fbpx

Gdyby kolarze byli piłkarzami

Maja Włoszczowska wicemistrzynią  świata. Sukces? Raczej obowiązek. Dla sportowca, który bronił tytułu i jest wielokrotnym medalistą najważniejszych imprez, kolejne miejsce na podium jest rezultatem oczekiwanym. Lub nawet wymaganym.

Mimo defektu Polka zdołała zająć drugą lokatę. Na trasie była zawodniczką najsilniejszą fizycznie oraz, co ważne, dobrze jechała technicznie. Nawet na tle lepszych rywalek wyglądała na zjazdach dobrze. Nowy sprzęt (na kołach o średnicy „29 cali”)? Raczej opieka nowego trenera. Choć jawną arogancją jest publiczne prezentowanie stwierdzeń, że „przez trzy tygodnie z Markiem Galińskim nauczyłam się więcej niż przez wszystkie lata z Andrzejem Piątkiem” (hmm… czyli medale mistrzostw świata, dwie tęczowe koszulki, medal Igrzysk Olimpijskich wzięły się z powietrza?), to szlif nowego mentora było w Champery widać.

Marek Konwa kontynuuje swój sportowy rozwój. Drugie miejsce wśród młodzieżowców to jego wielki sukces i potwierdzenie talentu oraz klasy. Co więcej, w kategorii U-23 spędzi jeszcze rok. Choć ciągle jest młody i „na dorobku”, zdobywa doświadczenie ucząc się od najlepszych jako podopieczny Barta Brenjensa. Jest pewniakiem do startu w elicie w Londynie a w dalszej perspektywie naszą nadzieją na dobry wynik w Rio. Deklaruje skoncentrowanie się na mtb i odpuszczenie kolarstwa przełajowego. Z jednej strony trochę szkoda, bo miło było mu kibicować zimą, z drugiej, jak udowodnił m.in Sven Nys łączenie obu tych konkurencji na najwyższym poziomie jest niezmiernie trudne.

Niestety dobrych wieści z Champery tyle. W trialu polegliśmy (7 miejsce Stefanii Staszel), drużynowo ostatnie miejsce, reszta wyników pomijalna. Jeszcze niedawno byliśmy w tej konkurencji potęgą. W konkurencjach grawitacyjnych Paweł Łukasik zajął 10. miejsce w zjeździe juniorów. Poza tym nie istnieliśmy.

Wracając do cross country zawodnikom towarzyszył „pech”. Anna Szafraniec wróciła z gipsem. Sztafeta podobno miała szansę, ale przez defekt się nie udało. Tak samo wśród juniorów, ale realnie wyników brak.  Ósme miejsce Moniki Żur wśród juniorek to zapowiedź nadziei, jakie możemy z nią wiązać w przyszłości, ale pamiętajmy, że w tej kategorii mamy spore tradycje medalowe, które później przekładały się na sukcesy seniorskie. Piotr Brzózka wśród młodzieżowców pojechał przyzwoicie zajmując 18. miejsce.

Mamy więc dwa medale. Czyli lepiej niż na lekkoatletycznych Mistrzostwach Świata. Hura. Cieszymy się, prawda? Jest sukces, zatem wszystko jest w porządku. Gdyby jednak kolarze przyciągali tyle uwagi, co piłkarze, można by mówić o porażce. Sukcesy odniosły indywidualności, tak naprawdę wybitni zawodowcy. Sztafeta, która była do niedawna naszą wizytówką poległa, a w kategoriach kobiecych: elity i U-23, patologiczna przepaść za Mają Włoszczowską była bardzo głęboka.

Wbrew temu, co mówi sama zawodniczka, nie jest wspaniale. Sytuacja, z którą mamy do czynienia jest trudna do zrozumienia i ma się nijak do zasad, które rządzą światowym sportem. Mamy więc kolejne przykłady „sponsoringu po polsku” i „pr po polsku” a także „wykorzystania sukcesu po polsku”.

Przy okazji medalu Mai miałem krótką wymianę zdań ze znajomym. Stwierdził, że medal go cieszy, bo Maja reprezentuje Polskę. Hmm… dla wnikliwych zadanie z gatunku „wytęż wzrok i znajdź różnicę” proponuję porównanie ilości logotypów sponsora kadry na stroju polskim i strojach innych narodowości w porównaniu z symbolem lub nazwą kraju. Galeria np. na cyclingnews. Można powiedzieć: fajnie, że Związek w końcu ma sponsora, który zapewnia zawodnikom godziwe warunki. Tyle, że ów sponsor jest również sponsorem grupy zawodowej zbudowanej wokół jednej zawodniczki. Ktoś widzi bardzo szeroko zakrojony konflikt interesów? Jeśli mamy Zawodowców, to dobrze. Niech się ścigają, niech zarabiają dla siebie kasę i punkty. Punkty przy okazji przydadzą się i im i innym zawodnikom. Jeśli będą najlepsi, to i tak oni pojadą na najważniejsze imprezy. Chyba, że… nie będzie wiadomo, kto o czym decyduje, kto za co płaci i kto jest przed kim odpowiedzialny. Podobnie ma się sytuacja z trenerem kadry, który związany jest kontraktem z jedną z grup zawodowych.

O ile pamiętam, sam fakt konsultacji Leo Beenhakkera dla Feyenrodu Rotterdam wzbudził spore kontrowersje. Jeśli więc Maja Włoszczowska – zawodniczka grupy CCC chce, aby jej prywatnym trenerem był Marek Galiński, podobnie jak inne zawodniczki związane kontraktem zawodowym z tą właśnie grupą – proszę bardzo, niech zapłacą za jego usługi. One same lub ich sponsor. Ups. Sponsor jest też sponsorem kadry? Scentralizowanej kadry narodowej elity, która w realiach zawodowego sportu jest reliktem klimatów NRD? Komentarz jest potrzebny?

Czy będziemy korzystać z kolejnego sukcesu „najlepszego polskiego kolarza”, czyli Mai Włoszczowskiej, która po raz kolejny zdobyła medal imprezy mistrzowskiej? Chyba nie. Do tej pory większość jej rewelacyjnych rezultatów nie przełożyła się na rozwiązania systemowe, co więcej, kolarstwo górskie jako sport wyczynowy ma się w kraju kiepsko. Zamiast tego konserwowany jest schemat, który we współczesnym świecie trąca absurdem.

Krótko mówiąc: medale z Champery są dobre dla samych medalistów. I tylko dla nich.


„Ceterum censeo Carthaginem esse delendam”. I chciałbym tylko przypomnieć, że uważam, iż trener kadry narodowej nie powinien być związany kontraktem z grupą zawodową.


Opublikowano

w

przez