fbpx

Syf

Nie lubię pisać o mtb. I nie lubię pisać o dopingu. Nie lubię też pisać o lokalnych imprezach. Ale w tym wypadku trzeba. Sytuacja, w której bohater jednej z najbardziej przykrych wpadek dopingowych rodzimego kolarstwa, startuje i wygrywa w zawodach i jest to opisywane przez media jak gdyby nigdy nic jest co najmniej dziwna.

 

Kacper Szczepaniak przez kilka chwil był wicemistrzem młodzieżowców w przełajach. W 2010r w Taborze przyjechał na metę za swoim bratem Pawłem. Wkrótce po tym sukcesie okazało się, że obaj zawodnicy stosowali EPO. Kacper dostał cztery a Paweł osiem lat dyskwalifikacji (wcześniej miał już podobne problemy). Popełnili błąd, zostali ukarani. Po okresie karencji mogą wrócić. Jestem daleki od zdania, że za pierwszą wpadkę sportowiec powinien być dyskwalifikowany dożywotnio. Cztery lata to dużo czasu, spora część kariery ucieka, ale z drugiej strony mając 24 wiosny można spokojnie wrócić do wyczynowego sportu. Ba, można wrócić nawet mając na karku ?czterdziestkę?, co udowodnił Davide Rebellin, choć jego kara była krótsza.

Nie wiem, czy Kaper Szczepaniak planuje powrót. Wiem natomiast, że nie wolno mu startować w zawodach. Tymczasem nie dość, że startuje, to jeszcze wygrywa ?IX Otwarte Mistrzostwa Wielkopolski? w Pniewach. Zawodom patronowali lokalni oficjele, całość została opisana m.in. przez portal xc-mtb.info oraz znanego i cenionego redaktora Piotra Kurka, który z żelazną konsekwencją relacjonuje większość kolarskich wydarzeń. Wygląda na to, że nikt, od Burmistrza Pniew, przez organizatorów zawodów, na dziennikarzach kończąc nie miał nic przeciwko uczestnictwu zawieszonego zawodnika.

Tymczasem sprawa jest jasna, §7 p.5 przepisów dyscyplinarnych Polskiego Związku kolarskiego zawiera:

Kara zawieszenia uniemożliwia tej osobie udział w jakiejkolwiek funkcji w zawodach i innych formach życia sportowego organizowanych według przepisów PZKol. Podczas zawieszenia osoba licencjonowana ponosi odpowiedzialność za wszelkie przekroczenia przepisów PZKol i nadal podlega jurysdykcji instancji dyscyplinarnych. W szczególności osoba taka podlega przepisom antydopingowym, a zawieszeni zawodnicy zobowiązani są poddawać się testom ntydopingowym przeprowadzanym poza zawodami.

Podczas okresu zawieszenia PZKol, Grupa Sportowa UCI, klub lub inna organizacja, nie może wypłacać osobie licencjonowanej żadnych korzyści finansowych, a osoba licencjonowana nie może przyjmować żadnych korzyści finansowych lub innych korzyści związanych z uprawianiem kolarstwa.

W przypadku zawieszenia klubu, wszystkie osoby będące członkiem tego klubu lub związane z nim w inny sposób są także zawieszone, chyba że Zarząd PZKol pozwoli im wykonywać działalność indywidualnie na ustalonych warunkach.

Kara zawieszenia pociąga za sobą odebranie licencji na cały okres zawieszenia. Wszelki udział w zawodach osoby, która została zawieszona, jest nieważny. Osoba taka ponosi dodatkową karę zawieszenia na taki sam okres jak kara poprzednia i dodatkowo karę finansową od 1 000 do 5 000 PLN oprócz innych kar, które mogą być zastosowane za wykroczenia podczas niezgodnego z przepisami udziału w zawodach.

Decyzja o karze zawieszania musi mieć ściśle ustalone daty początku i końca okresu zawieszenia. Zawieszenie winno być skuteczne pod względem sportowym, to znaczy winno obejmować okres normalnej działalności zainteresowanego, w związku z czym może być rozłożone na kilka okresów w ciągu roku.

Tymczasem Piotr Kurek o zawodach w Pniewach pisze tak:

?Eugeniusz Siminiak, Bogusław Kwiatkowski, burmistrz Jarosław Przewoźny oraz nadleśniczy Tomasz Markiewicz z Pniew byli głównymi animatorami takiego kolarskiego, jakże pozytywnego, zamieszania w swym mieście. Aż chce się wierzyć, że za rok w maju znów pasjonaci MTB spotkają się na Księżych Górach – tak jak dziś?.

Nawet, jeśli Mistrzostwa Wielkopolski nie znajdują się w kalendarzu PZKol, były niewątpliwie wydarzeniem oficjalnym. Zawieszonego zawodnika nie powinno tam być. A tym bardziej jego uczestnictwo nie powinno być eksponowane.

Od razu przypomniała mi się sprawa powrotu do zawodowego peletonu Alejandro Valverde,  po dyskwalifikacji związanej z aferą ?Operation Puerto?. Hiszpan również został przyłapany na udziale w amatorskich zawodach. Na sprawę zwrócił uwagę niezawodny blog The Inner Ring puentując ją sensownym zdaniem, że być może nie była to zbrodnia stulecia, ale z pewnością nienajlepszy sposób na powrót.

Dlaczego w ogóle o tym piszę? Nie jestem z Wielkopolski, nie mam licencji i cieszę się tym, że mogę znowu bawić się w ściganie w lokalnych wyścigach. Rozumiem, że są ludzie, którzy chcą pomóc zawodnikowi w dojściu do dobrej dyspozycji. Co więcej, uważam, że od osoby, która przechodzi różnorakie problemy nie należy się odwracać. Tyle, że w tym przypadku wiele granic zostało wyraźnie przekroczonych. Mistrzostwa Wielkopolski miały w logo hasło ?Szukamy Talentów Rio Czeka?. Nie wiem, czy Kacper Szczepaniak jest taką nadzieją, nie wiem też, jaka nauka płynie z jego startu dla, być może, przyszłych nadziei kolarstwa. Wiem natomiast, że w sytuacji, w której dyscyplina, która jest mi bardzo bliska, i której poświęciłem wiele lat, ma się bardzo kiepsko, takie wydarzenia wymuszają komentarz.

Najmniej winię zawodnika. Trudno rozstać się na dłużej z rowerem. Mógłby się nieco opamiętać i wyczekać jeszcze kilka miesięcy. Natomiast nie rozumiem ani organizatorów zawodów ani tym bardziej dziennikarzy, którzy jedną z najpoważniejszych wpadek dopingowych polskiego kolarstwa traktują jak nieistniejącą. To m.in. przez takie sytuacje w rozmowach z „nierowerowymi” znajomymi dowiaduję się, że kolarstwo to syf.


Opublikowano

w

, , ,

przez

Tagi: