Rower jako środek transportu uznawany jest za “czysty”. Nie generuje spalin, zajmuje mniej miejsca, uwalnia miasta od hałasu. Tymczasem jazda w wydaniu wyczynowym jest aktywnością skrajnie nieekologiczną.

Peleton samochodów

Zaczniemy “z grubej rury”. Wydechowej. Zawodowcy ścigający się o żółtą koszulkę lidera Wielkiej Pętli przemierzają francuskie szosy. Mijają po drodze wspaniałą architekturę, tłem dla ich zmagań są Alpy, Pireneje czy wybrzeża Bretanii.

Kilka godzin przed peletonem przejeżdża “La Caravane”. Kolumna reklamowa kilkudziesięciu samochodów, które zajmują czas widzów czekających na kolarzy. Specjalnie ucharakteryzowane pojazdy przypominają bardziej platformy z karnawału z Rio niż zapowiedź wyścigu rowerowego. Kolumna sunie, wydala spaliny, szumi i warczy a przy tym rozrzuca tony śmieci. Pardon, gadżetów reklamowych.

Następnie jedzie policja, sędziowie, kolarze a za nimi wozy serwisowe, dziennikarze, obsługa wyścigu. Tyle na trasie etapu, ale przecież równolegle z peletonem ścigają się ciężarówki wiozące barierki, balony, bramy, pomiar czasu. Oprócz samochodów technicznych z zapasowymi rowerami, do stref bufetu swoimi autami dojeżdżają masażyści, autokary zapewniają zawodnikom odrobinę komfortu w drodze z hotelu na start i z mety do hotelu. Do tego dochodzą jeszcze ciężarówki z rowerami i sprzętem.

Sami kibice, choć bywa, że do niektórych punktów na etapach docierają na rowerach, by dojechać na wyścig podróżują oczywiście własnymi samochodami, często korzystają też z przyczep czy pojazdów kempingowych.

Zatem w ważnej imprezie kolarskiej uczestniczy więcej aut niż w rajdzie samochodowym.

Kultura jednorazówek

Nie trzeba sięgać do prehistorii kolarstwa, by przywołać widok mechanika naprawiającego rower. Jeszcze nie tak dawno serwisowało się niemal wszystko: od łożysk, przez szytki a kończąc na spawaniu pękniętych ram.

Obecnie wiele elementów roweru jest jednorazowa. Podobnie jak w przypadku samochodów, w poszukiwaniu maksymalizacji zysków, części projektowane są tak, że  naprawa jest albo niemożliwa albo bardzo utrudniona. Komponenty traktowane są jako całość. Wyeksploatowane lądują w śmietniku bez szansy na kolejne życie. Ze względu na połączenie materiałów różnego typu (kilka metali, guma, kompozyty), ich recykling jest właściwie niemożliwy.

Brakuje pomysłów na zagospodarowanie sportowego złomu poza produkcją “kultowej” biżuterii czy elementów wystroju wnętrz. Tylko iloma łańcuchami można się obwiesić?

Chemia w kanał

Smary, odtłuszczacze, mleczka, silikony, nabłyszczacze, uszczelniacze, detergenty i inne tego typu preparaty regularnie wsiąkają w glebę lub spływają kanalizacją. Teoretycznie w tej dziedzinie pojawia się tendencja, by rowerowa chemia była choć częściowo biodegradowalna, ale mimo wszystko serwis, konserwacja i pielęgnacja roweru to kolejny element powodujący, że kolarstwo jest mało ekologiczne. Przypięty do słupa rower miejski, którego łańcuch oliwiony jest raz na kwartał, kończy swoje życie w rękach złomiarza, który skutecznie zutylizuje sprzęt w skupie, zamieniając metale na czteropak piwka. Zanim twoja szosówka trafi na śmietnik i, wydali do kanałów kilka wiader nierozkładalnych preparatów.

Do tego dochodzi problem “aktywnej” odzieży. O ile obecnie “reklamówki” dodawane do zakupów w sklepach faktycznie ulegają rozkładowi po kilkunastu miesiącach, o tyle ergonomiczne, oddychające i modne sportowe łaszki będą z nami przez kolejnych kilka wieków. W przeciwieństwie do bawełnianego t-shirtu, zużyte lycrowe spodenki nie dostaną drugiego życia. Nie wytrzesz nimi łańcucha ani nie umyjesz okna. Potargane trafią na wysypisko, gdzie za kilka tysięcy lat odkryją je kosmici i stwierdzą, że ziemianie w XXIw mieli naprawdę dziwne upodobania estetyczne.

Bidon do rowu

Sportowcy to śmieciuchy. Rozrzucają bidony, opakowania po “energetycznym” jedzeniu, nawet jeśli pozbywają się odpadków tylko w strefach bufetu, po zawodach rowerowych i tak pozostaje góra śmieci. Kubki, butelki, pudełka, papiery, taśmy, tabliczki, farba na asfalcie, drzewach czy skałach i tysiące jednorazowych opakowań po posiłkach regeneracyjnych. Nawet najlepsza ekipa sprzątająca coś przeoczy. Jeżdżąc rowerem górskim po trasach zbliżonych do Maratonu Krakowskiego zdarza mi się natknąć na opakowania po żelach sprzed dekady i powiewających kawałkach taśmy sprzed pięciu lat. A niby mtb ma tę przewagę nad “szosą” że jest bliżej natury. Cóż, przed maratończykami przynajmniej jedzie tylko jeden motor a nie kilkadziesiąt samochodów. W zamian za to “górale” jeżdżą ścieżkami, coraz częściej budowanych przy użyciu ciężkiego sprzętu a w poszukiwaniu “nieodkrytych miejscówek” zapuszczają się w tereny, w które nie powinni, np. ograniczając spokój życia zwierzyny.

I tyle jest tej rowerowej ekologii.

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments