Rok temu po wizycie w Rakovej postanowiliśmy, że beskidzkie uphille na stałe wejdą do naszego kalendarza startów. Nie jako cała seria zawodów, ale dodatkowy wyjazd, który będzie ciekawym urozmaiceniem sezonu.

Tym razem pojechaliśmy do czeskiej Bystrzycy, by wspiąć się na Ostry. Górka jest spora (1044m), ale meta zawodów usytuowana jest nieco niżej (954m) przy schronisku Chata pod Ostrym.

#uphill #mtb #bike #cycling #rower #ostry #beskidy #xoracing

A post shared by Marek Tyniec (@xouted) on

 

Miało być dobrze, bo dyspozycja ostatnio wygląda na niezłą, ale źle oszacowaliśmy czas jazdy. Trasa zamiast 12km miała niecałe 10, do tego szutrowa droga okazała się być wyraźnie mniej stroma niż zakładaliśmy. Zachowawcze tempo: i Marianny i Marka sprawiło, że w miejsce fajnego rezultatu zrobił nam się co najwyżej efektywny trening. Cóż, bywa, odegramy się przy najbliższej okazji.

Tak czy inaczej beskidzkie uphille to fajne zawody, które szczerze polecamy jako odskocznię od maratonowo-crosscountrowego młyna. Może nie są tak znane i prestiżowe jak podjazd na Śnieżkę, ale jeśli w polsko-słowacko-czeskie (zawody mają charakter transgraniczny, w tym roku można było wjechać na Równicę, Czantorię, Tyniok, Wielki Polom i właśnie Ostry) macie niedaleko, to w przyszłym roku wybierzcie się sprawdzić 🙂

PS: Pies został u rodziców, może dlatego nasz wynik był taki a nie inny.