Ole Einar Bjoerndalen, Michael Phelps, Sebastian Loeb. “Kosmici” współczesnego sportu. Bili rekordy, czego dotknęli, zamieniało się w złoto. Czy za pół wieku nadal będą punktem odniesienia dla kolejnych pokoleń? W kolarstwie legenda jest jedna. To Eddy Merckx.

Książka Daniela Friebe “Kanibal” nie jest autoryzowaną biografią najwybitniejszego kolarza. To zbiór relacji naocznych świadków, współpracowników i rywali, którzy uczestniczyli w przemianie, jakiej uległy wyścigi na rowerach pod wpływem jedynego czynnika. Merckx, genialny belgijski zawodnik popchnął tę dyscyplinę o kilka dekad do przodu, samemu pisząc historię za kilkanaście osób. Nazwać jego portfolio imponującym to mało a dokonania późniejszych generacji kolarzy nawet jeśli wybitne, są tylko wycinkiem tego, co sam Merckx wywalczył w czasie swojej kariery.

Daniel Friebe "Eddy Merckx Kanibal" wyd. Veni Vidi Vici 2013

Daniel Friebe “Eddy Merckx Kanibal” wyd. Veni Vidi Vici 2013

Historia, którą brytyjski dziennikarz snuje w swojej publikacji jest co do zasady znana. Gimondi, Van Looy, Ocana… i wielu innych, których wielki talent roztrzaskał się o geniusz Merckxa dają kontekst by przybliżyć postać wielkiego Belga. Dla mnie najważniejsze nie jest jednak podążanie za losami samego kolarza a za losami kolarstwa jako takiego. Proces modernizacji konserwatywnej dyscypliny, który rozpoczął się od prób przełamania miażdżącej dominacji “Kanibala” trwa do dziś.

Podróż w przeszłość prowadzi do czasów, gdy wielu zawodowców przygotowania do sezonu zaczynało raptem na kilka tygodni przed rozpoczęciem wiosny a dziennikarze kreowali gwiazdy lub łamali ich kariery. Drukowane gazety sprzedawały milionowe nakłady z sylewtkami walczących rowerzystów na swoich “jedynkach”. Wycieńczeni atleci jedyne po co sięgali to po bidony z wodą lub prymitywne stymulanty a siedem minut straty w klasyfikacji generalnej wielkiego touru było różnicą możliwą do odrobienia.

Gdy na scenę wchodzi Eddy Merckx, ze swoim katorżniczym, jak na tamte czasy, treningiem i niespotykaną wolą walki wszystko się zmienia. Jego absolutna dominacja trwa około sześciu lat, w czasie których wygrywa praktycznie wszystko, co było do wygrania. Złamać hegemonię jest w stanie dopiero kolejne pokolenie: młodsze, wypoczęte i wyposażone w nowszy typ farmakologii.

Nie wiem, czy Merckx będący granicą między starym a nowym sportem odnalazłby się dziś. W czasach, gdy głównym źródłem informacji i komunikacji na linii kolarze – fani jest Twitter a kolarze i ich sponsorzy angażują gigantyczne środki, by przygotować się do jednego startu w sezonie. Wśród fanów sportu od tamtych czasów niezmienne jest jedno. Wciąż buczą przy trasach, gdy ktoś zbytnio zdominował rywalizację.

Książkę przeczytałem dzięki uprzejmości wydawnictwa Veni Vidi Vici.

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments