower po przejażdżce?

    Bo mechanik ekipy Katiusza po suchym etapie Tour of Oman tak pielęgnuje sprzęt Alexandra Kristoffa:

    Bike after race. Part 1. WashingDo you know what happens with the bike after the race? We would like to show you... In our first video you will see, how KATUSHA mechanic Sergiy Dekhtyar washes the bike. Must see! Posted by Team KATUSHA on Wednesday, 17 February 2016

  • Czy ambicja ma granice?

    Czy ambicja ma granice?

    Uwolniony od obowiązków pracy na Chrisa Froome?a Richie Porte to kolejny kolarz, który wyraża ambicje podboju klasyfikacji generalnej wielkich tourów. Na podium Giro, TDF i Vuelty jest w sumie zaledwie dziewięć wolnych miejsc. Chętnych by na nich stanąć kilka razy więcej.

    Porte z pewnością ma olbrzymi potencjał. W wieku zaledwie 21 lat był w stanie zająć siódme miejsce w Giro d?Italia. Nie ma tu znaczenia, że do pierwszej dziesiątki wszedł dzięki pokaźnej przewadze z ucieczki na jednym z ?wariackich?, górzystych etapów. Od połowy wyścigu bronił tak zyskanego czasu i ostatecznie ukończył swój debiutancki wielki tour w Top10.

    Był wówczas podopiecznym Bjarne Riisa i rok później sprawdził się jako pomocnik Alberto Contadora gdy ten jechał po (odebrane mu później) zwycięstwo we włoskim wyścigu. Porte pokazał się jako skuteczny góral i bardzo dobry czasowiec, czyli krótko mówiąc idealny kolarz mogący walczyć w imprezach wieloetapowych.

    Mimo to zdecydował się na przejście do grupy Sky, gdzie owszem, rozwinął się sportowo, ale też i nie miał wielu szans by jechać na własne konto. Najważniejszy wyścig sezonu, Tour de France był zawsze dla niego czasem ciężkiej pracy, ale i tak pochodzący z Tasmanii zawodnik przez cztery lata odnajdywał się w brytyjskiej ekipie. Nie tylko stał się kluczowym pomocnikiem Froome?a, to jeszcze sporo sam się nawygrywał. Niejeden kolarz chciałby mieć na swoim koncie dwa triumfy w Paryż-Nica, wygraną w Volta a Catalunya, Volta a Algarve i Tirreno-Adriatico.

    W 2013r Porte był o krok od powtórzenia wyczynu Froome?a, który rok wcześniej holując w górach Wigginsa dał radę stanąć na drugim stopniu podium Wielkiej Pętli. Rywale okazali się jednak bezlitośni i wyeksploatowany Tasmańczyk w końcu stracił na tyle czasu, by spaść na koniec drugiej dziesiątki klasyfikacji generalnej. Ważne jest jednak to, że w kluczowych momentach był ze swoim liderem, na Alpe d?Huez ratując go przed hipoglikemią i pomagając minimalizować strady do szarżującego Nairo Quintany.

    Po pechowym Giro d?Italia 2015, gdzie Porte trapiony różnymi przypadłościami wycofał się z rywalizacji i dołku formy w środku sezonu, w wieku 31 lat postanowił pójść za głosem serca i osobiście zmierzyć się z największymi wyzwaniami.

    Zmiana zamożnego, wyposażonego w najnowsze technologie Sky na równie bogaty i zaawansowany team BMC jest w jego przypadku dobrych ruchem. Tyle tylko, że pozycją lidera Porte będzie musiał się tam podzielić z Tejayem Van Garderenem. Ponieważ obaj kolarze prezentują zbliżony poziom sportowy, pewne jest jedno, na starcie Touru żaden z nich nie powinien być traktowany jako nominalny lider zespołu.

    Obecnie, poza ?wielką czwórką? (Froome, Quintana, Vincenzo Nibali, Alberto Contador) można śmiało wymienić przynajmniej kilkunastu kolarzy, którzy mają potencjał by stanąć na podium trzytygodniowego wyścigu a przy sprzyjających warunkach nawet go wygrać.
    Oprócz Porte i Van Garderena mamy Fabio Aru, Mikela Landę, Thibaut Pinota, Romaina Bardeta, Warrena Barguila, Toma Dumoulina, Rafała Majkę, być może wciąż Alejandro Valverde, Joaquima Rodrigueza i Rydera Hesjedala, braci Yates, Bauke Mollemę, Rigoberto Urana, Pierre?a Rolanda, Andrew Talanskiego, Daniela Martina czy Jurgena van den Broecka.

    To tylko te najbardziej oczywiste typy poparte wcześniejszymi wynikami a trzeba pamiętać, że w każdym kolejnym sezonie pojawiają się nowe talenty i następni zawodnicy przejawiają grandtourowe ambicje (z kolarza klasycznego w etapowca chce przeistoczyć się Geraint Thomas, wielki potencjał ma podobno Diego Rosa).

    Wspomniany wyżej Alejandro Valverde na wymarzone podium Tour de France czekał 13 lat. Owszem, po drodze wygrał Vueltę a cała jego kariera to festiwal znakomitych wyników w najważniejszych wyścigach świata, ale dobitnie pokazuje, jak trudno jest, mimo wielkiego talentu i ambicji, znaleźć się w top3 największej imprezy kolarskiej świata.

    Richie Porte, od którego zacząłem dzisiejsze rozważania, ma realnie niewiele czasu, by indywidualnie podbić trasy wielkich tourów. Przeciwko niemu stoi nie tylko wiek, ale też niezmiernie wysoki i wyrównany poziom sportowy, jaki obserwujemy w ostatnich sezonach.

    Mimo to ani on, ani kilkunastu czy może nawet kilkudziesięciu innych pretendentów nie składa broni. Każdy z nich pragnie żółtej, różowej lub czerwonej koszulki zwycięzcy wielkiego touru. Co więcej, każdy z nich ma na to szansę i z pewnością zrobi wiele, by to osiągnąć.

    Większość z nich zapamiętamy jednak nie jako triumfatorów, ale jako przegranych. Tak jak napisałem we wstępie, miejsc na podium jest mało a chętnych wielu. Kto wie, może większą pracą i wysiłkiem dla sporej części z wymienionych dziś postaci będzie nie wejście na poziom umożliwiający walkę o wygranie a pogodzenie się z sytuacją, gdy mimo wszystko to kto inny okaże się lepszy.

    Zdjęcie okładkowe: Richie Porte w koszulce lidera Paryż-Nicea 2013, fot. Dacoucou, wikimedia commons, CC BY SA 3.0

  • Loverove 18.02.2016

    Loverove 18.02.2016

    Dobry zestaw rowerowych newsów zaczynamy od porcji golizny. A co :)

    1.Super Mario jest zawsze super. Nawet na emeryturze

    Być może kiedyś Peter Sagan dorówna Mario Cipolliniemu pod wieloma względami. Póki co to jednak „Super Mario” pozostaje największą gwiazdą, nawet jeśli zawodową karierę zakończył osiem lat temu. Gdy włoski sprinter został poddany krytyce za jazdę na treningu bez kasku

    Pedalare in Versila !Oggi ho pedalato con la Nk1k ....Sensazioni e percezioni particolari con questa bici .....Non... Posted by Mario Cipollini on Saturday, 6 February 2016
    udowodnił, że potrafi zadbać o swoje bezpieczeństwo, nawet na trenażerze:
    Indor training .....Dedicato a tutti i "giuridici" che commentano le mie foto !Ho messo il casco anche sui rulli !Sono grato ai vostri consigli riguardo la mia tutela ! Posted by Mario Cipollini on Wednesday, 17 February 2016

    2. Pięć sposobów by być lepszym kolarzem

    No dobra, i tak nikt z nas nie będzie tak fajny jak kiedykolwiek był Mario. Ale za to po prostu można popracować nad sobą i stać się lepszym kolarzem. Poradnik od GCN zawsze mile widziany: https://www.youtube.com/watch?v=JtFHZxwcH1A

    3. Każda przejażdżka to "Coffee Ride"

    Czyli zawodnicy grupy Trek-Segafredo w reklamie kawy. Wydawałoby się, że to proste: jeśli jesteś sponsorem grupy kolarskiej, to wykorzystujesz ten fakt w swojej komunikacji marketingowej. Pytanie więc, dlaczego jest tak niewiele reklam z kolarzami? https://www.youtube.com/watch?v=l_Grnxl_cLE

  • Loverove 17.02.2016

    Loverove 17.02.2016

    Środowe loverove, różnorodny zestaw newsów, specjalnie dla Was:

    1.  Łał, samochód wyprzedził rower

    Reklama Alfa Romeo 4c, w której samochód ściga się z mistrzem świata w sprincie, keirinie i na 1km Françoisem Pervisem. Kolarz jest rozpędzony, auto rusza ze startu zatrzymanego, ale i tak wygrywa. Ma to zaprezentować znakomite przyspieszenie, jakie Alfa osiąga dzięki niskiej masie i znakomitemu stosunkowi mocy do masy. No po prostu łał.

    2. The Secret Pro jak zawsze ostro

    1309_CT_SecretPro_530x800_V02

    Myśli z zawodowego peletonu spisane przez ghost writera, tym razem bardzo ostro o dopingu, motodopingu i warunkach, w jakich pracują kolarze. Jak zawsze warto poczytać. 

    3. Złóż rower w najdrobniejszych detalach

    Zdjęcia makro dosłownie przybliżają proces budowy roweru. Nieco chaotyczne, ale i tak ciekawe:

  • Jak zwiększyć liczbę kolarzy?

    Jak zwiększyć liczbę kolarzy?

    3600 zarejestrowanych zawodników i zawodniczek to bardzo, bardzo niewiele. Nie tylko w porównaniu z liczbą mieszkańców naszego kraju, ale też z osobami regularnie startującymi w różnego typu zawodach rowerowych. A może by tak zaproponować im rozwiązanie sprawdzone np. w Wielkiej Brytanii i stworzyć system oparty o klasy zaawansowania?

    Obecnie, by stać się właścicielem licencji Elity, owszem, trzeba trochę wydać i czasami nieco się nachodzić, ale ogólnie rzecz ujmując po prostu się ją kupuje. Jasne, nikt o zdrowych zmysłach nie będzie się pchał np. na zawody Pucharu Polski w XCO bez doświadczenia czy na szosowe kryterium z zawodowcami, ale teoretycznie jest to możliwe.

    We wspomnianej Wielkiej Brytanii czy w USA, aby móc startować z elitą, trzeba wcześniej przejść kilkuletnie kwalifikacje. Opisywany system zbliżony jest do tego, który obowiązuje np. w sportach motorowych. Tam chcąc brać udział w imprezach rangi mistrzostw Polski trzeba najpierw ?wyjeździć? kilometry w lokalnych ?kręciołkach? a następnie w ?drugiej lidzie?, jaką jest Puchar PZM.

    Tak samo jest w Wielkiej Brytanii gdy popatrzymy na kolarstwo. Zawodnicy w ?wieku produkcyjnym? (zdrowi i dorośli) rywalizujący w XCO podzieleni są na trzy (elite, expert, sport) a szosowcy aż na pięć (4,3,2,1,elita) kategorii.

    Każdego roku najlepsi zawodnicy z kategorii niższej są promowani do wyższej a najgorsi spadają niżej. Mniej więcej tak jak w grach zespołowych i systemie ligowym. W przypadku XCO status ?elity? zachowuje najlepszych 50 kolarzy, na szosie poszczególne kategorie mają swoje widełki punktowe. Gromadząc przynajmniej 300 punktów w rankingu można ścigać się z elitą.

    Do elity XCO promowanych jest dwóch najlepszych, drugorocznych juniorów z poprzedniego sezonu. Na szosie również juniorzy mają swoje ?klasy zaawansowania?.

    System MTB opisany jest tutaj zaś szosowy tutaj.

    Do juniora młodszego włącznie zawodnicy dzieleni są standardowo według wieku, zaś po trzydziestce, jeśli ktoś nie chce bawić się w podział na kategorie zaawansowania, może brać udział z rówieśnikami jako Masters (dzielony według wieku).

    Co ważne, zawodnicy poszczególnych kategorii mogą startować w określonych klasach wyścigów. Zawodnik Elity nie zostanie więc dopuszczony do lokalnego ?ogórka? dla amatorów i nie zabierze im nagród. Niedoświadczony, początkujący, choć być może nie pozbawiony ambicji kolarz nie stworzy zagrożenia na kryterium dla wyczynowców ani nie rozbije się na pucharowej trasie XCO.

    Wszyscy są zadowoleni, bo rywalizują z równymi lub nieznacznie lepszymi od siebie, podnoszą poziom sportowy, mają motywację i unikają frustracji.

    Pytanie dnia brzmi: czy coś takiego można wprowadzić u nas?

    Cóż, po części taki podział istnieje i choć obowiązuje na niewielkiej liczbie zawodów, ma potencjał do rozwoju. Mówię tu o reaktywowanej licencji Cyklosport. W tej kategorii np. na mistrzostwach Polski rywalizują zawodnicy wiekowo odpowiadający Elicie, jednak, przynajmniej w teorii, nie mogący się z nią równać. Wyścigi Cyklosportu często łączone są z wyścigami kategorii Masters.

    Cyklosport to rodzaj ?zarejestrowanego amatora? i choć liczba sprzedanych licencji jest niewielka (w 2015r 121 męskich i 14 żeńskich w porównaniu odpowiednie ze 186 i 93 w elicie), można powiedzieć, że drzemie w niej pewien potencjał.

    Licencja cyklosportu daje bowiem mniej więcej tyle samo, co licencja Elity: możliwość rywalizacji i klasyfikacji w oficjalnych wyścigach i walki o koszulkę mistrza Polski. Na tym właściwie kończą się benefity związane z rejestracją kolarza w Polsce w związku z tym te 135 osób to zaangażowane, by nie powiedzieć zdesperowane jednostki, które chcą uczestniczyć w sporcie kwalifikowanym.

    Tymczasem na samym bikemaratonie w kategorii ?M2? (wiekowo ?Elita?) na dystansach Mega i Giga wystartowało w sezonie 2015 prawie 500 osób. Część z nich to zawodnicy tak samo lub nawet bardziej zaangażowani co właściciele licencji, jednak z różnych powodów niezainteresowani rejestracją i opłatą na rzecz PZKol.

    Tak czy inaczej, by uniknąć ?kwasu? w związku z tym, że w cyklosporcie ścigają się ?łowcy nagród i tytułów?, którzy mogliby spokojnie rywalizować z Elitą, system awansów i spadków byłby pożądany.

    Tyle tylko, że aby podział na klasy zaawansowania funkcjonował prawidłowo potrzebnych jest kilka elementów.

    Pierwszy z nich to ujednolicone regulaminy wyścigów i kategorie wiekowe. Drugi to dostarczanie wyników prowadzącemu ranking. Trzeci to oczywiście sam ranking. Centralny rejestr licencji i dostęp do aktualnej klasyfikacji jest mile widziany.

    Czy warto? Zdecydowanie tak! Kolejna forma aktywizacji zawodników może oznaczać zwiększenie frekwencji na wyścigach. Dla organizatorów imprez XC przekroczenie jakiegoś progu frekwencji to czasem być albo nie być. Kilkunastu czy kilkudziesięciu ?amatorów? to szansa, by w kolejnym roku lokalni młodzicy czy juniorzy młodsi mieli się gdzie ścigać.

    Z kolei na szosie daje to nadzieję, by imprezę dla niewielkiej grupy kolarzy wyczynowych zmienić w wydarzenie na szerszą skalę.

    Biorąc pod uwagę, że, nie licząc Tour de Pologne, imprezy kolarskie w Polsce interesują właściwie wyłącznie uczestników, stworzenie warunków, by tych było więcej może być skuteczną drogą na wyjście z obecnej, nieszczególnie korzystnej sytuacji.

  • Loverove 16.02.2016

    Loverove 16.02.2016

    Wtorkowe loverove. Zaczynamy od kontrowersji, rozrywki i nietypowej „stylówy” a kończymy na przerażającej wizji dotyczącej napędów rowerowych…

    1. Plakat dnia

    Po seksistowskich plakatach z ubiegłych lat

    e32014 e32015

    organizatorzy klasyku E3 Harelbeke kontynuują strategię kontrowersyjnych zapowiedzi swojego wyścigu. Ponieważ w tym sezonie impreza wypada w wielki piątek, zawody promowane są hasłem: „rower jest święty, wygrywanie jest najświętsze”.

    e3-harelbeke-2016

    2. Strój dnia

    Argentyńska, kobieca drużyna Xirayas de San Luis w tym roku startuje w wyjątkowo radosnych barwach. Co sądzicie o takim zestawie?

    3. Napęd 1×12 czyha tuż za rogiem?

    Czy SRAM wprowadzi dwunastorzędowe kasety z monstrualnym, 50z przełożeniem? Cóż, według bikeradar jest to jak najbardziej prawdopodobne. Rozpiętość takiej kasety sięgałaby aż 500%.

  • Loverove 15.02.2016

    Loverove 15.02.2016

    Zacznij nowy tydzień od przejrzenia zestawu rowerowych newsów :)

    1. Bohater weekendu

    Mark Cavendish pomaga zmienić dętce przypadkowo spotkanej rowerzystce:

    https://twitter.com/zahradamji/status/698873569405726721

    2. Co ty wiesz o wiosennych klasykach?

    Quiz z wiedzy o najważniejszych wyścigach wiosny. Musseuw, Cipollini, Merckx, Gimondi – sprawdź co wiesz o historii kolarstwa. Trudność? W sam raz :)

    3. O ile szybszy jest współczesny rower?

    Najnowsza Orbea Orca kontra jej „babcia”, czyli Orbea, na której w latach ’80 XXw Pedro Delgado wygrywał Vuelta a Espana. Porównanie GCN nie jest do końca miarodajne i „naukowe”, ale pokazuje, jak wielką ewolucję przeszły rowery w ciągu ostatnich lat. Przy okazji dostajemy solidną porcję „bikeporn” oraz lekcję, jak się robi mądry product placement.

    PS 500+ na Instagramie

    Tak, na Insta śledzi mnie już ponad 500 osób. To co prawda 10% followersów z facebooka, ale i tak jest nieźle :) Dzięki!

    https://www.instagram.com/p/BBx9Nl5Ecso/

  • #Chceto – custom

    #Chceto – custom

    Marzenie o unikatowym, jednostkowym i wyjątkowym rowerze kojarzy mi się przede wszystkim z okresem wczesnej fascynacji kolarstwem. Teraz chętniej zwracam uwagę na fabryczny, gotowy do jazdy sprzęt. Mimo to wciąż co ciekawsze projekty rowerowych fascynatów powodują szybsze bicie serca.

    Glory of the ?90s

    Jeśli sięgniecie pamięcią (lub przy pomocy web archive) do ostatniej dekady XXw, znajdziecie tam wiele egzotycznych marek, kolorowych komponentów, festiwal CNC i anody. Od tego czasu sporo firm albo zbankrutowała albo została kupiona przez korporacje i słuch po nich zaginął.

    https://www.instagram.com/p/7MpjJSylVw/

    Choć siła sentymentu jest spora, trzeba spojrzeć prawdzie w oczy: większość tych części była ciężka, wiotka, słaba, za to horrendalnie droga. Również walory estetyczne są dyskusyjne, niewiele ?szalonych? projektów zyskało status ponadczasowego designu. Obronił się np. Chris King i jego stery w kolorystycznej wersji ?rasta?.

    Obecnie standardowe, katalogowe, chińskie komponenty często mają lepsze walory użytkowe i styl niż ?kultowe? komponenty sprzed dekady, co pokazuje, jak bardzo zmienił się rowerowy światek.

    Non-shimano bike

    W czasach, gdy w mtb dominującą pozycję na rynku komponentów miało Shimano, istnienie firm ?tuningowych? miało pewne uzasadnienie. Ambicją niektórych maniaków było złożenie roweru z jak najmniejszą ilością części japońskiego producenta.

    Obecnie sytuacja wygląda inaczej. Rynek, zarówno szosowy jak i mtb jest bardziej zróżnicowany. Już wkrótce kupując topową szosówkę, pierwszy raz od niepamiętnych czasów będzie można wybierać spośród aż pięciu dostawców kompletnych grup osprzętu (Shimano, Campagnolo, SRAM, Rotor/Magura i FSA).

    Z drugiej strony, decydując się na wybranego dostawcę, kupujemy cały system. Możliwości modyfikacji są niewielkie, kompatybilność komponentów produkowanych przez różne firmy jest znikoma.

    W tej materii do absurdu dochodzi w mtb, gdzie w zasadzie nie ma standardów dotyczących wielkości kół, szerokości piast, osi, ilości przełożeń, mocowań zębatek itd.

    Wygląda na to, że już wkrótce kupno roweru będzie wiązało się z podobnymi konsekwencjami co kupno samochodu. Części z BMW nie pasują do Forda i jakoś nikt nad tym nie ubolewa.

    Indywidualizm

    Dla niektórych sam fakt uprawiania kolarstwa nie jest wystarczającym wyróżnikiem, potrzebują dodatkowo podkreślić swoją indywidualność. Trend ten jest dodatkowo podkreślany przez zawodowców. We wspominanych wcześniej latach ?90 zaledwie kilku, największych gwiazdorów ścigało się na unikatowych, specjalnie malowanych rowerach.

    Teraz taki sprzęt wpisuje się w strategię marketingową zarówno grup zawodowych, dostawców sprzętu jak i samych zawodników.

    Skoro nie bardzo jest przestrzeń by dobierać różnorodne komponenty, kolarze skupiają się na wyglądzie swoich maszyn. W ostatnich sezonach ważnym elementem ?tuningu? jest również praca nad aerodynamiką i poszukiwanie ?minimalnych zysków?, gdzie tylko się da.

    Całość składa się na ciekawy obraz współczesnego, piekielnie efektywnego roweru, który jednak tylko nieznacznie różni się od fabrycznej opcji, którą każdy, bardziej zasobny pasjonat może kupić w sklepie.

    https://www.youtube.com/watch?v=8lA6lvi23f8

    Renesans ?customu?

    Tu wreszcie docieramy do sedna sprawy. Może nie jak grzyby po deszczu, ale co raz częściej pojawiają się mniejsze firmy produkujące lub choćby zdobiące rowery na życzenie klientów. Dobrze jest dobrze wyglądać, moda na ?euro pro? kolarstwo podbija świat, w dużej mierze za sprawą neofitów: anglosasów.

    Zamożni Anglicy i Amerykanie są w stanie wydać dowolną ilość pieniędzy, byle tylko wyglądać jak ikoniczni herosi alpejskich szos. Wysmakowane projekty wraz z butikowymi strojami znakomicie prezentują się na Instagramie, filmach wysokiej rozdzielczości zamieszczanych na Vimeo oraz w kawiarniach podczas obowiązkowych ?coffee ride?ów?.

    Tak jak brody, rurki i inne atrybuty hipsterskiego stylu stały się ?mainstreamem? miejskiej mody, tak powoli rowerowy ?custom? zatacza coraz szersze kręgi. Celebrowanie ulubionej czynności, jaką jest jazda na rowerze, dzięki ekskluzywnym, dobrze widocznym atrybutom dla wielu staje się dodatkową motywacją. Bywa jednak, że forma zaczyna przykrywać treść, ale cóż, fajne jest to, że każdy może jeździć jak chce, kiedy chce i w miarę posiadanych środków na czym chce.