Początek roku to od kilku lat początek sezonu. Tak naprawdę angażuje nas tylko częściowo. Postanowiłem więc, razem z kolarzami kumulować siły i zebrać najważniejsze wydarzenia w jedną całość. Zatem przed Wami kolarskie wydarzenia stycznia, o których wcześniej nie napisałem.

O ministerstwie i prezesie

Po grudniowym, nadzwyczajnym zjeździe delegatów Dariusz Banaszek obronił swoje stanowisko prezesa PZKol, za to cały zarząd został zmieniony. To było jednak za mało dla ministra sportu, Witolda Bańki, który postanowił finansować najlepszych, polskich kolarzy przez komitet olimpijski, zostawiając Związek de facto bez żadnych środków.

Krótko mówiąc, w próbie sił minister wygrał z prezesem, który podał się do dymisji.

Równocześnie warszawska prokuratura zaczęła badać sprawę nieprawidłowości w PZKol w latach 2010-2017. Jak długo to potrwa – nie wiadomo.

Na koniec zwrócę tylko uwagę na pewną ciekawostkę: kolarstwo finansowane ma być teraz przez transfery z PKOl. Tymczasem w “komisji sportu” tegoż PKOl od września zasiada były dyrektor sportowy, zwolniony dyscyplinarnie z PZKol w lipcu, wokół postaci którego jest najwięcej kontrowersji. Cóż, życie…

O przyszłości Chrisa Froome’a

Wspominałem o tej kwestii w zapowiedzi sezonu 2018. Czas jednak płynie, kolejni kolarze, dyrektorzy sportowi i działacze wypowiadają się na temat konieczności jak najszybszego rozwiązania sprawy przekroczenia przez Froome’a dopuszczalnego poziomu przyjętego salbutamolu.

Wszyscy: prezydent UCI, dyrektor Giro d’Italia, rywale (m.in Romain Bardet) a nawet koledzy z grupy (Wout Poels) zwracają uwagę, że nie może dojść do takiej sytuacji jak w przypadku Alberto Contadora w 2011r.

Obecnie Froome rozważa zmianę strategii i zamiast “iść w zaparte” może dać sobie odebrać zwycięstwo we Vuelcie i przyjąć kilkumiesięczną dyskwalifikację liczoną od września zeszłego roku. Dzięki temu mógłby wystartować jeśli nie już w Giro, to przynajmniej w Tourze.

A póki co trenuje jak szalony w RPA.

O Alberto Contadorze w roli eksperta Eurosportu

Z kolarstwem zawodowym ewidentnie niechętnie żegna się Alberto Contador. W tym sezonie będzie on pełnił funkcję eksperta hiszpańskiego Eurosportu.

“Pistolero” cieszy się wyjątkową sympatią fanów na całym świecie. Nie zmienia to faktu, że ma na swoim koncie i dyskwalifikację za doping, jak również w ciągu całej kariery wokół jego postaci można wyśledzić wiele kontrowersyjnych faktów.

Niewykluczone, że nad tą sprawą pochylę się nieco bardziej. Nie chodzi bowiem o zasadę “zera tolerancji”, za to bardziej o przejrzystość. Owszem, możemy niechętnie patrzeć na brylującego przed kamerami Richarda Virenque’a, ale przynajmniej mniej więcej wiemy, co robił i jak sięgał po swoje największe triumfy. Jest więc, choćby częściowo, wiarygodny jako komentator.

Owszem, Contador ma bardzo wiele do stracenia, gdyby opisał kulisy swojej współpracy z postacią taką jak Pepe Marti, albo wyjaśnił temat jednej z najszybszych wspinaczek w historii kolarstwa, czyli Verbier w 2009r. A być może nawet przyznał się do tego, że clenbuterol oraz plastyfikatory w próbkach z Touru 2010 nie pochodziły z “zatrutego mięsa”.

Tak czy inaczej, komentatorzy czy eksperci, którzy dwuznacznie milkną, gdy w czasie relacji pojawia się nawiązanie do dopingu z przeszłości to temat wart głębszego omówienia.

O spotkaniu Petera Sagana z papieżem Franciszkiem

Jesteś potrójnym mistrzem świata. Nie masz nawet trzydziestki a już wygrałeś tyle, ile spora część peletonu razem wzięta. Fani niemal cię czczą. Pierworodnemu synowi dałeś na imię Marlon a przed wizytą u papieża zastanawiasz się, że może mógłby on osobiście ochrzcić twoje dziecko.

Sportowcy czy gwiazdy kultury popularnej często spotykają się z przywódcami duchownymi i Sagan nie jest tu wyjątkiem. Słowak sprezentował Franciszkowi specjalnie przygotowany rower a przypomnijmy, że Bono ofiarował kiedyś Janowi Pawłowi II swoje okulary.

Przy okazji wydarzeniami stycznia były również: nowa fryzura Sagana oraz jego autotematyczny tatuaż.

O przełajach

Cóż, na uważne śledzenie cyclocrossu tej zimy zwyczajnie brakło mi czasu. A do tego odczuwam pewien przesyt, związany z tym, że przełaje stały się wypełniaczem dla mediów, które walczą o ruch i reklamodawców. Mnogość imprez o podobnym znaczeniu połączona z regularną rywalizacją tych samych, kilku postaci na dłuższą metę jest nużąca.

Dominacja Mathieu van der Poela zachęca do zastanowienia się, czy utrzyma on koncentrację do mistrzostw świata w Valkenburgu, które zostaną rozegrane już w weekend 3-4 lutego.

Wyjazd Polaków na wspomniane mistrzostwa długo stał pod znakiem zapytania, ostatecznie rzutem na taśmę do Holandii pojedzie niewielka grupa naszych reprezentantów.

Na rodzimym podwórku przełaje niby mają się dobrze, natomiast trzeba zauważyć porażkę projektu sponsorowania Pucharu Polski przez Orlen oraz ewidentną dyskryminację kobiet. Pula nagród dla pań jest często wyraźnie niższa niż dla mężczyzn a podczas mistrzostw kraju z rywalizacji o tytuł mistrzowski wyłączono juniorki, mętnie tłumacząc się przepisami UCI (w sytuacji, gdy w wielu krajach medale dla nastoletnich dziewczyn przyznano).

Muszę też wspomnieć o nieszczęśliwym zderzeniu Jolandy Neff z Pauline Ferrand-Prevot. Szwajcarka z Francuzką miały kolizję podczas finałowych zawodów Pucharu Świata. Prevot wyszła z tej sytuacji bez szwanku, za to Neff ma złamany obojczyk i i łokieć.

O wyścigach w Australii i Argentynie

W inauguracji World Touru, czyli Tour Down Under formę oraz wysoką klasę sportową potwierdził Richie Porte, który w swoim stylu zapewnił sobie zwycięstwo na “Willunga Hill”, klasycznym punkcie trasy australijskiej etapówki.

Tasmańczyk był jednak wyraźnie wolniejszy od swoich najlepszych osiągnięć w tym miejscu. Może to dobrze w kontekście jego planów na zbudowanie najwyższej dyspozycji dopiero w lipcu.

Na trasie TdU warta zauważenia jest też dobra postawa jednej z nadziei kolumbijskiego kolarstwa, Egana Bernala, który w barwach drużyny Sky zajął bardzo dobre, szóste miejsce w klasyfikacji generalnej.

Z kolei na płaskich etapach świetnie zaprezentowały się gwiazdy sprintu. Swoje zwycięstwa zaliczyli: Andre Greipel, Caleb Ewan, Peter Sagan i Elia Viviani. Tym samym w Tour Down Under nie wygrywał nikt z drugiego szeregu.

Kilka dni później, w Argentynie bardzo solidny trening wykonał Rafał Majka, gdzie pojechał dobrze zarówno na czas jak i w górach, co dało mu piąte miejsce w klasyfikacji generalnej, drugie wśród zawodników World Touru. O zwycięstwo walczyli zawodnicy z lokalnych zespołów, w tym weteran Oscar Sevilla. Triumfatorem całego wyścigu został reprezentant gospodarzy, Gonzalo Najar.

Prawda jest taka, że prawdziwe, szosowe emocje rozpoczną się dopiero za cztery tygodnie, podczas Omloop Het Nieuwsblad, 24.02.

I to by było na tyle :) Przed nami kolejny, przejściowy miesiąc. Co przyniesie? Zobaczymy!

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments