Drugi rok z rzędu w sierpniu zrobiliśmy sobie kumulację: w sobotę Kralovsky Maraton na Słowacji a w niedzielę Puchar Szlaku Solnego w Orawce. Wyzwanie ambitne, ale do ogarnięcia.

Najpierw parę słów o Kralovskim Maratonie. To świetne zawody organizowane w pięknym miejscu, całkiem niedaleko od przejść granicznych w Jurgowie czy Piwnicznej. Dziwne więc, że tak niewiele osób z Polski decyduje się tam na start. Trasa jest genialna, okoliczności przyrody piękne, nagrody, tombola i jedzenie znakomite.

kralovsky

kralovsky2

Marianna pojechała „25kę” czyli dystans 27km i ponad 700m przewyższenia a Marek „50kę” czyli właśnie 50km i 1760m w pionie, z najwyższym szczytem Sľubicą (1129m). Zwłaszcza dla Marianny był to ważny start. Po zeszłorocznych doświadczeniach bardzo chciała dobrze wypaść. Jakoś tak jest, że w miejscach, które lubimy zawsze motywacja jest większa. Swój plan wykonała, zajmując 3 miejsce open. Podium było międzynarodowe: ukraińsko-słowacko-polskie. Co ważne, od swojego poprzedniego występu na Kralovskim, Marianna „urwała” aż 16 minut czasu jazdy!

Dla odmiany Marek nie cisnął aż tak mocno, mając w pamięci, że dobę później czeka na niego cross country. Dobra, równa jazda i brak nieprzyjemnych przygód zaowocowały 9. miejscem w „szerokiej elicie„, czyli popularnej na Słowacji kategorii Muzi 19-39. Co ważne, na trasie, która co roku jest taka sama a warunki na niej są zbliżone również poprawił swój rekord o prawie 10 minut.

Na Słowacji atmosfera po zawodach zawsze jest miła, dlatego też do Orawki dotarliśmy dopiero późnym wieczorem. Runda tamtejszych zawodów XC słynie ze szczególnie stromych podjazdów. Na szczęście tym razem było sucho, zatem trasa była po prostu „bardzo trudna” zamiast „rzeźnicka” jak w 2014r.

orawka

 

orawka4

 

orawka3

Mając w nogach maraton, Marek niedzielny wyścig rozpoczął nieco wolniej, ale już po pierwszym okrążeniu jechał w grupie walczącej o podium. Musiał się nieźle zaginać, żeby wypracować wystarczająco dużą przewagę przed zjazdami prowadzącymi do mety. W przeciwieństwie to wyścigu w Kasinie tym razem było to na tyle dużo, żeby zapewnić sobie miejsce na podium. Niestety pies Alberto po raz kolejny został z rodzicami, więc dekoracja nie była mu dana, ale obiecujemy, że w Rabce już z nami będzie 🙂