Tour de Pologne to fajny wyścig. Naprawdę. Tyle tylko, że w jego przypadku warto chwalić się zupełnie czymś innym, niż to, co możemy przeczytać i usłyszeć z oficjalnych komunikatów prasowych oraz relacji TVP.

Mit 1: Kolarska liga mistrzów

Od 1993 do 2005r Tour de Pologne nieustająco piął się w kolarskiej hierarchii. Podczas reformy kalendarza i utworzeniem najpierw cyklu Pro Tour a następnie World Tour TdP został zrównany kategorią z najważniejszymi, tygodniowymi imprezami na świecie. Wraz z rozwojem i rozrastaniem się World Touru w 2016r i 2017r zmieniono punktację i, nieco po cichu, wśród tygodniówek wyodrębniono sześć wyżej punktowanych (Tour Down Under, Paryż-Nicea, Tirreno-Adriatico, Tour de Romandie, Critérium du Dauphine oraz Tour de Suisse), cztery średnio punktowane (właśnie Tour de Pologne, Dookoła Kraju Basków, Volta a Catalunya oraz Eneco Tour) oraz niżej punktowane, nowe w World Tourze (Tour of California, Abu Dhabi Tour, Tour of Turkey, który nie wiadomo czy się odbędzie oraz chiński Tour of Guanxi. TdP jest więc w gronie ważnych, lecz nie najważniejszych wyścigów na świecie. Wygrana w nim to 400 punktów do rankingu międzynarodowej Unii Kolarskiej, gdy np. za wygranie najważniejszych klasyków (np. Paryż-Roubaix, Mediolan-Sanremo) czy wyżej notowanych etapówek zdobywa się punktów 500. Wygrana w Tour de France to 1000 punktów.

Fakt 1: TdP nigdy nie będzie dłuższy

Jeśli nic się nie wydarzy, czyli jeśli w kolarstwie nie nastąpi żadna rewolucja, okazjonalnie nasz wyścig może być dłuższy o dzień. Może dwa. Nigdy jednak nie stanie się “czwartym wielkim tourem”, nie rozrośnie się też do 10 czy 14 dni. W przeładowanym kalendarzu nie ma miejsca na tak długie imprezy. Obserwujemy raczej tendencję do skracania wyścigów, mówi się nawet o skróceniu Giro d’Italia lub Vuelta a Espana z trzech do dwóch tygodni. Tour de Pologne jest bardzo dobrą imprezą w tygodniowym formacie i taką właśnie zostanie.

Mit 2: TdP kreuje gwiazdy

Ponieważ TdP rzadko kiedy jest celem samym w sobie dla najbardziej znanych kolarzy, siłą rzeczy szansę na poprowadzenie drużyny dostają u nas zawodnicy drugiego szeregu: młodsi, mniej sławni, dopiero wyrabiający sobie markę w peletonie. Tak, to prawda, zwycięstwa u progu kariery odnosili u nas Alberto Contador, Peter Sagan, Dan Martin czy Marcel Kittel ale to nie dlatego, że Czesław Lang ma szczególnego “nosa” do wyławiania talentów. Po prostu jego wyścig to taka właśnie impreza, z czego właściwie należy się cieszyć. Gdyby była “lepsza”, nie przyjeżdżałyby do nas żółtodzioby. Gdyby nie było go w World Tourze, klasa walczących o wygraną młodych talentów byłaby zdecydowanie niższa.

Fakt 2: TdP dba o kolarzy

Ze względu na to, że Tour de Pologne to wciąż impreza na dorobku, organizatorzy muszą dbać o uczestników. Stąd też ekipy są zakwaterowane w dobrych hotelach, często wyraźnie wyższej klasy niż na najważniejszych imprezach świata. Biorąc pod uwagę, że pogoda często płata figle a w przeszłości polskie szosy nie były najlepszej jakości, wygodne łóżko i dobra obsługa rekompensowały pewne mankamenty naszego wyścigu.

Mit 3: TdP rozgrywa się w górach

“Mityczne” podjazd: Orlinek (z czasów gdy TdP gościł w Karpaczu), Gliczarów, Bukowina, Salmopol czy teraz Orle Gniazdo to z perspektywy kolarskiej Europy zaledwie pagórki. Największe polskie podjazdy są niewiele większe niż te w Ardenach i nieco mniejsze niż te w Kraju Basków. Nie znaczy to jednak, że Tour de Pologne jest wyścigiem łatwym i płaskim, tak jak wcale niełatwe są wiosenne klasyki w Belgii i Holandii a Wyścig Dookoła Kraju Basków jest dobrym testem dla dynamicznych “górali”. Co więcej, kolejno powtarzane wzniesienia ostatecznie dokonują selekcji, ale tak czy inaczej musimy się pogodzić z faktem, że wielkich gór tutaj nie mamy.

Fakt 3: Dobry sprawdzian przed Vueltą

Tour de Pologne wciąż szuka dla siebie miejsca w kalendarzu. Bywał już organizowany równolegle z Vuelta a Espana i wtedy, choć w teorii miał przygotowywać do mistrzostw świata, przegrywał rywalizację o pozyskanie gwiazd z hiszpańskim tourem. Zdarza się, że w latach olimpijskich koliduje z Tour de France i wtedy przechodzi kompletnie niezauważony. Jednak od kilku lat, umiejscowiony między Tourem a Vueltą staje się dobrym elementem budowania dyspozycji przed VaE i jest dla niej tym, co Tour de Romandie dla Giro d’Italia i Tour de Suisse dla Tour de France. Oznacza to równocześnie, że część “wielkich nazwisk” nie przyjeżdża do nas, by ścigać się na 100%, lecz “sprawdzić nogę” lub zaliczyć kilometry przejechane w odpowiednim tempie.

Mit 4: Na TdP przyjeżdżają najlepsi

Czasem przyjeżdżają (jak w tym roku, gdy pojawili się Sagan, Majka, Nibali, Costa, Ewan czy Jungels) a czasem nie przyjeżdżają i lista startowa jest bardzo uboga. To zależy od układu kalendarza i przebiegu sezonu. Obecność w World Tourze to obowiązkowy start wszystkich ekip z najwyższą licencją, ale często do Polski przywożą one w składy, w których trudno szukać jakiś bardzo znanych nazwisk. Tak jak to przedstawiłem powyżej, rywalizują u nas często zawodnicy “na dorobku”, pracujący na swoje nazwisko. Co nie zmienia faktu, że to i tak jest elita.

Fakt 4: Bez TdP mielibyśmy… nic

Przez wiele lat Tour de Pologne ciągnął polskie kolarstwo. I robi to nadal. Gdy jeszcze nie był w World Tourze, miał na tyle wysoką kategorię, by przyjeżdżało do nas kilku mocnych zawodowców “z zachodu”. Gdy awansował a nasze ekipy nie były jeszcze na tyle zamożne, by regularnie (jak teraz CCC Sprandi Polkowice) ścigać się zagranicą, TdP dawał jedyną szansę kontaktu z czołówką. Co więcej, Czesław Lang zawsze z dziką kartą zaprasza wszystkie polskie ekipy, które mają odpowiednią licencję a oprócz tego reprezentację Polski składającą się z przedstawicieli grup kontynentalnych. Do tego obecność w ogólnopolskiej telewizji to okazja do promocji zarówno dla sponsorów naszych klubów, ale też mediów i całej branży rowerowej. Dla sporej części z nich zaistnienie w otoczeniu TdP to “być albo nie być”. Bez Tour de Pologne i Czesława Langa nasze kolarstwo z pewnością byłoby o wiele mniejsze i uboższe.

Mit 5: Profesjonalna realizacja TVP

Nie chodzi o to, by kopać leżącego, bo wszyscy wiemy, jak przez lata wyglądały transmisje realizowane przez telewizję publiczną. Pod względem jakości obrazu, ilości kamer, montażu czy grafiki Tour de Pologne wyglądał biednie i amatorsko. Równocześnie nie można nie docenić zmian, jakie zachodzą. W tym roku jakość transmisji jest wysoka, ba, lepsza niż np. z worldtourowych wyścigów w Hiszpanii. Inna kwestia to komentatorzy (choć Bartosz Huzarski to bardzo dobra inwestycja “publicznej”), “eksperci” i “gadające głowy”. Wszystkiego się trzeba nauczyć i widać, że TVP dojrzewa do kolarstwa wraz z rozwojem Tour de Pologne. Może nie najszybciej, ale zawsze.

Fakt 5: Niezależna, rodzinna firma

To chyba największy sukces Czesława Langa, jego firmy i jego wyścigu. Fakt, że Tour de Pologne funkcjonuje nieprzerwanie od 1993r jako komercyjna i niezależna impreza jest nie do przecenienia. W tym czasie wiele bardziej znanych, cenionych i bogatszych wyścigów bankrutowało, znikało z kalendarza lub w najlepszym wypadku było przejmowanych przez większych organizatorów. Z prowadzeniem Paryż-Nicea nie poradził sobie Laurent Fignon i sprzedał imprezę ASO, organizatorowi Tour de France. Francuzi są też właścicielami Vuelta a Espana czy wielu klasyków w Belgii. Podobnie RCS, czyli włoska korporacja posiadająca w portfolio Giro d’Italia, która zarządza sporą ilością zawodów kolarskich. Nie wspominając już o, teoretycznie skazanym na sukces i dysponującym dużym budżetem Deutschland Tour, który wyparował z kalendarza po kilku sezonach na topie czy Wyścigu Pokoju, który na początku lat ‘90 startował z wyższego poziomu co TdP a od dawna nie ma go już wśród nas. Cena za sukces i rozwój jest słona i wiąże się z poważną, często nachalną komercjalizacją niemal każdego skrawka naszego wyścigu, ale biorąc pod uwagę wartość, jaką niesie ze sobą Tour de Pologne, z perspektywy czasu trzeba powiedzieć, że dobrze, że ją płacimy.

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments