fbpx

In sportnatemat.pl

Wyścig po odkupienie

Wracający z banicji Hiszpanie: Alberto Contador i Alejandro Valverde scierają się na trasie swojego narodowego touru. Gra toczy się o wysoką stawkę. Nie tylko o sportową przyszłość, ale też o serca kibiców.

To nie jest najbardziej oczekiwany pojedynek tegorocznej Vuelta a Espana. Rywalizacja ?Clenbuterol? – ?Piti? ma za to o wiele więcej podtekstów niż typowe kibicowanie faworytom: Rodriguezowi i Froome?owi. Zapomnę na chwilę o zawodniakach Sky i Katushy by skupić się na innej historii: dwóch hiszpańskich kolarzy w podobnym punkcie kariery.

Gdy jeszcze mało kto słyszał o Alberto Contadorze, Alejandro Valverde był już ?cudownym dzieckiem? iberyjskiego sportu. Doświadczający pustki na pozycji faworyta wielkich tourów po odejściu Miguela Induraina Hiszpanie doczekali się kolarza kompletnego. Szybki, wytrzymały, skuteczny w górach, jako dwudziestotrzylatek brylował na trasie Vuelta a Espana 2003. Wygrywał etapy i zajął znakomite, trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej. Rok później powtórzył swój sukces, do tego świetnie sprawował się w mniejszych, ale prestiżowych wyścigach. Gdy ekpia Kelme upadła, znalazł zatrudnienie u Euzebio Unzue, twórcy sukcesów wspomnianego Induraina i od razu, debiutując w Tour de France, wygrał górski etap, pokonując na finiszu Lance?a Armstronga. Był to dla niego rodzaj przekleństwa. Od tego momentu w każdym z wielkich tourów stawiany jest w roli murowanego faworyta. Po triumf sięgnął tylko raz. Mając 29 lat (2009r) triumfował w ?swojej? Vuelcie.

Valverde, tak jak wielu innych kolarzy, odnoszących sukcesy w pierwszej dekadzie XXIw został naznaczony piętnem dopingu. Niewątpliwie utalentowany i błyskotliwy zawodnik stał się ofiarą połączenia talentu, sukcesu oraz systemu, w którym funkcjonował. Być może najlepsze lata kariery spędził na walce nie z rywalami na szosie a z władzami federacji kolarskiej oraz służbami dopingowymi. Jeżdżąc w ekipie Kelme, gdzie lekarzem był niesławny hematlog, Eufemiano Fuentes (z którego usług korzystali najwybitniejsi kolarze epoki) trafił w wir niedozwolonego wspomagania na najwyższym poziomie zaawansowania. Długo zaprzeczał, ale parol zagięli na niego Włosi, którzy na bazie próbek pobranych podczas wizyty peletonu Tour de France w ich kraju porównali DNA Valverde z próbkami znalezionymi w laboratorium Fuentesa. Po długiej batalii, wielu miesiącach z ograniczoną możliwością startów Valverde ostatecznie został odesłany na dwuletnie, przymusowe wakacje. W tym czasie uczciwie trenował, pod koniec zawieszenia, częściowo incognito, startował w wyścigach amatorskich, cały czas ciesząc się wsparciem ze strony swojego pracodawcy: drużyny Movistar. W sezon 2012 wszedł mocno, w swoim stylu walcząc na trasach tygodniowych etapówek by w lipcu triumfować na jednym z etapów Tour de France. Co jest istotne, Valverde, znany również jako ?Piti? (imię psa, pod którym figurował w notatkach Fuentesa) nie miał nigdy pozytywnego wyniku kontroli antydopingowej a ukarany został na podstawie zgromadzonych dowodów świadczących o jego uczestnictwie w takim procederze.

Alberto Contador, Alejandro Valverde

Alberto Contador, Alejandro Valverde ? Fot. VirtKitty Wikimedia Commons, CC BY SA 3.0, Ludovic Péron, Wikimedia Commons, CC BY SA 3.0

Sprawa Contadora jest na tyle kontrowersyjna i głośna, że trafiła nawet do mainstreamowych mediów. W obliczu dyskwalifikacji i odebrania dwóch zwycięstw w wielkich tourach przeszłość ?El Pistolero? chowa się w cieniu. Trzeba jednak pamiętać, że tak jak Valverde, Contador również poznał Eufemiano Fuentesa. Ścigając sie w ekipie Liberty Seguros miał od hiszpańskiego ?doktora zło? przyjmować jedynie plany treningowe a nie transfuzje i EPO. Taką wersję przyjął sędzia Serrano prowadzący dochodzenie “Operation Puerto”, który sprawę skrzętnie zamiótł pod dywan i umożliwił wschodzącej gwieździe rodzimego kolarstwa na wygranie czterech wielkich tourów (2x Tour de France, po razie Giro d?Italia i Vuelta a Espana). W międzyczasie kolarstwo nieco się zmieniło a Contador wygrywał nadal. Trudno stwierdzić dlaczego, ale w precyzyjnym planie ktoś mimo wszystko popełnił błąd. Również na Contadora znaleziono stosowne dowody i musiał on na pewien czas odpokutować za swoje winy.


Podczas dyskwalifikacji Alberto Contador trenował i budował swój wizerunek uczestnicząc w reklamach.

W przeciwieństwie do Valverde, przerwę od ścigania miał krótszą, bo zaledwie półroczną. Ponieważ miał pozytywny wynik testu antydopingowego, anulowano rezultaty, które uzyskał od dnia feralnej kontroli. W ten sposób skrócono realny czas nieobecności w peletonie. Jego dyrektor sportowy obdarzył go zaufaniem, utrzymał na etacie i postawił jasny cel: kilka tygodni po powrocie z banicji Contador ma wygrać Vueltę. W ten sposób po raz pierwszy będzie mierzył się z Alejandro Valverde na niemal równych prawach.

Choć teoretycznie ma pomagać ubiegłorocznemu triumfatorowi: Juanowi Jose Cobo, to właśnie Valverde jest naturalnym rywalem Contadora. Cały sezon ma dobry a od lipca i Wielkiej Pętli jego forma rośnie. Z kolei Alberto wydaje się nie odczuwać skutków dyskwalifikacji, z ochotą walczył w niesprzyjającym mu terenie podczas niderlandzkiego Eneco Tour.

Nie tylko wynik sportowy zadecyduje o dalszych losach obu bohaterów. Styl, gesty, wypowiedzi, każdy element ich wizerunku będzie uważnie śledzony. W międzyczasie wiele się bowiem zmieniło. Peleton jeździ inaczej, kto inny w nim rządzi. Jeszcze niedawno zastanawiałbym się, jak bardzo Contador zdominuje wyścig i czy Valverde będzie w stanie uszczknąć dla siebie coś poza kilkoma zwycięstwami etapowymi. Tymczasem Joaquim Rodriguez i Chris Froome to zawodnicy, którzy w tym roku zajęli drugie miejsca w dwóch kolejnych wielkich tourach i to oni mogą powstrzymać byłych dopingowiczów. Tegoroczna Vuelta jest więc swoistym testem talentu Contadora i Valverde. Ich rywale są przedstawicielami innej generacji. Froome reprezentuje barwy stawiającej na ?czystość? drużyny Sky (choć ich dominacja zaczyna wzbudzać podejrzenia). Rodriguez nigdy nie miał wpadki a brak sukcesów w wielkich tourach mimo niewątpliwych predyspozycji wskazuje na to, że raczej stronił od nielegalnego wspomagania. Jeśli więc Alberto lub Alejandro w takich warunkach i pod wielką presją ze strony mediów i kibiców zdołają osiagnąć sukces, będzie to świadczyło, że faktycznie są wielcy. Grzechy z ?Epoki EPO? zostaną odkupione.

Tekst pierwotnie opublikowany w portalu natemat.pl 22.08.2012