Niewykluczone, że Tour de Pologne 2018 był najciekawszym i najbardziej udanym wyścigiem dookoła Polski pod kierownictwem Czesława Langa. I nie, nie ze względu na dominację Michała Kwiatkowskiego.

Odwieczny problem TdP rozwiązany?

Choćby nie wiem jak rzecznik prasowy Lang Teamu się wytężał i choćby zjadł i tysiąc żeli energetycznych, do zeszłego roku każda z opowieści o “Kolarskiej Lidze Mistrzów” była nadużyciem. Co sezon trzeba było szukać argumentów, by przedstawiać nasz wyścig jako realnie ważny, w którym rywalizacja o zwycięstwo jest pasjonująca dla kogokolwiek poza największymi fanami kolarstwa.

Na przełom lipca i sierpnia wyścig został przeniesiony dość dawno, bo w 2009r, ale, jeśli trend utrzyma się w kolejnych latach, dopiero od 2017r czołówka “generalki” wygląda naprawdę godnie.

W tym roku każdy zawodnik top10 to postać, o której śmiało można powiedzieć, że ma znaczący wpływ na przebieg najważniejszych imprez, również druga i trzecia dziesiątka to kolarze o bardzo uznanych nazwiskach.

Mówicie, że to nie ma znaczenia, że przecież liczy się rywalizacja na trasie i idące za nią emocje? Cóż, być może jest w tym trochę racji, ale impreza jest tym ważniejsza, im więksi graczej traktują ją poważnie.

Pojedynek Kwiatkowski – Yates w asyście Thibaut Pinot? To brzmi jak naprawdę solidna impreza i właśnie jako taka TdP 2018 zostanie zapamiętany.

Ścianki przed Vueltą – klucz do sukcesu?

Zeszłoroczne włączenie finiszu na stromym podjeździe w Szczyrku sprawiło, że peleton ma dodatkowe miejsce, gdzie można spróbować selekcji. Zarówno rok temu (zwycięstwo Dylana Teunsa) jak i teraz (triumf Michała Kwiatkowskiego) był to strzał w dziesiątkę.

Kto wie, jak wyglądałby Tour de Pologne 2018, gdyby nie wycofanie się w ostatniej chwili Popradu jako miasta etapowego. Niewykluczone, że rywalizacja byłaby bardziej schematyczna (choć teoretycznie prowadzony w terenie górzystym miał to być raczej odcinek dla sprinterów). Tymczasem zaproponowany w zastępstwie etap po wąskich, krętych i stromych szosach na Spiszu był zaskakująco ciekawy, z licznymi atakami i napięciem trzymającym do ostatnich metrów.

Klasyczny finał z powtarzaną rundą przez Gliczarów i Bukowinę, choć krótszy niż zazwyczaj również przyniósł sporo emocji za sprawą szarży Simona Yatesa i pogoni teamu Sky a w końcówce Michała Kwiatkowskiego osobiście.

Zakładając, że część bohaterów TdP sprawdza u nas formę przed hiszpańską Vueltą, kumulacja niewielkich, ale stromych wzniesień może być dobrym sposobem na przygotowanie do trzeciego, wielkiego touru sezonu, który w ostatnich latach specjalizuje się w serwowaniu kolarzom tego typu atrakcji. Może więc pora zamienić kręcenie się wokół krakowskich Błoń na coś bardziej ciekawego, wykorzystując okoliczne pagórki? Albo zamiast robić kryterium po torowiskach na Śląsku, sięgnąć po możliwości, jakie daje Jura Krakowsko-Częstochowska?

Oczywiście zawsze może zdarzyć się tak, że za rok o zwycięstwo w Tour de Pologne znów będą się ścigać etatowi pomocnicy Movistaru i Lotto, ale miejmy nadzieję, że ten etap rozwoju wyścigu mamy już za sobą.

Nowe gwiazdy sprintu?

Choć pierwsze trzy etapy to znakomity teren dla sprinterów, Tour de Pologne wciąż przyciąga raczej szybkich kolarzy na dorobku niż największe gwiazdy tej specjalności.

Pascal Ackerman i Alvaro Jose Hodeg to, miejmy nadzieję, przyszłość walki “na kresce” najważniejszych wyścigów na świecie. Choć w tym roku pokazali się już w kilku prestiżowych imprezach (Ackerman jest mistrzem Niemiec, wygrywał etapy na Criterium du Dauphine, Tour de Romandie, był drugi w Scheldeprijs i wygrał Ride London; Hodeg był najszybszy na jednym z etapów Volta a Catalunya), to wciąż nie jest sprinterska ekstraklasa.

W tym kontekście tym bardziej szkoda, że wśród polskich kolarzy nie mamy na stanie takiego, który mógłby skutecznie walczyć na płaskich etapach Tour de Pologne w inny sposób niż zabierając się w straceńcze ucieczki.

Tak czy inaczej, w przeszłości na swoją pozycję w peletonie pracowali u nas Kittel, Degenkolb, Sagan czy Gaviria. Być może dla Ackermana i Hodega wygrane etapy u Langa będą kolejnym krokiem w karierze. Jeśli się wybiją i za rok czy dwa zaczną zwyciężać na etapach wielkich tourów, szef wyścigu znów będzie mógł mówić, że “kreuje gwiazdy”. Z punktu widzenia kibica stojącego przy trasie TdP brak zarówno sprinterów o uznanych nazwiskach jak i wieloletnie oczekiwanie na sprintera-Polaka to mimo wszystko pewnego rodzaju rozczarowanie.

Piękny gest mistrza

Michał Kwiatkowski miał zdecydowanie niezałatwione interesy z Tour de Pologne. W 2011 nie znalazł się w składzie ekipy RadioShack po tym, gdy zdecydował się zmienić barwy klubowe na Quick Step.

W zespole Patricka Lefevere’a spisał się świetnie, zajmując w 2012r drugie miejsce, pięć sekund za Moreno Moserem (kto go dziś pamięta jako “nadzieję włoskiego kolarstwa”?).

W 2015r jadąc w koszulce mistrza świata zmagał się z problemem płatnej toalety przy trasie jednego z etapów.
Rok temu gdy doprowadził Chrisa Froome’a do czwartego zwycięstwa w Tour de France kilka dni po “Wielkiej Pętli” pojechał po wygraną w Clasica San Sebastian a teraz, po imponującej pracy, jaką wykonał i dla Froome’a i dla nowego triumfatora TdF, Gerainta Thomasa znów wybrał się na swój “domowy” wyścig.

To dość częsta historia, że gwiazdy sportu mają przez lata spory problem z imprezą w swoim kraju czy mieście. Bywa, że mają w swoim CV już niemal wszystko, co można zdobyć a wciąż nie wygrali wyścigu czy turnieju rozgrywanego na “własnych śmieciach”.

Biorąc pod uwagę, jak niewiele polska publiczność masowa wie o kolarstwie, jak niewielu zawodników rozpoznaje i mimo to jak dużym świętem jest dla niej Tour de Pologne dobra postawa rodaków w tym wyścigu jest niezmiernie istotna. Zarówno dla stojących przy szosach fanów, tych przed telewizorami i tych najmłodszych, biorących udział w “Mini Tour de Pologne”.

“Kwiato” nie tylko utrzymał formę z Touru w konfrontacji ze zbierającymi siły na drugą część sezonu kolarzami, wygrał w dobrym stylu dwa etapy i obronił zwycięstwo w “generalce” przed szarżującym w Bukowinie Yatesem, ale też miał pełne wsparcie drużyny Sky. Niewątpliwie były to miłe chwile dla polskich kibiców, którzy w czasie Tour de France cierpieli katusze nie rozumiejąc, dlaczego “nasz mistrz” nie jedzie na własne konto.

Ze statystycznego punktu widzenia znaczenie ma z pewnością fakt wygrania przez Kwiatkowskiego drugiej, worldtourowej etapówki w sezonie będący potwierdzeniem jego ambicji jako kolarza celującego w poważne imprezy wielodniowe.

W porównaniu z innymi jego sukcesami, jak mistrzostwo świata, Mediolan-Sanremo, Tirreno-Adriatico czy Amstel Gold Race wygrana w Tour de Pologne jest mniej istotna, natomiast nie można deprecjonować emocjonalnego ładunku, jaki niesie ze sobą sukces przed własną publicznością. Zarówno dla samego zawodnika jak i dla rzeczonej publiczności.

Cena sukcesu

Całość składa się na najbardziej spektakularny, najciekawszy i najlepszy pod względem sportowym Tour de Pologne w jego współczesnej historii a być może w ogóle.

Jak zawsze jest trochę mankamentów, największy z nich to brak realnego zaplecza dla Michała Kwiatkowskiego. Zarówno grupa CCC (mimo niezłego miejsca Pawła Cieślika) jak i reprezentacja Polski były nieistotnym tłem dla rywalizacji gwiazd world touru.

Niestety tak jak w krajowym kalendarzu za wyścigiem Langa zionie pustka, tak i poza kilkoma “eksportowymi” kolarzami ścigającymi się w najlepszych ekipach świata rodzimy peleton en masse prezentuje się nieciekawie.

Najgorszy jest fakt, że w tej dziedzinie od lat nic się nie zmienia i choć na szczeblu regionalnym wykonywanej jest sporo solidnej “pracy u podstaw” nie jesteśmy w stanie zaproponować ani solidnej drużyny opierającej się na wychowankach polskich klubów ani zaoferować tymże wychowankom startów w całkowicie zawodowych wyścigach w kraju.

Obecność Tour de Pologne w World Tourze oraz sukcesy naszych gwiazd w najważniejszych wyścigach trwają już wiele lat a w kraju nic się nie zmienia. Cóż, widać taki nasz los.

Z kolei jeśli chodzi o sam TdP, to choć przyzwyczailiśmy się do jego ekstremalnej komercjalizacji i pogodziliśmy się z tym, że jest ona wymagana do przetrwania i ewentualnego rozwoju imprezy, obecnie musimy zmierzyć się z drugim czynnikiem odwracającym uwagę od sedna sportowej rywalizacji, czyli polityką.

Finansowanie przez spółki skarbu państwa i prymitywna gra na nucie narodowo-niepodległościowej rażą i pokazują, że choć Tour de Pologne oraz Czesław Lang osiągnęli sukces, być może cena, jaką trzeba za niego zapłacić jest naprawdę słona.

Zdjęcie okładkowe: Szymon Gruchalski, materiały prasowe Lang Team

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments