Jedenastu młodych kolarzy i kolarek skorzysta z budżetowego dofinansowania w ramach projektu “Team 100”. Ministerstwo i spółki skarbu państwa budują przyszłość polskiego sportu rowerowego, niestety utrwalając istniejące nierówności.

Najbardziej znane nazwiska w wybranej grupie kolarzy to Szymon Sajnok (ur. 1997 Attaque Team Gusto), Agnieszka Skalniak (1997, Astana) i Daria Pikulik (ten sam rocznik, BCM Nowatex Ziemia Darłowska).

Oprócz nich ze wsparcia Ministerstwa Sportu i Turystyki oraz Polskiej Fundacji Narodowej będa korzystać: Dawid Czubak, Szymon Krawczyk (obaj rocznik 1998, grupa Voster Uniwheels), Justyna Kaczkowska (1997, UKKS Imielin Team), Nikol Płosaj (1996, UKS Limaro Kórnik), Patryk Rajkowski (1996, UKS Limaro Kórnik), Nikola Różyńska (1998, Stal Grudziądz), Mateusz Rudyk (1995, Stal Grudziądz) oraz Daniel Staniszewski (1997).

Wszyscy są niewątpliwie młodzi (najstarsi mają zaledwie 22 lata), utalentowani (co potwierdzają sukcesy w kategoriach juniorskich, młodzieżowych i dobre rezultaty w wyścigach elity) i z dużym prawdopodobieństwem są przyszłością polskiego kolarstwa.

Mam nadzieję, że dzięki wsparciu z (de facto) budżetu państwa, czego swoją drogą jestem zwolennikiem, będą mogli lepiej przejść trudny czas zmiany kategorii wiekowej i już niebawem zaczną osiągać sukcesy w najważniejszych wyścigach na świecie.

To zawsze był spory problem: moment, w którym zdolni sportowcy musieli iść na kompromisy związane z wyborami: “życie” czy wyczynowa kariera.

Zgodnie z założeniami programu Team 100 młodzi zawodnicy, dzięki Ministerstwu Sportu i Turystyki oraz Polskiej Fundacji Narodowej (ufundowanej przez spółki skarbu państwa) mają otrzymywać rocznie po 40tys złotych. To spory zastrzyk gotówki, który, nazwijmy rzecz po imieniu, ułatwi skupienie się na treningu, regeneracji i budowaniu wizerunku a nie dorabianiu na pół etatu, czy handlu na allegro i, miejmy nadzieję, zdobycie wyników umożliwiających podpisanie sensownego, zawodowego kontraktu.

W zamian, tak wychowani sportowcy powinni w kolejnych latach cieszyć nasze serca i zachęcać kolejne roczniki do rozpoczęcia kariery zawodniczej. Społeczeństwo będzie radosne (bo medale największych imprez to współcześnie ważny element budowania dumy narodowej) i zdrowsze. Krótko mówiąc, taki interes ma sens.

Biorąc pod uwagę, że wśród setki sportowców dofinansowywanych z budżetu jest aż 11 kolarzy, powinniśmy się cieszyć. To więcej niż 10% całej grupy i transfer niemal pół miliona złotych do kolarstwa. Jest więc szansa, że widząc dobre perspektywy, za nimi pójdą kolejni i wkrótce będziemy kolarską potęgą.

Ale… Jeśli przyjrzymy się liście bliżej, są na niej wyłącznie szosowcy i torowcy. A kolarstwo to coś więcej niż szosa i tor. Ba, do tej pory “tor” to ciągle inwestycja bardzo mocno na kredyt.

Nawet, jeśli potencjalnie w konkurencjach torowych można zdobyć najwięcej kolarskich medali na Igrzyskach Olimpijskich, do tej pory, w XXIw, trofea z IO przywozili przedstawiciele mtb (2x Maja Włoszczowska) i szosy (Rafał Majka) a nie toru, mimo, że ci ostatni mieli na to o wiele więcej szans.

Owszem, Polski Związek Kolarski sporo zainwestował, by Włoszczowska przywiozła medale, jednak to działa w dwie strony, i realnie to właśnie te właśnie medale spowodowały, że Związek jest w miejscu, w którym jest a samo kolarstwo znajduje się wśród “dyscyplin strategicznych”. Krótko mówiąc, względem mtb Związek ma całkiem spory dług, którego, cóż, nie spłaca.

Być może wśród obecnych juniorów, juniorek, orlików i orliczek nie ma talentów na miarę Mai Włoszczowskiej, ale na miarę top10 imprez mistrzowskich myślę, że by się znalazły i przedstawiciel lub przedstawicielka kolarstwa górskiego w “Teamie 100” powinni się znaleźć. Zwłaszcza, że za czterdzieści tysięcy złotych można w tej dyscyplinie zdziałać całkiem sporo.

Na temat BMXów nie będę się wypowiadał, bo, szczerze mówiąc nie mam o nich pojęcia. Kierując się jednak argumentacją o “potencjalnej medalodajności” fakt, że już w Tokio 2020 przedstawiciele tej odmiany kolarstwa będą walczyli o cztery komplety medali (2 konkurencje x dwie płcie) również powinno skierować wzrok zarządu Związku w stronę ludzi trenujących BMX.

Krótko mówiąc, jest dobrze, ale jednak trochę przykro.

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments