Chris Froome wygrał Giro d’Italia, w którym nie tylko nie powinien jechać, ale też takie, które było już dla niego w zasadzie przegrane. Rekordowa prędkość średnia, aktywne ściganie od pierwszego do ostatniego etapu i dominacja najmocniejszych ekip pozostaną po “Corsa Rosa 2018”, gdy już opadnie kurz kontrowersji wokół lidera zespołu Sky. O ile oczywiście opadnie.

Skandaliczna wycieczka

Zanim przejdę do analizy osiągnięć kolarzy, najpierw kilka słów o historycznej wizycie wielkiego touru w Izraelu. Jeśli ktokolwiek uważał, że zagranie wizerunkowe warte niemal 30 milionów Euro, a mające za zadanie pokazać światu, że Izrael to “destynacja turystyczna” taka jak inne, że warto a może wręcz należy odwiedzić ten kraj w ramach akcji “Jerozolima – Tel Awiw, dwa miasta, jeden wyjazd” (rowerowy, biegowy, imprezowy, zależnie od wersji spotu czy bilboardu) to, cóż… Donald Trump relokując ambasadę Stanów Zjednoczonych z Tel Awiwu do Jerozolimy właśnie dolał oliwy do ognia tamtejszego, nierozwiązanego konfliktu.

Kilka dni po wyjeździe kolarzy ze spornego miasta izraelski aparat państwowy znów strzelał do cywilnej ludności palestyńskiej, zabijając przynajmniej 52 osoby.

Pieniądze nie śmierdzą i zachodnie federacje sportowe, nie patrząc na aspekty etyczne chętnie sprzedają prawa do organizowania ważnych imprez krajom będącym na bakier z prawami człowieka. Igrzyska Olimpijskie w Pekinie i Soczi, piłkarski mundial w Rosji, a teraz Giro d’Italia w Jerozolimie pokazują, jak bardzo, jako “ceniący pokój i demokrację Europejczycy” jesteśmy zapatrzeni w samych siebie.

Froome upada po raz pierwszy

Czy to presja związana z nierozwiązaną sprawą przedawkowanego na hiszpańskiej Vuelcie 2017 salbutamolu, czy też obciążenie związane z wyzwaniem wygrania nie tylko trzech, ale w perspektywie czterech wielkich tourów z rzędu, czy może po prostu chwila dekoncentracji podczas rekonesansu czasówki w Jerozolimie, ważne jest, że Chris Froome solidnie się poturbował tuż przed startem Giro d’Italia, co miało wpływ na dalszy przebieg całej rywalizacji.

Brytyjczyk zmagający się ze stłuczeniami nie nadążał za konkurentami zarówno podczas otwierającej wyścig próby indywidualnej jak i na kolejnych etapach: 4. wygranym przez Tima Wellensa, 6. z metą na Etnie, gdzie najszybszy był Esteban Chaves, 9. na Gran Sasso, gdzie triumfował Simon Yates i 11. w Ossimo, gdzie znów najszybszy był Yates.

Analizując przebieg wyścigu trzeba zaznaczyć, że to ewidentnie Froome był wolniejszy od rywali niż ci przesadnie mocni. Owszem, kolarze Mitchelton – Scott, Chaves i Yates prezentowali się w pierwszej części wyścigu znakomicie, ale realnie rzecz ujmując tempo kluczowych wspinaczek było porównywalne z tym, jakie w ostatnich sezonach prezentuje czołówka wielkich tourów.

Niezawodna w takich momentach wartość VAM (średnia prędkość podjeżdżania), jak również wartości mocy udostępniane na Stravie przez niektórych zawodników pokazują, że było szybko, momentami bardzo szybko, ale “w normie”.

Dla przykładu, ostatnie 13,75km Etny o średniej stromiźnie 6% czołówka wspinała się z VAM ok. 1490 a zwycięzca etapu (atakujący z ucieczki), Esteban Chaves generował średnio 319W w czasie 35’37”, zatem w granicach 6W/kg. Tak, to sporo, ale obecnie, by wygrywać etapy wielkich tourów kończące się długimi podjazdami właśnie tak trzeba jechać.

Ostatnie, strome (średnio 8%) cztery kilometry Gran Sasso trójka liderów: Yates, Chaves i Pinot wspinała się z VAM sięgającym 1630m/h. Chaves przez 11’41” generował tam średnio 347W.

Siła spokoju

Giro d’Italia często wysysa energię z kolarzy, którzy nie dość ekonomicznie jechali w pierwszej części wyścigu. Aktywni w pierwszych dwóch tygodniach Adam Yates i Thibaut Pinot zapłacili cenę za ataki i poszukiwanie sekund przewagi wielominutowymi stratami na końcowych, górskich etapach.

Simon Yates wygrał trzy odcinki: 9, 11 i 15 i ścigał się na lotnych premiach o bonifikaty, a tymczasem Tom Dumoulin czekał na czasówkę, w górach był blisko za Brytyjczykiem i zachowywał się jak stary wyjadacz znający możliwości swoje, swoich rywali i specyfikę wyścigu.

Nawet na piekielnie stromym Monte Zoncolan, pokonanym w bardzo wysokim tempie lider zespołu Sunweb, wzorem największych specjalistów, zdołał zminimalizować straty. I nawet, jeśli na długiej, płaskiej czasówce nie zdemolował rywali, zachował energię do ostatniego etapu. Gdyby nie zaskakująca szarża Froome’a na przełęczy Finestre, to Holender, w obliczu załamania najpierw Yatesa a potem Pinota założyłby w Rzymie różową koszulkę i wygrał drugie Giro z rzędu.

A propos Zoncolanu, to Chris Froome, który przeprowadził tam swój “atak ostatniej szansy” ustanowił jeden z najlepszych rezultatów na słynnym wzniesieniu.

Szybsza od niego, oraz będącego 6 sekund z tyłu Simona Yatesa, była tylko czołówka Giro 2007: Gilbero Simoni, Leonardo Piepoli, Andy Schleck, Danilo di Luca i Damiano Cunego. Z kolei Tom Dumoulin, który stracił do Froome’a 37” był szybszy niż jadący po zwycięstwo w Giro 2010, Ivan Basso. Nawet super-pomocnik teamu Sky, dyktujący tempo przez kilka kilometrów Wout Poels (siódmy na mecie, ponad minutę za swoim liderem) był szybszy niż Contador w 2012r, czy Quintana w 2014r.

Mike Woods, najwyżej sklasyfikowany na tym etapie zawodnik transparentnie dzielący się swoimi danymi ze światem był na mecie dziesiąty, 1’43” za Froomem i wygenerował na ostatnim, 7,5km fragmencie średnią moc 338W (ok. 5,3W/kg), ale jego VAM to 1695 gdy Thibaut Pinot, szybszy o minutę wspinał się z prędkością 1743m/h.

Cena harców

Dzień później Chris Froome zapłacił za wysiłek na Zoncolanie i na etapie do Sappady, wygranym przez szarżującego Yatesa, gdzie stracił stracił ponad 1,5 minuty. Wydawało się, że lider Sky jest skończony a Yates, który po dniu przerwy świetnie pojechał czasówkę, gdzie był zaledwie 1’15” za Dumoulinem ma wyścig w kieszeni.

Tempo, w jakim rozgrywany był właśnie etap do Sappady było imponujące. Być może to właśnie tam Yates nadwątlił pozostałe zapasy, a dzieła zniszczenia własnych zasobów dokonał podczas czasówki. Jak później wspomniał, po próbie indywidualnej czuł, że zaczyna brakować mu sił.

Wyglądającego do tej pory na “nietykalnego” lidera rywale “napoczęli” w drodze do Prato Nevoso. To tam, na finałowym podjeździe 18. etapu Chris Froome pokazał kolejne, po Zoncolanie i czasówce, oznaki odrodzenia, a Yates pierwsze oznaki słabości. Z kolei Dumoulin, tak jak przez cały wyścig, był solidny, skuteczny i pewny swego.

Choć była to końcówka wielkiego touru, w Prato Nevoso poszedł pełen gaz. Tempo zaledwie minutę wolniejsze od czołówki “ery EPO” i VAM ponad 1600 na ponad półgodzinnym podjeździe to w tej fazie wyścigu sporo. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę, że była to jedyna wspinaczka na tym etapie.

Co się odjaniepawliło na 19. etapie

Są dni, które przechodzą do historii sportu. 19. odcinek Giro d’Italia 2018, prowadzący przez szutrowy podjazd na przełęcz Finestre, następnie do Sestriere i z metą na zboczach Monte Jaffereau zostanie zapamiętany na długo.

Chris Froome zaatakował 80km przed metą podczas podjazdu na Finestre i samotnie, systematycznie powiększając przewagę, pojechał po zwycięstwo i na tym etapie i, jak się później okazało, w całym wyścigu.

Philippa York w felietonie dla Cyclingnews zwraca uwagę, że po pierwsze czasy Coppiego czy Merckxa, gdy takie akcje się zdarzały, mamy już dawno za sobą, a po drugie w czasie wielkiego touru nie da się budować formy. Jeśli zawodnik jest gorzej przygotowany, zmęczenie narasta, podobnie jak straty, zatem tego typu odrodzenie jest trudne do uzasadnienia.

Równocześnie The Secret Pro zwraca uwagę, że Froome wykorzystał efekt zaskoczenia, jako jedyny, mając w planie taki niestandardowy atak, odpowiednio się odżywiał, nawadniał, miał ze sobą wystarczającą ilość żeli, właściwie dobrane przełożenie itd.

Pewnym mitem jest również, że lider Sky większość trzyminutowej przewagi nad najgroźniejszymi rywalami zbudował na zjazdach. Owszem, ostatni podjazd pokonał w tym tempie co Dumoulin, Pinot i Lopez, ale wcześniej był o 50 sekund szybszy na wspinaczce do Sestriere i o 40 sekund lepszy na Finestre.

Zatem zgadza się, że Dumoulin czekający na kolarzy FDJ, a następnie nienajlepiej układająca się współpraca w grupie pościgowej oraz bardzo mocne, równe tempo Froome’a na zjazdach i w dolinach miały znaczenie dla powodzenia Brytyjczyka, jednak 1’30” to różnica powstała na dwóch wzniesieniach.

W kwestii zjazdów trzeba za to podkreślić, że jeszcze kilka lat temu (np. podczas TdF 2013) lider Sky był często w takim terenie stawiany przez rywali pod silną presją. Praca nad techniką, której efekty zaprezentował np. podczas Wielkiej Pętli dwa lata temu to być może kluczowy zysk “niemarginalny” wart więcej niż TUE, salbutamol czy inne, nie do końca etyczne praktyki w zespole Froome’a i ważna składowa jego sukcesów.

Dzień później za wcześniejszy wysiłek zapłacił Thibaut Pinot, Dumoulin podjął bezskuteczną próbę ataku a Richard Carapaz i Miguel Angel Lopez szachowali się walcząc o białą koszulkę najlepszego młodzieżowca i najniższy stopień podium, które obronił Lopez.

Choć pozornie wyglądało to na defensywną jazdę, ostatni podjazd wyścigu, Cervinia, również został pokonany w bardzo wysokim tempie. Po ekstremie dzień wcześniej, na koniec trzech tygodni intensywnego ścigania czołowi kolarze klasyfikacji generalnej wspinali się jak walczący o zwycięstwo w “generalce” zawodnicy w 2012r, gdy atakował Ryder Hesjedal.Niemal 400W generowane w 41’50” przez Davide Formolo budzi respekt.

Zasługa piłkarzy?

Rozważając możliwe scenariusze przed tegorocznym Giro podejrzewałem, że Froome będzie chciał rozstrzygnąć zwycięstwo jednym (prawdopodobnie na Zoncolanie), maksymalnie dwoma atakami, by oszczędzić jak najwięcej energii przed Tour de France.

W tym roku bowiem, ze względu na mistrzostwa świata w piłce nożnej, Wielka Pętla rozpoczyna się kilka dni później, zatem kolarze mają więcej czasu na regenerację między włoskim a francuskim tourem.

Wbrew zdaniu York, spokojne wejście w wyścig miało więc sens. Tyle tylko, że o ile w teamie Sky właściwie ocenili możliwości Dumoulina, o tyle nie wzięli pod uwagę Simona Yatesa.

Froome, znajdujący się w najgorszym momencie w podobnym położeniu co Vincenzo Nibali w 2016r musiał więc postawić wszystko na jedną kartę, zaryzykował i osiągnął sukces, choć prawdopodobnie większym kosztem niż się spodziewał.

Tak czy inaczej ma więcej czasu na odpoczynek niż Contador w 2011 i 2015, zatem należy go rozpatrywać jako poważnego kandydata do wygrania Tour de France.

Mniejsze teamy – ciekawszy wyścig?

Oczywiście wielkie toury to zupełnie co innego niż klasyki, ale trzeba przyznać że ten sezon, pierwszy po zmniejszeniu liczby zawodników w drużynach obfituje w odważne, zakończone sukcesem akcje. M.in. Mediolan-Sanremo, Ronde van Vlaanderen, Paryż-Roubaix i Liege-Bastogne-Liege zostały wygrane po de facto solowych atakach. W Giro d’Italia najpierw bardzo aktywny był Yates a następnie Froome rozstrzygnął losy wyścigu ucieczką, która przejdzie do historii kolarstwa.

Być może więc okrojenie składów było czynnikiem, który przy bardzo wyrównanym poziomie otworzył rywalizację i sprawił, że jest ona mniej przewidywalna. Tym bardziej, że drużyna Sky kończyła Giro w siódemkę, podobnie jak Sunweb, Movistar i Astana.

Co ciekawe, Froome poza klasyfikacją generalną wygrał także górską, a Sky zdominowała klasyfikację drużynową. Sunweb na pocieszenie do drugiego miejsca Dumoulina dokłada dziewiąte Sama Oomena choć kto wie, być może, gdyby młody Holender był bardziej oszczędzany i skupił się bardziej na pomocy niż własnych celach, ekipa cieszyłaby się z różowej koszulki.

Jeśli szukamy przyczyn ofensywnej jazdy, ale też załamania kolejnych kolarzy z czołówki, to trzeba podkreślić znaczenie tempa wyścigu. Giro d’Italia 2018 miało rekordową prędkość średnią (40,18km/h), a na wielu etapach wyniszczające ściganie na całego trwało od startu do mety.

Giro rekordów

Zgodnie z przewidywaniami dostaliśmy wyścig, w którym wielu zawodników pojechało po najlepsze wyniki w karierze. Nawet jeśli Simon Yates poległ w walce o zwycięstwo, wygrał trzy etapy, co w połączeniu z sukcesami Chaveza i Mikela Nieve dało australijskiej drużynie aż pięć okazji do otworzenia na podium musującego spumante.

Elia Viviani osiągnął to, po co przyszedł do Quick Stepu. Był najszybszy podczas czterech finiszy z peletonu i wygrał klasyfikację punktową. Choć Sam Bennet z Bora – Hansgrohe nie walczył o fioletową koszulkę, dla Irlandczyka trzy etapy to również życiowy sukces.

W pierwszej dziesiątce klasyfikacji generalnej znaleźli się Pello Bilbao, Patrick Konrad, Davide Formolo i George Bennett, wspomniany Lopez oraz rewelacyjny Carapaz. W przeciwieństwie do Domenico Pozzovio, to oni są przyszłością wielkich tourów.

To jak to jest z tym Froomem?

Thomas Dekker w trakcie Giro zwrócił uwagę, że mimo wszystkich problemów i kontrowersji niewykluczone, że Chris Froome jest jednym z najczystszych zwycięzców wielkich tourów. I może być w tym sporo prawdy ponieważ nadużywanie procedury TUE, salbutamol, leki bólowe, nasenne, napoje ketonowe i loty helikopterem zamiast podróży autobusem to, cóż, w porównaniu z tym, co robili mistrzowie z niedawnej przeszłości co najwyżej drobne nadużycia.

Równocześnie, ze względu na hipokryzję kierownictwa drużyny Sky, zarówno ekipa jak i sam Froome mają obecnie zerową wiarygodność, co w połączeniu z opieszałością UCI oraz WADA w rozwiązaniu sprawy przedawkowania salbutamolu, obstrukcją informacyjną oraz nadużyciami w brytyjskim kolarstwie podważa wartość, jaką Froome wniósł do rywalizacji w tegorocznym Giro.

Bez względu na to, jak zakończy się postępowanie wyjaśniające, zarówno ta wygrana, passa Tour-Vuelta-Giro jak i potencjalny dublet Giro-Tour będą zawsze przedstawiane z tym przykrym, okołodopingowym zastrzeżeniem.

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments