Trzeci wielki tour zakończony. Simon Yates wrócił po porażce na Giro d’Italia i odebrał co jego. Hiszpańska Vuelta rozgrywała się bez wielkich emocji, za to przynosi nadzieję na zmianę status quo w wyścigach wielodniowych.

Tak mocny czy tak odważny?

Po tym, gdy przez 85% Giro d’Italia robił de facto co chciał: wcześnie zdobył koszulkę lidera, wygrał trzy etapy, atakował, jechał ofensywnie i rozdawał karty w peletonie wydawało się, że Simon Yates w Hiszpanii pokaże większą pokorę.

Tymczasem po letniej przerwie pojechał po zwycięstwo w Vuelta a Espana praktycznie w tym samym stylu, w którym walczył wiosną we Włoszech. Owszem, nie był aż tak skuteczny, ponieważ na mecie górskiego etapu najszybszy był tylko raz, ale nie chował się za gardą podniesioną przez drużynę, nie czekał na efekty dziwnych zagrywek taktycznych Movistaru, tylko sam atakował, łamiąc nadzieje Alejandro Valverde i Nairo Quintany nie tylko na czerwoną koszulkę ale i na miejsca na podium.

Yates jest dynamiczny, jeździ niezwykle odważnie, chętnie przejmuje inicjatywę i nie boi się wczesnych ataków. Do tego, choć jest “klasycznym góralem” (oficjalnie 172cm wzrostu i 59kg wagi), bardzo przyzwoicie jeździ na czas. Co więcej, jego drużyna, Mitchelton-Scott, to solidny team z wieloma uniwersalnymi kolarzami w składzie mogącymi służyć pomocą w każdym terenie.

Na tle mało ciekawej, dość statycznej rywalizacji w tegorocznej Vuelcie postać zwycięzcy to jeden z najjaśniejszych punktów wyścigu.

Dwudziestosześcioletni Brytyjczyk, który lubi ryzyko a skuteczność miesza z błędami (nie ustrzegł się ich również w Hiszpanii) w tym momencie wydaje się być przyszłością wielkich tourów na najbliższych kilka sezonów.

Na tle przewinień wielu jego poprzedników drobna wpadka dopingowa z brakiem “TUE” na terbutalinę w początkach kariery (czteromiesięczna dyskwalifikacja w 2016r) wydaje się być drobnostką. Ciekawy za to jest fakt, że pięć lat temu Simon Yates był mistrzem świata w torowym Omnium.

Kluczowe dla traktowania zwycięzcy Vuelty jako bardzo poważnego gracza jest, że mimo teoretycznie mniej utytułowanego grona rywali, zdobycie czerwonej koszulki wiązało się z koniecznością zaprezentowania nie mniejszej mocy niż podczas innych, najważniejszych wielkich tourów ostatnich lat.

Zatem ci, którzy martwili się o brak “następcy Contadora” być może właśnie oglądali jego narodziny.

Pożegnanie skamieliny

Alejandro Valverde bardzo długo pozostawał w grze o zwycięstwo w klasyfikacji generalnej. Gdy po raz kolejny zawodził Nairo Quintana, doświadczony Hiszpan z dopingową przeszłością niemal do końca był zagrożeniem dla Yatesa.

Tyle tylko, że na ostatnich dwóch górskich etapach nie wytrzymał i nie tylko stracił szansę na czerwoną koszulkę, to jeszcze został wypchnięty z podium przez młodzież.

Enric Mas, nowa “nadzieja hiszpańskiego kolarstwa” i Miguel Angel Lopez, który po skutecznie, lecz pasywnie przejechanym Giro i skutecznej jeździe na Vuelcie (z jednym, solidnym atakiem) zdobył drugie podium wielkiego touru w sezonie to wraz z Yatesem przyszłość zawodowego peletonu.

Owszem, Valverde dzięki swojej wybitnej uniwersalności, wytrzymałości i skuteczności wciąż jest idolem wielu kibiców. Nie bójmy się jednak spojrzeć prawdzie w oczy “Bala” czy też “Piti” to żywa skamielina, relikt dawnych czasów i hołubienie go w momencie, w którym mamy w peletonie wiele nowych postaci wychowanych w innym etosie sportu wyczynowego jest niczym innym jak pomyłką.

Współlider Movistaru zapowiada, że w przyszłym sezonie skupi się na Giro i Vuelcie, odstępując Tour Quintanie, który w sezonie 2018 nie jest w stanie nawiązać do swoich najlepszych występów w karierze.

Niewątpliwie jazda na kilku liderów to eksperyment, który choć w przeszłości próbowało wielu, nie sprawdził się również w Movistarze prowadzonym przez doświadczonego Eusebio Unzue.

Za to wspomniany Mas to nie tylko rewelacja (choć nie niespodzianka), ale też wyraz zmiany pokoleniowej w hiszpańskim kolarstwie. Po imponującym zwycięstwie na Coll de la Gallina nie tylko sięgnął po drugie miejsce w klasyfikacji generalnej wyścigu (i pierwsze w młodzieżowej), to jeszcze tuż za linią mety udzielił wywiadu w poprawnym i zrozumiałym dla międzynarodowej widowni angielskim. Ten dwudziestotrzylatek to przyszłość, nie tylko dlatego, że już teraz ma zadatki na wybitnego specjalistę wyścigów etapowych. Bo warto zauważyć, że poza wygraniem na Gallinie był też szósty w 32km czasówce.

https://twitter.com/BORAhansgrohe/status/1041036043233968130

Vuelta a sprawa polska

Jeśli już mowa o czasówce, to te na Vuelcie zostały zdominowane przez Rohana Dennisa z zespołu BMC. BMC, który w sezonie 2019 będzie sponsorowany przez CCC. Szkoda tylko, że bez Dennisa w składzie, który nie tylko jest faworytem mistrzostw świata w jeździe na czas, ale też w nowym roku będzie reprezentował grupę Bahrain-Merida.

Specjalistą jazdy na czas jest również Michał Kwiatkowski. Póki co nie tak wybitnym jak Dennis, ale skutecznie przejechany pierwszy etap (drugie miejsce, tuż za Dennisem) dał Polakowi z ekipy Sky szansę na objęcie prowadzenie w klasyfikacji generalnej już dzień później, gdy tylko peleton finiszował na niewielkim podjeździe.

“Kwiato” cieszył się czerwoną koszulką przez trzy dni a do ósmego włącznie pozostawał w ścisłej czołówce klasyfikacji generalnej. Później, cóż, spłynął. Nie on jedyny na Vuelcie, zarówno tej jak i na poprzednich. Następnie poturbował się w trakcie upadku i jedyne, co mu pozostało to zabieranie się w ucieczki i przeistoczenie hiszpańskiego touru w obóz treningowy przed mistrzostwami świata w Innsbrucku.

Jaki był jego plan, apetyty i możliwości pod koniec ciężkiego sezonu pewnie oficjalnie nie dowiemy się nigdy. Tak czy inaczej Kwiatkowski ten rok ma znakomity a jeśli dodatkowo pokaże coś ciekawego podczas walki o “tęczę”, będzie i nam i jemu bardzo miło.

Z kolei Rafał Majka a to chciał polować na etapy a to jednak jechał, jakby chciał zająć wysoką pozycję w klasyfikacji generalnej a to ostatecznie wracał do pierwotnych założeń, czyli pomocy Emmanuelowi Buchmannowi. Ostatecznie ani nie wygrał etapu, ani też on ani Buchmann nie weszli w “dyszkę”.

Wydaje się, że kilka innych decyzji i Majka bez większym problemów przy swoim doświadczeniu zająłby dziesiąte, ósme a może i szóste miejsce w klasyfikacji generalnej, ponieważ ewidentnie z zawodników Bora-Hansgrohe jest najlepszym kolarzem specjalizującym się w wyścigach etapowych. Ale w sumie i my i zapewne on i kierownictwo zespołu to wiemy, zatem poszukiwanie ciekawszych opcji było pewnego rodzaju wyzwaniem. Zakończonym niepowodzeniem, ale cóż poradzić, takie życie.

Nie szukając teorii spiskowych i pamiętając, że Vuelta to ostatni wielki tour w sezonie o nieco niższym priorytecie niż dwa pozostałe a także o zbliżających się mistrzostwach świata warto podkreślić, że ani Kwiatkowski ani Majka nie mieli 100% wsparcia jako liderzy swoich ekip. Wielu “niedzielnym kibicom” z tego powodu podnosi się ciśnienie, że “jak to nasi pracują cały rok a gdy dostają szansę, to nie mogą jej zrealizować”, ale tak jak wspomniałem, to jest inny wyścig, inna część sezonu i inne założenia nie tylko poszczególnych kolarzy, ale i całych drużyn, sponsorów, menedżerów itd.

Najskuteczniejszy kolarz sezonu

Elia Viviani wygrał w tym roku cztery etapy Giro d’Italia, mistrzostwo Włoch, klasyk w Hamburgu, Driedaagse De Panne-Koksijde a z trzema zwycięstwami na etapach Vuelty ma w sumie osiemnaście triumfów.

To najskuteczniejszy kolarz tego sezonu, mało kto wygrywa siedem odcinków wielkich tourów w jednym sezonie!

Z pewnością zmiana otoczenia z teamu Sky na Quick Step mu służy a CV Włocha staje się coraz bardziej imponujące. Mimo to, nawet biorąc pod uwagę, że jest złotym medalistą olimpijskim w torowym omnium, trudno rozpatrywać go jako sprintera z najwyższej ligi. Tyle tylko, że (powtórzę się) wygrał w jednym roku cztery etapy Giro, trzy Vuelty i klasyk w Hamburgu. Nic tylko pozazdrościć skuteczności.
Na Vuelcie swoje pięć minut miał też Thibaut Pinot. Francuz z ekipy FDJ wygrał dwa górskie etapy, w tym ten z metą przy Lagos da Covadonga, najbardziej znanym i najczęściej używanym długim wzniesieniu hiszpańskiego touru. Zaprezentował tam wybitną dyspozycję i tempo wspinaczki porównywalne z tym, które uzyskał Nairo Quintana wygrywający dwa lata temu z Chrisem Froomem. Dzięki temu Pinot nie tylko dołącza do grona ważnych pretendentów do tytułu mistrza świata, ale też przywraca nadzieję na wielkie wyniki w przyszłości. Trzeba pamiętać, że wciąż jest młody (28 lat) i mimo ogromnych apetytów najlepsze dopiero przed nim. Nadal brakuje mu pewnej regularności i solidności, ale podczas Vuelty przypomniał, że może być jednym z tych, którzy wyścigi wygrywają własną mocą a nie słabością rywali.

Cóż jeszcze? Thomas de Gendt, zapalony uciekinier ma w końcu wymarzoną koszulkę “najlepszego górala” wielkiego touru. Rewelacyjną skutecznością popisał się Ben King, wygrywając dwa etapy, dwa odcinki padły również łupem kolarzy Education First. Co nie jest takie oczywiste we współczesnym kolarstwie swoją chwilę chwały mieli także zawodnicy drużyn startujących z “dziką kartą”, czyli Cofidis (Nacer Bouhanni) i Oscar Rodriguez (Euskadi Murias).

https://twitter.com/TeamSunweb/status/1041001486002659328

Bez przypadków

W tym sezonie aż trzech kolarzy dwukrotnie stało na podium wielkiego touru. Chris Froome wygrał Giro i był trzeci w Tourze, Tom Dumoulin był drugi w Giro i Tourze a Miguel Angel Lopez zajął trzecie miejsca w Giro i Vuelcie. Do tego Steven Kruiswijk zajął piąte miejsce w TdF i czwarte w VaE a Nairo Quintana odpowiednio dziesiąte i ósme. A gdy spojrzymy na nieco dalsze pozycje, znajdziemy więcej zawodników, którzy pokazali przynajmniej solidną dyspozycję w dwóch trzytygodniówkach w sezonie.

By nie szukać daleko, Rafał Majka był dziewiętnasty we Francji i trzynasty w Hiszpanii.

Patrząc nieco szerzej, poziom sportowy nie tylko w ścisłej czołówce, ale i na jej zapleczu jest bardzo wysoki. Choć w tegorocznej Vuelcie na podium nie stanęli wcześniejsi zwycięzcy wielkich tourów, pierwsza piętnastka klasyfikacji generalnej wygląda bardzo zacnie. To specjaliści prezentujący bardzo wysoki poziom sportowy, nawet jeśli nie zawsze i nie wszystko idzie po ich myśli.

I z tą myślą, doceniającą uczestników Vuelta a Espana 2018 zostawiam Was na koniec.

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments