Najważniejszy wyścig kolarski w kraju. Synonim sukcesu i profesjonalizmu. Okno na świat a dzięki “Mini Tour de Pologne” także inkubator przyszłych gwiazd. Tour de Pologne to nasze dobro narodowe!

Szarganie świętości?

Czy wolno podnosić rękę na tak cenny skarb nie będąc nazwanym hejterem? Czy można pokusić się o ocenę naszego wyścigu wychodzącą poza utarte schematy, zarówno te pozytywne, bazujące na oficjalnej komunikacji Lang Teamu, jak i te zgrane i nic nie wnoszące o balonach, rundach i kurczowym trzymaniu się szos małopolski i górnego śląska?

Gdy zbliża się wyścig, obracamy się w kuriozalnej mieszance “memów” generowanych przez obie strony. Efekt? Nie tylko trudno rzetelnie ocenić Tour de Pologne. Trudno nawet o nim poważnie porozmawiać.

Dorosłość

Historii Tour de Pologne jest bardzo blisko do historii polskiej transformacji. Od 1993 gdy Czesław Lang przejął organizację tej imprezy zarówno wyścig jak i nasz kraj zmieniły się nie do poznania. Jesteśmy dorośli, pod wieloma względami.

Choć wciąż tu i ówdzie widać ślady po czasach PRL, tłumaczenie się “latami niewoli” z obecnej perspektywy jawi się jako absurd. W tym roku nawet najstarsi rocznikowo młodzicy stający na starcie “Mini Tour de Pologne”, imprezy towarzyszącej TdP, której celem jest poszukiwanie nowych, kolarskich talentów, urodzili się już w Unii Europejskiej. Nie znają innego świata niż ten bez granic, z dobrymi drogami czy interaktywnymi muzeami.

Nie znają też Tour de Pologne poza World Tourem: regularnie awansujący w hierarchii wyścig w 2005r został włączony do grona najwyżej punktowanych imprez tygodniowych i z minimalną korektą punktacji w sezonie 2017 pozostaje w nim do dziś.

Do Polski wciąż obligatoryjnie przyjeżdżają wszystkie zespoły z najbardziej prestiżową licencją a po latach poszukiwania właściwego miejsca w kalendarzu obecnie TdP wpisuje się w czas między Tour de France a Vuelta a Espana jako dogodny sprawdzian formy przed trzecim wielkim tourem sezonu.

Tour de Pologne nie jest więc już dzieckiem. Zasługuje zatem na poważne traktowanie, uczciwe i pozbawione kompleksów.

Tak jak Polska należy do grona tych wyraźnie bogatszych, by nie powiedzieć najbogatszych krajów świata (a w porównaniu z nimi jest jednym z najbiedniejszych), tak i Tour de Pologne jest jednym z najmniej istotnych, jednak wśród najważniejszych wyścigów kolarskich.

Oba fakty są więc niewątpliwymi powodami do dumy, także dumy narodowej w tym najzdrowszym wydaniu: dotyczącym realnych sukcesów i mierzalnych osiągnięć a nie mrzonek o szklanych domach.

Embed from Getty Images

Świat bez Tour de Pologne?

TdP jest jednym z nielicznych wyścigów organizowanych niezależnie. Lang Team to firma rodzinna, tymczasem ASO czy RCS, które posiadają większość imprez w kalendarzu World Tour to korporacje z branży mediów.

Czesi nie podołali utrzymaniu przy życiu Wyścigu Pokoju (pozostał w kalendarzu jako zawody dla juniorów), Niemcy do swojego Deutschland Tour powrócą po kilku latach przerwy od zwinięcia interesu. Wiele imprez we Francji, Hiszpanii czy Włoszech upadło z powodów finansowych w czasie, gdy Tour de Pologne budował swoją markę.

Mimo tego wydaje się, że gdyby, hipotetycznie, nasz wyścig wypadł z kalendarza, mało kto zwróciłby na to uwagę.

Choć sytuacja poprawia się z roku na rok, wciąż spora część zespołów przywozi do Polski trzecie składy a nawet, gdy pojawiają się zawodnicy o znanych nazwiskach, nigdy nie wiadomo, z jakim nastawieniem i z jakim celem będą pokonywać kilometry po małopolskich i śląskich szosach.

Co więcej, również z punktu widzenia rodzimego kolarstwa sprawa nie jest taka oczywista. TdP ma niewątpliwie aspekt popularyzujący sport rowerowy, zapewnia kilkudziesięciogodzinną obecność peletonu w najlepszym czasie antenowym. To nie jest fakt bez znaczenia, ponieważ nawet w latach największej posuchy przynajmniej przez ten jeden tydzień w roku masowa widownia miała szansę przyjrzeć się bliżej wysokiej klasy zawodowcom.

Czy przełożyło się to na poziom kolarstwa w kraju? Cóż, w sytuacji, gdy Dariusz Miłek przerzuca budżet na sponsorowanie worldtourowej grupy Jima Ochowicza, w kraju nie pozostanie żadna ekipa w pełni zawodowa (czyli na poziomie Pro Continental). Podobnie jest z wyścigami. Nie licząc “Szlakiem Walk Majora Hubala” (kategoria 2.1), za Tour de Pologne zionie straszliwa pustka.

Anonsowane jako gest Lang Teamu uczestnictwo w roli drużyny z “dziką karta” reprezentacji Polski jest wydarzeniem egzotycznym, które długoterminowo nie przełożyło się np. na regularny awans naszych kolarzy do grup World Touru.

Intrygujące jest również, że choć nie mamy w kraju wysokich gór, sporo wyścigów rozgrywanych jest w terenie płaskim a zawsze przynajmniej pół Tour de Pologne przeznaczone jest dla sprinterów, nie doczekaliśmy się specjalisty potrafiącego skutecznie zafiniszować z peletonu choćby na poziomie Pro Continental.

Wydaje się więc, że największą wartością, jaką wnosi TdP jest impreza towarzysząca wyścigowi, czyli “Mini Tour de Pologne”, zawody dla młodzików i żaków, którzy nie tylko mogą zmierzyć się w sportowej rywalizacji, ale przede wszystkim poczuć atmosferę wielkiego wyścigu. W tym wieku taki zastrzyk motywacji jest zwyczajnie nie do przecenienia.

Embed from Getty Images

Prywatna firma – wyścig narodowy

Panuje przeświadczenie, że skoro Tour de Pologne osiągnął sukces a Lang Team jest prywatną firmą, wszystko zależy od Czesława Langa i jego ekipy.

W przeszłości bywało różnie, jednak od kilku lat lista sponsorów TdP opiera się w sporej części na spółkach skarbu państwa lub podobnych im podmiotach. W tym roku wśród najważniejszych partnerów wyścigu mamy Tauron, Lotos i Lotto.

Nie bez znaczenia jest też wkład finansowy samorządów goszczących starty i mety etapowe czy premie ulokowane na trasie (to akurat wspólne dla wszystkich zawodów kolarskich na świecie).

Wieloletnie partnerstwo z telewizją publiczną, która – co ciekawe – relacjonuje Tour de Pologne bez względu na zmiany prezesów i opcji politycznych z których pochodzą to fundament sukcesu Lang Teamu.

Ciekawostką jest też, że Ministerstwo Sportu i Turystyki dofinansowało za pośrednictwem “KS Lider” kwotą 300 tys. zł element kampanii reklamowej TdP, czyli mobilne “Muzeum Wyścigu Niepodległości”. Inne projekty Lang Teamu, jak choćby Puchar Szkółek (impreza towarzysząca maratonom) również są dotowane przez MSiT.

Idąc dalej, tak jak Tour de Pologne 2018, uśmiechając się do obecnej władzy czci stulecie niepodległości Polski i gra na popularnych nutach patriotycznych, dla kontrastu w 2014r romansował z Lechem Wałęsą, który ku pamięci Solidarności był honorowym starterem wyścigu.

Krótko mówiąc, wszystko dla dobra kolarstwa, natomiast zauważę, że zarówno świętowanie “Solidarności” jak i “Stulecia Niepodległości” jedynie bardzo luźno nawiązują do kontekstu, czy to historycznego czy to kulturowego.

Choć osobiście takie koneksje bardziej mnie mierżą niż wzruszają, chętnie widziałbym więcej symboliki, jednak wykorzystywanej z większym wyczuciem i smakiem niż robi to Lang Team.

Trasy etapów poprowadzone bliżej miejsc pamięci, monumentów, dóbr kultury. Finisze w charakterystycznych miejscach, unikatowych na skalę region, kontynentu czy nawet świata (by nie szukać daleko, zamiast kręcić się wokół krakowskich Błoń czemu by nie usytuować “kreski” u podnóża Kopca Kościuszki?). Zejście z wysokiego poziomu ogólności na bardziej konkretny, wzorem Gandawa-Wevelgem upamiętniającego ofiary bitew “Na Polach Flandrii”.

Embed from Getty Images

Tour de Pologne jak Dama z Łasiczką?

Mimo wszystko choć Tour de Pologne ma wiele mankamentów, za jego pośrednictwem dzieje się sporo dobrego. Od czasu gdy TdP pokazywany jest w Eurosporcie, międzynarodowa widownia może nie tylko śledzić losy rywalizacji i unikatowy puchar z wielickiej soli wręczany zwycięzcy, ale też zobaczyć, że Polska to całkiem ładny kraj.

Bo nawet gdy peleton przejeżdża przez industrialny śląsk, na ekranie oglądamy ciekawą architekturę i sporo zieleni a podczas każdego z etapów kamery pokazują kolejne zabytki i atrakcyjne krajobrazy. Gdy w na początku XXIw Czesław Lang powtarzał swoją mantrę o tym, że jego wyścig “pokazuje najpiękniejsze miejsca w Polsce” było w tym sporo ściemy. Teraz, po czternastu latach w Unii, milionach Euro, które “ciocia Angela” pchała tu wagonami i ciężkiej pracy nas wszystkich faktycznie mamy tu całkiem ładnie.

Cóż z tego, że nie jest to “Kolarska Liga Mistrzów”, a “Ściana Bukovina” i “Świątynia Sprintu” nie tylko wywołują mdłości u zorientowanych fanów kolarstwa, ale też wprowadzają w błąd masowego odbiorcę.

Z szacunku dla pracy Czesława Langa i przez wzgląd na “dobro polskiego kolarstwa” szukamy raczej zalet niż wad Tour de Pologne. Przywykliśmy do wad, część z nich obracając nawet w zalety.

Bo cóż z tego, że “wyścig dookoła Polski” rozgrywany jest w de facto dwóch województwach, skoro, poza aspektem finansowym, impreza, by miała jakikolwiek, sportowy sens, musi być rozgrywana w ciekawym terenie.

Cóż z tego, że nie ma w Europie drugich zawodów tak szczelnie pokrytych logotypami sponsorów, że ledwo spod spodu widać kolarzy, skoro dzięki temu w ogóle się odbywają.

Schematyczna trasa? To nieważne, że realnie rzecz ujmując to impreza kameralna z biurem prasowym mieszczącym się w dwóch kontenerach. Jako jedno z największych wyzwań logistycznych w kraju, Tour de Pologne jest za duży by eksplorować mniejsze drogi czy kończyć etapy na niedostępnych przełęczach czy szczytach.

Publiczne pieniądze? To na rozwój młodzieży, promocję kraju, szansę dla zawodników.

A jeśli mamy wątpliwości co do efektu końcowego, zawsze można usłyszeć nieśmiertelną formułę, “jeśli jesteś taki mądry, sam zorganizuj to wszystko lepiej”.

Skoro to nasze dobro narodowe, powinniśmy je czcić i szanować. Niczym “Damę z Łasiczką” za którą chętną ręką zapłaciliśmy rodzinie Czartoryskich 100 milionów Euro. Cóż, przynajmniej teraz jest już faktycznie nasza. Własna, wspólna, komunalna. Pardon, narodowa.

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments