Lyon to trzecie co do wielkości miasto we Francji, które niedawno otworzyło “zielony tunel” zaprojektowany wyłącznie dla pieszych, rowerzystów i komunikacji publicznej. Kolarze startujący w czerwcowym Criterium du Daupine rozpoczną zawody od prologu prowadzącego właśnie tym tunelem, będą więc promowali nie tylko miasto, ale i politykę nastawioną na ekologię oraz bezpieczeństwo ruchu drogowego.

Komunikaty o przejeździe kolarzy przez zielony tunel będą zapewne tylko dodatkiem do relacji z prologu Criterium du Dauphine. Bardziej niż ekologią, urbanistyką czy bezpieczeństwem będziemy się pasjonowali rywalizacją Froome’a, Nibalego i Contadora, pretendentów do podium zbliżającego się wielkimi krokami Tour de France.

Sport wyczynowy to dość egoistyczny rodzaj działalności człowieka i choć Karta Olimpijska zapewnia, że to jedno z naszych podstawowych praw, w piramidzie ludzkich potrzeb umieszczony jest gdzieś bliżej wierzchołka niż podstawy. Kolarstwo ma jednak to do siebie, że bardzo mocno wchodzi w interakcję z otoczeniem a Lyon podczas prologu ważnego wyścigu łączy wiele interesów i daje przykład na wielu polach.

Zacznijmy od najprostszej sprawy. “Zielony tunel” to pierwsze tej skali przedsięwzięcie. Prawie dwa kilometry wolnej od indywidualnego ruchu samochodowego inwestycji po to, by ludziom żyło się lepiej. Rzecz wyjątkowa na skalę europejską, zatem w ramach prezentowania światu tego, co najlepsze, Lyon pokaże swój nowy powód dumy. Wspominałem o tym wielokrotnie przy okazji Tour de Pologne: pochwalmy się tym, co mamy dobrego a do tego dajmy odpowiednią oprawę. Jeśli w okolicy jest szczególny budynek, zabytek albo najnowsze dzieło myśli inżynieryjnej, nie tylko pokażmy go z helikoptera przez kilka chwil, ale też wykorzystajmy jako element wyścigu. I nie, betonowy hotel w środku gór nie jest tego typu obiektem.

Zielony tunel w Lyonie

Drugi element to ekologia. Wyścigi kolarskie są tak naprawdę skrajnie nieekologiczne. Nie chodzi nawet o to, że kolarze śmiecą, ale przed i za peletonem jedzie sporych rozmiarów kolumna samochodów, autobusów, lawet i innych pojazdów spalinowych. Kibice stojący przy trasie również docierają na miejsce autami. Mimo to, sami zawodnicy poruszają się ekologicznie czystym środkiem transportu. Nawet, jeżeli nie mają oni nic wspólnego z “commuterami”, którzy codziennie jadą rowerem do pracy (ba, od tego roku w przepisach peleton nie może zjechać z szosy na chodnik lub sąsiadującą z jezdnią drogę dla rowerów), mimo wszystko robią to samo, tylko nieco szybciej. Promocja proekologicznej inwestycji jest więc jak najbardziej na miejscu, choć w kontekście tego, czym jest wyścig kolarski nieco trąca hipokryzją.

Najważniejsze w tym wszystkim jest bezpieczeństwo. Co roku wielu znakomitych zawodników doświadcza przykrych konsekwencji zderzenie z samochodem. Zazwyczaj dzieje się to podczas treningów, zdarza się, że wypadki kończą się kalectwem lub śmiercią. To element wspólny zarówno dla zawodowca jak i pani jadącej na składaku do sklepu GS gdzieś w “Polsce B”. Oboje są niechronionymi uczestnikami ruchu. Francuzi mają swój tunel i włączają wyścig kolarski do promocji prorowerowej polityki. To duża sprawa, spektakularna i efektowna. W naszym przypadku bywa, że przy okazji zawodów organizowane są zajęcia dotyczące bezpieczeństwa ruchu drogowego, rozdawanie odblasków, na zawodach xc w “pakiecie startowym” dostałem kiedyś dzwonek. Może się wydawać, że to słabe, małe i niepotrzebne, tak jak zaproszenie Mai Włoszczowskiej czy Czesława Langa do telewizji śniadaniowej poświęconej rowerom miejskim. Jednak jeśli uważasz się za kolarza lub nawet nim jesteś, jadąc na trening stajesz się rowerzystą, uczestnikiem ruchu i możesz mieć pecha i nieszczęśliwie spotkać się z samochodem. Nie ma się więc co zżymać, im więcej okazji do promocji bezpieczeństwa tym lepiej. Lyon daje przykład.

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments