Górska etapówka, która będzie wyzwaniem, ale was nie „zabije”? Ciekawe szlaki w nie do końca wyeksploatowanym rowerowo terenie? Mocno zaakcentowany charakter regionu i dogodny, wakacyjny termin. Przygoda z Gwiazdą Południa to bardzo pozytywne doświadczenie i chętnie jeszcze ją powtórzę.

Start czasówki w Stryszawie. Dla wielu uczestników indywidualny uphill to całkiem nowe doświadczenie.

Improwizacja

Dla wielu osób start w etapówce to cel sezonu, ukierunkowane przygotowania i pełna mobilizacja. Tymczasem my zdecydowaliśmy się na start w Gwieździe Południa na trzy tygodnie przed jej rozpoczęciem.

Trenując na co dzień do różnorakich wyścigów mtb dystanse i przewyższenia, jakie oferuje beskidzka impreza Cezarego Zamany są w zasięgu zarówno maratończyka jak i zawodnika xc.

Kompaktowy charakter trasy, który stał się w ostatnich latach standardem na tego typu zawodach, ułatwia logistykę, baza noclegowa w okolicznych miejscowościach jest różnorodna i pojemna, można więc zaoszczędzić sporo czasu i ograniczyć koszty uczestnictwa.

W Beskidach miejscami jest stromo. Na szczęście odcinków „z buta” w ciągu czterech dni było niewiele.

Szlaki

To, co przekonuje do startów w etapówkach mtb to często atrakcyjna trasa. W przypadku Gwiazdy Południa “zwiedzaliśmy” Beskid Makowski i Beskid Żywiecki (czy też Pasmo Jałowieckie), kolejne dni zaczynając i kończąc w Stryszawie, Makowie Podhalańskim i Zawoi.

Na dłuższym dystansie “Pro” do pokonania było 145km i 5700m przewyższenia. “½ Pro” to 95km i 3500m w pionie. Na papierze niewiele, ale trzeba wziąć pod uwagę, że etapy nie były sztucznie wydłużane o zbędne odcinki “przelotowe”.

Tereny w tym rejonie mają oczywiście potencjał na zaprojektowanie etapówki w wersji “hardcore”, ale koncepcja Gwiazdy Południa jest nieco inna. To uczciwa porcja jazdy w górach, która jest do przyjęcia dla średniodoświadczonego maratończyka. A stromizny i wymagająca nawierzchnia sprawiają, że stopień trudności rośnie wraz z tempem jazdy.

Symboliczne są też kilkukrotne wspinaczki na szczyty powyżej 1000m n.p.m., co w polskich warunkach wyróżnia imprezy o wyraźnie zaznaczonym, górskim charakterze.

Choć codziennie wieczorem i w nocy solidnie padał deszcz a szlaki były błotniste, nie doświadczyliśmy “masakry” lecz po prostu uczciwą jazdę w terenie.

Zwycięzca “Pro” spędził na trasie niespełna 9 godzin, 10 godzin jechał zawodnik na dwudziestej pozycji a pięćdziesiąty 12h20’. “Połówka” Gwiazdy to niespełna pięć godzin dla najszybszego, 5h45’ dla dwudziestego i 6h20’ dla pięćdziesiątego uczestnika.

Zawodniczki, które ukończyły Gwiazdę Południa zostały udekorowane charakterystycznymi, drewnianymi koralami.

Regionalne akcenty

Gwiazdę Południa organizuje Cezary Zamana, który przywozi swoją imprezę w Beskidy, gdzie współpracuje z lokalnymi organizatorami: samorządami, klubami, kolarzami. Choć jego imprezy są kojarzone z Mazowszem, dzięki lokalnemu zaangażowaniu wyścig ma silny, regionalny charakter.

Upominki na podium wykonane przez lokalnych rzemieślników, regionalne potrawy w miasteczku zawodów, czy ludowe występy być może nie mają znaczenia dla zawodników, którzy po wyścigu chcą umyć rower, siebie, zjeść makaron i się wyspać, ale całej imprezie dodają uroku i wyróżniają “Gwiazdę” spośród tłumu innych maratonów mtb.

Biały obrus, domowe ciasta, kompot… bufet na mecie w Beskidzkim Raju

Jeśli dodamy do tego codzienne zawody dla dzieci, dostajemy sensowną propozycję nie tylko dla ścigantów, ale też dla całych rodzin na spędzenie sportowego, wydłużonego weekendu w górach.

Rywalizacja

Jak wspomniałem na wstępie, w beskidzkiej etapówce wzięliśmy udział de facto z marszu. Większość zawodników z naszego klubu, UKS Zawojak, jako stałych bywalców zawodów cross country, wybrała dystans “½”, sam pojechałem “całość”.

Do prologu-podjazdowej czasówki w Stryszawie podszedłem z entuzjazmem, co przełożyło się na dobry wynik w pierwszej dziesiątce open. Ów entuzjazm skończył się gdzieś w połowie pierwszego etapu ze startu wspólnego, gdzie odzwyczajony od jeżdżenia maratonów solidnie się uszarpałem i jeszcze przed Jałowcem musiałem wyraźnie zwolnić by dojechać do mety.

Etap numer dwa, rozpoczynający się z malowniczego rynku w Makowie prowadził od początku zachęcającym do ataku podjazdem po serpentynach. Licząc na to, że nawet, jeśli mi “zabraknie”, to wypracowana przewaga umożliwi odrobienie strat przystąpiłem do akcji, jednak jak się okazało znów pojechałem za mało ekonomicznie.

Przejście od trybu „jedź co masz” do trybu „nie wygłupiaj się tylko jedź po wynik” zajęło mi dwa dni ;)

Dopiero ostatniego dnia, dodatkowo zmotywowany faktem, że “Gwiazda” kończy się w Zawoi pojechałem jak należy, najwięcej energii zostawiając na najdłuższy i najbardziej wymagający podjazd całego wyścigu, czyli Mędralową (1169m) oraz na ciekawe zjazdy poprowadzone singletrackami. Podejście “ekonomiczne” umożliwiło mi odrobienie większości strat z dwóch poprzednich dni i zakończyło się 13. miejscem open i 6. w kategorii wiekowej w klasyfikacji generalnej całego wyścigu.

Moja szanowna małżonka, Marianna, dojechała do mety “połówki” na czwartym miejscu wśród kobiet (i pierwszym w kategorii wiekowej) a najlepszy zawodnik Zawojaka, Mateusz Maciążka był drugi open i pierwszy w swojej kategorii.

Dodatkowy plus do oceny całej imprezy to wpisanie jej do kalendarza PZKol, dzięki czemu na starcie bez obaw mogli stanąć posiadacze licencji elity.

Dzięki wspomnianej, kompaktowej konfiguracji trasy (dojazd na start kolejnych etapów nie zajmował więcej niż pół godziny), nie mieliśmy problemów z regeneracją czy ogarnięciem rowerów. Logistyka jest bardzo ważna na etapówkach, start o godzinie 10 i stosunkowo wczesne dekoracje dawały szansę na spokojne ogarnięcie siebie, sprzętu i dłuższą chwilę relaksu w ogródku.

Tradycyjne dla etapówek wspólne zdjęcie zawodników, którzy dotarli do mety czterodniowych zmagań

Etapówka z sensem

Gwiazda Południa to etapówka “w sam raz”. Choć rozgrywana jest w górach, bariera wejścia dla niedoświadczonych nie jest za wysoka. Choć jest niezbyt długa, dla poszukujących mocniejszych wrażeń dostarcza ich dość.

Całość przeprowadzona jest sprawnie i w dobrej atmosferze. Można się solidnie pościgać na zacnych, górskich trasach, nie zarżnąć się całkowicie a po podsumowaniu kosztów startu w portfelu coś jeszcze zostanie.

Mogłem pojechać ją lepiej, ale mimo rozczarowania związanego z niezbyt rozsądną taktyką na dwóch etapach ogarnąłem się na tyle szybko, by zakończyć ściganie w Zawoi dobrym akcentem. Jeśli Cezary Zamana będzie kontynuował ten projekt (a taki ma plan), to chętnie za rok przyjadę tam znowu.

Pełne wyniki klasyfikacji generalnej oraz poszczególnych etapów znajdziecie TUTAJ 

Użyłem zdjęć udostępnionych przez organizatora. Pełną galerię oraz więcej informacji znajdziecie na http://www.gory.zamanagroup.pl

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments