In sportnatemat.pl

Wszyscy przegrali

Jeszcze dwa tygodnie temu chciałem się zakładać, że Contador zostanie uniewinniony. Byłem przekonany, że przeciągająca się w nieskończoność sprawa przed CAS (Trybunał Arbitrażowy ds. Sportu) podtrzyma decyzję hiszpańskiej federacji i uzna linię obrony zawodnika. Tymczasem 50 pikogramów klenbuterolu w próbce krwii pobranej podczas Tour de France 2010 wraz z decyzją sądu wywraca do góry nogami ostatnie dwa sezony profesjonalnego kolarstwa.

Linia obrony hiszpańskiego kolarza była prosta. Chcąc w dniu przerwy wyścigu spożyć dobry posiłek poprosił o dostarczenie mu najprzedniejszej wołowiny. Podczas ?Wielkiej Pętli? kolarze często narzekają na hotelową kuchnię, jest więz zrozumiałe, że gwiazdor potrzebował spożyć coś smacznego. Mięso miało pochodzić z jednego z targowisk w Kraju Basków i, ku pechowi Contadora, zawierać w sobie ślady klenbuterolu, popularnego środka przyspieszającego przyrost masy mięśniowej hodowlanego bydła.

Niestety dla niego żyjemy w Unii Europejskiej, która wraz ze Wspólną Polityką Rolną wprowadziła sporą standaryzację i produkcja wołowiny przy użyciu tego typu farmakologii jest zabroniona. Zatem ta linia obrony upadła. Upadły również argumenty, że 50 pikogramów to za mało, by jakkolwiek się wspomóc, a dodatkowo stosowanie termogeników w czasie trzytygodniowego wyścigu jako takie jest bez sensu. Nie pomogło również, że zabronionej substancji było mniej niż to potrzebne by laboratorium otrzymało atest. Norma wynosi ?0? i jej przekroczenie jest karalne.

Optymiści wierzyli, że Contador uniknie kary. Realiści sugerowali odebranie zwycięstwa w Tourze i kilkumiesięczne zawieszenie. Tym bardziej, że w kolejnym sezonie po wpadce, zgodnie z przyzwoleniem macierzystej federacji Hiszpan ścigał się bez przeszkód. Wygrał Giro d?Italia i odegrał istotną rolę w kolejnej Wielkiej Pętli. Jeszcze na kilka dni kolarz był pewny swego. Trenował do sezonu, planował kolejne starty. Oznaki nerwowości zaczął przejewiać w ostatniej chwili. Czyżby dostał przeciek z informacją o drastycznym wyroku?

CAS odebrał Alberto wygraną w Tourze 2010 oraz… zdyskwalifikował na dwa lata od momentu pobrania pozytywnej próbki. Już pal sześć jego zwycięstwa, ale co z jednym z najlepszych sezonów ostatnich lat? Czy Michele Scarponi naprawdę jest triumfatorem Giro? Przecież przewagę nad Nibalim zbudował dzięki akcjom Contadora. Czy Evans wygrał Tour? Wszak gdyby nie ryzykowne ataki wraz z Hiszpanem, niekoniecznie musiał pokonać Andy?ego Schlecka.

UCI, CAS i WADA oraz narodowe federacje popełniły podobny błąd co w przypadku Alejandro Valverde. Contador niewątpliwie przekroczył przepisy to fakt. Co więcej, dwa lata zawieszenia mieszczą się w granicach przepisów, choć mógłby dostać mniej. Surowość kary jest prawdopodobnie podytkowana przesłankami, że stosował doping krwi. Antydopingowe władze postanowiły więc skorzystać z możliwości, by ukarać go za to, co już udowodniono, unikając poszlakowego procesu. Tyle tylko, że pozwalając na starty a potem ich rezultaty anulując wypaczono wyniki wielu wspaniałych wyścigów. W sezonie, który uchodził za – co do zasady – pozbawiony nadmiernego stosowania dopingu!

To krzywdzące dla niego, dla rywali, dla kolarstwa, dla sportu. Kapitał, który zaczęto budować podczas ostatniego Tour de France został roztrwoniony. I choć Contador jest – nie bójmy się tego określenia – sportowym oszustem, nie roztrwonił go on, lecz ci, którzy go później sądzili.

Alberto, choć z nieciekawą przeszłością, stanie na starcie tegorocznej Vuelta Espana (przez ostatnie dwa lata był przecież zdyskwalifikowany, zatem jego zawieszenie skończy się latem!) i pewnie ją wygra. Stracone pieniądze wcześniej czy później odrobi. Ale strat, jakie nieudolne prowadzenie całej sprawy przysporzyło wizerunkowi kolarstwa nie odrobimy długu. Przykre.

Tekst oryginalnie opublikowany w portalu natemat.pl 21.02.2012