Nudny i defensywny czy wyrównany i pełen napięcia? Froome wygrywający słabością rywali i siłą swojej drużyny czy będący pod ciągłą presją konkurentów? Jaki był Tour de France 2017?

Pierwszy raz Chris Froome wygrał Tour de France bez zwycięstwa etapowego. Pierwszy raz oddał prowadzenie bezpośredniemu rywalowi i odzyskał je nie dzięki nokautowi w górach a dzięki czujnej jeździe na de facto płaskim etapie. Choć trudno było uwierzyć w jego przegraną, pierwszy raz musiał liczyć nie tylko na swoją moc i drużynę, ale też mieć odrobinę szczęścia. Defekt lub inny problem na trasie decydującej o zwycięstwie czasówki mógł mu odebrać żółtą koszulkę i wygraną w wyścigu.

Jeśli doliczymy do tego nieco loteryjną, deszczową czasówkę w Dusseldorfie, atak Fabio Aru na La Planche des Belles Filles, “rzeźnię” na jurajskim etapie do Chambery, defekty i pogonie za czekającymi lub nie rywalami, stratę czasu na Peyragudes, ściganie na końcówce w Rodez oraz na wietrze w Romans sur Isere a także ofensywę Ag2r w Masywie Centralnym i w Alpach daje to obraz ciekawego, pełnego zaskakujących zwrotów akcji wyścigu.

Z drugiej strony można powiedzieć, że Team Sky, choć nie zniszczył swoich rywali jednym, mocnym uderzeniem takim jak w 2013 i 2015r (odpowiednio na podjazdach do A3-Domaines i La Pierre Saint Martin), przez większość wyścigu kontrolował sytuację. Bo nawet, jeśli Aru i Bardet kąsali Froome’a, nie zdobyli przewagi, której Brytyjczyk nie byłby w stanie odrobić podczas czasówek. Nawet biorąc pod uwagę, że Aru (według oficjalnych komunikatów zmożony przeziębieniem w ostatnich dniach zawodów) nie zgasłby w Alpach, to i tak można się spodziewać, że straciłby w Marsylii podobną liczbę sekund co Romain Bardet, zatem przegrał podium i z Rigoberto Uranem i, być może, z Mikelem Landą, który był o włos od zajęcia trzeciej lokaty.

Taktyka “zabetonowania” rywalizacji przez zespół najmocniejszych pomocników sprawdziła się po raz kolejny. Najbardziej spektakularnym z nich był oczywiście Michał Kwiatkowski, który, powiedzmy sobie szczerze, dość niespodziewanie hasał po górach urywając bardzo solidnych “górali”, ale ważną rolę odegrali także pozostali przyboczni Froome’a.

Co więcej, wczesne wypadnięcie z gry Gerainta Thomasa dało teamowi Sky sprawdzian przed przyszłorocznym Tourem, w którym rywalizowały będą ośmio a nie dziewięcioosobowe zespoły.

Z drugiej strony nie oni jedni zostali przetrzebieni, ponieważ Astana po odpadnięciu Fuglsanga i Cataldo pozostawiła Fabio Aru właściwie bez wsparcia w górach. Pozbawiony pomocy był także Daniel Martin, którego Quick Step wyraźnie stawiał na etapowe zwycięstwa Marcela Kittela a nie na walkę w klasyfikacji generalnej.

Przez to Martin, najbardziej ofensywnie, ale też stosunkowo najmniej czujnie jeżdżący kolarz tego touru musiał się zadowolić “zaledwie” szóstą lokatą.
W tym miejscu należy też wspomnieć o niepowetowanych stratach, jakimi były wycofania Richiego Porte i Alejandro Valverde. Przy tak skonstruowanej trasie obaj mogli wprowadzić dodatkowy element presji na Froome’a i Sky. Niestety obaj rozbili się we wczesnej fazie wyścigu i, podobnie jak w przypadku szans Rafała Majki, w kwestii ich dyspozycji pozostają tylko dywagacje.

Dla odmiany znakomitą jazdę zespołową pokazali nie tylko kolarze Sky, ale też Cannondale-Drapac wspierający Rigoberto Urana oraz Ag2r, szukający różnych rozwiązań taktycznych by zaszachować prowadzony przez Kwiatkowskiego “górski pociąg” Sky.

Dodajmy do tego szczyptę kontrowersji w postaci respektowania lub nie “niepisanych zasad” związanych z czekaniem na rywala w kłopotach (kolejne defekty Froome’a, upadek Martina), relegację Petera Sagana, zwycięstwa etapowe i walka o “grochy” Warrena Barguila oraz przechodzącą z rąk do rąk zieloną koszulkę i mamy obraz naprawdę ciekawego wyścigu.

Tak czy inaczej, ja jestem usatysfakcjonowany. A Wy?

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments