fbpx

In sportnatemat.pl

Wiosna Nasza – zupełnie bezpodstawnie!

Sukcesy polskich kolarzy na szosie, torze i w terenie cieszą. Cóż z tego, skoro gratulacje możemy składać tylko samym zawodnikom. Prywatnie, bo ich droga do mistrzostwa jest jak najbardziej prywatna.

Entuzjazm wyraziłem ostatnio. Szczery, bo i jest się z czego cieszyć. Co więcej, dobrą passę kontynuują Szmyd oraz Maciej Paterski, którzy zaimponowali skutecznym finiszem na jednym z etapów Tour de Romandie. Patrząc na anonsowane składy drużyn rozpoczynającego się wkrótce Giro d?Italia będziemy mieli komu kbicować. W planach jest start siódemki (Szmyd, Bodnar, Paterski, Huzarski, Marczyński, Kwiatkowski, Niemiec), szanse na wygraną etapową rosną!

W połączeniu ze świetnymi wynikami naszych zawodniczek poza szosą: Włoszczowskiej w mtb oraz Pawłowskiej na torze wygląda na to, że jesteśmy kompletną, kolarską siłą, taką jak Czesi czy Brytyjczycy. Nic bardziej mylnego.

W każdym sporcie do sukcesów trzeba dochodzić bardzo ciężką pracą i latami wyrzeczeń. To truizm, ale nasi kolarze dobitnie go potwiedzają. Ciągle więcej jest przypadków, gdy kładzie im się kłody pod nogi czy też wsadza kij w szprychy niż świadczy realną pomoc. Garstka szalonych pasjonatów, która finansuje i szkoli poczynania kolarzy w kraju lub niezwykła determinacja w poszukiwaniu swoich szans za granicą doprowadziły kilka indywidualności do grona profesjonalistów a nawet do mistrzostwa.

Znakomity, bardzo doświadczony zawodnik mtb, czołowy maratończyk Robert Banach podsumowując swoje wiosenne starty zwraca uwagę na coraz większą grupę kolarzy, którzy ścigają się na dobrym poziomie. I równocześnie potwierdza, że jest to ruch całkowicie oddolny. W większości robią to za pieniądze swoje, rodziców lub partnerów. Zaledwie garstka dostaje od sponsorów wsparcie, które można nazwać jakkolwiek godnym.

Nie lubię mieszać sportu i polityki, ale to znakomicie wpisuje się w pewien obraz, jaki oglądam idąc do pracy, spotykając się ze znajomymi, czytając gazety. Codziennie mijam tysiące ludzi, którzy ciężko pracują po to, by mieć ciągle mniej, niż wyśmiewani za ?lenistwo?, będący w oku kryzysowego cyklonu Grecy. Jesteśmy zdolni i utalentowani, tyramy niemal najwięcej w Europie, za to za kasę mniejszą niż zasiłek w Hiszpanii. Tymczasem nasza zielona wyspa jest zielona tylko dlatego, że pracujemy ponad stan.

Wracając do kolarstwa. To wstyd, że reprezentanci grup zawodowych nie mają kompletu sprzętu i częściowo kombinują go sami, często w systemie ?logo za rabat?. To wstyd, że ścisła czołówka, zamiast ścigać się z najlepszymi, wybiera wyścigi według klucza ?gdzie taniej można dojechać?. To wstyd, że w ?dwudziestej gospodarce świata i szóstej Europy?, kraju gdzie mieszka te około 38 milionów ludzi, jeden z najbardziej utalentowanych zawodników swojego pokolenia, który nie może ścigać się za granicą jeździ w grupie, która jest w ?trzeciej lidze?, bo inwestycja w sportowy awans jest nieopłacalna.

Idąc dalej i wymieniając elementy, które są postawione na głowie trzeba wspomnieć, że absurdem jest sytuacja, gdy po to, by pozyskać sponsorów na rozwój zawodników trzeba zakładać grupę zawodową (jakby nie mógł to być klub, adewkatna instytucja gdy kolarze są zbyt młodzi by należeć do kategorii ?Elita?). Wspomniane nieco wyżej zaplecze czołówki zapleczem będzie tylko przez chwilę. Nie da się podnosić poziomu nie mając kontaktku z szerszym gronem rywali. Tymczasem amatorskie ściganie wyczynowe albo nie wychodzi poza poziom regionalny, albo, na poziomie krajowym, opiera się o układy towarzysko – sponsorskie, w związku z czym wśród 4000 maratończyków na każdej z imprez Kolarzy jest raptem po kilku.

Na koniec słów kilka o organizacji, której w tym wszystkim brakuje. Polski Związek Kolarski, który na skutek wieloletnich zaniedbań jest de facto bankrutem. Tor, który miał być fundamentem odbudowy kolarskiej potęgi nie tylko pociągnął Związek na dno, ale też nie przynosi wymiernych efektów.Federacja straciła bowiem finansownie z ministerstwa sportu a wyniki…? Nie dajmy się zwieść tęczowej koszulce Pawłowskiej czy zwycięstwom Włoszczowskiej. Jakkolwiek pro feministycznie bym nie był nastawiony, kobiece kolarstwo to nisza, w której wyniki świadczą tylko o indywidualnym talencie i determinacji konkretnej osoby. Na mistrzostwach świata w Melbourne kwalifikacji nie uzyskała cała kadra mężczyzn – iluzoryczny system szkolenia zawiódł.

Jest to na swój sposób fascynujące, że tak dużej grupie ludzi chce się wykonywać tak niewdzięczny zawód i realizować tak wymagającą pasję, jaką jest kolarstwo. Tym większy szancunek dla tych, którzy robią to dobrze i profesjonalnie. Szacunek całkowicie prywatny i indywidualny. Bo czegoś takiego jak ?Polskie Kolarstwo? zwyczajnie nie ma.

Tekst pierwotnie opublikowany w portalu natemat.pl 27.04.2012