Sagan? “Kwiato”? Dumoulin? A może któryś ze sprinterów? Tu nie chodzi tylko o typowanie. Wiadomo, wygra najlepszy, ale przy okazji może powstać ciekawa historia.

Czy prawie 270km w lekko pofałdowanym terenie może w mistrzowskim peletonie pełnym sprzecznych interesów wprowadzić wystarczającą selekcję, by o tęczowej koszulce nie rozstrzygnął finisz z dużej grupy? Czy “Łososiowe wzgórze”, którego parametry nie wyglądają imponująco: zaledwie 1,5km o średniej stromiźnie 6,7%, do tego ze szczytem przed połową właściwego, pokonywanego 11 razy okrążenia to dogodne miejsce do ataku?

Cóż, wiele wskazuje na to, że będziemy oglądali wyścig, gdzie będzie liczyła się siła drużyn oraz taktyka. W związku z tym, choć kilku kolarzy należy traktować jako poważnych pretendentów, możliwa jest także niespodziewana wygrana kogoś z “drugiego szeregu”.

Tak czy inaczej faworytem jest Peter Sagan, który potrafi zarówno zaatakować na podjeździe, znaleźć się w odpowiedniej akcji jak również skutecznie zafiniszować z peletonu, o ile nie ma w nim jakiegoś super-sprintera. A do tego jest bardzo wytrzymały, więc dystans wyścigu o mistrzostwo świata raczej nie zrobi na nim wrażenia.

Choć Słowak w ostatnich dniach zmagał się z przeziębieniem, stoi przed szansą zdobycia trzeciego tytułu z rzędu. Do tej pory nikomu taka sztuka się nie udała. Sagan jest jednym z zaledwie sześciu kolarzy, którzy byli w stanie obronić tęczową koszulkę. Ale ani Paolo Bettini, ani Gianni Bugno, Rik Van Looy, Rik van Steenbergen ani Georges Ronsse nie byli w stanie sięgnąć po złoto trzykrotnie, rok po roku.

Portfolio Sagana już teraz jest imponujące i z pewnością ma on swoje miejsce w historii sportu rowerowego, ale jeśli wygra w Bergen, faktycznie stanie się legendą.

Przed ciekawym wyzwaniem stoi Michał Kwiatkowski. Polak ma w tym sezonie dobrą zaliczkę w postaci zwycięstwa w “wiosennych mistrzostwach świata”, czyli klasyku-monumencie, Mediolan-San Remo. Wygranie zarówno “Primavery” jak i tęczowej koszulki w jednym sezonie to rzadka sztuka, której ostatnio dokonał w 2004r Oscar Freire.

“Kwiato” to fenomen: potrafi ograć w sprincie Sagana a w górach gubić najlepszych górali. Do tego znakomicie odnajduje się w skomplikowanych rozgrywkach taktycznych i często zabiera do decydujących o zwycięstwie akcji.

Rywalizację w Bergen można by więc łatwo sprowadzić do rywalizacji słowacko-polskiej, ale na tęczową koszulkę czyhają też Belgowie, z których niemal każdy ma potencjał, by po nią sięgnąć.

Tak jak Kwiatkowski może połączyć MŚ z Mediolan-San Remo, tak Greg Van Avermaet z Paryż-Roubaix a Philippe Gilbert z Ronde Van Vlaanderen, co również świadczyłoby o mistrzostwie najwyższej próby. Belgowie mogą jednak paść ofiarą klęski urodzaju. Stuyven. Benoot, Keukeleire, Teuns, Naesen, Vermote czy Wellens również mogą po wcześniejszym ataku pokusić się o złoto. Jeśli przy takim składzie Belgowie wygrają ten wyścig, będzie to równie ważne co sam fakt zwycięstwa.

Trudno powiedzieć, jak w Bergen poradzą sobie Włosi. Teoretycznie skuteczniejszy w wyścigu klasycznym powinien być Sonny Colbrelli, ale lepszym sprinterem jest Elia Viviani. Jeśli dojdzie do finiszu z większej grupy, mistrz olimpijski w torowym omnium może zostać szosowym mistrzem świata.

Dla fanów toru i potwierdzeniem, że jazda po drewnianym owalu ma przełożenie na wyniki w zawodowym peletonie dobrym typem jest też Fernando Gaviria, który był już mistrzem świata w wieloboju, czyli omnium. Co ważne, może on zostać pierwszym medalistą z Kolumbii i jeśli tak się stanie, będzie to swoiste kuriozum, ponieważ kraj ten słynie głównie z “górali” a nie ze sprinterów. Ich równorzędnym liderem jest Rigoberto Uran, dobrze radzący sobie zarówno w wielkich tourach, klasykach i imprezach mistrzowskich, by przypomnieć jego srebro z Igrzysk w Londynie.

Możliwość faktycznego przejścia do historii kolarstwa ma Tom Dumoulin. Już sam fakt zwycięstwa w wielkim tourze i zdobycia tęczowej koszulki w jeździe na czas jest rzadko zdobywanym trofeum, ale nikomu jeszcze nie udało się zgromadzić dwóch tytułów: w czasówce i ze startu wspólnego w jednym roku. Jeśli dołączymy do tego triumf w Giro, robi się z tego kumulacja godna antycznego herosa.

Czy Dumoulin jako specjalista jazdy na czas i równocześnie dobry “góral” jest w Bergen bez szans? Niekoniecznie! Gdy jest w formie, potrafi dobrze pojechać w wyścigu jednodniowym, o czym świadczy czwarte miejsce w Classica San Sebastian czy piąte w Strade Bianche. Biorąc pod uwagę jego charakterystykę, można sobie wyobrazić śmiały atak Dumoulina na kilometr lub dwa przed metą i samotną jazdę “w trupa” przed rozpędzającym się peletonem w stylu, jaki w latach swojej świetności prezentował Fabian Cancellara.

Na samą myśl o takim rozstrzygnięciu przechodzi dreszcz emocji, podobnie jak w przypadku potrójnej korony Sagana.

Biorąc pod uwagę nie tylko samą tęczową koszulkę, ale i liczne konteksty, może zatem tak być, że do głosu dojdą kolarze z drugiego szeregu. Edvald Boasson Hagen, świetny zawodnik choć bez wielkich zwycięstw na koncie może sięgnąć po największy sukces w karierze. Alexander Kristoff wygrywając w Bergen powróci do gry o najważniejsze trofea po kilkunastu miesiącach posuchy. Michael Matthews wejdzie do ekstraklasy gwiazd zawodowego peletonu a kariery Juliana Alaphilippe’a czy Zdenka Stybara nabiorą dodatkowego rozpędu.

Krótko mówiąc, do wygrania jest nie tylko tytuł, medal i koszulka, ale o wiele więcej. O tym, kto przejdzie do historii kolarstwa dowiemy się już w niedzielę, ok. 17.30.

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments