Ministerstwo Sportu i Turystyki, Orlen oraz CCC składają się w tym i w kolejnych latach na bardzo zacny budżet Polskiego Związku Kolarskiego. Wygląda na to, że po latach zaciskania pasa nasz Związek może nareszcie działać z rozmachem. Jak wykorzysta tę szansę?

Ogłoszenie partnerstwa strategicznego z Orlenem to nie jest dzień triumfu polskiego kolarstwa. Przypomnijmy, że marki koncernu paliwowego: najpierw “Orlen Paliwa” a następnie “Verva” były współsponsorami grupy Piotra Kosmali, w sezonie 2016 znanej pod nazwą Verva Active Jet.

Zespół ścigał się z licencją Pro Continental, zaliczył m.in. udany start w Tour de Suisse. Przerzucenie budżetu z komercyjnej grupy zawodowej na związek oznaczał koniec funkcjonowania tej pierwszej.

Drugim, wieloletnim partnerem PZKol jest Dariusz Miłek ze swoją marką obuwniczą CCC. Należy podkreślić, że Miłek, jeden z najbogatszych Polaków jest od wielu sezonów z naszym kolarstwem “na dobre i na złe”, nie tylko finansując funkcjonowanie własnego zespołu, ale też wspierając związek.

Pod przewodnictwem nowego prezesa, Dariusza Banaszka, PZKol mocniej związał się również z marką odzieżową 4F.

Korzysta również (a może przede wszystkim) z transferów przekazywanych przez Ministerstwo Sportu i Turystyki. Sport rowerowy znajduje się w gronie dyscyplin “strategicznych”. Dzięki mnogości konkurencji kolarstwo jest jedną z najbardziej “medalodajnych” dyscyplin na Igrzyskach Olimpijskich. Po dodaniu BMXowego freestyle’u oraz torowego “madisonu” w Tokio na rowerzystów będą czekały aż 22 komplety medali.

To właśnie na medalach imprez mistrzowskich swoją politykę opiera PZKol. Ciągłość szkolenia ma zapewniać Narodowy Program Rozwoju Kolarstwa a, ze względu nie tylko na konieczność wykorzystania pruszkowskiego toru, ale i potencjał medalowy, główny nacisk kładziony jest właśnie na kolarstwo torowe.

I tu pojawia się pierwszy zgrzyt i problem. Po pierwsze, polscy torowcy to wciąż inwestycja na kredyt. Choć zarówno w kategoriach młodzieżowych jak i w elicie zaczynają odnosić sukcesy na mistrzostwach Europy czy Świata, medale z Rio przywieźli szosowiec i zawodniczka mtb.

To oni, w dużej mierze, wzmocnili pozycję kolarstwa wśród polskich olimpijczyków a nie torowcy.

Z kolei obecność w mediach, tę “organiczną” a nie wypracowaną relacjami z grupą dziennikarzy, zapewnia kilka gwiazd szosy: Michał Kwiatkowski, Rafał Majka i Katarzyna Niewiadoma. Choć grono dobrych, bardzo dobrych i znakomitych zawodników z Polski jest szersze, “robotę w mediach” robią właściwie tylko oni i Maja Włoszczowska. Oraz Czesław Lang i jego wyścig Tour de Pologne.

Kolejny problem z torem to jego elitarność. O ile na szosie, w mtb i w przełaju można startować i trenować właściwie wszędzie, kolarstwo torowe związane jest z określoną infrastrukturą, której mamy niewiele a do tego dostęp do niej mają nieliczni.

Absolutnie – i to podkreślam bardzo mocno – absolutnie nie neguję zasadności finansowania kolarstwa torowego. Nie podważam również niezwykłego postępu, jaki w tej materii dokonali nasi (głównie) młodzi zawodnicy i życzę im jak najlepiej. Ba, chciałbym, aby planowane imprezy rangi międzynarodowej (najpierw puchar a następnie, w 2019r mistrzostwa świata) na Pruszkowskim torze okazały się sukcesem: sportowym, medialnym i komercyjnym.

Jedyne, czego, jako zarówno licencjonowany zawodnik (od młodzika przez orlika i elitą po mastersa, będzie już ponad, z przerwami, 20 lat), dziennikarz (przez wiele lat współtwórca i redaktor naczelny największego, polskiego portalu rowerowego) i niezależny komentator, sobie życzę, to, w związku z perspektywą płynących do Związku milionów, przywrócenie równowagi rozwoju.

Skoro liczą się medale, a BMX daje cztery szanse (racing + freestyle kobiet i mężczyzn), projekt “pump track i rampa przy każdym ‘orliku’ ” nie jest pomysłem idiotycznym. Ba, ze względów “szkoleniowych” i patrząc na historię wielu znakomitych kolarzy, rozpoczęcie kariery właśnie na BMXie często otwiera drogę do sukcesu na torze, szosie lub w mtb.

Idąc dalej, skoro dwa medale zdobyliśmy w MTB (Pekin i Rio) i to sukcesy w tej, konkretnej konkurencji (a konkretnie jej jednej przedstawicielki, Mai Włoszczowskiej) są ważnym elementem pozycji kolarstwa wśród innych dyscyplin olimpijskich, kolarstwo górskie zasługuje na zdecydowanie więcej niż dostaje teraz.

Zawody rangi pucharu polski i mistrzostw polski oraz te z kalendarza międzynarodowego wymagają inwestycji w infrastrukturę (budowa tras na odpowiednim poziomie) dofinansowanie przynajmniej kilku takich ośrodków jest więcej niż wskazane. Podobnie jak pomoc w ekspozycji medialnej najważniejszych imprez czy motywacja do regularnego wpisywania ich do kalendarza UCI z możliwie wysoką kategorią, by ułatwić tańsze zdobywanie punktów do rankingu czy kwalifikacji olimpijskich.

W kwestii szosy, to choć mamy kilka gwiazd oraz grupę młodych zawodników ze sporym potencjałem, to, niestety, ściganie na polskiej scenie to “ludzie których nie znam na wyścigach, które mnie nie interesują”. Kibice przy trasach, wyścigi dla dzieci i młodszych kategorii wiekowych, wyższa kategoria UCI i, tak jak w przypadku MTB, większa (lub, powiedzmy sobie szczerze: jakakolwiek) ekspozycja w mediach to ważne elementy rozwoju polskiej “szosy”.

Być może właśnie partnerstwo z Orlenem pomoże na te bolączki, ponieważ prezes Banaszek zapowiada, że “Poprawa całego wizerunku nastąpi już w tym roku, Orlen będzie sponsorem głównym Orlen ProLigi i wyścigów cyklu UCI w kolarstwie górskim, więc już teraz w tych dwóch konkurencjach będziemy szli bardzo mocno do przodu.”.

Trzymam za słowo, bo to bardzo, bardzo ważne.

Dołóżmy do tego przełaje, „ekstremę”, enduro i masę energii, którą znajdziemy u przedstawicieli dyscyplin „nieolimpijskich” i naprawdę jest dla kogo i z kim pracować.

I wreszcie, na koniec, choć nie najmniej ważne. Kolarstwo dla wszystkich. Związek, grając wedle obowiązujących zasad, stawia na kolarstwo wyczynowe, medale mistrzostw świata i igrzysk olimpijskich. Co do zasady, nie jest to złe. Ale… Wzorem sukcesu jest kolarstwo brytyjskie. Podobno my też podpatrujemy poddanych Królowej. A oni znakomicie “dyskontują” sukcesy zawodowców i olimpijczyków, przekuwając medale w masowe członkostwo i popularyzację roweru: w sporcie, na ulicach, w szkołach.

Związek zrzeszający sto tysięcy lojalnych fanów ma zupełnie inną pozycję w negocjacjach nie tylko z ministrem czy spółką skarbu państwa, ale też w negocjacjach z mediami oraz sponsorami komercyjnymi.

Związek, który dba o swoich członków, nie tylko tych (realnie kilkuset), trenujących z myślą o “koszulce z orłem”, ale wszystkich, staje się wartościowym graczem na rynku reklamowym.

A to przekłada się nie na efemeryczny, bazujący częściowo na szczęściu i pracy niewielkich grup społeczników, ale długotrwały, budowany systemowo sukces. Którego nam wszystkim życzę. Bo trzeba spojrzeć szerzej i nie bać się nie tylko samemu działać, ale i współpracować i dzielić: zarówno obowiązkami, ale i owocami sukcesu.

Zatem, szanowny Prezesie, Dyrektorze, Zarządzie. Myślę, że dokładnie wiecie, co macie robić. A jeżeli nie wiecie, to zapytajcie. Jeśli zmarnujecie, lub, co gorsza, wynaturzycie tę szansę pójdziecie do piekła. A jeśli w piekło nie wierzycie, to w następnym wcieleniu będziecie paczką gumy do żucia. Takiej z dyskontu.

Więcej szczegółów o budżecie PZKol, partnerstwie z Orlenem i planach Związku znajdziecie w materiałach np. naszosie.pl, Eurosportu czy Przeglądu Sportowego.

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments