Rok: 2011

  • 12 Wydarzeń 2011r. Evans wygrywa Tour de France

    12 Wydarzeń 2011r. Evans wygrywa Tour de France

    To było najpiękniejsze, najbardziej zasłużone i najciężej wypracowane zwycięstwo w wielkim tourze, jakie oglądałem od kiedy świadomie interesuję się kolarstwem. W moim prywatnym rankingu wydarzeń sezonu 2011 pierwsze miejsce zajmuje Cadel Evans i jego droga na podium w Paryżu.

    Pechowy, wiecznie drugi (lub nawet dalej), jeżdżący pasywnie i asekurancko. A do tego brzydko. To częste opinie, z jakimi można było się spotkać gdy padało nazwisko Australijczyka. Ze sportowym rodowodem w mtb zabłysnął jako jednodniowy lider Giro d’Italia by następnie ponieść bolesną porażkę. Nie mógł odnaleźć się w świecie, gdzie rządziła erytropoetyna, testosteron i hormon wzrostu. Do głosu stopniowo dochodził wraz z rozwojem systemu wzmożonych kontroli (ADAMS) oraz paszportów biologicznych. Równocześnie ewoluował jako zawodnik. Trenując pod opieką Aldo Sassiego dojrzał i stał się walczącym o najwyższe cele profesjonalistą.

    Dwukrotnie był blisko wygranej, jednak znajdowali się silniejsi od niego. Zmiana w postawie Evansa zaszła, gdy w Mendrisio po śmiałym ataku zdobył koszulkę mistrza świata. Następnie, ku zdumieniu wielu kibiców i ekspertów przeszedł do ekipy BMC. Stał się skutecznym zwycięzcą, gdy trzeba biorącym sprawy w swoje ręce.

    Sezon 2011 miał znakomity. W swoim zwyczaju ścigał się od wczesnej wiosny. Zwyciężał w Tirreno Adriatico oraz Tour de Romandie. Na Criterium du Dauphine zamiast walczyć o wygraną, budował formę przed Tourem a i tak był drugi. Start w „Delfinacie” był istotnym elementem przygotowań. W przeciwieństwie do swoich głównych rywali, z którymi miesiąc później walczył w Wielkiej Pętli w warunkach bojowych zapoznał się z trasą czasówki. Tą samą trasą, na której ostatecznie pokonał Andy’ego Schlecka i wygrał Tour de France.

    Na starcie najważniejszego w sezonie wyścigu stanął w najwyższej dyspozycji, do tego niezmiernie skoncentrowany. Miał pełne wsparcie kolegów z drużyny BMC. Kierowani przez doświadczonego George’a Hincapiego pomocnicy, nawet na pozornie nieistotnych etapach przejmowali inicjatywę w peletonie 20km przed metą. Dzięki temu Evans nie tylko uniknął kłopotów, jakie przytrafiły się Contadorowi a także wykluczyły Wigginsa, Vinokourowa i Van Den Broecka. Przed wjazdem w wysokie góry zyskał nawet cenne sekundy przewagi nad Schleckami i Contadorem. Będąc pewnym swojej jazdy na czas mógł kontrolować sytuację.

    Gdy liderzy przez Pireneje przejechali na remis a Evans po raz kolejny krytykowany był za pasywną jazdę, udowodnił malkontentom, że byli w błędzie. „Nowy” Cadel Evans zyskał minutę i dziewięć sekund po brawurowej akcji z Contadorem i Sanchezem na zjeździe do Gap. Raptem dwa razy tyle Andy Schleck nadrobił nad nim swoim, słynnym już, rajdem przez Izoard i Galibier. Tam też Australijczyk po raz kolejny pokazał, jak bardzo zależy mu na wygraniu Touru. Pomny porażki sprzed trzech sezonów zminimalizował starty i de facto jako jedyny konkurent młodszego z luksemburskich braci pozostał w grze o wygraną.

    Dzień później musiał zmierzyć się z jedną z największych traum swojej kariery – pechem. Defekty na Galibier, gdy Contador i Andy Schleck wściekle atakowali tym razem nie złamały Australijczyka. Zachował zimną krew i przed metą dogonił zmęczonych rywali. Dzięki doświadczeniu i taktyce był minimalnie mniej zmęczony i na finałowej czasówce zmiażdżył rywali. W tym miejscu po raz drugi trzeba wspomnieć fakt, że w przeciwieństwie to Schlecka już wcześniej ścigał się na trasie decydującej o wszystkim próby.

    Prawdopodobnie nie minę się z prawdą, jeśli napiszę, iż w tym roku Cadel Evans stał przed ostatnią realną szansą wygrania Tour de France. W kolejnym sezonie będzie miał już 35 lat a Alberto Contador nie będzie tak zmęczony jak w 2011r. Wielkich mistrzów poznaje się po tym, że potrafią wykorzystywać okazje. Evans dość już w karierze przegrał a w przeciwieństwie do wielu zawodników z przeszłości, porażki te przekuł w doświadczenie. Wiedząc, że taka szansa może się już więcej nie powtórzyć wykonał wszystkie działania niezbędne by odnieść sukces. Tym razem nie popełnił błędów i był w 100% skuteczny.

    Na koniec, już całkiem prywatnie dodam, że ważna dla mnie jest nie tylko historia sukcesu australijskiego kolarza. Cenię jego wrażliwość społeczną, bezkompromisowość w stosunku do mediów, oraz wielce prawdopodobny brak związków z przemysłem dopingowym. Do tego jest zawodnikiem, który zaczynał od mtb w złotej erze tej dyscypliny a jego rywalizację z koalicją francuskich bikerów śledziłem sam próbując swoich sił w xc (zapewne stąd mam do niego sentyment). Choć nie ma cech celebryty, jeśli miałbym kogoś wskazywać jako materiał na sportowego idola, byłby to właśnie on. Ten, który wygrał Tour de France dopiero wtedy, gdy po latach jazdy w anormalnie wysokim tempie, wyścig wyraźnie zwolnił.

    Cadel Evans na podium Tour de France 2011:

    Evans vs Andy Schleck, decydująca czasówka:

    Evans, Contador i Sanchez atakują w deszczu na zjazdach do Gap:

    Dwanaście dni przed końcem roku wystartowałem z podsumowaniem sezonu. Codziennie jedno z dwunastu, moim zdaniem najważniejszych wydarzeń kolarskiego roku 2011. Oto one:

    12. Czeski Offroad
    11. Klenbuterolowa żenada
    10. Zmiany w polskim MTB 
    9. Ewakuacja sponsorów
    8. Srebro Włoszczowskiej
    7. Herosi to jednak ludzie 
    6. Fuzje i supergrupy
    5. Genialny sezon Gilberta
    4. Podwójna próba Contadora
    3. Porażka Leopard Trek
    2. Śmierć
    1. Evans wygrywa Tour de France

  • 12 Wydarzeń 2011r. Śmierć

    12 Wydarzeń 2011r. Śmierć

    Wypadek Woutera Weylandta na trzecim etapie Giro d’Italia przypomniał, że wiele dyscyplin sportu które od lat znajduje się w rodzinie olimpijskiej jest o wiele bardziej niebezpiecznych niż te, które przyciągają fanów mocnych wrażeń na Extreme Games.

    Belgijski kolarz zginął kilka chwil po tym, gdy upadł na zjeździe prowadzącym do mety. Dobry sprinter, jeden z czołowych rozprowadzających w zawodowym peletonie. Mógł pochwalić się niezłą techniką jazdy i latami doświadczenia a mimo to nie uchronił się przed zapisanym gdzieś przeznaczeniem.

    Kilka dni później ze światem pożegnał się inny ze świetnych profesjonalistów, hiszpański „góral”, Xavier Tondo. Prócz wyników sportowych wsławił się tym, że podał lokalnej policji trop w jednej z afer dopingowych, przyczyniając się do oczyszczania kolarstwa z niedozwolonego wspomagania.

    Warto też pamiętać, że o śmierć otarł się w tym roku Mauricio Soler, najlepszy góral Tour de France 2007. Po upadku na jednym z etapów Tour de Suisse, z poważnymi urazami czaszki dłuższy czas spędził w śpiączce.

    Sezon obfitujący w tragiczne wydarzenia skłonił do stawiania pytań o granice sportowego spektaklu. Emocje po śmierci Weylandta przełożyły się na dyskusję o poziomie trudności trasy Giro d’Italia. Na skutek tego usunięto szutrowy zjazd z Monte Crostis a po zakończeniu wyścigu posadę dyrektora imprezy stracił Angelo Zoemegnan. Z kolei w lipcu burzliwe polemiki wzbudziła rozgrywka na deszczowym zjeździe kończącym etap do Gap. Tym samym, na którym koszmarnego wypadku doznał w 2003r Joseba Beloki. Alberto Contador, Cadel Evans i Samuel Sanchez wykorzystali swoje umiejętności i wypracowali tam przewagę nad asekuracyjnie jadącym Andym Schleckiem.

    Nikomu nic się nie stało, ale oburzonych było tyle samo co zachwyconych bezkompromisową rywalizacją w ekstremalnych warunkach. Realnie rzecz ujmując, jazda z prędkością 80km/h wąską, górską szosą w lycrowym stroju i dwustugramowej wydmuszce na głowie jako jedynym elemencie ochronnym można uznać za szaleństwo. Tymczasem jest nieodzownym elementem wyścigów kolarskich. Ci, którzy potrafią dobrze zjeżdżać cieszą się porównywalną sławą co najlepsi wspinacze.

    Mimo wszystko pęd do ekstremów daje do myślenia. Weylandt nie zginął przez to, że trasa była poprowadzona w szczególnie uciążliwym terenie. Zawodowcy każdego sezonu takich zjazdów pokonują setki. Najwidoczniej taki pisany był mu los. Można się jednak pytać, czy potrzebne są podjazdy takie jak Angliru czy Zoncolan, albo etapy, które mają więcej przewyższenia niż tygodniowy, górzysty wyścig najwyższej kategorii rozgrywany w niepłaskim wszak kraju, jakim jest Szwajcaria. Czy koniecznie w imię podnoszenia emocji związanych z widowiskiem trzeba prowadzić kolarzy szosowych drogami przeznaczonymi raczej dla rowerów mtb?

    Można powiedzieć, że postęp technologiczny spowodował wyraźną poprawę warunków pracy sportowców oraz zwiększenie ich bezpieczeństwa. To prawda. Równocześnie, przynajmniej w sezonie 2011, osiągnięto pewną przewagę w walce z niedozwolonym wspomaganiem farmakologicznym. W związku z tym, może należałoby nieco odpuścić zawodowcom a nie tylko liczyć na ich profesjonalizm, umiejętności i, mimo wszystko, zdrowy rozsądek. Właściciele Giro d’Italia w pewnym sensie dali odpowiedź na te wątpliwości. Zwolnili Zomegnana a na sezon 2012 przygotowali trasę, która korzysta z bardziej z klasycznych (a i tak wystarczająco trudnych) lokalizacji w miejsce wymyślnych ekstremów.

    Zatem spektakl – tak. Igrzyska – nie. Nikt przecież nie chce powrotu sytuacji, w której kolarze są cyborgami dalece wykraczającymi poza fizjologiczne możliwości człowieka. Nikt o zdrowych zmysłach nie chce również, by, poza przypadkami stricte losowymi, dochodziło do tragicznych w skutkach wypadków. W sporcie, który nierozerwalnie związany jest ze zmieniającym się otoczeniem: podłożem, drogą, aurą,  interakcją z kibicami, nie można zapanować nad wszystkim. Trzeba jednak pamiętać, że widowisko tworzą ludzie. Jeśli nie będą chcieli, nawet najcięższa trasa nie zmusi ich do stworzenia ekscytującego spektaklu.

    Peleton Giro d’Italia i ekipa Leopard ku pamięci Woutera Weylandta

    Dwanaście dni przed końcem roku wystartowałem z podsumowaniem sezonu. Codziennie jedno z dwunastu, moim zdaniem najważniejszych wydarzeń kolarskiego roku 2011. Oto one:

    12. Czeski Offroad
    11. Klenbuterolowa żenada
    10. Zmiany w polskim MTB 
    9. Ewakuacja sponsorów
    8. Srebro Włoszczowskiej
    7. Herosi to jednak ludzie 
    6. Fuzje i supergrupy
    5. Genialny sezon Gilberta
    4. Podwójna próba Contadora
    3. Porażka Leopard Trek
    2. Śmierć

  • 12 Wydarzeń 2011r. Porażka Leopard Trek

    12 Wydarzeń 2011r. Porażka Leopard Trek

    Bez wielkich zwycięstw, za to z licznymi wartościowymi wynikami zakończył sezon zespół Leopard Trek. I równocześnie zakończył działalność w założonej na początku roku formie. Abordażu na pokład luksemburskiej drużyny dokonał Johann Bruynell ze swoimi ludźmi i sponsorami. Elegancki projekt robi spektakularną voltę szukając PRowych znamion sukcesu. Dlaczego więc wszyscy uznają to za porażkę?

    Nie wiadomo, kiedy Kim Andersen i Brian Nygaard zaczęli pracę nad projektem „Leopard”. Pierwsze publiczne pogłoski pojawiły się w drugiej połowie 2010r. Bjarne Riis, dla którego obaj wówczas pracowali mógł poczuć się urażony, zdradzony czy nawet osobiście zraniony. Jego bliscy współpracownicy wyprowadzili z jego drużny niemal wszystkich najbardziej wartościowych zawodników, w których przez lata inwestował, których wychowywał lub którym dał drugą młodość. Bracia Schleck, Fabian Cancellara, Jens Voigt i Stuart O’Grady zaczęli firmować nowy, luksemburski projekt który zyskał finansowanie lokalnego krezusa, Flavio Becca’i. Całość dostała eleganckie stroje, eleganckie samochody (Mercedes), sprawdzony sprzęt (Trek) i jasne zadanie: wygrywać. Skład uzupełniono o solidnych, zdolnych i pracowitych kolarzy (m.in z upadłej ekipy Milram) i rozpoczęto działalność.

    Podczas wiosennych klasyków Fabian Cancellara był niezmiernie mocny, ale ponieważ cały peleton jechał przeciwko niemu, przegrywał z niespodziewanymi triumfatorami monumentów: Gossem, Nuyensem i Van Summerenem (zajmując odpowiednio drugie, trzecie i drugie miejsce w Sanremo, Flandrii i Roubaix). W Ardenach bracia Schleck musieli uznać wyższość Phlipe’a Gilberta. Podczas Tour de France, choć Andy Schleck wzniósł się na wyżyny heroizmu w Alpach i w genialnym stylu wygrał na Galibier, wraz z bratem zbytnio skupił się na pilnowaniu Contadora by ostatecznie przegrać z Evansem. Mimo wszystko rezultaty drużyny były imponujące, choć główny cel: luksemburska wygrana w Wielkiej Pętli nie został zrealizowany.

    Oficjalna wersja Flavio Becca’i jest taka, że jego grupa przyjmuje pod swoje skrzydła sponsorów i część drużyny RadioSchack. Licencja tej ekipy nie została przedłużona przez samych zainteresowanych. Tym samym Johan Bruynell po raz kolejny w swojej karierze „przykleja się” do istniejącego bytu, dokonując niemal pirackiego abordażu. Przynosi bowiem sponsorów, część personelu i zawodników, w zamian przejmuje licencję oraz trzy najcenniejsze diamenty (Schlecków i Cancellarę). Jeden z założycieli Leoparda, Brian Nygaard z podkulonym ogonem ewakuuje się do teamu GreenEdge i wraca na etat rzecznika prasowego. Bruynell, w przeciwieństwie do Becca’i całą akcję określa mianem „fuzji dwóch drużyn”.

    Tak czy inaczej powstaje piekielna mieszanka: dyrektor sportowy, który „stworzył” Armstronga będzie prowadził kolarza, który ma, największy po Contadorze, potencjał do wygrywania wielkich tourów (młodszy Schleck). Do tego obaj będą mieli szansę odegrać się na Hiszpanie za porażki w ostatnich latach. Co z tego będzie miał Flavio Becca? Cóż, to nie jest fan kolarstwa lecz biznesmen. Wystarczy mu, że ekipa przyniesie dochód.

    Dlaczego więc rozpatrywać Projekt Leopard w ramach porażki a do tego jako jedno z ważniejszych wydarzeń kolarskiego sezonu? Była to błyskawicznie stworzona niemal od zera, czołowa grupa z najwyższej półki. Do tego, mimo braku spektakularnych zwycięstw rządziła peletonem w większości wyścigów, w których startowała. Niestety okazało się, że każde tego typu przedsięwzięcie potrzebuje czasu by dojrzeć. Liczne błędy taktyczne sprawiły, że zamiast potencjalnych zwycięstw zgromadzono potężną porcję prestiżowych miejsc na podium. Czyli, w warunkach współczesnego sportu zawodowego – porażek. Może nie dla fana kolarstwa, ale dla inwestora – biznesmena z pewnością. Skoro nowa zabawka okazała się być w jego oczach wybrakowana postanowił się jej pozbyć. Nie dosłownie, bo nie wyrzucił a oddał koledze, ale sam nie chce na nią patrzeć. Szkoda, tym bardziej, że wcale nie jest powiedziane, że ów kolega odniesie sukces. Bruynell niemal tyle samo wielkich talentów co wykorzystał to popsuł. Więc wcale nie jest powiedziane, że ze Schleckiem nie będzie tak samo.

    Andy Schleck wygrywa na Galibier. Najjaśniejszy punkt w krótkiej historii grupy Leopard

    Dwanaście dni przed końcem roku wystartowałem z podsumowaniem sezonu. Codziennie jedno z dwunastu, moim zdaniem najważniejszych wydarzeń kolarskiego roku 2011. Oto one:

    12. Czeski Offroad
    11. Klenbuterolowa żenada
    10. Zmiany w polskim MTB 
    9. Ewakuacja sponsorów
    8. Srebro Włoszczowskiej
    7. Herosi to jednak ludzie 
    6. Fuzje i supergrupy
    5. Genialny sezon Gilberta
    4. Podwójna próba Contadora
    3. Porażka Leopard Trek

  • 12 Wydarzeń 2011r. Podwójna próba Contadora

    12 Wydarzeń 2011r. Podwójna próba Contadora

    Od czasów Marco Pantaniego nikt, kto miałby realne szanse na ustrzelenie dubletu: Giro di Italia – Tour de France nie próbował tego dokonać. W tym roku, trochę wymuszone okolicznościami, podejście takie wykonał Alberto Contador. Choć poległ i w przyszłym roku z pewnością nie zaryzykuje ponownie, to jednak był blisko zdania tego ekstremalnego testu.

    Problemy z ciągnącą się sprawą pozytywnego wyniku testu na klenbuterol spowodowały, że Contador nie był pewny startu w Tour de France. Zbudował więc wysoką formę na wiosnę i pojechał w Giro d’Italia. Wyścig dookoła Włoch był w tym roku morderczy. Dość powiedzieć, że królewski etap miał więcej przewyższenia niż tygodniowa, górzysta etapówka Tour de Romandie. A takich dni było sporo. Contador pojechał mądrze, umiejętnie korzystając nie tylko z pracy swoich kolegów z drużyny, ale i z rywalizacji pomiędzy innymi zawodnikami. Wygrał dwa etapy: na Etnę oraz podjazdową czasówkę w Nevegal. Oprócz tego, mając problem ze wsparciem kibiców, którzy kilkukrotnie witali go na podium gwizdami i buczeniem budował PR oraz pozycję w peletonie. Jak prawdziwy mistrz uhonorował swojego byłego gregario z Astany, Paolo Tiralongo i pomógł mu w wygraniu etapu do Macugnagi. Do tego, jak się później okazało, rozpoczął budowę koalicji z Baskami z drużyny Euskaltel oddając im zwycięstwa na Zoncolanie i Gardeccia’i.

    W ten sposób zyskał nie tylko status prawdziwego mistrza wśród sporej części kibiców, ale i zyskał pomoc Samuela Sancheza i jego przybocznych podczas Tour de France. Przedłużające się postępowanie przed CAS sprawiło, że Alberto Contador mógł stanąć na starcie Wielkiej Pętli. Wraz z nim w składzie znalazło się jeszcze czterech kluczowych pomocników. Nerwowy początek wyścigu w połączeniu z niepełną regeneracją lidera i jego kolegów sprawiły, że jeszcze przed pierwszymi poważniejszymi trudnościami Hiszpan miał niemal 1,5 minuty straty do Cadela Evansa. W Pirenejach nie był w stanie przejąć inicjatywy, rozkręcił się nieco w Alpach, gdzie korzystał ze wsparcia Samuela Sancheza. Za ataki na zjazdach do Gap i Pinerolo zapłacił jednak na Galibier. Andy Schleck odważną akcją zmęczył Contadora i obrońca tytułu ostatecznie stracił szanse na zwycięstwo.

    Gdy wydawało się, że „El Pistolero” jest już zupełnie pokonany, spróbował jeszcze raz. Zaatakował na pierwszych kilometrach etapu do l’Alpe d’Huez, czym pogrążył dzielnie walczącego o podium Thomasa Voecklera, ale sam również opadł z sił i na finałowym podjeździe uległ młodemu Francuzowi, Pierrowi Rollandowi. Cały wyścig z Evansem przegrał o niecałe cztery minuty zajmując piątą lokatę. Natomiast, co warte uwagi, różnica dzieląca go od podium i obu braci Schleck była w granicach jego starty z pierwszego tygodnia wyścigu.

    Po Pantanim próbę walki w Tour de France po wygranym Giro podjął Gilberto Simoni, ale było to raczej tylko jego marzenie niż realny potencjał. Próba zakończyła się wygraną etapu w Pirenejach. Później każdy, kto walczył w Giro, na trasie Touru płacił za to wysoką cenę. W tym roku przeciwko Contadorowi było bardzo wiele czynników. Trasa Giro uznana została za jedną z trudniejszych w historii. Tour również do łatwych nie należał, zwłaszcza, że pierwszy tydzień okazał się być bardzo wymagający. Dodatkowo, będąc jeszcze nie w pełni sił, Alberto popełniał błędy taktyczne oraz miał nieco pecha, co zaowocowało startą przed wjazdem w wysokie góry. Za to na koniec, gdy okazało się, że nie będzie w stanie wygrać klasyfikacji generalnej, podjął ryzyko i choć nie wygrał nawet etapu, zrobił wielki show na etapie przez Galibier i l’Alpe d’Huez. Można pokusić się więc o stwierdzenie, że był naprawdę blisko zrealizowania wielkiego celu i choć zapowiedział, że w 2012 nie wystartuje w Giro, w swojej karierze jeszcze podejmie taką próbę. Prywatnie wierzę, że będzie to  w roku 2014. Contador będzie miał wtedy 32 lata a jesienią mistrzostwa świata rozegrane zostaną na górzystej trasie w hiszpańskiej Ponferradzie. Będzie mógł więc ugrać nie tylko dublet, ale i kolarskiego Wielkiego Szlema: Giro, Tour i Tęczową Koszulkę.

    Alberto Contador na królewskim etapie do Gardeccia di Fassa podczas Giro d’Italia:

    Contador robi show na Galibier podcza Tour de France:

    Dwanaście dni przed końcem roku wystartowałem z podsumowaniem sezonu. Codziennie jedno z dwunastu, moim zdaniem najważniejszych wydarzeń kolarskiego roku 2011. Oto one:

    12. Czeski Offroad
    11. Klenbuterolowa żenada
    10. Zmiany w polskim MTB 
    9. Ewakuacja sponsorów
    8. Srebro Włoszczowskiej
    7. Herosi to jednak ludzie 
    6. Fuzje i supergrupy
    5. Genialny sezon Gilberta
    4. Podwójna próba Contadora

  • 12 Wydarzeń 2011r. Genialny sezon Gilberta

    12 Wydarzeń 2011r. Genialny sezon Gilberta

    Już wiosną Philipe Gilbert uzyskał kilka wyników, które wzbudziły najwyższy podziw. Po zakończeniu sezonu fachowcy mówią jednym głosem. Belg był w tym roku zdecydowanym numerem jeden. Osiemnaście zwycięstw: od połowy lutego do połowy września, w tym wiele w wyścigach z najwyższej półki i styl rzuciło na kolana.

    Passa Gilberta trwa od 2009r, kiedy po raz pierwszy wygrał cztery ważne klasyki pod rząd z rzędu. Wtedu uczynił to jesienią (Paryż – Tours, Coppa Sabatini, Giro dell Piemonte, Giro di Lombardia). W tym roku poprawił jeszcze to osiągnięcie, ponieważ wiosną zwyciężył w czterech ardeńskich jednodniówkach: Strzale Brabanckiej, Amstel Gold Race, Strzale Walońskiej i Liege-Bastogne-Liege. Tym samym poprawił osiągnięcie, które wydawało się być nie do poprawienia, czyli wygraną przez Davide Rebellina w ardeńskim tryptyku. Co więcej, uczynił to będąc, póki co, poza siecią dopingowych podejrzeń (jakże przykro pisać takie zastrzeżenia).

    Później było równie dobrze. Gilbert błyszczał podczas Tour de France, wygrywając etap, będąc liderem i niemal do końca walcząc o prowadzenie w klasyfikacji punktowej z Cavendishem. Choć na mistrzostwach świata nie dał rady sprinterom a podczas Paryż – Tours i Lombardii nieco brakło mu sił oraz pomocy kolegów z drużyny i tak drugą połowę sezonu miał świetną. Po Wielkiej Pętli wygrał Classica San Sebastian, Grand Prix w Montrealu oraz GP Wallonie. Jest także podwójnym mistrzem swojego kraju: zarówno ze startu wspólnego jak i na czas. Trzeba też wspomnieć, że na początku sezonu wygrał szutrowe Montepaschi Strade Bianche w Toskanii.

    Dwa elementy są w tym wszystkim niezmiernie istotne. Pierwszy to styl zwycięstw. Sposób w jaki wygrywa Gilbert jest powszechnie znany. Tak jak wcześniej Fabian Cancellara, tak teraz belgijski kolarz atakuje w określonym momencie. Rywale, wiedząc kiedy to zrobi nie są w stanie nic zrobić. Gilbert odjeżdża i zwycięża. Szczególnie bolesne było to dla konkurentów właśnie w Ardenach a apogeum przybrało podczas Liege-Bastogne-Liege, gdzie bracia Schleck w zasadzie dowieźli go do mety i sparaliżowani niemal oddali zwycięstwo, mimo że mieli przewagę liczebną. Drugi fakt to stan, w jakim Gilbert znajduje się po minięciu linii mety. Oczywiście można z tym polemizować, ale wydaje się, że, tak jak inni kolarze w tym sezonie, jest realnie wycieńczony, czasami wręcz słania się na nogach. Może to potwierdzać opinię Marca Madiot, dyrektora sportowego grupy FDJ pod którego skrzydłami Gilbert dojrzewał jako zawodowiec. Francuz publicznie głosi, że osobiście ręczy za dopingową czystość swojego byłego podopiecznego. Jeśli tak jest faktycznie (o czym przekonamy się za kilka lat), naprawdę mamy do czynienia z fenomenem.

    Sezon 2012 z pewnością będzie dla niego wielkim wyzwaniem. Do wygrania ma jeszcze sporo. Choćby tęczową koszulkę lub Mediolan – Sanremo. Do tego będzie musiał dzielić się drużyną z innymi gwiazdami swojej nowej grupy, czyli BMC. Trudno jednak sobie wyobrazić, by i w przyszłym roku Gilbert nie sięgnął po jakiś spektakularny sukces, choć z pewnością powtórzyć tak udany sezon jak właśnie mijający będzie mu niezmiernie trudno.

    Philippe Gilbert wygrywa cztery ardeńskie klasyki pod rząd

    Dwanaście dni przed końcem roku wystartowałem z podsumowaniem sezonu. Codziennie jedno z dwunastu, moim zdaniem najważniejszych wydarzeń kolarskiego roku 2011. Oto one:

    12. Czeski Offroad
    11. Klenbuterolowa żenada
    10. Zmiany w polskim MTB 
    9. Ewakuacja sponsorów
    8. Srebro Włoszczowskiej
    7. Herosi to jednak ludzie 
    6. Fuzje i supergrupy
    5. Genialny sezon Gilberta

  • 12 Wydarzeń 2011r. Fuzje i supergrupy

    12 Wydarzeń 2011r. Fuzje i supergrupy

    Transferowe telenowele, podchody sponsorów i dyrektorów sportowych, rozwojowe fuzje i wrogie przejęcia. Od lipca kolarski świat żył poważnymi przetasowaniami w składach ekip, zestawach sponsorów i etatach dyrektorów sportowych.

    Miano przyszłorocznej supergrupy, która elektryzowała najbardziej w mijającym sezonie transferowym  należy się ekipie BMC. Finansowana przez ekscentrycznego Szwajcara Andy’ego Rihssa amerykańska drużyna zmienia się w prawdziwy dream team. Trzech mistrzów świata: Hushovd, Ballan i Evans (będący zarazem zwycięzcą Tour de France), numer jeden wszelkich rankingów, czyli Philippe Gilbert, grupa kolarzy, którzy skazani będą na role pomocników a gdzie indziej mogliby śmiało jeździć z jedynką na plecach: Van Averamet, Hincapie, Pinotti, Burgahrdt a jako wisienka na koncie młodzież: Phinney i van Garderen. Takim składem można by obdzielić przynajmniej klika ekip Pro Team! Jeśli BMC nie padnie ofiarą klęski urodzaju i konfliktu interesów, mając przy tym nieszczególnie charyzmatycznych dyrektorów sportowych, sytuacja otrze się o cud. Naszpikowany gwiazdami Team Telekom poniósł sromotną klęskę. Czy to samo czeka BMC? Nie wiadomo. Wiadomo za to, że już sam proces kompletowania składu był bardziej ekscytujący niż niejeden wyścig sezonu 2011.

    Połączą się czy się nie połączą? Czy ma sens zamykać obiecująco wyglądającą działalność po niespełna roku funkcjonowania? Co da braciom Schleck współpraca z Johanem Bruynellem. Fuzja Leopard Trek i Nissan RadioSchack to równie elektryzujące wydarzenie co transferowe hity drużyny BMC. Andy i Frank Schleck oraz Fabian Cancellara pod skrzydłami duetu Bruynell – Andersen to zapowiedź wielkich emocji. Póki co drużyna zmaga się z UCI w kwestii zatwierdzenia trójczłonowej nazwy (RadioSchack – Nissan – Trek). Flavio Becca, inwestor projektu Leopard pozostaje przy kolarstwie, ale w wydaniu młodzieżowej ekipy z Luksemburga. Nienajlepiej może czuć się Mercedes, który dostarczył flotę dla ekipy Schlecków oraz Bjarne Riis, który jak się okazało w ciągu roku oddał trzon ekipy Saxo Bank jednemu z głównych rywali. Jeden z pomysłodawców „Leoparda”, Bryan Nygard, który nigdy nie był kolarzem rezygnuje z etatu dyrektora sportowego i wraca do tego, na czym zna się najlepiej. Będzie rzecznikiem prasowym ekipy GreenEdge.

    Wspomniany GreenEdge to kolejny projekt narodowy. Tym razem Australijski, skupiający się na promocji rodzimych kolarzy. Wzorem jest oczywiście baskijski Esukaltel (choć boryka się z trudnościami finansowymi) a na fali wznoszącej znajduje się brytyjski Sky. Ekipa ta od początku przygotowywana dla duetu Wiggins – Cavendish w końcu jest w komplecie. Również Rosjanie ze swoją „Katiuszą” zrobili krok w dobrą stronę pozyskując swojego najlepszego kolarza etapowego, czyli Denisa Menchova. Pamiętając o tym, że mocno znacjonalizowane są grupy francuskie i włoskie, kolarstwo robi się powoli sportem z mocną identyfikacją narodową.

    Na koniec jeszcze słowo o sytuacji w Belgii. Vacansoleil okrzepło w światowej elicie, ale w przeciwieństwie do wspomnianych wyżej przykładów jest ekipą wielokulturową (w 2012 z dwoma Polakami: Marczyńskim i Morajko), podobnie jak Omega Pharma Quickstep (tam trafili Gołaś i Kwiatkowski). W przypadku tej drugiej trzeba wspomnieć, że „ukradła” ona sponsora tytularnego a co za tym idzie część budżetu lokalnemu rywalowi: Lotto.

    Oliver Zaugg wygrywa Lombardię – łabędzi śpiew Leopard Trek

    Dwanaście dni przed końcem roku wystartowałem z podsumowaniem sezonu. Codziennie jedno z dwunastu, moim zdaniem najważniejszych wydarzeń kolarskiego roku 2011. Oto one:

    12. Czeski Offroad
    11. Klenbuterolowa żenada
    10. Zmiany w polskim MTB 
    9. Ewakuacja sponsorów
    8. Srebro Włoszczowskiej
    7. Herosi to jednak ludzie 
    6. Fuzje i supergrupy

  • 12 Wydarzeń 2011r. Herosi to jednak ludzie

    12 Wydarzeń 2011r. Herosi to jednak ludzie

    Sezon 2011 miał kilku wielkich zwycięzców. Philippe Gilbert, Alberto Contador, Mark Cavendish. Można by długo wymieniać. Choć każdy z nich był przez pewną część sezonu nie do pokonania, ostatecznie przychodził moment, gdy organizm odmawiał dalszej współpracy. W mijającym roku nie oglądaliśmy androidów, tylko – zwyczajnie – wybitnych sportowców.

    Szerzej pisałem o tym tutaj, chwilę po zakończeniu sezonu. Dziś więc w nieco większym skrócie i bardziej syntetycznie. Opinie oczywiście mogą być różne. Np. taka, że Philippe Gilbert wygrywał mimo wszystko za dużo i za łatwo. A na metach etapów bywał za mało zmęczony. Albo, że Contador w ogóle nie powinien startować w Giro. Czy też to, że Cavendish zbyt wiele zawdzięcza wsparciu drużyny.

    Skupiając się tylko na tych trzech zawodnikach, którzy sięgali we wspaniałym stylu po wielkie zwycięstwa wrócę raczej do chwil, gdy przegrywali. Dominator klasyków, Philippe Gilbert nie był w stanie powtórzyć ubiegłorocznej serii i walczyć jesienią. Sezon w wysokiej dyspozycji od Montepaschi Strade Bianche przez ardeńskie klasyki, Tour de France a na weekendzie w Kanadzie kończąc to było dla niego zbyt wiele. W Paryż – Tours i Giro di Lombardia nie zaistniał. Do tego oficjalnie związany był już nową drużyną, jego przyboczni z Omega Pharma Lotto nie kontrolowali peletonu tak precyzyjnie jak wcześniej. Ilość zapałek – możliwych do wygrania startów w sezonie została wypalona a gdy do tego nie miał mu kto pomagać ze stuprocentowym zaangażowaniem w jesiennych klasykach triumfował kto inny.

    Mark Cavendish to z pewnością super sprinter. Jednak jak wielu z nich odpada na większości małych pagórków. To nie Erik Zabel z czasów „złotego wieku EPO”. Co więcej, „Cav” wiele ze swoich sukcesów zawdzięcza pomocy wiernego giermka, Marka Renshawa. Śmiem twierdzić, że Cavendish to nawet nie heros. By wejść do świata sportowych półbogów nie tylko trzeba seryjnie wygrywać, ale też wykazać się pewną klasą. Tej Brytyjczykowi z wyspy Manx z pewnością brakuje. Jest największym kolarskim plotkarzem na twitterze a na rowerze często ociera się o granice fair play. W przyszłym roku będzie woził na plecach tęczową koszulkę. Czy to sprawi, że będzie się inaczej zachowywał? I czy zmieni się z super sprintera w wielkiego mistrza? Jak poradzi sobie bez najlepszego rozprowadzjącego w peletonie, który odchodzi do Rabobanku? Czy stworzy mistrzowski duet z Wigginsem? Pytań jest zbyt wiele. Z pewnością Mark Cavendish to świetny kolarz, ale do bóstwa mu daleko.

    Zanim kilka słów o Contadorze trzeba wspomnieć Grega van Avermaeta. Kolarz teamu BMC, raczej „czarny koń” niż wielki faworyt pokonał w tym roku nowo kreowanego mistrza świata – Cavendisha i niekwestionowanego króla klasyków – Gilberta podczas jednego z bardziej prestiżowych wyścigów sezonu: Paryż Tours. Za takie momenty można kochać kolarstwo. Van Avermaet jako pogromca herosów z pewnością zasłużył na okładkę wpisu.

    Alberto Contador to nieco inna historia. Sprawa z klenbuterolem ciąży nad jego osiągnięciami. Giro wygrał w wielkim stylu, gdy spróbował sięgnąć po dublet i zwyciężyć również w Tour de France okazało się że i on i jego przyboczni są zbyt zmęczeni ściganiem we Włoszech. Alberto zrobił więc co mógł – oddał żółtą koszulkę z honorem, robiąc piękny show dla kibiców, jednak bez szans na wygraną. Na Alpe d’Huez przegrał z młodym francuskim gregario, Pierrem Rollandem. Czy ktoś wyobraża sobie Armstronga w takiej sytuacji? Właśnie etap przez Galibier i Alpe d’Huez dobitnie pokazał, że w sezonie 2011 na rowerach walczyli, i przegrywali, ludzie a nie roboty.

    W rankingu przegrywających z własnymi słabościami i błędami mistrzów miejsce znajdują również Fabian Cancellara, który poległ w wiosennych klasykach, Tom Boonen, którego kariera znajduje się na poważnym zakręcie i bracia Schleck, którzy cały czas borykają się z niemocą względem rywali. Już nie tylko Contadora, ale i Cadela Evansa.

    Herosi pokonani – Nick Nuyens wygrywa we Flandrii

    Herosi pokonani – Greg Van Averamet wygrywa Paryż – Tours

    Dwanaście dni przed końcem roku wystartowałem z podsumowaniem sezonu. Codziennie jedno z dwunastu, moim zdaniem najważniejszych wydarzeń kolarskiego roku 2011. Oto one:

    12. Czeski Offroad
    11. Klenbuterolowa żenada
    10. Zmiany w polskim MTB 
    9. Ewakuacja sponsorów
    8. Srebro Włoszczowskiej
    7. Herosi to jednak ludzie

  • 12 Wydarzeń 2011r. Srebro Włoszczowskiej

    12 Wydarzeń 2011r. Srebro Włoszczowskiej

    Zdobyć medal mistrzostw świata mimo defektu to duża sztuka. Mając do tego na sobie wzrok wszystkich kibiców i dziennikarzy w kraju? Klasa. Maja Włoszczowska udowodniła, że jest najwyższej próby specjalistką od walki o podium najważniejszych imprez.

    Można zawodniczkę z Jeleniej Góry merytorycznie krytykować za to, że od lat nie podejmuje walki o Puchar Świata. Można kręcić nosem na sposób, w jaki wywróciła do góry nogami status quo w rodzimym mtb. Wreszcie można ją szczerze dissować za wypowiedzi względem Andrzeja Piątka. Trzeba jej jednak uczciwie przyznać, że staje się wybitną specjalistką od imprez mistrzowskich.

    Rok po zdobyciu tęczowej koszulki w Val di Sole Mt Saint Anne, mając za sobą sezon-huśtawkę i zmianę trenera kilka tygodni wcześniej pojechała jeden z najlepszych wyścigów w karierze. Nie dość, że była znakomicie przygotowana fizycznie, to jeszcze wyjątkowo dobrze radziła sobie z techniką jazdy. Bardzo możliwe, że potrzebowałaby mniej niż okrążenia, by dogonić i prześcignąć Catharine Pendrell. Pogoń, w jaką Polka rzuciła się po defekcie była zaiste imponująca. Trochę szkoda, że pech (lub błąd) odebrał jej szansę na zwycięstwo, ale i tak za wyścig w Champery należą się Włoszczowskiej wielkie brawa.

    Oprócz zmian personalnych (Galiński – Piątek) trzeba pamiętać o jeszcze jednej istotnej różnicy, która być może przyczyniła się do sukcesu. To zmiana roweru na „twentyninera”. Polska zawodniczka współpracując ze Scottem promuje sprzęt na większych kołach i idzie jej to bardzo dobrze. Z mierzalnym wynikiem sportowym trudno polemizować, zatem jej srebro na mistrzostwach świata to również uwiarygodnienie idei dużych kół.

    W kwestii Scotta trzeba jeszcze wspomnieć uczestnictwo Mai w ogólnoświatowej kampanii reklamowej tego producenta. To kolejna zmiana i znak, że zawodniczka wypływa na szersze wody. Choć kampanię prywatnie uznaję za seksistowską (z trzech określeń: „performance-strenght-beauty” Maja dostała „beauty” obiektywnie będąc najlepszym sportowcem w stajni Scotta, zatem to jej należy się „performance”) jest ona wyraźnym krokiem w stronę rozwoju kariery polskiej kolarki.

    Na koniec jeszcze kilka słów o „Maja Race”, czyli firmowanym przez zawodniczkę wyścigu w Jeleniej Górze. Przejęty organizacyjnie przez Lang Team, wzbogacony o kryterium na malowniczym, zabytkowym rynku, z dobrą oprawą medialną ma wszystko by wpisać się do kalendarza ciekawych imprez nie tylko polskich ale i europejskich.

    Wygląda więc na to, że sezon 2011 był dla Mai Włoszczowskiej trudny, ale ostatecznie owocny. Przed nią wielkie wyzwanie związane ze startem na Igrzyskach w Londynie. Wtedy też przyjdzie czas na rozliczanie podjętych decyzji. Póki co, choć jak wspomniałem we wstępie, można jej sporo zarzucać, broni się wynikami na imprezach mistrzowskich. To naprawdę wiele.

    Video tym razem na zewnątrz – na stronach TVP Sport: Maja Włoszczowska zdobywa srebrny medal na mistrzostwach  świata w Champery.

    Dwanaście dni przed końcem roku wystartowałem z podsumowaniem sezonu. Codziennie jedno z dwunastu, moim zdaniem najważniejszych wydarzeń kolarskiego roku 2011. Oto one:

    12. Czeski Offroad
    11. Klenbuterolowa żenada
    10. Zmiany w polskim MTB 
    9. Ewakuacja sponsorów
    8. Srebro Włoszczowskiej

  • 12 Wydarzeń 2011r. Ewakuacja sponsorów

    12 Wydarzeń 2011r. Ewakuacja sponsorów

    Po sezonie 2011 swój żywot zakończyły ekipy: HTC, Geox, mecenat Flavio Becca’i a na naszym podwórku CCC finansowo spadło do trzeciej ligi. To nie był łatwy rok dla kolarstwa. Światowy kryzys zniechęca do inwestowania w ryzykowne przedsięwzięcia co odbija się na stanie grup zawodowych.

    Roszady wśród ekip z najwyższej półki to nic nowego. Niewiele jest takich, które działają latami ze zbliżonym zestawem sponsorów a nawet najwytrwalsi dyrektorzy sportowi w końcu muszą się poddać. Zazwyczaj działo się tak jednak z powodu afer dopingowych i złego klimatu wokół kolarstwa.

    W tym roku swój żywot zakończyła ekipa, która od pewnego czasu z dopingiem nie miała zbyt wiele wspólnego. Do tego była kuźnią młodych talentów (zatem realnie nie była droga w utrzymaniu bo budżetu nie nadwerężały gwiazdorskie kontrakty), miała w składzie najlepszego sprintera ostatnich sezonów i najwięcej zwycięstw na koncie. Wraz z transparentną polityką antydopingową team Highroad był teoretycznie łakomym kąskiem dla potencjalnych sponsorów.

    Ekipa Geox to nieco inna historia, choć z kilkoma gwiazdami na pokładzie (Menchov, Cobo) to jednak nie miała tak dobrego PR jak Highroad. Mimo tego mając za sobą sezon z dobrymi wynikami w wielkich tourach i charyzmatycznego lidera (wspomniany Cobo, który w świetnym stylu wygrał Vueltę) taki zespół powinien liczyć raczej na przedłużenie współpracy ze sponsorami lub nawet na podwyższenie budżetu a nie na likwidację.

    Team Leopard to z kolei przykład, jak kapryśny miliarder może bawić się przy pomocy zawodowych sportowców a gdy ci nie spełniają jego oczekiwań, odstawić ich w kąt niczym niechciane zabawki. Owszem, Cancellara i bracia Schleck zawiedli, bo nie zdobyli założonych celów, ale była to perspektywiczna ekipa z szansami na sukces w kolejnym sezonie.

    Również polskie CCC od strony sportowej prezentowało się nieźle. Kilka dobrych wyników nie przekonało Dariusza Miłka, że warto rozwijać projekt. W zamian za to obciął go do minimum i po jednorocznym pobycie wśród ekip w pełni zawodowych drużyna wróciła do trzeciej ligi.

    Można za te niepowodzenia obwiniać pojęcie klucz: „Kryzys”. Można zawodników za niewypełnienie sportowych celów. Mam wrażenie, że nie chodzi tu wcale o problemy z budżetem – wszak kolarstwo nie jest astronomicznie drogim sportem, doping – sezon 2011 był wyraźnie „czystszy” od poprzednich ani brak wyników – Cavendish i spółka nawygrywali się aż nadto.

    Jeśli można gdzieś szukać przyczyn, trzeba spojrzeć na sponsoring sportu nieco szerzej. Pisałem o tym niedawno w kontekście klubów amatorskich, to samo może dotyczyć grup zawodowych, nawet najbardziej skutecznych. Aby przekonać mecenasa do łożenia na drużynę, trzeba dać mu coś więcej. Owszem, marketingowiec wyliczy zwrot (o ile mnie pamięć nie myli Wyspy Balearskie miały zwrot z inwestycji w grupę pierwszej dywizji więcej niż dwukrotny), ale niekoniecznie przełoży się on na sprzedaż czy wizerunek. Nowe grupy takie jak Sky czy Garmin zmieniły nieco podejście do tego czym jest grupa zawodowa. Nie są to „drużyny” lecz „projekty” z konkretną identyfikacją (narodową jak Sky) czy wizerunkiem („czyste kolarstwo” jak Garmin). Istotne jest również umiejętne korzystanie z nowych mediów – sama obecność w telewizji czy nieskoordynowane działania na Twitterze (Cavendish) nie muszą przekładać się na możliwość korzystnego zaprezentowania się sponsorowi.

    Sezon 2012 będzie więc inny pod wieloma względami. Powstają „super grupy”, do głosu coraz silniej dochodzi świat angielskojęzyczny. Kolarska konserwa została w wyraźny sposób rozhermetyzowana, niestety, nie obyło się bez strat.

    Zwiastun filmu „The Road Uphill” o braciach Schleck, liderach nieistniejącej już grupy Leopard

    Wygranie Vuelty przez Juana Jose Cobo nie wystarczyło do przetrwania grupy Geox

    Dwanaście dni przed końcem roku wystartowałem z podsumowaniem sezonu. Codziennie jedno z dwunastu, moim zdaniem najważniejszych wydarzeń kolarskiego roku 2011. Oto one:

    12. Czeski Offroad
    11. Klenbuterolowa żenada
    10. Zmiany w polskim MTB 
    9. Ewakuacja sponsorów