Richie Porte tnie zakręt, uderza w skały, i przez dłuższą chwilę leży na asfalcie. Sanitariusze go opatrują, ubierają kołnierz i przenoszą do karetki. Wszystkiemu towarzyszy kamera. Widzimy krew, ból, cierpienie. Na żywo w rozdzielczości HD.

Porte miał sporo szczęścia. Koszmarnie wyglądający wypadek zakończył się “tylko” złamanymi obojczykiem i miednicą. Dan Martin, który uczestniczył w tej samej kraksie dojechał do mety z niewielką stratą i nadal uczestniczy w Tour de France.

W takich chwilach przypominają się wszystkie, największe tragedie kolarstwa. Wouter Weylandt, Andrei Kiviliev, Fabio Casartelli zmarli na skutek urazów odniesionych w wypadkach na zjazdach.

Po śmierci Weylandta na trasie Giro d’Italia 2011 na chwilę przyszła refleksja. Realizatorzy TV postanowili “odwracać wzrok” przełączając to, co widzą kibice przed ekranami na obraz z innych kamer.

W sytuacji, gdy nie wiadomo, w jak ciężkim stanie znajduje się zawodnik, odrobina szacunku należy się i jemu i jego bliskim, którzy prawdopodobnie tę sytuację śledzą na żywo.

To był dobry pomysł i dobry zwyczaj, który, niestety, nie przyjął się na zbyt długo.

Zawody sportowe same w sobie są ekscytującym widowiskiem i choć wypadki, ból i kontuzje to ich nieodłączna część, dodatkowe epatowanie cierpieniem zmienia relację w prymitywny cyrk.

Porte miał szczęście. Miał kask, skończyło się na kilku złamaniach. Jak dobrze pójdzie, wróci na szosę pod koniec sezonu, jeśli będą komplikacje, odbuduje się dopiero na wiosnę.

Przy innym zbiegu okoliczności mógł nie żyć lub być sparaliżowany. I oglądalibyśmy to na żywo, odzierając sportowca z godności i prywatności.

Następnie, ten sam materiał rozchodziłby się w sieci w tysiącach viralowych kopii, jak wideo z paskudnej kraksy Annemiek van Vleuten podczas Igrzysk w Rio de Janeiro.

Zdjęcia zakrwawionego Porte leżącego na zjeździe z Mont du Chat zdobiły główne strony portali przez wiele godzin. Lekcji ze śmierci Woutera Weylandta nie odrobił nikt. Wówczas nawet polskie portale, by przyciągnąć widownię, kupowały od reporterów zdjęcia jego zwłok leżących na szosie prowadzącej z Passo del Bocco.

Oczywiście, jak zawsze w takich wypadkach pojawia się pytanie o granicę przyzwoitości i tego, co wolno, co można, czego nie powinno a co, dla odmiany, powinno się pokazać w ramach rzetelności, polityki informacyjnej i dobra zarówno zawodnika, jego bliskich jak i zatroskanych losem poszkodowanego sportowca fanów.

Pytanie o to, gdzie kończy się przyzwoitość a zaczyna bycie hieną jest tak samo skomplikowane jak odpowiedź na prozaiczną kwestię “gdzie właściwie zaczyna się łysina”, co nie zmienia faktu, że ostatnio realizatorzy transmisji z wyścigów kolarskich tę granicę zdecydowanie przesuwają.

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments