”Seksafera”, konflikt z ministerstwem, zwolnienie prominentnego działacza a w tle długi i odchodzący sponsorzy. Nowe wybory prezesa lub zarząd komisaryczny. Cokolwiek się wydarzy, Polski Związek Kolarski czekają poważne zmiany.

Kwestię tożsamości “byłego dyrektora sportowego, zwolnionego w lipcu 2017” rozwiał Newsweek, podając imię oraz inicjał. O winie lub jej braku a także o zakresie ewentualnych nadużyć rozstrzygną stosowne instytucje a o tym, co dalej będzie się działo ze Związkiem dowiemy się najwcześniej po Walnym Zgromadzeniu, które zaplanowano na 22.12.

Bez względu na wynik wyborów w PZKol trzeba będzie posprzątać. Czy zrobi to komisarz czy nowy prezes czy też prezes, który przyjdzie po komisarzu zakres tematów do poruszenia będzie ten sam.

Zakładając, że nie chcemy bawić się w inkwizycję i rozliczać za błędy przeszłości, tylko spojrzeć w przyszłość by po resecie zapewnić młodym kolarzom warunki do trenowania i reprezentowania kraju na najważniejszych imprezach, trzeba wyciągnąć wnioski i uniknąć sytuacji, które sprzyjają powstawaniu problemów, z jakimi zmaga się Związek.

Co ciekawe, to nie są kwestie, które wymagają dostępu do wiedzy tajemnej, kuluarowych rozmów i zwierzeń decydentów czy też osób ze środowiska kolarskiego. Wystarczy odrobina obserwacji i mamy gotową listę grzechów, za które należy wyrazić nie tylko żal, ale przede wszystkim niezmiernie mocne postanowienie poprawy.

Jeśli rzucicie okiem na poniższą listę zauważycie, że choć obecnie skupiamy uwagę na jednej osobie i jednym prezesie oraz wybranych aspektach ich działalności, nie tyle do poprawy co do absolutnego wykluczenia są następujące kwestie, które nakładały się na siebie przynajmniej od 2001r.

Łączenie funkcji

Jeżeli trenerem-selekcjonerem kadry jest równocześnie ta sama osoba, która sprawuje kierowniczą funkcję w grupie zawodowej to wiedzmy, że coś jest nie tak. To największe pole do nadużyć: personalnych, finansowych i etycznych. Bez względu na to, czy mówimy o mtb, szosie czy jakiejkolwiek odmianie kolarstwa. Menadżer grupy zawodowej zawsze będzie preferował współpracę ze “swoimi ludźmi” a do tego pojawią się możliwości np. zaoszczędzenia klubowych pieniędzy poprzez finansowanie, dajmy na to zgrupowań, z pieniędzy związku. Co więcej, mając wgląd w dokumentację zawodników (np. wyniki badań) pełniący więcej niż jedną funkcję trener może tę wiedzę wykorzystać w rywalizacji klubowej.

Sprzeczne interesy sponsorów

Podobnie ma się sytuacja w przypadku sponsorów. Gdy jedna firma równocześnie finansuje i swój klub i związek, trudno sobie wyobrazić, że nie będą pojawiały się naciski: związane z powołaniami, szkoleniem, ba, może nawet kalendarzem imprez. Gdy mówimy o PZKol to sprawa o tyle delikatna, że Dariusz Miłek z marką CCC był przez lata mecenasem polskiego kolarstwa na różnych płaszczyznach i niewątpliwie środowisko powinno być mu wdzięczne. Co nie zmienia faktu, że sytuacja, w której np. w Tour de Pologne jadą “dwie drużyny CCC” (jedna pomarańczowa, druga w barwach narodowych) nie jest ani jasna, ani przejrzysta ani zrozumiała (np. dla zagranicznych mediów).

Gra do dwóch bramek

A co, gdy jedna osoba związana jest i ze sponsorem i ze związkiem? Czy umowa, którą negocjuje Związek z marką, której ambasadorem jest pracownik związku da rozwiązanie win-win, czy może jednak realnie będzie korzystna tylko dla jednej ze stron. Nowelizacja ustawy o sporcie obecnie reguluje tę kwestię, ale pamięć o tym, że również taka sytuacja miała miejsce w przeszłości będzie cenne. Podobną uwagę należy skierować np. do organizatorów imprez: wyczynowych i masowych.

Brak transparentności

Tutaj obecnie jest lepiej, ale wciąż nie dość dobrze. Patrząc w przeszłość można łatwo zauważyć, że wiele decyzji w Związku było podejmowanych bez informowania ani opinii publicznej ani członków tej organizacji. Zasady powołań do kadry, świadczenia dla poszczególnych zawodników, kadr, konkurencji. Konkursy na organizatorów imprez mistrzowskich czy pucharowych. Decyzje kadrowe. Informacje o wynikach testów antydopingowych. I wiele, wiele innych sprawa wymaga regularnej i terminowej publikacji. Zwłaszcza w momencie, gdy okazuje się, że w przeszłości o tym, kto i co może, dostanie, gdzie wystartuje decydowano jednoosobowo, bez procedur i wedle uznania.

Niedocenianie się

Owszem, sport wyczynowy w Polsce jest głównie finansowany z budżetu państwa. Owszem, zasługi Dariusza Miłka dla naszego kolarstwa są bezdyskusyjne. Należy jednak zapytać, jaki powinien być udział sponsora tytularnego w budżecie Związku. 10, 20, 30%? Milion, dwa a może pięć? Ilu Związek powinien mieć sponsorów? A także, ile powinny kosztować prawa do nazwy pruszkowskiego toru, na którym mają zostać rozegrane mistrzostwa świata. Warto zapytać, czy aby w przeszłości, ze względu na problemy finansowe, zarząd PZKol nie podpisywał aby umów opiewających na zbyt niskie kwoty. Nawet biorąc pod uwagę, że wizerunek Związku jest obecnie na poziomie “-2” w skali “od 1 do 10”, tytuły mistrzowskie i medale olimpijskie a także rosnąca popularność (niewykorzystana!) kolarstwa jako sportu masowego to wymierna wartość.

Ten nieszczęsny tor

Sprawa długu za prace dodatkowe, które Mostostal Puławy wykonał przed torowymi mistrzostwami świata ciągnie się od… 2009r. Nie mówię, że kolejni prezesi nie próbowali jej rozwiązać, ale trzeba przyznać, że jest to kuriozum na skalę krajową. Patrząc na nią z boku można by dojść do wniosku, że istnienie długu jest nierozerwalnym elementem towarzyszącym PZKol. Czy to zatem oznacza, że jest komuś na rękę?

Luki w systemie szkolenia

Fajnie, że mamy “narodowy program rozwoju kolarstwa”, szkoda tylko, że został powołany tak późno. W wielu kolarskich konkurencjach będziemy musieli czekać latami, aż pojawią się następcy obecnych mistrzów i mistrzyń. Co więcej, same szkółki oraz (istniejące lub nie, zależnie od odmiany kolarstwa) kadry juniorskie, młodzieżowe czy regionalne sprawy nie rozwiążą. Ci młodzi ludzie muszą mieć się gdzie ścigać, o czym w Związku wielu decydentów w ostatnich kilkunastu latach wydawało się zapominać, licząc na to, że „środowisko”, samo i oddolnie zajmie się tą kwestią.

Luki w systemie antydopingowym

To temat trudny, łączący się z kilkoma poprzednimi. Jeśli trenerzy łączą funkcje klubowe ze związkowymi, jeśli sponsorzy są wspólni dla federacji i grupy zawodowej, jeśli związek ceduje organizację imprez mistrzowskich na zewnętrzne, nieneutralne podmioty może się okazać, że w imię jakiegoś, innego niż “dobro kolarstwa” dobra pojawią się naciski, jeśli nie na same wyniki testów antydopingowych, to przynajmniej na ich publikację. Ba, przy wszystkich wymienionych powyżej patologiach może dojść do sytuacji, w której posiadający określoną wiedzę menadżer, działacz lub zawodnik będzie mógł łatwiej poruszać się w świecie wzmożonych kontroli i wychodzić obronną ręką z kryzysowych, nieczystych sytuacji. Krótko mówiąc, każde naruszenie przepisów antydopingowych przez zawodnika z licencją i na imprezie z oficjalnego kalendarza musi być zakomunikowane.

Wizerunek, pasywność i inercja

Szanse, które przepadły, wizerunek skostniałej instytucji nieprzystosowanej do współczesnych realiów, nadużycia finansowe, nepotyzm a “teraz” okazuje się, że także mobbing i molestowanie. To boli, zwłaszcza tych, którzy swoje serce, czas i pieniądze oddają kolarstwu. Obszarów do poprawy jest wiele, niemal na każdym kroku. Liczba zaniedbań, złych praktyk lub po prostu niedopatrzeń jest przytłaczająca.

Pytania na koniec są dwa: czy “seksafera”, będąc niewątpliwie trudnym doświadczeniem dla poszkodowanych w niej osób wystarczy, by “zresetować” PZKol. A także, czy ów “reset” faktycznie dojdzie do skutku.

Zanim dostaniemy na nie odpowiedź jeszcze małe post scriptum.

Polski Związek Kolarski to nie jest “samo zło”, “beton” i nadużycia. Trenując w klubach, jeżdżąc na zawody, ba, załatwiając sprawy z pracownikami i członkami centrali PZKol, związków regionalnych czy kolegium sędziów najczęściej można spotkać osoby kompetentne a przede wszystkim oddane sprawie.

Nawet mając tak trudną przeszłość, w nowym rozdaniu: wyborach, nominacjach czy konkursach trzeba postawić granicę w rozsądnym miejscu.  Jeśli zapędzimy się za daleko, może się okazać, że w polskim kolarstwie nie będzie komu pracować, organizować imprez i finansować całego tego przedsięwzięcia.

Zatem szukając najważniejszego elementu funkcjonowania związku, nad którym trzeba pracować, wskazuję na transparentność. Bo to właśnie jej brak spowodował, że jesteśmy tu, gdzie jesteśmy.

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments