Jestem rowerzystą. Jestem kolarzem. Od siedemnastu lat, publicznie, zawsze pod imieniem i nazwiskiem, propaguję zdrowy styl życia pisząc o kolarstwie, rowerach, turystyce i jeździe w mieście. Byłem przekonany, że kultura fizyczna i dbałość o środowisko naturalne to aktywności, które jako jedne z nielicznych we współczesnym świecie można dopasować do jakkolwiek pozytywnie pojmowanego pojęcia patriotyzmu. Cóż, byłem w błędzie.

“Poprzedni rząd realizował tam (w mediach) określony lewicowy program. Tak jakby świat według marksistowskiego wzorca musiał automatycznie rozwijać się tylko w jednym kierunku – nowej mieszaniny kultur i ras, świata złożonego z rowerzystów i wegetarian, którzy używają wyłącznie odnawialnych źródeł energii i walczą ze wszelkimi przejawami religii. To ma niewiele wspólnego z tradycyjnymi polskimi wartościami” – Witold Waszczykowski, minister spraw zagranicznych RP.

Poglądy mam, jakie mam. Są dalekie od tych, które prezentują obecni członkowie rządu. Czytelnicy mojego bloga znają je nie od dziś. Realnie rzecz ujmując nie mają one znaczenia. Znaczenie według p. ministra ma to, że jeżdżę na rowerze.

Jak się okazuje “Polakiem gorszego sortu” można być nie tylko opowiadając się za określoną partią, wyrażając swoje poparcie dla uchodźców, mniejszości religijnych, czy wyznając wartości tak, wydawałoby się, uniwersalne, jak tolerancja, otwartość, transparentność czy sprawiedliwość społeczna. Wrogiem klasowym mogę być dbając o swoje zdrowie, zmniejszając korki i szerząc pozytywne wartości, jakie niesie ze sobą uprawianie sportu.

Na usta aż cisną się suche żarty o pedalskiej lycrze, w którą odziewają się kolarze oraz niezdrowej afirmacji dla tęczowej symboliki – insygniów najlepszego rowerzysty na świecie. Całe szczęście nasz, polski, mistrz stracił “tęczę” i w sezonie 2016 będzie nosił ją Słowak. Duma narodowa, te wszystkie medale, które przyniosły nam wszystkim tyle radości są jak widać nic nie warte.

Bądźmy jednak poważni. Dziesiątki i moich i Waszych znajomych przywitało Nowy Rok przejażdżką w kilkunastostopniowym mrozie. Swój wolny czas poświęcają na aktywność fizyczną, dzięki nim służba zdrowia i ZUS będą miały mniej wydatków. Ich dzieci, zachęcone przez rodziców nie będą otyłe, pójdą, bez wymówek i “lewych” zwolnień na zajęcia W-F a poradnie schorzeń metabolicznych zajmą się innymi pacjentami.

Również ci, którzy nie traktują jazdy jako sportu, lecz codziennie docierają do pracy czy szkoły przy użyciu roweru są przez ministra Waszczykowskiego dyskryminowani. Nie mając pojęcia o poglądach, zwyczajach, tradycjach czy upodobaniach (wszak bycie cyklistą nie ma nic wspólnego z poglądami politycznymi – wśród moich znajomych, przyjaciół i czytelników mam zwolenników niemal każdej opcji a upodobanie dla rowerów jest jedynie wycinkiem rzeczywistości, który wszystkich łączy) wrzuca nas do jednego worka traktując jako niegodnych, nieczystych, zdradzieckich i brudnych. Pewnie najchętniej wysłałby nas na Wyspy (a jeszcze lepiej do zaćpanego marihuaną, pedalstwem i cyklozą Amsterdamu) w zamian za kilka (bo przecież więcej nie jesteśmy warci) natowskich rakiet.

Nie ważne, kim jesteś, w co wierzysz i co sądzisz. Wystarczy jeden, tak drobny element jak jazda rowerem, by zakwalifikować cię jako gorszego obywatela. Już sama idea dzielenia ludzi na lepszych i gorszych jest koszmarem. Jak widać można znaleźć dowolny element, wedle którego i Ty możesz stać się wrogiem.

Jako kolarz i rowerzysta domagam się przeprosin od ministra spraw zagranicznych, Witolda Waszczykowskiego.

Zdjęcie okładkowe: Piotr Drabik, marsz niepodległości 2015, CC BY 2.0, flickr

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments