Z małymi potknięciami, nieprzerwanie od 2012 Team Sky jest niepokonany w Tour de France. W tym roku rywale brytyjskiej drużyny są bliżej niż kiedykolwiek a Chris Froome niemal każdego dnia jest w poważnych opałach. Czy w ostatnim tygodniu wyścigu Aru, Bardet, Uran i Martin znajdą sposób, by nadrobić wystarczająco dużo czasu, by przed czasówką w Marsylii mieć szansę na wygraną?

Trudno stwierdzić, czy w 2011r Bradley Wiggins był już gotowy do wygrania “Wielkiej Pętli. Upadek na jednym z pozornie łatwych etapów wykluczył go z dalszej rywalizaji i skierował na hiszpańską Vueltę.

To tam “Sir Wiggo” dostał do pomocy Chrisa Froome’a, który nie tylko go wspierał, ale też i mocno podgryzał na górskich etapach. Ostatecznie obaj Brytyjczycy przegrali z Jose Juanem Cobo, ale jako “super duet” wyruszyli na podbój Wielkiej Pętli 2012.

Byli wtedy de facto nietykalni, ale napięcie w zwycięskim zespole było ogromne. Wiggins był bowiem genialnym specjalistą jazdy na czas, Froome był wyraźnie silniejszy w górach. Ostatecznie obaj jakoś sprostali presji, zajmując dwa najwyższe miejsca na podium, zgodnie z polityką zespołu: Wiggins pierwszy, Froome drugi.

Rok później Froome był już niekwestionowanym liderem, choć u jego boku zaczął dorastać Richie Porte. Mimo to, Froome i Sky poradzili sobie z Movistarem, Tinkoffem i Katiuszą a Froome wygrał swoją “Wielką Pętlę”.

Wygrałby być może w 2014, ale nie dojechał do gór, wywracając się na płaskich etapach, co spowodowało, że w kolejnych miesiącach odrobił lekcję i popracował nad techniką jazdy, dzięki czemu był nie do pokonania w 2015r a w 2016, gdy rywale zaczęli nadrabiać dzielący ich od Teamu Sky dystans pod górę, atakował właśnie na zjazdach!

Sezon 2017 dla całego Sky zaczął się w oparach skandalu związanego z niejasnymi pozwoleniami na używanie leków na astmę oraz oskarżeń o brak transparentności, być może korupcję a nawet doping.

Sportowo było o wiele lepiej, ze znakomitymi wynikami Gerainta Thomasa i Michała Kwiatkowskiego w krótkich etapówkach i klasykach. Sam Froome jednak, choć jest liderem Tour de France w tym roku nie wygrał ani razu.

W kolejnych sprawdzianach był daleki od dyspozycji, którą prezentował w poprzednich latach, za to jego rywale prezentowali się znakomicie. Wśród nich prym wiódł Richie Porte, mocny od wczesnej wiosny aż do feralnego etapu 9. gdy po fatalnej kraksie wycofał się z wyścigu.

Każdego dnia Chris Froome i jego pomocnicy są pod ostrzałem rywali. Najcięższe działa wytoczyła w tym roku ekipa Ag2r, której lider, Romain Bardet jest skutecznym “góralem”, ale też potrafi znakomicie zjeżdżać. Francuzi zgromadzili w tym sezonie paczkę naprawdę zdeterminowanych i świetnie przygotowanych specjalistów jazdy w trudnym terenie, swoją śmiałością niemal równoważąc moc “pociągu” Sky.

Pociągu, w którym jedną z kluczowych ról odgrywa Michał Kwiatkowski. Polak, który wiosną błyszczał w klasykach teraz jest ostoją Froome’a, prowadzi go na zjazdach, odczepia rywali pod górę, wprowadza spokój w dolinach a gdy trzeba oddaje swój sprzęt.

Tego samego nie można powiedzieć o Mikelu Landzie. Bask jest dla Froome’a tym, kim był Froome dla Wigginsa. Nie tylko mocnym pomocnikiem w górach, ale i realnym zagrożeniem w klasyfikacji generalnej.

Najbardziej jadowicie kąsającym konkurentem jest jednak Fabio Aru. Mistrz Włoch to  pierwszy pretendent do podium, który na trasie Tour de France odebrał koszulkę lidera zespołowi Sky. Choć stracił ją przez chwilę nieuwagi na dynamicznym finiszu w Rodez, w bezpośredniej rywalizacji pokonał Froome’a na La Planche des Belles Filles, atakował go w czasie defektu na Mont du Chat i przejął prowadzenie w Pirenejach na etapie do Peyragudes.

Sam Froome ledwo nadąża za Aru, jest też pod presją Bardeta i jego pomocników a także musi uważać na, najlepiej z tej grupy jeżdżącego na czas Rigoberto Urana. Gdyby nie kraksa Porte’a, równie blisko byłby również Daniel Martin, który również jest dynamiczny i odważny, jednak przez problemy na zjazdach z Mont du Chat traci nieco ponad minutę, mniej więcej tyle, co Mikel Landa.

Przed wyścigiem Chris Froome wskazywał, że wyścig rozegra się na zboczach przełęczy Izoard, czyli ostatnim, górskim finiszu. Zanim to jednak nastąpi (w czwartek, 20.07, oglądajcie koniecznie), na kolarzy czeka jeszcze alpejski klasyk z podjazdami na Croix de Fer i Galibier (środa, 19.07).

Na obu tych etapach będzie się liczyła siła drużyny a także odporność na skumulowane w czasie całego Touru zmęczenie.

Biorąc jednak pod uwagę, że na sobotę zaplanowano 22,5km jazdy indywidualnej na czas ulicami Marsylii (dość krętej, do tego z niewielkim, choć wymagającym podjazdem), Bardet, Aru i Martin musieliby Froome’a w Alpach nie tylko nieznacznie, jak dotychczas, pokonać, ale realnie złamać.

Podczas takiej próby może z nimi wygrać nawet o dwie minuty, zatem Ag2r lub osłabiona brakiem Cataldo i Fuglsanga Astana muszą przystąpić do frontalnej ofensywy.

To stawia w niezłej sytuacji Rigoberto Urana, który w swojej karierze jeździł już świetne czasówki a jeśli Froome faktycznie nie jest najlepiej dysponowany, Kolumbijczyk z Cannondale-Drapac może mu się oprzeć w Marsylii. W połączeniu z niewielkich zyskiem w Alpach może się to przełożyć na wygraną w całym wyścigu.

Biorąc pod uwagę, że sytuacja jest bardzo napięta, do pewnych roszad może też dojść podczas etapów płaskich (wtorek i piątek) jeśli, zgodnie z przewidywaniami będzie na nich wiał wiatr.

Tam, dla Teamu Sky pomocny może być Quick Step, który będzie próbował doprowadzić Marcela Kittela do ośmiu etapowych zwycięstw i w ten sposób pomagać w kontroli sytuacji.

Tak czy inaczej tegoroczny Tour jest bardziej emocjonujący niż ktokolwiek mógł się spodziewać, Chris Froome jest bliżej porażki niż ktokolwiek przewidywał z rąk nóg kolarzy, których przed startem mocno nie docenialiśmy!

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments