DopingHerosiIn mindIn sport

Nie bójmy się słów

Tomasz Jaroński i Krzysztof Wyrzykowski słyną z uroczych bon motów, które co chwilę padają podczas komentowanych przez nich etapów Tour de France. ?Nie bójmy się słów? to jeden z popularniejszych. Werydykt USADA w myśl którego Lance Armstrong jest winny dopingu to doskonała okazja by podążyć za tym wezwaniem.

Koniec historii

Decyzja USADA zamyka pewną epokę. Zmienianie tabel z wynikami wydaje się być z perspektywy czasu czymś kompletnie bezsensownym. Opcję ?wyników z gwiazdką?uważam za niezłą, ale do ostatecznego rozstrzygnięcia przez UCI lub WADA co zrobić z tym fantem jeszcze długa droga. Choć czynnych kolarzy, którzy wyrastali w tamtych czasach jest jeszcze wielu, polityka grubej kreski to jedyne, co pozostało by nie sprowadzić ostatnich 30 lat kolarstwa do parodii.

Od dwóch lat zawodowi szosowcy jeżdżą wolniej. Od trzech lub czterech sezonów faworyci nie demolują peletonu w taki sposób, jak robił to Armstrong. Nawet dominacja Contadora w Giro 2011 wynikała nie tyle z jego miażdżących ataków (taki realnie przeprowadził jeden) co ze sprawnego wykorzystywania kolejnych kryzysów poszczególnych rywali. Tegoroczna supremacja ekipy Sky w Tour de France, choć podejrzana, wynika z taktyki realizowanej z żelazną konsekwencją i szukania potencjalnych zysków nawet w najmniejszych elementach. Juan Jose Cobo zwyciężył w ubiegłorocznej Vuelcie, ponieważ jego rywale nie mogli zdeycydować się do końca, na którego z liderów postawić. Cadel Evans wygrał Tour 2011, gdyż był najbardziej zdeterminowany, podobnie jak Ryder Hesjedal w tegorocznym Giro.

To, że liderzy jeżdżą wolniej i nie osiągają ponadludzkich rezultatów (m.in stosunku mocy do masy) oczywiście nie udowadnia, że są ?czyści?, ale sugeruje, że jednak coś się zmieniło. Tym bardziej, że szeroko pojęty sprzęt (a więc nie tylko rowery, ale również buty, kaski, stroje i cała reszta technologii, które zawodnicy mają do dyspozycji) jest coraz doskonalszy.

Koniec człowieka

Z coraz większym zażenowaniem słucham komentarzy (głównie wspomnianego we wstępie Krzysztofa Wyrzykowskiego), w których zwracana jest uwaga na ?mało soczyste? ataki liderów. Na to, że faworyci się czają, nie przeprowadzają zdecydowanych akcji i brzydko się męczą. Zakładając, że wyczynowy sport nadal uprawiają wyselekcjonowne, wybitne jednostki o najwyższych z możliwych parametrach fizjologicznych, bez substancji, które pozwalają przekroczyć próg ludzkich możliwości o 7% (a o tyle robi to EPO) nikt nie jest w stanie po 200km w górach włączyć ?szybkiego młynka? i upokorzyć rywali.

Greg Lemond wielokrotnie zwracał uwagę na fakt, że zawodnicy na finałowych podjazdach alpejskich etapów te granice przekraczają. Uzyskiwane czasy, średnia prędkość podjeżdżania (VAM) a co za tym idzie szacowana moc wprost wskazywały na zawyżone VO2max a co za tym idzie manipulację krwią. Sam Lemond zresztą przestał odnosić sukcesy w zawodowym peletonie, gdy do głosu doszła ?generacja epo?. Koniec ?touru dwóch prędkości? zauważalny stał się dopiero rok temu – po niemal równo dwóch dekadach! W tym roku, mimo kontrowersyjnej dominacji grupy Sky proces trwa. Brytyjczycy nie przekraczali granic przyzwoitości , kluczowe wzniesienia pokonywali w możliwym do osiągnięcia bez wspomagania tempie. Oczywiście wciąż pozostaje wiele pytań, np. to, jak możliwe jest generowanie mimo wszystko bardzo wysokiej mocy będąc tak estremalnie ?wycieniowanym? jak Bradley Wiggins, jednak różnica w obecnych osiągach i tych sprzed raptem pięciu lat jest wyraźna. W imię nawet częściowego oczyszczenia dyscypliny warto zaakceptować, że kolarze są słabsi, brzydko się męczą i nie atakaują w sposób wystarczająco wyrafinowany.

Wielki wstrząs

To, czego brakuje mi najbardziej, to jasnego nazwanie sprawy po imieniu. ?Nie bójmy się słów?. Miękkie stanowisko wobec tego, co się działo nie sprawi, że zło było mniejszym złem. Do pewnego stopnia mam nawet nadzieję, że cytat z Tomasza Jarońskiego  ?Wokół wszystkich kolarzy, którzy w tej epoce, nazywanej nawet epoką EPO (od nazwy środka dopingującego ? przyp. red.), krążyły jakieś nieprzyjemne opinie. Życie pokazało, że faktycznie coś wtedy było nie w porządku, skoro od momentu, gdy EPO stało się możliwe do wykrycia, osłabły wyniki osiągane przez kolarzy. Zmienił się cały sposób ścigania się. Dziś nie ma już kolarzy herosów, a wtedy było ich bardzo dużo?  to pomyłka.

?Coś było nie w porządku?? Proooszę…

W ?epoce EPO? i postaci Lance?a Armstronga nie chodzi bowiem o samo niedozwolone wspomaganie i przestępstwo, które – jako jedyni – Włosi nazywają po imieniu ?sportowym oszustwem?. Owszem, kolarstwo zawodowe, to sport u swoich korzeni z założenia komercyjny a przy tym ekstremalnie wymagający, zatem od początku miało ciągoty do dopingu. ?Brali? Coppi, Anquetil, Merckx. Zinstytucjonalizowany system nielegalnej zmiany parametrów fizjologicznych przyszedł jednak do kolarstwa dopiero pod koniec lat ?80 XXw, gdy do grona zawodowców zaczęli wchodzić przesiąknięci takimi praktykami atleci z bloku wschodniego, głównie NRD i ZSRR. Wszystko później (wygrana Riisa – ?pana 60%?, upadek i śmierć Marco Pantaniego czy afera Festiny) było tylko konsekwencją, którą w kolejnych ekipach Armstronga doprowadzono do perfekcji.

Teksańczyk połączył akceptowane w owym czasie przez środowisko kolarskie metody dopingu ze sposobami, w jakie z konkurencją rozprawiają się wielkie korporacje. Nic dziwnego, że Lance na wiele lat związał się z marką Nike, która znana jest z bezwzględnego dążenia do celu, łamania norm etycznych, czy nawet praw człowieka. To samo Nike wspierało również antybohaterów skandalu BALCo a obecnie nie zamierza wycofywać się z umowy z Armstrongiem. Ekipa US Postal (a później Discovery i RadioShack) była globalnym tworem zaprogramowanym na wzór najbardziej skutecznych korporacji. Kto podporządkował się ?firmie Armstronga?, był lojalnym i wiernym giermkiem, mógł liczyć na wsparcie i opiekę. Jaroslav Popovych czy Andreas Kloden to bardzo dobre przykłady tych, którzy  mimo licznych kontrowersji uchowali się przed antydopingową nagonką.

Jeśli natomiast istniała szansa, że Lance może mieć z kimś problem – kupował go. Wielu groźnych rywali wcześniej czy później trafiała do jego ekipy a gdy po pewnym czasie szukali własnych ambicji, kończyli marnie (Landis, Hamilton, Heras). Rozterek moralnych Lance nie miał także wtedy, gdy chodziło o kwestie rozliczenia ze swoimi pomocnikami. Na koniec wreszcie, z niejasnych powodów (prawdopodobnie by przekupić władze federacji) przelewał pieniądze na konto organizacji, której zadaniem było kontrolowanie jego poczynań (czyli UCI).

Co do samego dopingu i decyzji USADA o dyskwalifikacji i dożywotnim zawieszeniu chcę zwrócić uwagę na aspekt, który nie łączy się stricte z wynikami sportowymi. Lance Armstrong, jako twarz kolarstwa pierwszej połowy XXIw do końca twierdził, że jest ?czysty?. Z drugiej strony swoim nazwiskiem firmował bezwzględną organizację, która nastawiona była na osiąganie zwycięstw bez względu na koszty. O tym, w jaki sposób zinstytucjonalizowany doping niszczy kariery a nawet życia młodych ludzi mówią w wielu wywiadach byli, ?skruszeni? doperzy, m.in David Millar a ostatnio Johnatan Vaughters.

W kontekście tego, ilu zawodników straciło zdrowie przez doping lub przerwało kariery z powodu braku wyników, gdy nie chcieli wstąpić na ciemną stronę mocy, fakt, że Lance spektaktularnie atakował, pięknie siedział na rowerze i był wielkim mistrzem nieco traci na znaczeniu. Również inspiracja, jaką dawał wielu ludziom do uprawiania sportu staje się dyskusyjna. Ba, nawet ze swoim współpracownikiem, Chrisem Carmichaelem przekonywał w książkach o treningu, że można być takim jak on! Nie dziwi mnie więc, dlaczego tak wielu fanów nie jest w stanie pogodzić się ze smutną prawdą. Sytuacja, w której wizerunek idola sypie się w gruzy musi być niezmiernie przykrym momentem wywołującym poważny dysonans.

Na koniec, nawiązując jeszcze raz do wypowiedzi Tomasza Jarońskiego chcę jasno powiedzieć: jeśli herosi i bohaterowie byli ?wtedy? a obecnie są tylko ?zwykli kolarze?, zdecydowanie wybieram kibicowanie tym zwykłym, szarym i nudnym. Lance Armstrong nie był zawodnikiem, który incydentalnie popełnił błąd, czy też ?przekroczył granicę?. Był sportowcem i biznesmenem, dla którego granice, zwłaszcza te etyczne, programowo nie istniały. Jednoosobową korporacją, działającą w oparciu o własne zasady i zawłaszczającą kolejne elementy otaczającej ją rzeczywistości.

Related posts
In sport

Porozmawiajmy o bezpieczeństwie kolarzy

Pierwszy etap Tour de Pologne 2020 zakończony drastyczną kraksą z udziałem Dylana Groenewegena, Fabio Jakobsena i innych kolarzy pokazał, jak bardzo nie potrafimy rozmawiać o takich sytuacjach.
Read more
In sport

Czy Ineos Grenadier zmieni kolarstwo?

Wykorzystanie drużyny kolarskiej do promocji nowej marki samochodu to ciekawe ćwiczenie, które zaplanował sobie koncern Ineos. Czy sponsor, który faktycznie chce coś zareklamować przy pomocy największych gwiazd pomoże zmienić ten sport?
Read more
Recenzje

Marco Pantani. Ostatni Podjazd.

W ogromie reporterskiej pracy, którą wykonał Matt Rendell opisując życie, karierę i śmierć Marco Pantaniego największą wartość mają te słowa, które nie przekonają nieprzekonanych, ale są wartością rzadko spotykaną w kolarskich mediach. Te, które boleśnie…
Read more