In mind

Pory roku, pory sezonu

Znajomy, który przeprowadził się z Hawajów do Krakowa (i do tej pory nie mogę go zrozumieć), na pytanie “dlaczego?” odpowiada: bo tu macie pory roku. Z punktu widzenia kolarza, życie w Toskanii czy innej Katalonii musi być super, ale z drugiej strony sam lubię sezonowość i następujące po sobie zmiany.

Zima

Calpe-Sralpe, ale tak naprawdę, by lubić trenowanie zimą w Polsce, trzeba mieć coś z głową. No cóż, najwidoczniej mam. Lubię wiatr, lubię zimno i lubię długie jazdy “w tlenie”, nawet, jeśli warunki są niesprzyjające. Jedyny problem, to krótki dzień. Na przełomie grudnia i stycznia także w weekendy trzeba się dobrze zorganizować by nie jeździć w ciemnościach. W tygodniu, cóż, muszę pamiętać o lampkach i bateriach. Zmrożona ziemia, przyroda schowana pod śniegiem i sople na wąsach a do tego nadzieja, że wykonywana praca wkrótce zacznie procentować.

Wiosna

Temperatura rośnie, spod kół chlapie topiący się śnieg. I co z tego, że rower trzeba myć po każdej jeździe, skoro jest coraz lżej. Spadają kolejne warstwy ciuchów, windstopper zmienia się w cienką lycrę aż w końcu nastaje dzień, gdy można pojechać bez rękawiczek i “na krótko”. Pachnie rozmarzającym błotem, tym jedynym zapachem charakterystycznym dla świata budzącego się do życia. Pierwsze starty weryfikują efekty zimowych treningów, po długiej przerwie można spotkać znajomych, z którymi teraz będę się widywać się niemal co tydzień. Robi się zielono, robi się gorąco, zaczyna się życie na walizkach.

Lato

Z jednej strony jest nieco męcząco. Upał, treninig, zawody, upał, trening, zawody, upał… Z drugiej są truskawki, brzoskwinie i pojawiają się pierwsze prawdziwe pomidory. Na udzie na dobre zadomowiła się charakterystyczna “kreska” kolarskiej opalenizny. Można jeździć od świtu do zmroku, tylko nie zawsze wystarcza na to sił. Nawet, jeśli łapiesz śródsezonową zadyszkę, i tak jest fajnie, bo do końca zostało jeszcze przynajmniej kilka tygodni, więc zawsze można znaleźć czas na rewanż. No i Tour, nie zapominaj o Tourze. Nic tak nie elektryzuje fanów jak walka o żółtą koszulkę.

View this post on Instagram

#autumn #Gorce #mountainrunning

A post shared by Marek Tyniec (@xouted) on

Jesień!

I w końcu przyszła. Czas odpoczynku, podsumowań i braku zobowiązań. Jeździsz gdzie chcesz i kiedy chcesz. Jesz śliwki, zbierasz kasztany i wybierasz trasy na najfajniejsze wycieczki. Słońce jest niżej, ale ciągle trochę grzeje, rano opada mgła, ale to też jest fajne. Można postrzegać to jako marazm i depresję, ja wybieram wersję ze spokojem i wolnością. Odpoczywam. Planuję. Cieszę się.

Zdjęcie okładkowe: Randi Hausken, flickr CC BY SA 2.0