Jeśli czekacie na momenty, w których na żywo doświadczamy historii kolarstwa, to tak, dziś właśnie był ten dzień. Etap Tour de France prowadzący przez Mont du Chat zakończył się dramatami Richiego Porte’a, Gerainta Thomasa i Rafała Majki.

Alberto Contador anonsował ten odcinek jako najcięższy w całym, tegorocznym Tourze. Doświadczony Hiszpan, który w decydujących momentach nie sprostał mocy rywali miał rację. Działo się wiele i to niemal od samego początku.

Stromizny jurajskich szos dały się we znaki wszystkim. Selekcja następowała zarówno pod górę jak i w dół.

Ewidentnie spora część peletonu chce w końcu dobrać się do skóry teamowi Sky. Drugi dzień z rzędu tuż po starcie do przodu pojechało aż kilkudziesięciu zawodników, swoich przedstawicieli w czołówce miała niemal każda ekipa tegorocznej “Wielkiej Pętli”.

To zmusza pomocników Chrisa Froome’a do wzmożonego wysiłku od początkowych kilometrów. Etapy 8. i 9. to popisowa jazda Michała Kwiatkowskiego, który przez wiele kilometrów, równym, mocnym tempem kontrolował sytuację. Jeśli Sky wygra ten wyścig, duża część tego sukcesu będzie jego udziałem.

Tyle tylko, że po etapie z metą w Chambery Froome’owi, Kwiatkowskiemu i spółce będzie trudniej. Stracili bowiem ważny tryb w swojej maszynie. Na zjeździe z pierwszej premii HC, col de Biche upadł Geraint Thomas, łamiąc sobie obojczyk. W tym samym miejscu leżał Rafał Majka, który poważnie potłuczony i poobcierany dotarł do mety 36 minut za zwycięzcą.

Być może nie doszłoby do tej sytuacji, gdyby nie szalone tempo, które na zjazdach nadawali kolarze Ag2r.

Kolejna premia, HC, Grand Colombier minęła w mocnym tempie, ale ważne rzeczy działy się i na zjeździe z niej i w dolinie, gdzie kawał zdrowia nadając tempo zostawił Michał Kwiatkowski.

Do najciekawszych i najbardziej dramatycznych wydarzeń doszło na Mont du Chat, górze, na którą wszyscy czekali.

W pierwszej części wzniesienia defekt miał Chris Froome, którego, w momencie gdy podnosił rękę zaatakował Fabio Aru. Za Włochem pomknął Quintana, dołączył do nich Porte i Bardet. Po chwili zawahania kolarze jadący w czołówce pod presją Porte’a postanowili zaczekać na Froome’a, który przy pomocy swojego “górskiego pociągu” szybko dołączył do szpicy.

Swoją drogą to niesamowite, że w ekipie tak dbającej o detale jak Team Sky tak często zdarzają się upadki i problemy techniczne.

Zanim tempo znów poszło w górę, Froome wyraził swoją dezaprobatę dla Aru, niemal wypychając go z szosy. Ewidentnie wszystkim zaczynały puszczać nerwy i po raz kolejny w tym sezonie pojawiły się pytania o ginące zasady fair play. Po ucieczce Quintany i Nibalego podczas przymusowej przerwy Toma Dumoulina na Giro d’Italia, teraz próbę pogwałcenia dobrych obyczajów podjął Fabio Aru.

Im bliżej szczytu, tym kolejni zawodnicy przestawali wytrzymywać kolejne godziny mocnej jazdy w górach. Z czołówki odpadali Louis Meintjes, Simon Yates oraz, ku pewnemu zaskoczeniu, Alberto Contador (wcześniej w tłoku upadł na podjeździe) i Nairo Quintana. Z kolei z duetu Astany Aru został z Froomem, za to do przodu pojechał Jakob Fuglsang. Co chwilę ktoś przyspieszał, co chwilę ktoś tracił kontakt z rywalami. Najmocniejsza piątka: Froome, Porte, Bardet, Uran i Martin tworzyła rewelacyjny show.

Za szczytem, który jako pierwszy minął uciekinier, Warren Barguil, obejmując dzięki temu solidne prowadzenie w klasyfikacji górskiej faworyci klasyfikacji generalnej pomknęli jak szaleni. Na jednym z łuków za bardzo ciął Richie Porte, którego po chwili rzuciło o skały na zewnętrznej zakrętu. W Porte wpadł Daniel Martin, który, zahaczając jeszcze o rower Urana na szczęście uniknął poważnych obrażeń i szybko wrócił do gry.

Dla Richiego Porte, którego upadek wyglądał makabrycznie był to koniec Tour de France. Wstępne informacje wskazują na złamany obojczyk oraz biodro. Co gorsza, leżącemu na szosie zawodnikowi cały czas towarzyszyły kamery, realizator ewidentnie się zagapił i epatował cierpieniem kolarza.

Tymczasem z przodu przycisnął Bardet, zdobywając pół minuty przewagi nad Froomem, Aru i sparaliżowanym z przerażenia Fuglsangiem. Po zjeździe dogonił i zgubił podmęczonego Barguila a za ich plecami niczym wściekli gonili Froome, Aru, Fuglsang i Uran, który po kontakcie z Martinem miał do dyspozycji wyłącznie najtwardsze przełożenie.

Wszyscy jechali “a bloc”, jednak na kilometr przed metą akcja Bardeta zakończyła się, Francuz chwilę odsapnął i rozpoczął się finisz. O zwycięstwie zadecydowała analiza materiału wideo, o milimetry wygrał Rigoberto Uran, choć początkowo wydawało się, że triumfatorem jest Barguil, który po całym dniu w ucieczce wykrzesał z siebie jeszcze nieco energii.

Do mety ze stratą 1’15” dotarł Martin w grupie razem z Quintaną, Yatesem, Georgiem Bennetem i pomocnikiem Froome’a, Landą. 3’32” stracił Meintjes a aż 4’19” Contador.

Rafał Majka, w potarganym stroju i z opatrunkami na niemal całym ciele dotarł do Chambery 36 minut za pierwszą grupą, w towarzystwie Michała Kwiatkowskiego. O tym, czy lider Bora-Hansgrohe pojedzie dalej dowiemy się po dniu przerwy, póki co dobra wiadomość to ta, że obyło się bez złamań.

Francuski bohater płaskich etapów, który planował walkę o zieloną koszulkę, Arnaud Demare walcząc kolejny dzień ze złym samopoczuciem nie zmieścił się w limicie czasu, razem ze swoimi trzema kolegami z ekipy. Zespół FDJ jest więc mocno przetrzebiony i do końca wyścigu musi liczyć na zmęczonego po Giro d’Italia Thibaut Pinot.

Ze złamaną nogą do szpitala został przewieziony Robert Gesink.

Jurajski etap to był sportowy spektakl przekraczający granice. Ekstremalny, niebezpieczny, piekielnie ciężki (przewyższenie prawie 4400m), pokonywany w szaleńczym tempie. Mont du Chat, mimo zwolnienia związanego z czekaniem na Froome’a czołówka pokonała z VAM = 1700m/h (choć trzeba przyznać, że podczas Criterium du Dauphine było tam jeszcze szybciej!).

Tour otarł się a może nawet przekroczył granice rozsądku, ale cóż, prawda jest taka, że właśnie tego chcieliśmy. Sarkając na jeżdżących zachowawczo kolarzy, narzekając na zabetonowaną rywalizację, ględząc, że zawodnicy boją się atakować.

No więc się doczekaliśmy. Była rzeź, dosłownie i w przenośni. O tym dniu będą pisać w książkach.

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments