In sportnatemat.pl

A w mtb nic się nie zmieniło

Doceniam znakomite, siódme miejsce Aleksandry Dawidowicz. Podobnie jak ambitną postawę Marka Konwy. Nie do końca udany występ Pauli Goryckiej i Piotra Brzózki również nie jest tragedią. Reprezentanci kolarstwa górskiego, mimo przykrego zamieszania wokół kadry przed Igrzyskami zaprezentowali się dobrze. Zatem personalnych rozliczeń nie będzie.

Histeria wokół powołań do Londynu sięgnęła apogeum przy okazji mistrzostw Polski rozgrywanych w Kielcach. Los bywa kapryśny i kontuzja Mai Włoszczowskiej umożliwiła wyjazd na Igrzyska Pauli Goryckiej, choć realnie nie była do niego do końca przygotowana. Nie tylko ze względu na fakt, że dowiedziała się o starcie na trzy tygodnie przed nim. Przede wszystkim brak jej doświadczenia w rywalizacji ze światową elitą.

Aleksandra Dawidowicz była na wyjątkowo trudnej pozycji: tej zawodniczki, która w przedolimpijskich, medialnych starciach zabrała potencjalne miejsce Goryckiej. Z drugiej strony prezentowała przez cały sezon stabilną formę, co jak pisałem przed Igrzyskami dawało jej szansę na obronę dziesiątej lokaty z Pekinu. Pomimo kontuzji Włoszczowskiej, będąc nadal pod baczną obserwacją czyhających na podknięcia krytyków, Dawidowicz pojechała znakomicie. Siódme miejsce w międzynarodowym wyścigu elity najwyższej rangi to rodzaj jej rekordu życiowego. A gdzie, jeśli nie na Igrzyskach jest miejsce na poprawę własnych najlepszych osiągnięć?

Paula Gorycka, mimo przedstartowych zapowiedzi trenera Piątka pojechała ?słabo?. A raczej, jak sądzę, na tyle, na ile było ją w zaistniałych okolicznościach stać. Abstrahując przy tym od szumnych zapowiedzi i wizerunkowych sporów chcę zwrócić uwagę na dwa fakty.

Pierwszy to ten, że do Londynu wysłalismy młodzież. Aleksandra Dawidowicz ma dwadzieścia pięć lat, Piotr Brzózka dwadzieścia cztery (czyli są odpowiednio w trzecim i drugim roku kategorii seniorskich), Marek Konwa (który mimo defektu zajął niezłe, 16. miejsce) dwadzieścia dwa, podobnie jak Paula Gorycka. Cieszy sytuacja, w której tak młodzi kolarze są w stanie rywalizować z elitą. Owszem, nie są jeszcze na takim poziomie, by walczyć o najlepsze lokaty, ale to wciąż do nich może należeć przyszłość.

Drugi jest nieco mniej napawający optymizmem. Złota medalistka Julie Bresset ma 23 lata a na koncie, poza złotem z Londynu, wygraną rok temu klasyfikację generalną Pucharu Świata! Jedno miejsce przed Dawidowicz zajęła (młodsza od niej o rok) Szwedka Aleksandra Engen, tuż za Polką uplasowała się Brytyjka Annie Last – zaledwie dwudziestojednoletnia. Wśród mężczyzn piąte miejsce do mety dowiózł Burry Stander: dwudziestopięciolatek z RPA, a srebro i złoto zajęli Czech Jaroslav Kulhavy (lat dwadzieścia siedem) i Szwajcar Nino Schurter (26 l.). Co ważne, zarówno Kulhavy, Stander jak i Schurter seniorskie sukcesy odnoszą już od kilku sezonów.

Największe gwiazdy rozpoczynają więc kariery z dużo wyższego poziomu niż nasza zdolna młodzież. Nie przekreśla to oczywiście szans Goryckiej czy Konwy i nie uprawnia do deprecjonowania ich talentu. Wskazuje za to na coś zupełnie innego.

Choć od dłuższego czasu w większości żyjemy w poczuciu, że kolarstwo górskie to dyscyplina, w której jesteśmy mocni, jest ono złudne. Nie mamy, tak jak Szwajcarzy czy Francuzi szerokiej kadry, w której zawodnicy mogą, jeśli nie zastępować się nawzajem, przynajmniej walczyć o miejsca w czołówce (po wycofaniu się Juliena Absalona najlepszy z Francuzów był 11., jadąca za Włoszczowską Gorycka 22.; Czesi w top15 zmieścili 3 zawodników, Hiszpanie dwóch w dziesiątce). Nie mamy również ciągłości szkolenia. Po kończącym karierę Marku Galińskim (38 lat) kolejny kolarz, który ma szansę na podobne wyniki to Marek Konwa. Wśród pań jest podobnie: Włoszczowska, Szafraniec i Sadłecka są koło trzydziestki, typowana na ich następczynię Gorycka nadal jest w kategorii młodzieżowej.

Zatem fajnie i miło, że zdarzają nam się sukcesy, ale realnie rzecz ujmując, są one bezpodstawne (tym większe uznanie dla indywidualnego wysiłku zawodników, ale nie o to chodzi!). Co więcej, zmiana, która zaszła na stanowisku trenera kadry jest pozorna. Obecnie zawodniczkom lepiej pracuje się z Markiem Galińskim, natomiast trzeba przypomnieć, że dobrze pracowało im się również z Andrzejem Piątkiem (bez względu na rewelacje, które zapowiada Maja Włoszczowska, warto zapoznać się z archiwalnymi wywiadami). Nie mając rozwiązań systemowych wyobrażalna jest sytuacja, gdy dojdzie do kolejnych problemów, ponieważ co do zasady wszystko jest po staremu.

O tym, że jest tak samo, albo nawet gorzej niech świadczy przykład kolarzy torowych. Jeśli wyznacznikiem poziomu dysycpliny są Igrzyska Olimpijskie, nasi torowcy mieli lepsze rezultaty zanim powstał Słynny Obiekt w Pruszkowie. Powoływani obecnie przy każdej okazji jako przykład Brytyjczycy na dublet w Tour de France i dwanaście medali olimpijskich pracowali szesnaście lat. Też mają tor, ich najlepsza grupa zawodowa również ma tego samego sponsora co kadra olimpijska. Co więcej, cały projekt nie zaczął się wiele wcześniej niż pojawiły się pierwsze znaczące sukcesy naszych kolarek górskich. Ba, główny animator ekipy Sky, rządzącej zawodowym peletonem, to ten sam człowiek, który tworzył projekt ?British Cycling?. Podobieństw jest więc sporo. Tyle, że sukces osiągnięto w zupełnie inny sposób: czymś więcej niż zmianami trenera za trenera czy prezesa za prezesa.

Tekst pierwotnie opublikowany w portalu natemat.pl 14.08.2012